Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Ekologia - Alarm GMO

Argumental - 2017-04-14, 10:39
Temat postu: Alarm GMO
Ku całkowitemu zaskoczeniu swoich wyborców PiS zmienia całkowicie front w sprawie ustawy o organizmach modyfikowanych genetycznie – chce wprowadzić do Polski na mocy zmienionej ustawy UPRAWY GMO!!! Poseł Jan Szyszko, obecny Minister Środowiska, po wycince drzew w całej Polsce bierze się za GMO...

Cytat stąd: Alarm GMO - Lena Huuppert

Surri - 2017-04-14, 11:35

Ja się cieszę
mój znajomy napisał/a:
Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć o GMO lub usystematyzować swoją wiedzę w kilka minut to polecam.

W skrócie: GMO jest nadzieją na lepszą przyszłość dla ludzi, zwierząt i środowiska. ;)




O złotym ryżu chyba nie trzeba wspominać?

orzechova - 2017-04-14, 12:03

lubię GMO, mniam mniam
Argumental - 2017-04-14, 12:34

Powiedzcie mi, jak to możliwe, że wykazujecie troskę o zwierzęta, a nie wykazujecie troski o roślinność? Natura jest doskonała.
orzechova - 2017-04-14, 13:03

no, najlepsza jest

Argumental - 2017-04-14, 13:17

Odpowiedz proszę na moje pytanie.
orzechova - 2017-04-14, 13:29

to nie jest pytanie, ty z góry wiesz, że nie troszczę się o roślinność. Nie, natura nie jest doskonała. GMO są sposobem na poradzenie sobie z problemem suszy, nadmiernym używaniem pestycydów, chorobami roślin. Ot co.
powsinoga - 2017-04-14, 17:07

Skoro natura jest doskonała, to wpieprzaj te banany:



Tę kukurydzę:



Stroń od brukselki, jarmużu, kalafiorów, brokułów i całej reszty kapustowatych powstałych na drodze sztucznej selekcji:



Wyrzuć grzejniki, klimatyzację, nie przyjmuj leków, a nade wszystko wywal na śmietnik nienaturalny komputer i oszczędź nam kolejnych spazmów żenady.

Argumental - 2017-04-14, 17:23

orzechova napisał/a:
to nie jest pytanie, ty z góry wiesz, że nie troszczę się o roślinność. Nie, natura nie jest doskonała. GMO są sposobem na poradzenie sobie z problemem suszy, nadmiernym używaniem pestycydów, chorobami roślin. Ot co.


Z góry nie, ale skoro popierasz GMO, to znaczy, że nie troszczysz się o roślinność. GMO to nieuprawniony i nieprzewidywalny, więc niekontrolowany eksperyment na Naturze, która jest doskonała bez względu na to, czy patrzysz na nią oczami Stwórcy, ewolucji, czy innymi. Nikt nie ma prawa ingerować w Naturę, ponieważ jest ona dobrem wspólnym, które korporacje mają czelność modyfikować i patentować, niszcząc przy tym (mam nadzieję odwracalnie) biosystem planety.

Istnieje wystarczająca ilość informacji na temat szkodliwości GMO, więc nie ma sensu ich nawet przywoływać... Argumenty, które przedstawiasz są nieuprawnione (niedorzeczne), ponieważ uprawa GMO wymaga większego udziału pestycydów i jest mniej wydajna, niż naturalna. O jej nienadawaniu się do spożycia nie wspomnę. Poguglaj se. :-?

powsinoga, skoro tak bardzo cierpisz z powodu moich komentarzy, to może po prostu przestań je czytać.

***

Natura jest bardzo płodna, ale tylko dla ludzi szanujących jej różnorodność i piękno: Zadziwiający ogród Igora Ladowa. Warto zapoznać się z książką "Permakultura Seppa Holzera".

powsinoga - 2017-04-14, 17:52

Argumental napisał/a:
Istnieje wystarczająca ilość informacji na temat szkodliwości GMO, więc nie ma sensu ich nawet przywoływać


+

Argumental napisał/a:
O jej nienadawaniu się do spożycia nie wspomnę. Poguglaj se.


Nice try. Z drugiej strony lepiej w ten sposób ukrywać brak konkretów niż spamować blogaskami dla foliarzy.

Argumental napisał/a:
ponieważ uprawa GMO wymaga większego udziału pestycydów i jest mniej wydajna, niż naturalna


A 2014 meta-analysis concluded that GM technology adoption had reduced chemical pesticide use by 37%, increased crop yields by 22%, and increased farmer profits by 68%.

https://en.wikipedia.org/wiki/Genetically_modified_crops
http://journals.plos.org/...al.pone.0111629

Argumental napisał/a:
powsinoga, skoro tak bardzo cierpisz z powodu moich komentarzy, to może po prostu przestań je czytać.


Kretynizmy bez rzetelnej odpowiedzi przyprawiają mnie o jeszcze większą zgryzotę.

Argumental - 2017-04-14, 18:45

powsinoga napisał/a:
Kretynizmy bez rzetelnej odpowiedzi przyprawiają mnie o jeszcze większą zgryzotę.


Znów to robisz. Zgłosiłem Twój post do administracji forum.

orzechova - 2017-04-15, 14:42

Co to za bzdety, jaki byłby sens w uprawach gmo gdyby potrzebowały więcej pestycydów i dawały gorsze plony :/
Argumental - 2017-04-15, 17:39

orzechova napisał/a:
Co to za bzdety, jaki byłby sens w uprawach gmo gdyby potrzebowały więcej pestycydów i dawały gorsze plony :/


Sensu w tym nie ma żadnego, ponieważ GMO nie jest dla ludzi, tylko dla korporacji, które patentują organizmy i geny(!), pozywają o naruszanie patentów, sprzedają nasiona terminatory, chemię, monopolizują rynek upraw, trują ludzi (kartele farmaceutyczne są w tych samych rękach) i robią wiele innych, fatalnych dla świata rzeczy. Temat rzeka, ale wiedza jest na wyciągnięcie ręki...

arahja - 2017-04-15, 19:29

Może więc spróbowałbyś po nią sięgnąć?
Argumental - 2017-04-15, 19:53

Zadanie domowe odrabia się samemu. Jeżeli komuś zależy na poznaniu prawdy, powinien sam ją odszukać.
powsinoga - 2017-04-15, 20:49

Argumental napisał/a:
tylko dla korporacji, które patentują organizmy i geny(!)


No i co w tym tak dziwnego, że musisz bździć wykrzyknikiem? Wprowadzenie na rynek rośliny GMO to koszt 136 mln dolarów.

Cytat:
A survey completed in 2011 found the cost of discovery, development and authorization of a new plant biotechnology trait introduced between 2008 and 2012 was $136 million


Korpo ma się szarpnąć, by potem byle janusz po kursie z biotechnologii mógł sprzedawać produkt za półdarmo w sklepie z koszulkami ezoterycznymi? Nikomu by się nie opłacało ruszać palcem w bucie.

Poza tym odmiany ekologiczne też są patentowane.

arahja napisał/a:
Może więc spróbowałbyś po nią sięgnąć?


Myślę, że on sięga bardzo pracowicie. Tylko że czerpie z informacyjnej gnojówki, która wybija na samą górę Google'a. Niestety szkoły nie uczą podstaw metodologii naukowej i weryfikacji źródeł. I byle smerf na strawie blogowo-jutubowej czuje się uprawniony do polemiki z fachowcami.

Argumental - 2017-04-15, 21:28

powsinoga, skąd w Tobie tyle agresji? Może za dużo GMO w diecie?
arahja - 2017-04-15, 21:48

powsinoga, dzięki za sprawdzenie i posty. Jak cię nie znoszę, cenię wkład merytoryczny w forum.
powsinoga - 2017-04-16, 10:51

Piękne combo: Kukiz, Zięba, GMO.


Surri - 2017-04-17, 11:29

Argumental napisał/a:
Warto zapoznać się z książką "Permakultura Seppa Holzera".
Permakultura jest spoko. Sama bym chciała prowadzić ogródek oparty właśnie o jej zasady. ale na skalę przemysłową to chyba nie jest do ogarnięca.
taffit - 2017-04-18, 08:07

:arrow: Powsinoga ogranicz argumentum ad personam. Skończ z "kretynizmami" i "żenadami". Nie trzeba okraszać postów dosadnymi określeniami, które wartościują wypowiedzi interlokutora. Wystarczą argumenty merytoryczne. Następnym razem będę zmuszony użyć formalnego ostrzeżenia.
powsinoga - 2017-04-18, 15:42

A na stronie Harvardu jakieś przygłupy o tym, że niby GMO nam nie szkodzi. Nie dajmy się jednak zwieść rzekomej renomie uniwersytetu - w planie nauczania nie widzę świętej geometrii.

http://sitn.hms.harvard.e...s-hurt-my-body/

Argumental - 2017-04-18, 17:26

arahja napisał/a:
powsinoga, dzięki za sprawdzenie i posty. Jak cię nie znoszę, cenię wkład merytoryczny w forum.

No... i ten styl i kultura wypowiedzi. :-?

***

Dowodów na szkodliwość GMO jest naprawdę dużo i są łatwe do odnalezienia, ale jaki sens ma ich przywoływanie, skoro większość z Was nie rozumie, że modyfikacja roślin jest takim samym bezprawiem jak choćby przemysłowa hodowla zwierząt. Co sprawia, że oburzacie się na ich krzywdę, a nie reagujecie, kiedy narusza się prawo roślin do życia i wolności? Czy nie dostrzegacie, że przekraczana jest granica tego, co wolno nam, jako ludziom czynić na planecie? Dlaczego sądzicie, że mamy prawo naruszać porządek w przyrodzie, która rządzi się tyloma, niewidzialnymi i niemierzalnymi dla nas regułami, że na pewno długo ich nie poznamy, a bez wątpienia każda zmiana w jednym obszarze biosystemu wpłynie na całość...

Pozyskiwanie energii na Ziemi polega na spożywaniu innych istot, ale nie wolno nam zmieniać ich genomu. To jest przywilej Natury, jakkolwiek pojmowanej. Bierzcie z niej tyle, ile naprawdę potrzebujecie i okażcie wdzięczność. Tylko tyle i aż tyle.

I na Boga! Nie dajcie się nabierać na bajeczki o GMO, jako ratunku dla ludzkości. Głód i nieurodzaj na świecie jest spowodowany przez te same korporacje, które chcą teraz „zbawiać” świat:

Dr Rath - Kartel farmaceutyczny
Dr Rath - Polityczne perspektywy UE

powsinoga - 2017-04-18, 18:22

Agumental napisał/a:
Dowodów na szkodliwość GMO jest naprawdę dużo i są łatwe do odnalezienia


Mantrowanie pierdoletem nie przydaje mu prawdziwości, nawet jeśli propagandysta pewnego reżymu twierdził inaczej. Skoro są dowody, to je zaprezentuj. Z zastrzeżeniem, że filmiki z żółtymi napisami na YT to niewystarczające źródło.



Przy okazji polecam zapoznać się z pewnym pojęciem doskonale opisującym twój styl, że tak to żartobliwie ujmę, argumentacji.

