Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Teksty - Czy zabijanie dla rozrywki powinno być w ogóle dopuszczalne?

Surri - 2018-04-05, 13:21
Temat postu: Czy zabijanie dla rozrywki powinno być w ogóle dopuszczalne?
Karolina Kuszlewicz: Czy zabijanie dla rozrywki powinno być dziś w ogóle dopuszczalne?



Prawo łowieckie i ustawa o ochronie zwierząt przez lata zawierały ewidentne sprzeczności. Tak samo okrutne zachowanie wobec zwierząt było surowo zakazane przez jedną ustawę, a jednocześnie dopuszczane przez inną - rozmowa z Karoliną Kuszlewicz*, adwokatką i ekspertką w zakresie prawnej ochrony zwierząt
Paulina Milewska: Jedne zwierzęta są nam dalsze, a inne bliższe. Najbliższe są te domowe.
Karolina Kuszlewicz: W przypadku zwierząt spokojnie możemy mówić o dyskryminacji. Dotyczy ona zarówno jakości ochrony prawnej w odniesieniu do poszczególnych grup zwierząt, jak i stosowania prawa.

W miarę dojrzeliśmy już do tego, by chronić zwierzęta domowe, więc policja ściga sprawców znęcania, a sprawy te trafiają do mediów. Ale na tym koniec – przykładowo ochrona karpi przez lata była niemożliwa do wyegzekwowania, a przecież gdyby te ryby zamienić na psy, to każdy zgodziłby się, że przestępstwem jest regularne głodzenie lub duszenie psa, nawet jeśli uda mu się to przeżyć.

„Ludzkim panem” zwierząt zostaje powoli PiS, który cały czas nowelizuje prawo łowieckie. Czy tu również mieliśmy do czynienia z brakiem rozumienia zasady humanitarnego traktowania?
Batalia w parlamencie dotyczyła m.in. wprowadzenia zakazu wykorzystywania żywych zwierząt do szkolenia psów myśliwskich i ptaków łowczych. Podczas takich treningów umieszczano w norze lisa, który był poddawany atakowi psa myśliwskiego. Nazywano to „szkoleniem”, ale z perspektywy lisa była to prawdziwa walka o życie.

Prawo łowieckie przez lata dopuszczało okrutne traktowanie dzikich zwierząt dla celów „treningowych”, w tym również ich ranienie i zabijanie, podczas gdy w tym samym czasie ustawa o ochronie zwierząt uznawała złośliwe straszenie czy fizyczne dręczenie zwierzęcia za przestępstwo znęcania.
To przykład kompletnego braku konsekwencji – tak samo okrutne zachowanie wobec zwierząt było surowo zakazane przez jedną ustawę, a jednocześnie dopuszczane przez inną. Na szczęście Sejm i Senat ostatecznie poparły zakaz takich „szkoleń” i nowelizacja została podpisana przez Prezydenta.

Nowelizacja niesie za sobą więcej zmian. Zakazuje na przykład udziału najmłodszych w polowaniu.
Tak, eliminuje kolejną obowiązująca przez lata rozbieżność w prawie. W ustawie o ochronie zwierząt mamy przepis stanowiący, że przestępstwem jest zabicie przy dziecku zwierzęcia kręgowego, czyli np. karpia, psa czy królika. Jednocześnie przez całe lata dozwolone było zabieranie dziecka na polowania, których podstawowym celem jest zabijanie zwierząt.

Zwolennicy tej tradycji twierdzili, że udział dzieci nie oznacza wcale, że będą one patrzyły na śmierć zwierzęcia. Ale co z tego, skoro biorą udział w pościgu i pokazywaniu ustrzelonej „zwierzyny”? To był stan kompletnej hipokryzji, w której ustawodawca raz nie godził się na udział dzieci w zabijaniu zwierząt, a innym razem przymykał na to oczy. Teraz parlament wreszcie uzgodnił stan prawny – przyjął zmianę w prawie łowieckim, która zabrania udziału w polowaniach osobom poniżej 18. roku życia.

Empatii dla zwierząt musimy się uczyć od najmłodszych lat również dlatego, że wypracowany w społeczeństwie brak wrażliwości na cierpienie bardzo łatwo przenieść na ludzi, szczególnie na grupy dyskryminowane.
Zwolennicy polowań twierdzą, że są one tradycją i sposobem regulacji populacji.
Mnie polowania kojarzą się przede wszystkim z realizowaniem potrzeby władzy nad słabszymi. W regulacji populacji zapędziliśmy się za daleko – najpierw zaburzamy ekosystem, a następnie twierdzimy, że musimy wystrzelać wiele zwierząt, by ustabilizować sytuację.

