To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Wegetarianin wśród mięsiarzy - Mięsożerny partner

magda* - 2012-08-24, 21:34

Hate napisał/a:
Mamy Magdę z Krk, która jest od urodzenia wege, a dalej nie pamiętam, ale są 8-)


om, czyżby to o mnie :oops:
faktiko dzięki rodzicom pobijam, Hate'a o 6 lat stażu :twisted:

A żeby nie było off topu: partner może jeść co mu się żywnie podoba.
Miłość dla mnie polega na akceptacji drugiej osoby taką jaka jest, bez prób zmiany jej na lepszy model. To branie pod uwagę jej zdania i szanowania wyborów choć nasze są czasem inne.

hexehexe - 2012-08-25, 23:06

Cytat:
ja tam z mięsożerności mojego faceta zrobiłam dobry interes. stwierdziłam, że i tak go nie przekonam więc w ramach jego wdzięczności za robienie mu obiadu ze zwłok


dotykasz zwłok? :(
no niby dobry interes... ale ja bym nie dotknęła... ja nawet odmawiam kupienia szynki wiedząc że domownicy i tak to zrobią. Tylko muszą specjalnie wyjść. Ale ja po prostu tak mam, że się do tego nie potrafię dołożyć w najmniejszym nawet stopniu...

Cytat:
btw; nie przeszkadzają Ci mięsne pocałunki? Albo rybne? I to, że ciało Twojego chopa jest zbudowane z.. no sama wiesz z czego jest zbudowane i na czym wyrosło.


:shock: Pocałunki... mi bardzo przeszkadzałyby.
No i jeszcze sperma dla wtajemniczonych. Mięsożerny mąż ma jej inny skład, warto pamiętać.

______

Jeszcze refleksja na dziś:
sam akt wkładania mięsa do ust razi mnie duuużo mniej niż odrażające pyszałkowate teorie jakoby się miało takie "prawo" dzięki swej "wyższości". To mnie odrzuca totalnie.Tak jak pyszałkowate i pogardliwe podejście do "przewrażliwionych" wegan czy też "jeszcze nie dojrzałych emocjonalnie" [bo jak dojrzeją to przecież zaczną jeść zwłoki jak każdy rozsądny i szanujący się człowiek].

Przemawia do mnie to, że jednak:
1.nie mamy realnego wpływu na zmniejszenie rzeźnictwa
2.przecież ja tylko jem a nie zabijam

Powyższe dwa argumenty przyjmuję łagodnie i wyrozumiale, nie rażą mnie bo ...niestety są prawdziwe. Myślę, że z facetem jedzącym mięso z racji tego że on jeden "nie cofnie kijem Wisły więc szkoda zachodu" wytrzymałabym, bo to czysty pragmatyzm z jego strony. Natomiast nie wytrzymałabym z jebanym MIĘSNYM FILOZOFEM.

Dziś sobie to znów uświadomiłam- miałam okazję wysłuchać jakiegoś jęczenia o treści "o jaa pie.... " i kilku próbek "śmiesznych" tekstów o kurczakach ze strony kogoś kto wtrącił się w rozmowę moją z drugą osobą. Po pierwsze: nie wtrącamy się. Po drugie: - w moich oczach już jest stracony, nieodwracalnie. Ja na tak wczesnym etapie (ba! to jeszcze etap przed koleżeństwem nawet) zniechęcam się do takich oto 'mięsnych filozofów'.

Więc nie wiem jakim cudem miałabym trafić na mięsnego faceta :) raczej małe prawdopodobieństwo w moim przypadku. :) Za szybko mi brzydną. Automatycznie, po jednym występie takim jak powyżej opisany.

Anonymous - 2012-08-27, 02:40

jebany miesny filozof <3 zawsze mi brakowalo mi okreslenia na ten typ i juz mam, dzieki .D
Zofija - 2012-08-27, 13:33

Cytat:
Przemawia do mnie to, że jednak:
1.nie mamy realnego wpływu na zmniejszenie rzeźnictwa
2.przecież ja tylko jem a nie zabijam

Nie rozumiem drugiego argumentu. Przecież jak kupuję mięso to część kasy za nie idzie do człowieka, który to zwierze zabił. Sama wtedy nie zabijam, ale płacę komuś za zabicie, co jest w kwestii etycznej równoważne moim zdaniem.

kuku - 2012-09-10, 12:36

a co ja mam powiedzieć... po prawie dekadzie bycia wege zaczęlam jeść ryby mieszkając z mięsożercą... na szczeście przeszlo jak ręką odjąl, tak jedzenie zwlok, jak owo mieszkanie!
werty - 2012-09-14, 20:37

ja tam należe do szczesciarzy ale sam szczeciu pomoglem na przełomie lat 80i90 wegów było znacznie mniej niż teraz zawsze jak cos tam iskrzyło to delikatnie wypytywałem co i jak z tym"miesem" ale wychodziło,ze jestem jakis pojeb dziwoląg schizyk
aż wreszcie sie utrafiło i tak do teraz oczywiście roznie to bywało lepiej i gorzej ale pozostło partnerstwo sa dzieci i jest ok.

hexehexe - 2012-10-18, 17:01

Cytat:

Cytat:
Przemawia do mnie to, że jednak:
1.nie mamy realnego wpływu na zmniejszenie rzeźnictwa
2.przecież ja tylko jem a nie zabijam


Nie rozumiem drugiego argumentu. Przecież jak kupuję mięso to część kasy za nie idzie do człowieka, który to zwierze zabił. Sama wtedy nie zabijam, ale płacę komuś za zabicie, co jest w kwestii etycznej równoważne moim zdaniem.


Ja to wiem :) ) Chodziło mi o to, że jestem w stanie pojąć rozumowanie takiego człowieka. Bo zamachnięcie się na zwierzaczka i zakatrupienie go jest większym hardkorem niż "tylko" zjedzenie okrąglutkiego nie przypominającego swym kształtem zwierzęcia kotleta. Miałam tu więc na myśli ludzi którzy jedzą mięso, bo nigdy się nie zastanowili, bo nie mają pojęcia jak jest w rzeźni... Dla nich to PYK i krówka leży - bez bólu, idealnie, "HUMANITARNIE". Oni w to wierzą...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group