Argumental napisał/a:
modyfikacja roślin jest takim samym bezprawiem jak choćby przemysłowa hodowla zwierząt


Odstawiając na bok debilizm samego twierdzenia, to już ci grzecznie próbowałem uświadomić, że modyfikacja roślin towarzyszy ludzkości od zawsze i niemal wszystko, co jesz, zostało zmodyfikowane czy to na drodze sztucznej selekcji, czy całej masy innych metod dopuszczanych w ramach tzw. rolnictwa ekologicznego.



Jak nie chcesz bezprawić, to idź jedz ściółkę.

Argumental napisał/a:
narusza się prawo roślin do życia i wolności?


Ja mam na przykład w dupie takie prawo. Pomijając, że nie wiem, jak GMO może mu szkodzić.

Argumental napisał/a:
Dr Rath - Kartel farmaceutyczny
Dr Rath - Polityczne perspektywy UE


Nie mogło zabraknąć jakiegoś przygłupa i mendy. Tym razem padło na Ratha, sprzedawcę pigułek i denialistę HIV, MORDERCĘ, który za pośrednictwem swojej fundacji namawiał chorych na AIDS do odstawiania leków antyretrowirusowych i łykania witaminek.

In 2005, according to Reuters, Rath's foundation distributed tens of thousands of pamphlets in poor black South African townships, such as Khayelitsha, claiming that HIV medication was "poison" and urging HIV-positive people instead to use vitamins such as those Rath sells to treat HIV/AIDS.[29][30] People with "advanced AIDS" were then recruited by the Rath Foundation and its surrogates for what the Rath Foundation called "a clinical pilot study in HIVpositive [sic] patients"[31] Personnel of the South Africa National Civic Organisation (Sanco) administered the programme in Khayelitsha as "agents for the Rath foundation."[31]

Rath Foundation employees reportedly infiltrated HIV/AIDS clinics in Khayelitsha and paid clinic staff to provide them with names of patients.[20] The Guardian described a case in which a pregnant woman newly diagnosed with HIV was visited at home by Rath Health Foundation employees and convinced to stop taking her antiretroviral medication in favour of Rath's vitamins; she died 3 months later.[33]


Całe szczęście, że mamy mądrego admina, który prędzej zbanuje mnie za użycie słowa "kretynizm" niż ciebie, szkodniku propagujący zbrodniarzy i negujący konieczność łykania B12 przez wegan.

Argumental - 2017-04-18, 18:39

powsinoga, korporacje są z Ciebie dumne. Pozostaje mi życzyć Ci szczerze zdrowia.
orzechova - 2017-04-19, 07:38

cóż innego pozostało, jeśli skończyły się argumenty :lol:
Argumental - 2017-04-19, 11:43

orzechova napisał/a:
cóż innego pozostało, jeśli skończyły się argumenty :lol:

Jak dyskutować z człowiekiem, który jest agresywny, permanentnie obrzuca mnie wyzwiskami i dokonuje oceny mojej osoby, a argumenty kwituje określeniami spazmy żenady, kretynizmy, debilizmy lub, że ma je w dupie?

Ponadto, myli sztuczną selekcję z GMO (obie metody są godne potępienia), uczciwego człowieka (Dr Matthias Rath) nazywa przygłupem, mendą i mordercą (dziwię się, że ten fragment komentarza jeszcze „wisi”), czyniąc mu zarzuty, że prowadzi biznes (korporacje farmaceutyczne za to produkują "leki" i rozdają je "za darmo") i ma swój światopogląd, bo „jedyny i słuszny” to ten powsinogi. Ja, natomiast propaguję według niego zbrodniarzy, jestem szkodnikiem i nie mogę posiadać własnej opinii o suplementacji B12 przez wegan (ciekawe, co na ten temat mówią osoby niesuplementujące B12, będące na wegańskiej diecie od kilkudziesięciu lat i cieszące się dobrym zdrowiem?).

Powtórzę: jaki sens przytaczać dowody na szkodliwość GMO, skoro nie rozumiecie fundamentalnego argumentu o braku prawa do ingerencji w naturalny porządek w przyrodzie? To jest już pytanie retoryczne...

Surri - 2017-04-21, 10:50

Poniekąd jestem w stanie zrozumieć niechęć do GMO. Sama się długo przekonywałam. Chodziło mi głównie o skutki długofalowe (tak jak po odkryciu promieni X długo nikt nie wiedział że ich nadmiarem można sobie zrobić kuku). Wizja nieingerowania w naturę jest bajkowa, piękna i niestety utopijna.
Moje wizje idealnego świata to jedno i niechże sobie zostaną w strefie marzeń bądź pijackich bajań. Gdyby moim światopoglądem sterowały swobodne rozkminy nie mające poparcia badaniach i świecie nauki to pewnie źle bym skończyła. Ponadto nie chcę być egoistką.


znajomy napisał/a:
Jedzenie z upraw "organicznych" powoduje znaczący wzrost emisji gazów cieplarnianych i napędza zmiany klimatyczne.

Jeżeli zależy nam na naszej planecie trzeba jeść jedzenie z upraw konwencjonalnych i wspierać badania nad GMO.

To kolejny głos w dyskusji o tym, że GMO to przyszłość i jakikolwiek opór dla tej technologii jest co najmniej niemoralny.

Pamiętajmy, że slogany typu "organic " czy "naturalne " grają na naszym strachu, niewiedzy czy dobrych intencjach. A tak naprawdę to zwykły chwyt marketingowy służący trzepaniu kasy.

(niestety bz napisów pl)

Argumental - 2017-04-21, 11:47

Surri napisał/a:
Wizja nieingerowania w naturę jest bajkowa, piękna i niestety utopijna.


Ziemia jest tzw. rajem, tylko krwiożercze, korporacyjne potwory uznały, że należy do nich i mogą ją niszczyć dla zysku i władzy. Ziemia leży odłogiem i starczy jej dla wszystkich, aby mogli ją gospodarować zgodnie z naturalnymi prawami. Ufam, że kiedyś powróci równowaga i człowiek zajmie swoje, przyrodzone miejsce w przyrodzie.

Nie mam już nic dodania, oprócz linków dla zainteresowanych wiedzą na temat GMO i sposobami powstrzymania tego nieetycznego eksperymentu:

Kampania "Stop dla GMO w Polsce"
Stowarzyszenie "Polska wolna od GMO"
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi

orzechova - 2017-06-07, 08:45

Bardzo ładny artykuł na blogasku Sylwestra

Spojrzenie na GMO z perspektywy biologa

Zebrała mi się garść przemyśleń związanych z tematem rantu w jednej z poprzednich notek. Wszystkie one krążą wokół jednej kwestii: gigantycznej przepaści między tym jak GMO (zazwyczaj) postrzegają biolodzy, a jak postrzega je reszta społeczeństwa. Ta notka, mam nadzieję, da pojęcie czemu ktoś kto ma jako taką wiedzę o biologii i ewolucji, patrzy na histerię wokół GMO ze sceptycyzmem.

CZY NAUKOWCY ZAJMUJĄCY SIĘ BIOLOGIĄ MOLEKULARNĄ MYŚLĄ W OGÓLE O GROŹNYCH KONSEKWENCJACH JAKIE MOGĄ WYNIKNĄĆ Z ICH ZABAW W BOGA/MATKĘ NATURĘ?

Tak. Pierwsza w historii nauki praca opisująca rekombinację DNA (czyli łączenie różnych fragmentów DNA zwierających różne geny) dotyczyła połączenia fragmentów genomu wirusa SV40 i faga atakującego bakterie E. coli. Autorzy pominęli w niej etap wszczepienia zrekombinowanego DNA do bakterii. Czemu? Ponieważ wirus SV40 znany był z wywoływania rozwoju guzów u myszy. Autorzy pracy nie byli pewni, czy nie doprowadziłoby to do powstania zagrożenia w postaci szybko namnażającej się bakterii, w której aktywne byłyby geny onkogennego (czyli wywołującego nowotwory) wirusa.

Autorzy tej pracy znajdowali się wśród inicjatorów zorganizowanej w 1975 roku w Asilomar pierwszej konferencji poświęconej kwestiom zagrożeń wypływających z tego, co dziś nazywamy biotechnologią.

Efektem konferencji było opracowanie zasad postępowania, których celem była minimalizacja ryzyka związanego z eksperymentami przeprowadzanymi w ramach badań nad biologią molekularną. Wśród nich znajdywały się wytyczne wskazujące jakich eksperymentów w ogóle nie powinno się przeprowadzać (wymieniono tu między innymi klonowanie DNA wysoce patogennych organizmów czy genów kodujących toksyny). W kolejnych latach uaktualniano owe reguły w zgodzie z rozwijającą się wiedzą o biologii molekularnej.

CZY PRZENOSZENIE GENÓW MIĘDZY RÓŻNYMI ORGANIZMAMI JEST NIENATURALNE?

Nie. Zacznijmy od oczywistości: każda współczesna technologia używana do otrzymywania GMO wykorzystuje procesy naturalne lub bezpośrednio modelowane na naturalnych. Niezależnie od jej technicznych szczegółów w ten czy inny sposób prowadzi do rekombinacji DNA.

Rekombinację DNA przeprowadzają dosłownie wszystkie grupy organizmów, to jest bakterie, pierwotniaki, grzyby, rośliny jak i zwierzęta. Szczegóły tych procesów są różne, ale leżąca u ich podstaw zasada – mieszania ze sobą różnych cząsteczek DNA w celu otrzymania kombinacji nie występujących wcześniej w naturze, jest taka sama.

CZY PRZENOSZENIE GENÓW MIĘDZY RÓŻNYMI GATUNKAMI BAKTERII JEST CZĘSTYM ZJAWISKIEM?

Tak. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że wymienianie się genami jest u bakterii jednym z głównych mechanizmów adaptowania się do środowiska. Bakteryjne komórki obok chromosomu zawierają mniejsze cząsteczki DNA zwane plazmidami. Plazmidy mogą przenosić się między komórkami w procesie koniugacji, dzięki czemu dochodzi do transmisji cech warunkowanych przez geny zawarte w plazmidzie z jednej bakterii do innej. Proces ten może zachodzić nawet między bakteriami niespokrewnionymi.

CZY GENY PRZENOSZĄ SIĘ MIĘDZY BAKTERIAMI I ROŚLINAMI?

Tak. Niektóre bakterie, na przykład Agrobacterium, wykorzystują wyspecjalizowane plazmidy do reprogramowania komórek roślin. Reprogramowane komórki tworzą guzy, w których bakterie mają komfortowe warunki życia. Za źródło pokarmu dla bakterii służą substancje, które roślina wytwarza wedle instrukcji znajdujących się w genach wszczepionych przez plazmid.


Guzy wywołane Agrobacterium

Agrobacterium i jej specjalne plazmidy są jednym z głównych sposobów modyfikowania roślin stosowanych w biotechnologii.

NAWET JEŚLI ROŚLINY ULEGAJĄ W NATURZE MODYFIKACJOM GENETYCZNYM, TO COŚ TAKIEGO PEWNIE NIE MA MIEJSCA U ZWIERZĄT?

Niezupełnie. Wiele stawonogów i robaków jest infekowanych przez bakterię Wolbachia. Istnieją dowody na duży transfer genów z genomu bakterii do genomu infekowanych zwierząt.


Wolbachia wewnątrz komórki zwierzęcia, na którym pasożytuje. Fotografia: Scott O'Neill CC BY 2.5.

Ponadto w genomach zwierząt znajduje się mnóstwo genów pochodzących z wirusów. U ludzi geny pewnej grupy wirusów zwanych retrowirusami stanowią około 10% całego naszego genomu. Rekombinacja i transfer genów z odległych grup stanowi istotny czynnik w ewolucji zwierząt.

ALE TO WSZYSTKO JAKIEŚ WYJĄTKI I PATOLOGIE. TRANSFER GENÓW Z BAKTERII I WIRUSÓW NIGDY NIE STANOWIŁ CZEGOŚ NAPRAWDĘ WAŻNEGO W EWOLUCJI ROŚLIN CZY ZWIERZĄT.

Stanowił. Pierwotniaki, grzyby, rośliny i zwierzęta (tworzą one łącznie grupę zwaną eukariontami) powstały dzięki transferowi genów z bakterii. Ich komórki, w przeciwieństwie do komórek bakteryjnych, posiadają jądra komórkowe i wyspecjalizowane organelle takie jak mitochondria (służące oddychaniu) i chloroplasty (prowadzące fotosyntezę).

Mitochondria i chloroplasty były kiedyś bakteriami wchłoniętymi przez przodków dzisiejszych eukariontów. Po tym akcie endosymbiozy znaczna część genów wchłoniętych bakterii uległa przeniesieniu do jąder komórkowych. Gdyby nie ten wielkoskalowy transfer genów między odległymi, niespokrewnionymi gatunkami, w ogóle nie byłoby dzisiejszych roślin i zwierząt.

ALE TO BYŁO KIEDYŚ. PÓŹNIEJ JUŻ GENY RÓŻNYCH GATUNKÓW ROŚLIN I ZWIERZĄT Z PEWNOŚCIĄ NIE MIESZAŁY SIĘ?

Nieprawda. Niektórzy przedstawiciele grupy zwierząt zwanej wrotkami zrezygnowali z rozmnażania płciowego. Swoją zmienność genetyczną zwiększając włączając do swoich genomów geny pochodzące z innych organizmów, należących do różnych niespokrewnionych grup.


Wrotek. Ilustracja autorstwa Ernsta Haeckela.

Pewien gatunek mszyc syntetyzuje barwnik karotenoidowy dzięki genom przeniesionym w naturalny sposób z grzybów. Niektóre pasożytnicze rośliny mają w swoich genomach geny przejęte od żywicieli. Zjawiska tego typu są prawdopodobnie częstsze niż się wydaje. Być może zaszło także między ludźmi a zarodźcem malarii.

TAK CZY SIAK OSTROŻNOŚĆ NAKAZUJE NIE EKSPERYMENTOWAĆ?

Zasada ostrożności nie ma żadnego zastosowania do GMO. W naiwnej wersji zmuszałaby do porzucenia technologii w ogóle, bo nawet technologie stosowane od lat mogą mieć nieprzewidziane skutki. Próba stworzenia bardziej wyrafinowanej wersji zasady ostrożności, która pozwoliłaby stosować takie technologie jak zwyczajne rolnictwo, ale jednocześnie wykazałaby, że GMO jest czymś innym, spełzła na niczym. Opierała się ona między innymi na dwóch kluczowych założeniach:

zjawiska naturalne są niejako testowane od miliardów lat, dzięki czemu wiemy, że nie są groźne
GMO jest czymś nowym i nienaturalnym i ma nieznane skutki. Jeśli istnieje nawet minimalne ryzyko katastrofy wynikłej z jego użycia, to ona kiedyś nastąpi.
Jeśli chodzi o drugi argument, to poprzednia część tej notki wykazała jego fałsz. Transfer genów między odległymi ewolucyjnie organizmami zachodzi od zawsze. W tym sensie taka zmodyfikowana zasada ostrożności nie stosuje się do GMO, bo nie sposób uznać GMO za bardziej nienaturalne od innych form hodowli zwierząt i roślin i modyfikowania ich zmienności podług ludzkich życzeń.

Ale błędny jest też pierwszy argument, zgodnie z którym rzeczy naturalne są bezpieczne bo niejako przetestowane przez samą naturę. Ludzie są naturalnym produktem ewolucji, a jednak są także przyczyną jednego z sześciu największych wymierań w historii Ziemi. Nawet gdyby GMO było zagrożeniem dla życia na Ziemi, samo w sobie jest produktem kulturowej ewolucji człowieka, który jest produktem zwykłej, naturalnej ewolucji biologicznej.

Krótko mówiąc, zasada ostrożności, która prowadzi nas do zakazu stosowania GMO, powinna też doprowadzić nas do zakazu stosowania krzyżowania zwierząt i roślin, rolnictwa w ogóle, a tak naprawdę technologii jako takiej. Jeśli jednak nie uznamy takich zakazów za rozsądne, trudno za taki uznać zakaz GMO.

A PROPOS WYMIERANIA, CZY GMO NIE ZAGRAŻA ŚRODOWISKU? CZY ZAKAZ GMO NIE UCHRONI EKOSYSTEMÓW PRZED DALSZĄ DEGRADACJĄ?

GMO nie ma zasadniczo nic wspólnego z głównymi zagrożeniami dla środowiska takimi jak globalne ocieplenie czy introdukcja obcych gatunków. Jeśli zaś chodzi o wpływ rolnictwa, to zastosowanie modyfikacji genetycznych hodowlanych roślin pozwoliło zmniejszyć konsekwencje ich uprawy negatywne dla środowiska (takie jak niszcząca glebę orka czy masowe stosowanie niespecyficznych herbicydów). Ostatnio opracowano także sposób na przywrócenie popularnego kiedyś amerykańskiego drzewa, wybitego przez zawleczonego z Japonii pasożytniczego grzyba. Umożliwiła to genetyczna modyfikacja tego drzewa.


Amerykański kasztanowiec był kiedyś najczęstszym drzewem liściastym w Stanach Zjednoczonych. Zawleczenie pasożytniczego grzyba z Japonii doprowadziło do śmierci większości tych drzew zaledwie w ciągu pół wieku. Fotografia: Nicholas A. Tonelli na licencji CC BY 2.0.

PODSUMOWANIE

Powyżej przedstawiłem podstawowe racje z powodu których, jak uważam, każdy kto ma jako takie pojęcie o biologii, uznaje GMO za problem o zasadniczo urojonej naturze. Być może dla laików mieszanie genów jawi się jako coś niezwykłego i groźnego, ale dla biologów to najnormalniejsza rzecz pod słońcem.

Surri - 2017-06-07, 09:41

Dzęki orzeszku, bardzo przyjemnie się czytało.
orzechova - 2018-02-02, 12:40

Strach przed czarnym tulipanem

Od kiedy stosuje się modyfikacje genetyczne w rolnictwie na masową skalę, czyli mniej więcej od 30 lat, nie pojawiły się naukowe dowody szkodliwości organizmów zmodyfikowanych dla człowieka lub środowiska. Skoro tak, to właściwie dlaczego przyjęto za oczywiste informowanie konsumentów, że dany produkt „zawiera GMO”?

Panie Profesorze, co to jest żywność naturalna?


O to samo pytam studentów! I daję im następujące zadanie: przygotowanie kolacji, ale wyłącznie z takich produktów dostępnych w supermarkecie, które nasi przodkowie jadali kilka tysięcy lat temu, kiedy nie stosowano jeszcze żadnych, nie tylko transgenicznych, metod zmieniania organizmów, by uczynić je bardziej wydajnymi.

Posiłek byłby skromny. Bez pieczywa i artykułów mącznych, bo zboża, z których są wypiekane, mają zmieniony materiał genetyczny. Warzywa i owoce też odpadają, bo ich gatunki zmodyfikowano, by uzyskać egzemplarze większe i smaczniejsze. Dziczyzny w supermarkecie raczej nie znajdziemy. Może woda? O ile jest czerpana z odpowiednio głębokich źródeł.

Podpowiem, że można podać niektóre ryby oraz owoce morza i ślimaki. Pamięta Pani, czym jest pszenica durum, z której produkuje się większość makaronów?

Efektem krzyżówek dzikiej trawy o nazwie pszenica płaskurka, którą w poł. XX w. poddano mutagenezie radiacyjnej przy użyciu tzw. bomby kobaltowej (stosowanej do dziś w terapii antynowotworowej).

Czyli potraktowano ziarna siewne tej odmiany pszenicy promieniami gamma. Sadzonki, które przeżyły terapię, przeszły do kolejnego etapu w procesie pozyskiwania dużych ziaren. W taki sposób powstały też czarne tulipany – ar kwiatów poddano działaniu bomby naświetlającej, co przeżyły trzy z nich. Jeden był czarny – od niego wywodzi się nowa odmiana. Jakkolwiek trudno uznać za naturalne bombardowanie nasion czy sadzonek neutronami albo traktowanie ich substancjami chemicznymi (poza mutagenezą radiacyjną istnieje też chemiczna), wedle definicji takie właśnie są. Mimo że operacje tego rodzaju wywołują zmiany w DNA roślin, a przed ich rozpoczęciem naukowcy nie mogli wiedzieć, co uzyskają.

Jednym słowem: niespodzianka.

Ale na przełomie lat 50. i 60. ekscytowano się tym do tego stopnia, że w USA sprzedawano torebki podpisane: „Wysiej i zobacz, co wyrośnie. Nasiona naświetlone radiacyjnie”. Mogła wyrosnąć roślina-gigant albo karłowata, albo zupełnie nic. Tymczasem zmieniając genom z wykorzystaniem technik inżynierii genetycznej, naukowcy precyzyjnie ustalają, co na każdym z etapów chcą otrzymać. Jeżeli produkt jest niewłaściwy, a tak dzieje się w 99,9%, niszczy się go. W przypadku radiacji albo mutagenezy chemicznej nikt nie miał pojęcia, jakiej zmianie ulegał genom zmodyfikowanego organizmu.

Teraz kolejny paradoks: żywność wytwarzana z produktów zmodyfikowanych genetycznie, uznawana za „nienaturalną”, jest na cenzurowanym. Część konsumentów, nie mając po temu żadnych naukowych dowodów, obawia się jej do tego stopnia, że pod wpływem oczekiwań społecznych wprowadzono na terenie Unii Europejskiej zakaz wysiewania roślin genetycznie zmodyfikowanych, poza kukurydzą MON810. W Polsce poszliśmy jeszcze dalej – od 2013 r. nie można wysiewać nawet tego gatunku. Jednocześnie na rynku pojawiły się np. kosmetyki reklamowane zachętą: „Zawierają technologię DNA”. Skrót odsyła do nazwy kwasu deoksyrybonukleinowego, a zatem producent nie obawiał się skojarzeń z genetyką, biotechnologią czy modyfikacjami transgenicznymi. Nazwa technologii powstania kremu nie budziła niczyich obaw – wręcz poczytywano ją za atut produktu.

Wracając do kwestii „żywności naturalnej”: w dzisiejszym świecie takowa nie istnieje. To, co jemy, było udoskonalane, choć nie wszystko metodami inżynierii genetycznej.

Lecz jedynie żywność oparta na organizmach zmodyfikowanych genetycznie budzi protesty, które wymuszają na rządach zakazy i moratoria. W przypadku kosmetyków korzystanie z osiągnięć biotechnologii jest odbierane pozytywnie. Z kolei farmaceutyki w ogóle nie są oceniane pod kątem sposobu ich otrzymywania. Mimo że białkowe leki hormonalne powstają za sprawą technik inżynierii genetycznej. Podobnie prawie wszystkie przeciwciała, stosowane w diagnostyce chorób, bazują na mikroorganizmach zmodyfikowanych genetycznie.

Dlaczego to inżynieria genetyczna „tumani i przestrasza”, a nie wcześniejsze metody modyfikacji organizmów? To właśnie działań „na ślepo” powinniśmy się byli obawiać, bo siłą rzeczy niosły ze sobą większe niebezpieczeństwo niż precyzyjnie zaplanowane modyfikacje genetyczne.

Pytanie warte fortunę. Tym bardziej że mogło być zupełnie inaczej. Przecież dzięki żywności zmodyfikowanej genetycznie jest możliwe np. ograniczenie ryzyka wystąpienia plag głodu na świecie, produkowanie żywności wzbogaconej o pożądane składniki diety oraz ochrona środowiska przed substancjami chemicznymi używanymi do ochrony roślin przed chwastami i szkodnikami. Marcin Rotkiewicz w książce W królestwie Monszatana. GMO, gluten i szczepionki, gdzie zestawia mity, manipulacje i zwykłe kłamstwa rozpowszechniane na temat m.in. żywności transgenicznej, zauważa, że w propagandzie anty-GMO nie brakuje właściwie niczego. Są działania aktywistów bez wykształcenia biotechnologicznego, ale z poczuciem misji, publikacje nieuczciwych naukowców, którym marzy się sława „niepokornego uczonego”, w końcu łaknące sensacji media. Ale nie brakuje też błędów po stronie samych firm biotechnologicznych, które zamiast cierpliwie tłumaczyć, bywało, że ignorowały zarówno niepokoje i pytania, jak i zarzuty o monopolizowanie sprzedaży nasion czy wywieranie presji na rolników. Do tego zestawu dołączyłbym jeszcze jedną kwestię: czy na pewno należało informować o tym, że jakiś produkt zawiera materiał zmodyfikowany genetycznie?

Wtedy firmy naraziłyby się na zarzut ukrywania informacji ważnych dla konsumenta.

Jakie znaczenie ma dla niego fakt, że np. mączkę kukurydzianą wyprodukowano z kukurydzy Bt, która zawiera dodatkowy gen, pochodzący od pewnej bakterii, co pozwala roślinie samodzielnie produkować białko chroniące ją przed szkodnikami? Toksyna działa tylko na larwy omacnicy prosowianki, na człowieka – nigdy. Od kiedy stosuje się modyfikacje genetyczne w rolnictwie na masową skalę, czyli mniej więcej od 30 lat, nie pojawiły się naukowe dowody szkodliwości organizmów zmodyfikowanych dla człowieka lub środowiska. Skoro tak, to właściwie dlaczego przyjęto za oczywiste informowanie konsumentów, że dany produkt „zawiera GMO”? Przecież w przypadku innych metod uzyskiwania żywności nie podaje się informacji, jak powstały – liczy się jedynie fakt bezpieczeństwa produktu końcowego. Co więcej, sami ojcowie założyciele biotechnologii zgodzili się, że ich działania powinny być kontrolowane.

Zaapelował o to Paul Berg, który jako pierwszy uzyskał cząsteczkę DNA zmienioną narzędziami inżynierii genetycznej. W liście opublikowanym w „Science” w 1974 r. postulował wprowadzenie moratorium na tego rodzaju badania, dopóki nie zostanie przeprowadzona dyskusja w szerszym gronie specjalistów.

Moratorium było przestrzegane. Rok po ogłoszeniu listu odbyła się konferencja w Asilomar w Kalifornii z udziałem 140 naukowców, także spoza USA. Uczeni poważnie podeszli do ewentualnych zagrożeń, ale czy nie popełnili być może błędu tak mocno nagłaśniając sprawę? W umysłach wielu ludzi mogła bowiem pozostać tylko jedna informacja – żywność zmodyfikowana genetycznie to coś ryzykownego, na co nam to?

Taka dygresja: kiedyś uważano, że podgrzewanie jedzenia w kuchence mikrofalowej jest niezdrowe i niszczy jedzenie. To, oczywiście, nieprawda, ale mimo że taka opinia była powszechna, większość gospodarstw domowych i tak to urządzenie posiada. Długotrwałe używanie telefonu komórkowego jest na pewno szkodliwe i wiedza o tym jest powszechna. Czy wpływa to na długość naszych rozmów? Są więc produkty, które osiągnęły nieprawdopodobną popularność, chociaż wiemy, że mogą być szkodliwe. Nikt też nie domaga się np. moratorium na sprzedaż urządzeń elektroniki użytkowej, chociaż przebywanie w wirtualnym świecie może zakończyć się uzależnieniem i zerwaniem osobistych kontaktów z ludźmi.

Jest jednak coś jeszcze. Gdy byłem dzieckiem, idąc na podwórko, słyszałem: „Bądź z powrotem na kolację”. I mama nie kontrolowała mnie przez komórkę, gdzie jestem. Nie zawoziła też na urodziny kolegi mieszkającego dwie ulice od mojego domu. To się działo nieco ponad pół wieku temu, a widać, że żyjemy już w innej epoce, mamy inną mentalność. I obawy ludzi przed GMO to część strachu przed światem w ogóle. Znak czasu.

Co za paradoks. Biorąc pod uwagę, ile gatunek Homo sapiens zyskał dzięki postępowi w nauce, powinniśmy stać się silni i odważni.

Idziemy przez życie za szybko, żeby docenić to, co udało nam się osiągnąć. Nie dajemy też sobie czasu na dotarcie do sedna sprawy. Bierzemy wszystko powierzchownie i lecimy dalej, nawet jeśli płacimy za to cenę utraty poczucia osobistego bezpieczeństwa, bo nie potrafimy ocenić ryzyka zagrożenia. Pokażę to na banalnym przykładzie zakupów na targowisku. Przyznaję, że prawie nigdy nie kupuję żywności określanej jako „bio” czy „eko”, bo wiem, że to przede wszystkim chwyt marketingowy. Masowo produkowana żywność, po którą sięga 80% klientów, bo jest tania, jest równie zdrowa jak ta produkowana w gospodarstwach nazywanych ekologicznymi. Na targowisku zwróciłem uwagę na błyszczące, dorodne jabłka ze słodkim miąższem pod kruchą skórką oraz na leżące obok – mniejsze, też ładne, ale z parchem, wyraźnie droższe od tych błyszczących. Pytam sprzedawczynię, skąd taka różnica w cenie. „Bo to jest jabłko naturalne – niepryskane, bez toksyn. Widzi pan, nawet robak jest w środku…”. Owszem, pierwsze jabłka na pewno były traktowane chemią, ale jeżeli stosowano ją prawidłowo, jest nieszkodliwa dla jedzącego. Jeśli jednak w owocu jest szkodnik, jabłko na pewno zawiera toksyny – te, które produkuje jego nieproszony mieszkaniec.

Dalej: parę mleczarni zorganizowało kampanię produkcji mleka od krów karmionych paszą bez GMO. Polska jako jedyny kraj w Unii Europejskiej ustanowiła zakaz wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych, który dotyczy także wykorzystywania GMO w paszy. Zakaz miał obowiązywać od sierpnia 2008 r., ale sukcesywnie ogłaszane jest moratorium na jego wprowadzenie (obecnie ma wejść w życie w styczniu 2019 r.). Powód odwlekania zakazu jest prosty – pasza bez produktów GM jest droższa. Dyrektor jednej z mleczarni uczestniczących w kampanii ogłosił: „Według aktualnej wiedzy mleko nie zawiera GMO, nawet jeśli pochodzi od krów karmionych paszami zawierającymi genetycznie zmodyfikowane organizmy”, ale skoro klienci chcą produktów „bez GMO”, musimy im je zapewnić. To jest uczciwie powiedziane, co nie zmienia faktu, że takie stawianie sprawy daje do zrozumienia, iż coś jest lepsze, bo nie zawiera GMO.

Polska, korzystając z możliwości stworzonej przez Komisję Europejską, w 2015 r. dołączyła do tych krajów UE, które przyjęły opcję „opt-out” – zakazu wysiewu roślin GMO na ich terytorium. Status kraju „wolnego od GMO” we współczesnym świecie to iluzja. Dlaczego, zamiast rozpocząć kampanię informacyjną, władze wolały wprowadzić ustawodawstwo, które utwierdza ludzi w przekonaniu, że ich obawy przed produktami transgenicznymi są uzasadnione?

Bo tak jest łatwiej? 2/3 produkcji bawełny na świecie pochodzi z upraw zmodyfikowanych genetycznie, zatem większość bawełnianych ubrań powstała dzięki GMO. Organizmy zmodyfikowane genetycznie produkują enzymy wykorzystywane do produkcji serów twardych oraz do klarowania soków owocowych. Podstawą pasz dla bydła i drobiu jest w UE soja transgeniczna – Unia sprowadza jej rocznie ponad 20 mln ton, Polska 2 mln ton. Jak już mówiłem, od 10 lat sposobimy się do zakazu jej importowania, ale wciąż odsuwamy ten moment, bo czym ją zastąpić? Upraw roślin motylkowatych (dzięki symbiozie z bakteriami brodawkowymi potrafią wiązać azot z atmosfery, przez co stają się cennym źródłem białka) jest za mało. Makuchy rzepakowe (odpady z produkcji oleju) są eksportowane, poza tym nie są tak kaloryczne jak śruta sojowa. Można importować soję nietransgeniczną, ale jest do 30% droższa od zmodyfikowanej. Jest jeszcze jedno rozwiązanie – odrzucone w imię nonsensu ekonomicznego wywołanego kolejną psychozą społeczną – podawać zwierzętom mączkę mięsno-kostną.

I wróci obawa przed tzw. chorobą szalonych krów, która nękała m.in. Francję i Wielką Brytanię w poł. lat 90.

Bingo! A teraz pytanie kontrolne: czy pamięta Pani, ile osób 20 lat temu zmarło na chorobę Creutzfeldta-Jakoba wywołaną przez białka zwane prionami, które zawarte w mięsie z chorego zwierzęcia niszczą ośrodkowy układ nerwowy człowieka?

A czy w ogóle ktokolwiek zmarł?

Mówi się o pięciu osobach – tyle stwierdzono w Wielkiej Brytanii. Natomiast wybito i spalono miliony krów, a mączka mięsno-kostna może być od tego czasu stosowana tylko w nawozach i karmie dla małych zwierząt domowych. Wracając do problemu ustawodawstwa, które odwołuje się do strachu i manipulacji informacją: Internet w kilka minut pozwala dotrzeć do tekstów, które przekonują, że „GMO powoduje nowotwory, raki, bezpłodność, raki piersi i macicy, niedorozwój płodu…” (zapis oryginalny). Taki przekaz przemawia silniej do wyobraźni niż mój spokojny wywód o nieszkodliwości organizmów zmodyfikowanych genetycznie zawartych w żywności czy paszach. Tradycyjne media też nie zawsze służą dobrej sprawie. Prowadziłem badania poświęcone treści artykułów prasowych na tematy biotechnologiczne. Konkluzja: 90% tekstów było merytorycznych i uczciwych, ale opatrzono je tytułami sensacyjno-alarmującymi, 70% z nich stwierdzało, że biotechnologia nie stanowi dla człowieka zagrożenia. Świetnie, ale co w sytuacji kiedy odbiorca zatrzyma się na przeczytaniu tytułu, co przy spadającym czytelnictwie prasy jest praktyką coraz bardziej powszechną?

Żyjemy w świecie rynkowym – w nauce też to widać. Redaktorzy czasopism naukowych szukają tekstów i tytułów, które przyciągną większą liczbę czytelników, bo to podwyższa liczbę cytowań, a w efekcie impact factor. Granty badawcze przyznaje się m.in. na trzy lata – to nieporozumienie, bo w tak krótkim czasie nie da się przeprowadzić wyczerpujących badań ani wdrożyć nowego osiągnięcia. Nie tylko w ten sposób premiuje się krótkoterminowe efekty, co siłą rzeczy sprzyja publikowaniu niesprawdzonych czy wręcz fałszywych wyników. Do tego dochodzi zwyczajna nieuczciwość, z jaką mieliśmy do czynienia np. w 2012 r., kiedy Gilles-Éric Séralini, profesor biologii molekularnej, ogłosił w piśmie „Food and Chemical Toxicology”, że szczury karmione mączką z kukurydzy GM i pojone wodą z herbicydem stały się m.in. bardziej podatne na choroby nowotworowe oraz zaburzenia równowagi hormonów płciowych. Publikacja była pełna błędów, autor nie był w stanie swoich twierdzeń udowodnić, ale ogłoszone tezy żyją do dziś.

Czytała pani Inferno Dana Browna?

Odpadłam po 20 stronach.

Szkoda, bo autor opowiada historię wirusa wyhodowanego technikami inżynierii genetycznej, który miałby ubezpłodnić 1/3 populacji. Dzięki temu w następnym pokoleniu liczba ludzi na świecie zostałaby odpowiednio zmniejszona. Wirus został wykradziony z laboratorium (to znany motyw – pamiętamy jeszcze, że wirus HIV miał w niekontrowalny sposób opuścić laboratoria wojskowe?) i bioterroryści grożą jego użyciem. Ta uwspółcześniona wersja XIX-wiecznej teorii Thomasa Malthusa, który dowodził, że epidemie i kataklizmy są czymś pożądanym, bo zdarzając się cyklicznie, regulują liczbę ludności (zasoby dóbr i energii są przecież ograniczone), sprzedała się w nakładzie 20 mln egzemplarzy na całym świecie. Czy taka teoria, świetnie przedstawiona, nie robi wrażenia?

Łatwo pomyśleć: coś w tym musi być…


To masowe media, filmy i książki kształtują poglądy na najważniejsze kwestie, a także wywołują strach przed możliwościami technologii. Wraz z dwojgiem współpracowników opublikowaliśmy w piśmie „Trends in Biotechnology” tekst, w którym analizujemy konkretne dzieła popkultury kształtujące poglądy opinii społecznej na temat biotechnologii. Teraz porównajmy siłę rażenia tego przekazu z wykładem popularnonaukowym o GMO. Jeśli na najlepszy mój wykład przyjdzie 300 osób, to sukces. Tymczasem z tego, nad czym pracują biotechnolodzy korzystają dosłownie wszyscy, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy i marzy im się „Polska bez GMO”.

Przez wiele lat byłem pracownikiem laboratoryjnym – takim od „pipetowania”. Dzięki temu mam chyba przyzwoity dorobek naukowy. Mimo to zastanawiam się, czy ważniejsza niż nauka nie jest moja praca na rzecz zmiany polskiej legislacji na temat GMO – batalia, biorąc pod uwagę, że 3/4 polskiego społeczeństwa jest przeciwna obecności modyfikacji transgenicznych w żywności, do tej pory przez biotechnologów przegrywana. W listopadzie 2017 r. opublikowałem, wraz z licznym gronem polskich naukowców, ekspertyzę Biogospodarka, biotechnologia i nowe techniki inżynierii genetycznej. To wyczerpujące podsumowanie obecności biotechnologii w Polsce, które jeśli zostanie poważnie potraktowane przez osoby podejmujące decyzje dotyczące tej dziedziny, może zmienić obecną sytuację.

Wierzy Pan jeszcze, że biotechnolodzy mogliby działać ramię w ramię z ekoaktywistami, przekonując niedowiarków, że zmodyfikowane transgenicznie rośliny, odporne na szkodniki czy glifosat, w większym stopniu czynią rolnictwo bezpiecznym dla środowiska niż stosowanie chemii?

Wierzę, że każdą kwestię można wytłumaczyć, np., jak to się dzieje, że mniej więcej taki sam areał ziemi uprawnej na planecie wykarmia coraz większą liczbę ludzi. Łatwo zauważyć skoki rewolucyjne w rolnictwie. W pierwszym etapie stosowano proste narzędzia, jak sochy, sierpy i kosy, które zastąpiły ręczne zbieranie zboża. Drugi etap to – umownie – mechanizacja. Trzeci – chemizacja, która rozpoczęła się po I wojnie światowej, kiedy fabryki materiałów wybuchowych musiały zagospodarować nadwyżki związków azotu. Opracowano zatem nawożenie azotowe, do którego po II wojnie światowej dołączyły środki chwasto- i owadobójcze, co prawda, nie zwiększając produktywności z hektara, ale zmniejszając straty. Czwarty etap to „zielona rewolucja”, rozpoczęta przez Normana Borlauga, który wyhodował odporną na pokładanie się, bardzo plenną pszenicę o dużym ziarnie, na krótkim kłosie. Obecny etap, dokonany dzięki inżynierii genetycznej, nie zwiększa produktywności roślin, ale znacząco zmniejsza straty i nakład pracy, obniża koszty produkcji. Nikt rozsądny nie powie jednak, że inżynieria genetyczna jest panaceum na wszystko (tym bardziej że nie wszędzie jest wskazana i opłacalna), ani że wie, jaki będzie następny rewolucyjny krok w rozwoju rolnictwa czy biotechnologii.

W pewnych sytuacjach inżynieria genetyczna jest jednak konieczna, co pokazuje historia tzw. złotego ryżu – transgeniczna odmiana rośliny ma wbudowany gen produkujący ß-karoten, czyli prowitaminę A. Składnik o zasadniczym znaczeniu w przeciwdziałaniu ślepocie zmierzchowej, na którą zapadają niedożywione dzieci w Trzecim Świecie. Kraje Afryki nie wysiewają jednak prawie w ogóle nasion GMO, w tym tej odmiany ryżu, bo, jako unijni importerzy produktów rolnych, muszą być „wolne od GMO”. Niemniej biotechnologia sięga do medycyny tradycyjnej m.in. plemion Afryki, nie zawsze dzieląc się z nimi wypracowanymi korzyściami. W biotechnologii często się pojawiają zachowania postkolonialne?

Trudne pytanie. Protokół z Nagoi o dostępie do zasobów genetycznych oraz uczciwym i sprawiedliwym podziale korzyści wynikających z wykorzystania tych zasobów, zawarty w 2010 r., próbuje przeciwdziałać takim nadużyciom. Najbardziej przekonuje mnie rozwiązanie zastosowane przez firmę, która bazując na informacjach medycyny ludowej, uzyskała ekstrakt z kory cisu, a następnie go zsyntetyzowała. Preparat mógł być stosowany na szereg schorzeń reumatycznych i zapalnych, a jego synteza pozwalała nie niszczyć drzew, które znajdują się pod ścisłą ochroną. Produkt syntezy zmodyfikowano, oznaczono jego dawkowanie – stał się zatem „indywiduum” chemicznym o ściśle określonej aktywności biologicznej. Firma, bez oddawania się małostkowym dociekaniom, ile w uzyskanym preparacie pozostało z wiedzy lokalnych szamanów, zaprosiła naukowców z tego kraju na staże w najlepszych instytucjach naukowych. Nie zaoferowała pieniędzy, ale wiedzę i umiejętności. To eleganckie i partnerskie rozwiązanie problemu, które opłaca się obu stronom, bo medycyna ludowa, jeśli tylko zachować kompleks czynników wpływających na skuteczność jej produktów, może być bogatym źródłem inspiracji dla biotechnologii.

Naukowcy będą więc zbierać świeże listki w nowiu księżyca albo przy wschodzącym słońcu?


Kiedy to wszystko ma sens! Biosynteza związków chemicznych zachodzi pod wpływem światła na powierzchni części zielonych, więc liczy się, przy jakim natężeniu światła i z której części rośliny liście są zbierane. Podobnie suszenie: czy suszymy zioła promieniami słonecznymi, których temperatura sięga 40°C, czy substancje chemiczne rozłożyły się pod wpływem palnika gazowego, gdzie dochodzi ona do 200°C? Biotechnologia sięga więc głęboko w dziedzinę, która w żaden sposób nie kojarzy się ze współczesną nauką, ale żeby z niej korzystać, naukowcy muszą przełożyć tę wiedzę na mechanizmy molekularne.

Dlaczego wybrał Pan naukowy sposób poznawania świata?

W ostatnich latach szkoły średniej i na początku studiów chemicznych robiłem coś, co polecałbym każdemu młodemu człowiekowi – podejmowałem różne prace. Zgłosiłem się na ochotnika do wojska, pracowałem na dwie zmiany w zakładzie pod Poznaniem, produkującym kwas siarkowy, praktykowałem w kancelarii adwokackiej, byłem wychowawcą na koloniach… Miałem przedsmak wielu potencjalnych zawodów, ale najbardziej spodobała mi się praca w laboratorium. Nie w sensie zdobywanych stopni i robienia kariery naukowej, bo o tym wówczas nie myślałem, ale szukania odpowiedzi na pytania. Podobała mi się przynależna do tego zawodu niezależność, swoboda działania, choćby w wyborze tematyki badawczej czy grona współpracowników.

Jest w nauce coś jeszcze, choć trudno to wyjaśnić. We wrześniu 2017 r. odbył się w Krakowie szósty Kongres Europejski Nauk o Życiu „Eurobiotech”, w którego zorganizowanie byłem mocno zaangażowany. Uczestniczyła w nim m.in. Ada Yonath, znakomita uczona z Izraela, laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie chemii. Nie rozmawialiśmy wyłącznie o tzw. ważnych sprawach. Wręcz przeciwnie – w pewnym momencie roztrząsaliśmy kwestię sposobów przyrządzania jajecznicy… To zdarzenie nie zawiera żadnej wartości dodanej. Nie potrafiłbym nawet powiedzieć, co w kontaktach z takimi ludźmi jak Ada Yonath, ale też np. Severo Ochoa, inny noblista, z którym pracowałem w USA, sprawiało mi przyjemność. Po prostu wiem, że to było coś szczególnego. I co jakoś w odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego nauka?”, też się liczy.


Tomasz Twardowski

Prof., ukończył chemię, kierownik Zakładu Biosyntezy Białka w Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu i przewodniczący Komitetu Biotechnologii PAN. Pracował naukowo również w Roche Institute of Molecular Biology w Nutley w USA i w Max-Planck-Institut für Molekulare Genetik w Berlinie. Do jego zainteresowań badawczych należą, m.in. mechanizmy regulatorowe biosyntezy białka w układach eukariotycznych, zwłaszcza w roślinach, ale także zagadnienia legislacyjne dotyczące biotechnologii oraz od lat prowadzona działalność popularnonaukowa. Jest autorem blisko 100 prac eksperymentalnych, kilkuset komunikatów, prac przeglądowych i artykułów popularnych. Autor, współautor lub redaktor naukowy kilkudziesięciu książek

Jędruś - 2018-02-04, 10:59

A tutaj o Pani Twardowskiej
http://www.icppc.pl/antyg...ani-twardowska/
MONSANTO się znowu kłania.

Pozdro.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty.

D.M. - 2018-02-04, 21:20

Skłaniam się do tego, że nie warto bać się GMO. Ale coś mi się nie podoba w tym, jak zwolennicy tego poglądu o tym mówią. Bo zwykle twierdzą oni tak po prostu, że GMO są nieszkodliwe. Brakuje mi kwantyfikatora: "wszystkie GMO są nieszkodliwe" czy "niektóre GMO są nieszkodliwe"? :) Chyba prawidłowiej byłoby wyjaśnić jakoś tak: fakt obecności GMO w produkcie nie powoduje zwiększenia prawdopodobieństwa szkodliwości tego produktu.

A wskazywać na opakowaniu, czy jest tam GMO, moim zdaniem, trzeba. To jest tak samo ważne, jak informacja o tym, czy jest dany produkt wegetariański, wegański. Przecież istnieje wielu ludzi, dla których bardzo ważne jest, czy produkt zawiera GMO; trzeba ich informować.

orzechova - 2018-02-05, 10:02

Jędruś, ale co z tego, bo nie widzę związku?
D.M., moim zdaniem nie warto o tym informować- to tylko nakręcanie bezgmowej paranoi. Co innego informowanie o weganizmie [etyka, zdrowie] czy glutenie [zdrowie], a co innego gmo. Tak sądzę.

Jędruś - 2018-02-05, 21:21

GMO podlegają patentom i za nie rolnicy a zarazem konsumenci muszą dodatkowo płacić.
W normalnych warunkach każda nowa odmiana wyhodowana przez rządowe instytucje trafiała na rynek do rolników, rolnik płacił za nasiona lub sadzonki tylko raz dalej propagacja za darmo. Te instytucje finansowane są z budżetu państwa, każdemu się to opłaca na czele z konsumentem.
A firma Monsanto i inne tego typu instytucje chcą za każdym razem aby im płacić.
Przykład: Monsanto wyhodowało nasiona zbóż które w 2 pokoleniu nie kiełkują, (tzw. wykastrowane nasiona), trzeba za każdym razem im płacić.
Monsanto pozwało Danię i oskarżyło o to, że kupuje zmodyfikowane genetycznie nasiona na paszę z krajów Ameryki Południowej. A to z powodu tego, że pyłek z roślin zmodyfikowanych genetycznie przedostał się na pola roślin niezmodyfikowanych.
Teraz rozumiesz.

Aby się przed tym bronić rząd Francji i Niemiec podjął działania mające na celu opatentowania (patent otwarty) starych odmian roślin i ras zwierząt, tak aby takie firmy jak Monsanto nie rościły sobie prawa do tych genów na przyszłość, żeby nie wyszła afera jak w Danii.
Co zrobiło polskie ministerstwo rolnictwa: nic.
I teraz pytanie dlaczego?
Odpowiedź: proszę się o to zapytać Pana Twardowskiego i Panią Twardowską.
Na tej stronce, do której poprzednio podałem link jest opis jak firmy biotechnologiczne, nierządowe lobbują swoich ludzi w kręgach politycznych.
A to co się stało w Stanach Zjednoczonych odnośnie przenoszenia pyłku z roślin zmodyfikowanych na niezmodyfikowane to zakrawa na kpinę.
http://tiny.pl/gnm3f

A ryż z karotenem (złoty ryż) to patent otwarty, odmiana wytworzona przez instytucję rządową.


Pozdro.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty.
NO :spam:

D.M. - 2018-02-05, 22:25

orzechova napisał/a:
Co innego informowanie o weganizmie [etyka, zdrowie] czy glutenie [zdrowie], a co innego gmo.

Niektórzy uważają, że GMO też oddziałuje na zdrowie. Trzeba uwzględniać ich interesy.

orzechova - 2018-02-07, 09:37

D.M. napisał/a:
Niektórzy uważają, że GMO też oddziałuje na zdrowie. Trzeba uwzględniać ich interesy.


to, że niektórzy uważają, nie znaczy, że to prawda. To ma tylko zły wpływ PRowy

Jędruś podaj jakiś wiarygodny link do informacji o tej sprawie Monsanto vs. Dania, bo nie mogę znaleźć.

tymczasem
Piractwo na roli
Wojciech Zalewski
Każdy zapewne słyszał o potwornych patentach korporacji wytwarzających nasiona genetycznie modyfikowanych zbóż. Patentem nie są objęte odmiany czy gatunki, ale konkretne modyfikacje, sekwencje DNA. Od dłuższego już czasu straszeni jesteśmy umowami licencyjnymi które mają spowodować uzależnienie rolnika od danego dostawcy oraz uniemożliwiają zachowanie nasion do wysiewu na kolejny rok.

Patent to nic innego jak rodzaj prawa autorskiego. Patentuje się już w zasadzie każdy wynalazek, patentuje się leki ratujące życie. Pogodziliśmy się z tym i nikt tego nie kwestionował. Nagle, od czasu wprowadzenia upraw GMO, patenty stały się złe. Wszyscy godzimy się na to by zapłacić artyście za jego pracę, godzimy się płacić za programy komputerowe i inne produkty, które często chronione są prawem patentowym/autorskim. Gdy przychodzi do zapłaty za wynalazek, jakim jest roślina genetycznie modyfikowana, tego już nie potrafimy zaakceptować. Ale czy ten „problem” dotyka w rolnictwie tylko GMO, jak usiłuje się nam wmówić? Otóż nie.

W Polsce od 26 czerwca roku 2003 obowiązuje ustawa o ochronie prawnej odmian. Wprowadza ona regulacje prawne mówiące o tym, iż jedynie hodowca ma prawo do zarobkowego korzystania z odmian zbóż. Firmy hodowlane ponoszą duże nakłady finansowe oraz intelektualne w celu tworzenia nowych odmian. Aby mogły prowadzić swoją działalność wprowadzono system opłat licencyjnych za udostępniany materiał.

Prawo zostało tak skonstruowane, iż rolnik na własne potrzeby może rośliny uprawiać, rozmnażać bez podpisywania umowy licencyjnej. Zdecydowana większość rolników plony ze swoich upraw sprzedaje, a więc czerpią zyski z nakładów pracy jakie włożyli, ale również czerpią zyski z pracy hodowcy, którego odmianę uprawiali. Dlaczego w takim razie sprzeciwiamy się opłatom licencyjnym dla hodowcy? Czy rolnik oddaje konsumentom za darmo swoje płody rolne?

Rolnik jest obowiązany podpisać umowę licencyjną z hodowcą, która zazwyczaj ważna jest rok lub więcej, jeśli umowa została odpowiednio skonstruowana. Dzięki ochronie autorskiej odmian, rolnik zobowiązany jest do wnoszenia opłat za korzystanie z danej odmiany, a jeśli tego nie zrobi popełni przestępstwo, takie samo jakby nielegalnie kopiował płyty z muzyką czy oprogramowaniem.

Z opat licencyjnych zwolnieni są rolnicy posiadający gospodarstwa o powierzchni poniżej 10ha. Rolnik może zachować materiał siewny na kolejny rok, jeśli zawarł taki zapis w umowie licencyjnej, jeśli jednak nie ma takiego zapisu w umowie, powinien zapłacić hodowcy 50% wartości umowy licencyjnej. Gdy rolnik zachowa materiał siewny na kolejny rok i nie zapłaci hodowcy, powstaje odpowiedzialność cywilna. W najłagodniejszym przypadku odszkodowanie wynosi 300% opłaty licencyjnej.

Do kontroli rolników oraz umów licencyjnych została powołana Agencja Nasienna. Jeśli rolnik nie wie jaką odmianę uprawia na polu, zostaje ona zidentyfikowana na jego koszt, a następnie rolnik wnosi odpowiednie opłaty właścicielowi odmiany.

Jak widać nie tylko rolnicy uprawiający GMO w USA czy innych krajach są obowiązani płacić za nasiona właścicielowi danej odmiany. Inną kwestią jest to, iż każdy szanujący się rolnik doskonale wie, iż warto kupować co roku nasiona od hodowcy, które zapewniają wyższą wydajność. Wynika to z bardzo dobrze znanego zjawiska depresji inbredowej, mówiąc „po polsku” kolejne pokolenia roślin mają gorsze właściwości, zazwyczaj dając niższy plon.

Warto również zwrócić uwagę na zdecydowanie wyższe koszty wprowadzania na rynek odmian GMO. Zrozumiałe jest, że nasiona te są droższe, a hodowca musi mieć gwarancję zwrotu poniesionych kosztów, bo w innym przypadku najzwyczajniej by zbankrutował. Co więcej, dzięki temu, że hodowca czerpie zyski z wprowadzania nowych odmian, może większą ilość środków przeznaczyć na rozwój kolejnych, które będą jeszcze bardziej wydajne i bardziej przystosowane do lokalnych warunków. Wbrew pozorom przynieść to może korzyści również dla rolnika, który będzie miał dostęp do coraz lepszych odmian, no i nam konsumentom.

Czy powstałby iPad, iPhone, itd, gdyby nie wcześniejsze chronione prawem wynalazki firmy Apple za które konsumenci zgodzili się płacić? Dzięki temu, że właściciel jakiegoś procesora może zarobić na swoim opatentowanym wynalazku, pieniądze może dalej inwestować w rozwój kolejnych technologii. Nie tylko wynalazcy żyje się lepiej ale i nam konsumentom dzięki rozwojowi coraz lepszych i sprawniejszych urządzeń. Czy mam rozumieć, iż chcemy dążyć do rozwoju, ale rolnictwo ma stać w miejscu?

Na koniec zastanawiam się nad kilkoma kwestiami dotyczącymi umów licencyjnych między rolnikiem a spółką hodowlaną? Jak w naszej gospodarce rynkowej ma wyglądać funkcjonowanie spółek hodowlanych, które nie czerpałyby zysków z umów? Kto ma finansować ich działalność? Co jeśli zbankrutują, kto ma wtedy odpowiadać za wytwarzanie nowych odmian odpornych np. na pojawiające się nowe choroby? Itp.

Jędruś - 2018-02-07, 13:21

Orzechova:
Najpierw zapoznaj się z tym artykułem, (link poniżej):
http://tiny.pl/gnt7x
Jest o tym dlaczego rząd Danii odrzucił wprowadzenie do uprawy genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy, jak widać plony były niższe niż zwykłej kukurydzy, co chciano zataić.
Skąd w Danii w paszy dla trzody chlewnej bierze się GMO ziarno link poniżej
http://tiny.pl/gnt7f

Po odrzuceniu przez Danię wprowadzenia GMO (roundup ready) kukurydzy, Roundup to herbicyd. Monsanto zaatakowało Danię, że nadal w paszy znajduje się ziarno zmodyfikowanej soi i kukurydzy, chciano odszkodowania (ziarno pochodziło z krajów Ameryki Płd.)

Fragment:
Belgium, Denmark, Italy, Holland, and Spain. In 2004 those five alone imported 144 000 tons of soy flour from Argentina. Monsanto's demands is completely illigal.” According to Campos „the patent covers only seeds not beans , flour or oil. European Law does not permit Monsanto to collect royalities on Argentine products. ….
z linku
http://tiny.pl/gntrq
Tłumaczenie: Belgia, Dania, Włochy, Holandia, i Hiszpania. W 2004 jedynie tych 5-cioro państw sprowadziło 144000 tony GMO soi z Argentyny. Żądania Monsanto są zupełnie bezprawne. Według Campos „patent obejmuje jedynie nasiona a nie ziarniaki soi, mąkę czy olej. Prawo Europejskie nie pozwala Monsanto na pobieranie opłat z produktów pochodzących z Argentyny..
dalej jest jeszcze więcej.
Sprawa sądowa była rozpatrywana w Parlamencie Europejskim, Dania była przez Monsanto najbardziej atakowana ponieważ odrzuciła wysiewanie Monsantowskiej kukurydzy w Danii.

Argentyna nie chce płacić Monsanto bo ją oskarżyła o to, że zanieczyściła im czyste uprawy pyłkiem z GMO.

Ciekawostka.
Monsanto połączyło się z Bayer 2016 roczek
http://tiny.pl/gnt75

A tak na marginesie: Dania jest niedaleko Polski i Orzechova nie wiesz co się dzieje u sąsiadów za miedzą.
Pan Twardowski z Panią Twardowską nawet nie chcą o tym wspominać wiadomo dlaczego. Ale Polacy powinni wiedzieć takie rzeczy, trzeba wiedzieć co się spożywa i komu się za to płaci.

Odmiany trzeba opatentować, gen po genie, aby takie firmy jak Monsanto-Bayer nie obeszły prawa drogą okrężną. Dopóki się tego nie zrobi dopóty te odmiany nie będą właściwe chronione w sensie prawnym. Czyli takie zarządzenia to dla prawników z Monsanto – Bayer to świstek papieru.
Teraz jaśniej.

Pozdro.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty.
NO :spam:

D.M. - 2018-02-07, 23:12

orzechova napisał/a:
to, że niektórzy uważają, nie znaczy, że to prawda.

Ale oni uważają, że to prawda, i powinni dostawać informację, która dla nich jest ważna.

orzechova - 2018-02-08, 11:12

Jędruś, widzę że masz problem z firmami produkującymi rośliny GMO, bo wymagają żeby płacić za efekty ich kosztownej pracy; zostawmy to na boku na razie, ale masz jakieś konkretne uwagi co do samych produktów GMO jako żywności?
D.M., nie jest istotne to co ktoś sobie uroił, ale to, co jest potwierdzone naukowo. Strach przed GMO zatrzymuje ludzkość w rozwoju i nie jest niczym logicznym uzasadniony! Jeśli ja sobie uroję, że woda która nie została otrzymana przez rozmrożenie z kostki lodu jest dla mnie trująca, to czy mam prawo żądać od producentów żywności żeby zaznaczali na opakowaniu, czy zawarta w produkcie woda pochodzi z kostki lodu czy nie?

Surri - 2018-02-08, 11:47

Ej. z tą wodą to pomysł na biznesa jest. Taką wodę z kostek lodu porezlewać do butelek i sprzedawać kilka razy drożej <3

:offtopic: :offtopic: :offtopic:
Co do GMO oznaczeń. Ja osobiście mam w nosie czy są, czy nie. Gorzej jeśli przez takie oznaczenie będzie drożej.

orzechova - 2018-02-08, 12:04

Surri napisał/a:
Ej. z tą wodą to pomysł na biznesa jest. Taką wodę z kostek lodu porezlewać do butelek i sprzedawać kilka razy drożej <3


muszę Cię zmartwić, bo już ktoś na to wpadł ;) te wszystkie automaty do wody strukturalnej naładowanej promiennikami kwarcowymi mniej więcej na tej zasadzie działają :P

D.M. - 2018-02-08, 21:32

orzechova napisał/a:
Strach przed GMO zatrzymuje ludzkość w rozwoju i nie jest niczym logicznym uzasadniony!

To trzeba wyjaśniać ludziom sytuację, by zwalczać ten strach, co zupełnie nie przeszkadza pisać, gdzie jest GMO. Uważam, że w ogóle skład produktów trzeba opisywać dokładniej, niż to się robi. Człowiek powinien mieć możliwość znać bardzo konkretnie, co on kupuje. Jest dużo niuansów, które mogą kogoś czemuś interesować.

orzechova napisał/a:
Jeśli ja sobie uroję, że woda która nie została otrzymana przez rozmrożenie z kostki lodu jest dla mnie trująca, to czy mam prawo żądać od producentów żywności żeby zaznaczali na opakowaniu, czy zawarta w produkcie woda pochodzi z kostki lodu czy nie?

A czemu nie? Można podać taką propozycję. Oczywiście, trudno opisywać na opakowaniu wszystko, co jest ważne dla co najmniej jednego człowieka, ale przynajmniej interesy znaczących grup społecznych warto uwzględniać. Ludzie chcący wiedzieć, czy jest GMO w kupowanych przez nich produktach, składają zdecydowanie znaczącą grupę społeczną.

Jędruś - 2018-02-09, 07:50

orzechova napisał/a:
Jędruś, widzę że masz problem z firmami produkującymi rośliny GMO

Tutaj nie chodzi o to czy ja lubię firmy biotechnologiczne typu Monsanto czy nie, tylko jak się coś robi to trzeba brać za to odpowiedzialność. Pyłek odmian GMO nie powinien zapylać innych odmian i gatunków roślin, bo inaczej dochodzi do zaśmiecania środowiska naturalnego.
Po drugie: nie powinno się dopuszczać żadnej odmiany GMO do uprawy dopóki dopóty jej pyłek będzie zapylał inne odmiany i gatunki roślin.
Taki powinien być wymóg prawny w każdym państwie.
Teraz pytanie dla ciebie Orzechova:
Jak byś się czuła jakby pod twoim domem wybudowali komin i ciągle dymili?
A po otworzeniu okna dym przedostał by się do mieszkania, a ty dostałabyś wezwanie do sądu, aby zapłacić za kradzież dymu.
Taka jest jak na razie technologia GMO w wydaniu Monsanto i podobnych jej firm.
A ty mi tu wstawiasz bajeczki, że się nad tym GMO namęczyli.
Powyższe pytanie powinno się zadać takim ludziom jak Pan Twardowski i Pani Twardowska.

Pozdro.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty.
NO :spam:

orzechova - 2018-02-12, 12:40

dym jest szkodliwy, powoduje raka i choroby płuc.
krzysztof - 2018-02-22, 12:46

:sloneczko:

D.M. napisał/a:
...A wskazywać na opakowaniu, czy jest tam GMO, moim zdaniem, trzeba. To jest tak samo ważne, jak informacja o tym, czy jest dany produkt wegetariański, wegański. Przecież istnieje wielu ludzi, dla których bardzo ważne jest, czy produkt zawiera GMO; trzeba ich informować.
D.M. możesz podpisać petycję w tej sprawie. Jest teraz kampania dot. znakowania:
Wolne od GMO?
https://chcewiedziec.pl/
Cytat:
Wprowadzenie znakowania „wolne od GMO”

Kampania ma na celu wprowadzenie w Polsce systemu znakowania „wolne od GMO”, informującego o braku genetycznie modyfikowanych organizmów w żywności. Taki system wyróżnia także produkty (mięso, nabiał, jajka) pochodzące od zwierząt karmionych paszami bez GMO. Stosują go już u siebie m.in. Austriacy, Niemcy, Francuzi, Słoweńcy. Uważamy, że to działania godne naśladowania. Więcej o idei znakowania „wolne od GMO” w naszym raporcie eksperckim „Znakowanie żywności wolnej od GMO. Propozycja dla Polski”.

Stoimy po stronie rolników i producentów żywności, ale przede wszystkim konsumentów. Domagamy się przestrzegania jednego z ich podstawowych praw: prawa do uzyskania wyczerpującej informacji na temat produktu. Szczególnego znaczenia nabiera ono podczas zakupów żywności. Z różnych względów – zdrowotnych, światopoglądowych, religijnych – chcemy wiedzieć, co dokładnie trafia na nasze talerze. Powinniśmy być informowani, czy dany produkt zawiera GMO, czy jest od nich wolny. Jako przedstawiciele obywateli, zbieramy ich głosy, m.in. poprzez deklarację poparcia kampanii.
Więcej informacji:
www.facebook.com/chcewiedziecpl

Konsumenci chcą wprowadzenia znaku „Wolne od GMO”
https://chcewiedziec.pl/dzialaj/tak-dla-jednolitego-znaku-wolne-od-gmo/
Cytat:
Zebraliśmy ponad 40 tys. podpisów pod naszą petycją w sprawie wprowadzenia znaku „wolne od GMO”. Również sondaż Millward Brown z 2013 roku dla INSPRO pokazał, że ponad 73% ankietowanych jest za wprowadzeniem takich rozwiązań, a 9 na 10 rodziców dzieci do lat 2 chciałoby mieć pełną świadomość składu żywności przy wyborze produktów w sklepie.

Wprowadź „wolne od GMO” do sklepów
https://chcewiedziec.pl/dzialaj/wprowadz-wolne-od-gmo-do-sklepow/
Cytat:
Drogi Konsumencie,
Aplikacja, do korzystania z której gorąco Cię zachęcamy, to kolejne z naszych narzędzi promujące ideę znakowania żywności wyprodukowanej bez użycia GMO. Wraz z ponad 40 tysiącami konsumentów, którzy podpisali naszą petycję, już od 2013 roku domagamy się wprowadzenia w Polsce jednolitego znakowania „wolne od GMO”.
Dlatego przygotowaliśmy prosty mechanizm, który pozwoli Ci wysłać apel do największych sklepów i sieci spożywczych w Polsce. Powiedz im wprost, że jako ich klient chcesz mieć wybór odpowiednio oznakowanej żywności wyprodukowanej bez udziału GMO i że zależy Ci, aby taką żywność promowali.

Jesteśmy aktywni i walczymy na wielu frontach – od rzecznictwa, po akcje medialne i edukacyjne, aż po najważniejsze – mobilizowanie obywateli do oddolnych działań.
Zdajemy sobie sprawę, że do osiągnięcia zamierzonej zmiany społecznej potrzebne jest szerokie poparcie i zaangażowanie różnych środowisk. 73,1% Polaków domaga się znakowania żywności „wolne od GMO”, a wśród rodziców dzieci w wielu poniżej 2 lat takiego znakowania chce aż 9 na 10 osób*.Obecnie polski rząd pracuje nad ustawą regulującą znakowanie „wolne od GMO”. Jednak same przepisy nie wystarczą. Potrzebna jest bogata oferta i dostępność takich produktów w sklepach, co umożliwi Ci wolny wybór podczas zakupów. To istotne także w kontekście umowy CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement) pomiędzy Kanadą, a Unią Europejską. Jej przeciwnicy od dawna mówią, że może ona spowodować zalew europejskiego rynku żywnością niespełniającą standardów bezpieczeństwa UE – w tym nieoznakowaną pod kątem GMO. Coraz więcej polskich producentów, ostatnio kilka największych mleczarni, nie czeka na decyzje „na górze” i deklaruje lub już wprowadza własne znakowanie. Chcą być gotowi na rosnące zapotrzebowanie konsumentów. Wysłany przez Ciebie Apel spowoduje jeszcze większe zainteresowanie tym tematem. Pamiętaj, że to Ty jesteś najważniejszym ogniwem w łańcuchu producent – dystrybutor – klient!
Znana maksyma mówi, że konsument głosuje poprzez swój portfel, inna – że popyt generuje podaż. Pewne jest to, że podobnie jak inni konsumenci, masz ogromne możliwości wpływu na producentów i dystrybutorów, z czego możesz nie zdawać sobie sprawy. Zmiana jest jednak możliwa! Wielokrotnie w ostatnich latach tysiące pojedynczych obywateli tworzyło ruchy konsumenckie skutecznie przyczyniające się do wypracowywania nowych standardów, czy trendów.
Naszą rolą będzie nagłośnienie całej akcji, aby jak najwięcej konsumentów skorzystało z aplikacji. Następnie dokonamy podsumowania wyników i zwrócimy się z prośbą o komentarz do poszczególnych adresatów, czyli sklepów/sieci handlowych. Będziemy również monitorować sytuację i w Twoim imieniu sprawdzać, czy w poszczególnych firmach nastąpiły pozytywne zmiany w kontekście dostępności produktów wolnych od GMO.
Dołącz do grona świadomych konsumentów i poproś swój sklep o wprowadzenie do swojej oferty produktów wolnych od GMO oraz ich lepszą promocję
Nie czekaj, wyślij swój apel już dziś i poproś o to samo swoich bliskich i znajomych!

Więcej info. stronie kampanii.

pzdr.

D.M. - 2018-02-22, 22:29

Nie lubię podpisywać petycji. Oprócz tego, mam też inne propozycje co do informacji, które miałyby być obowiązkowe do wskazania na opakowaniu, i uważam je za znacznie ważniejsze od informacji, czy produkt zawiera GMO.
orzechova - 2018-03-26, 09:21

LIDL straszy nas przed GMO

Sprzedawcy żywności nie boją się handlować strachem. Lidl rozpowszechnia bzdury o GMO

W 1943 roku Meksyk borykał się z rosnącą populacją, której groził głód. W niespotykanym dotąd w historii geście poprosił o pomoc – i uzyskał ją. Finansowane przez międzynarodowe fundacje badania stworzyły m.in. nową odmianę ryżu IR8, dającą pięciokrotnie więcej pożywienia z uprawianej powierzchni i nie potrzebującej nawozu. Rozpoczęła się Zielona Rewolucja.

IR8 jest sztucznie zmodyfikowanym gatunkiem: dobierano i krzyżowano rośliny tak, by uzyskać najlepszy rezultat. Ludzkość robiła to od lat, ale dopiero zrozumienie genetyki i zasad dziedziczenia pozwoliło uzyskać takie rezultaty. Ta “naturalna” metoda jest najbardziej niebezpieczna – nie jesteśmy w stanie przewidzieć jakie, oprócz pożądanych, cechy zostaną przekazane potomstwu. Pojawienie się możliwości inżynierii genetycznej spowodowało powstanie bezpiecznych i jeszcze wydajniejszych odmian: w 1980 roku IR36 była odporna na pasożyty i rosła tak szybko, że można było zebrać plon dwukrotnie w ciągu roku.

Ojcem inżynierii genetycznej w agronomii był Norman Borlaug, laureat Nagrody Nobla w 1970 roku, o którym komitet Noblowski powiedział w uzasadnieniu przyznania nagrody:

Doktor Borlaug uratował więcej ludzkich istnień niż ktokolwiek inny w historii. Jego hybrydowe i genetycznie modyfikowane odmiany zbóż uratowało od głodu co najmniej miliard mieszkańców Trzeciego Świata.

GMO jest bezpieczniejsze od “naturalnego” krzyżowania – bo wiemy dokładnie jaki będzie wynik. Między bajki należy włożyć opowieści o losowych toksynach tworzonych w trakcie modyfikacji. Podobnie jest z innym efektem wspominanym przez przeciwników GMO: zanieczyszczeniem sąsiednich plonów. Zjawisko zwane zapylaniem krzyżowym nie powstało wraz z GMO, lecz jest zjawiskiem naturalnym. GMO może mu zapobiegać poprzez tworzenie plonów, które są jadalne, lecz bezpłodne – nie będących w stanie zapylić innych roślin.

Lidl przyłącza się do handlu strachem
To wszystko nie powstrzymuje producentów i sprzedawców żywności od handlowania strachem: przedstawiania żywności wolnej od GMO jako czegoś lepszego i bezpieczniejszego.

Książka z przepisami wydana niedawno przez Lidl jest tego przykładem. Czytamy tam m.in. że “wciąż nie ma wiarygodnych badań dotyczących wpływu spożywania żywności GMO na organizm człowieka”. To wierutna bzdura.

To nie jest tak, że istnieje mechanizm przejmowania genów zjadanych organizmów. My ich tkanki w procesie trawienia rozkładamy na prostsze związki chemiczne, podobnie dzieje się z ich DNA. Tak samo “kurczaki karmione karmą bez GMO” to kolejne pustosłowie – kurczak również strawi ten pokarm, zamiast przejmować jego właściwości. Gdyby świat wyglądał w ten sposób (inspirowany chyba grą Spore), to zjadając dużo tuńczyka zyskiwalibyśmy umiejętność oddychania pod wodą.

Czy rozpowszechnianie takich treści jest uczciwe?
Nie ma wątpliwości, że rozpowszechniana przez Lidl książka jest de facto ich materiałem reklamowym. Czy szerzenie strachu przez GMO jest aktem nieuczciwej konkurencji? O opinię poprosiłem redaktora naczelnego i współwłaściciela serwisu Bezprawnik, Jakuba Kralkę.

Oczywiście nie zdarza się to często, wolność literatury i prasy ma szczególną ochronę w przestrzeni publicznej, ale rzeczywiście zaistnienie odpowiedzialności prawnej za tak konstruowane komunikaty może mieć miejsce, szczególnie jeśli jest używany w komunikacie o charakterze marketingowym.



Ze stosownymi roszczeniami mogą wystąpić na przykład producenci żywności GMO, którym tego typu niepoparta żadnymi badaniami książka (a jednocześnie sprawiająca wrażenie literatury faktu, a nie prywatnych opinii) może przynieść straty. Pod kątem możliwości zaistnienia czynu nieuczciwej konkurencji (w postaci nieuczciwej reklamy) sprawę powinien zbadać też UOKiK. Jestem też ciekawy stanowiska Komisji Etyki Reklamy, która zwykle mierzy się z niepoważnymi skargami, a i jej doniosłość “prawna” jest znikoma. Wydaje mi się jednak, że w tym wypadku stanęłaby przed ciekawym zagadnieniem do oceny i mogłaby uznać tego typu reklamę za sprzeczną z zasadami etyki.

[ Dodano: 2018-03-26, 10:22 ]
Kukurydza GMO jest zdrowa? Kompilacja danych z ponad 6 tys. badań



Żywność modyfikowana genetycznie nie cieszy się dobrą opinią. Nowa analiza skupiająca wyniki ponad 6 tysięcy badań nad GMO z przeszło dwóch dekad przekonuje, że kukurydza modyfikowana genetycznie jest zdrowa i nie szkodzi człowiekowi.

Człowiek, jako gatunek, wprowadzał modyfikacje genetyczne metodami hodowlanymi od starożytności. W ten sposób, poprzez hodowlę selektywną, powstało szereg odmian różnych gatunków – m.in. wytworzono tak heksploidalną pszenicę zwyczajną. Ale w obecnych czasach modyfikacja genetyczna oznacza użycie inżynierii genetycznej. Za jej pomocą zmienia się materiał genetyczny w celu uzyskania pożądanych cech.

Żywność GMO nie cieszy się dobrą opinią. Przede wszystkim zarzuca się jej powodowanie wielu chorób, z nowotworami na czele. Jednak obecnie wielu badaczy uważa, że nie stanowi ona zagrożenia. To stanowisko popiera 271 kompetentnych w temacie organizacji z całego świata, w tym: Światowa Organizacja Zdrowia, amerykańska National Academy of Sciences, Royal Society, Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności, Papieska Akademia Nauk czy prezydium Polskiej Akademii Nauk.

Z tą opinią nie zgadzają się wszyscy. Istnieje wiele organizacji, które uważają, że GMO jest szkodliwe dla środowiska i dla ludzi. Niektóre z nich twierdzą, że to nieprzebadana technologia. Wśród nich najbardziej znana to Greenpeace, ale są też mnie rozpoznawalne: Center for Food Safety, Union of Concerned Scientists czy Institute of Science in Society.

Nowa metaanaliza, w której wykorzystano wyniki ponad 6 tysięcy badań nad GMO prowadzonych przez ostatnie 20 lat, wskazuje, że żywność modyfikowana genetycznie, a konkretnie kukurydza, nie stanowi zagrożenia dla ludzi. Dane, które zawarli w kompilacji włoscy naukowcy pochodziły ze wszystkich kontynentów (poza Afryką i Antarktydą) i zostały przeprowadzone w latach 1997-2017.

Metaanaliza pozwala badaczom wyciągać wnioski, które są bardziej ekspansywne i solidniejsze niż te, które można uzyskać z pojedynczego badania. Jej wyniki zostały opublikowane na łamach pisma „Scientific Reports”.

Autorzy analizy wskazują, że te badania wydają się potwierdzać, że ​​nie tylko GMO nie stanowi żadnego zagrożenia dla ludzi, ale także może mieć pozytywny wpływ na zdrowie.

Znaczny odsetek niezmodyfikowanych genetycznie, organicznych odmian kukurydzy zawiera niewielkie ilości mikotoksyn, fumonizyn czy trichotecyn. Związki te są niebezpieczne dla zdrowia. W kukurydzy modyfikowanej genetycznie jest ich znacznie mnie – twierdzą badacze.

Dodatkowe korzyści ze stosowania kukurydzy modyfikowanej genetycznie to znaczny wzrost plonów. Badacze wskazują, że kukurydza GMO pozwoliła zwiększyć zbiory od 5,6 do 24,5 proc.

„Nasza praca pozwala wyciągnąć jednoznaczne wnioski, przyczyniając się do wzrostu zaufania publicznego do żywności produkowanej z użyciem genetycznie zmodyfikowanych roślin” – napisali włoscy naukowcy. Czy na pewno? To się okaże.

D.M. - 2018-03-26, 21:34

orzechova napisał/a:
„Nasza praca pozwala wyciągnąć jednoznaczne wnioski, przyczyniając się do wzrostu zaufania publicznego do żywności produkowanej z użyciem genetycznie zmodyfikowanych roślin” – napisali włoscy naukowcy. Czy na pewno?

Raczej na razie to są wnioski o pewnej genetycznie modyfikowanej kukurydzy. Sądzę, że po prostu można badać różne produkty pod względem ich zdrowości czy szkodliwości, i nie ma podstaw sądzić, że GMO bywają szkodliwe częściej czy rzadziej, niż nie GMO.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group