Inną kwestią są argumenty związane ze sportem, hobby, tradycją. Język prawa łowieckiego zwierzęta nazwa „zwierzyną”, a ich zabijanie – „gospodarką łowiecką”. Polecam również wpisanie w wyszukiwarkę hasła „biuro polowań”, bo jest cała masa firm, która z polowań zrobiła biznes. Tam zabijanie zwierząt nazywa się „imprezą”.

Właściciele prywatnych posesji mogą się starać o wyłączenie z okręgu łowieckiego, aby taka „impreza” nie odbyła się na ich ziemi.
To znów historia zmiany prawa. Prawo łowieckie długo pozwalało na obejmowanie prywatnych nieruchomości obwodami łowieckimi, zupełnie ignorując głos właściciela danego terenu. W 2014 roku Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, w którym stwierdził, że takie rozwiązanie jest sprzeczne z Konstytucją RP, ponieważ nie zapewnia właścicielowi prywatnej nieruchomości skutecznej możliwości sprzeciwienia się polowaniom na należącym do niego terenie, co TK uznał za naruszenie chronionego przez konstytucję prawa własności.

W związku z brakiem odpowiednich regulacji przez ostatnie kilka lat, aby wyłączyć swoją działkę z obwodu łowieckiego, trzeba było zwykle wstępować na drogę sądową. Ostatnia nowelizacja prawa łowieckiego wprowadziła wreszcie prosty mechanizm chroniący przed polowaniami wbrew woli właściciela. Polega na złożeniu odpowiedniego oświadczenia u starosty.

Jednak zanim nowe prawo wejdzie w życie, myśliwi mogą polować w moim ogrodzie.
Tak, trwający od kilku lat stan zawieszenia legislacyjnego należy ocenić jednoznacznie negatywnie, bo powoduje on, że obywatele byli i - do czasu wejścia w życie nowego prawa - są pozbawieni skutecznej ochrony przed polowaniami w granicach ich własności.

Tymczasem orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wskazuje, że narzucanie właścicielom nieruchomości działań na ich terenie, które są sprzeczne z ich przekonaniami, narusza konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Kolejną kwestią są fermy zwierząt futerkowych.
Zakaz ich hodowli byłby milowym krokiem w walce o dobrostan zwierząt. Hodowcy argumentują, że wprowadzenie zakazu tego rodzaju działalności w Polsce spowoduje, że fermy zostaną przeniesione do Rosji. Uważam to za absurd. Być może część tego biznesu się przeniesie, ale obowiązkiem polskiego ustawodawcy jest dbanie o ochronę zwierząt tam, gdzie ma na to wpływ, czyli w Polsce, a nie w Rosji.

Dziś polskie prawo pozwala na to, by lis spędził swoje życie na fermie futerkowej w klatce o powierzchni 0,6 metra kwadratowego. To tyle, ile ma dno średniej wielkości kartonu do przeprowadzek.
Dzieci i ryby głosu nie mają, a pani doprowadziła do tego, że karpie przemówiły w Sądzie Najwyższym.
Na karpie trafiłam osiem lat temu. Od początku studiów prawniczych chciałam zajmować się ochroną zwierząt, ale do głowy mi nie przyszło, że zajmę się akurat rybami.

Pewnego dnia zjawiła się w moim biurze przedstawicielka jednej z fundacji działających na rzecz zwierząt i pokazała mi nagrania, które przez kilka dni robiła w supermarkecie. Było na nich widać, jak brutalnie traktowano żywe karpie. Wyciągano je z basenu, chwytano jak rzeczy, wkładano do skrzynek bez wody. Upadały na podłogę, leżały ściśnięte jedne na drugich. Ryby na nagraniu szamotały się, próbowały wydostać, otwierały szeroko pyszczki.

Znęcanie się nad zwierzętami.
Na początku wydawało mi się, że wygranie takiej sprawy w sądzie będzie dość proste. Właśnie dlatego, że dowody były ewidentne. Nic bardziej mylnego. Czekała nas kilkuletnia batalia o uznanie prostego faktu, że ryby czują i zasługują na ochronę.

Sprawa karpi obnaża wiele stereotypów myślowych, dotyczących ochrony zwierząt. Od niedawania wiary oczywistym dowodom, po podważanie cierpienia zwierząt.
W jednej ze spraw prokuratura dwukrotnie umorzyła dochodzenie. Nie poddaliśmy się, udało nam się trafić do Sądu Najwyższego i wygrać.

Pojawiały się wątpliwości, czy sądowa walka ma sens?
W trakcie procesu przed sądem pierwszej i drugiej instancji miałam wrażenie, że niewłaściwie rozumieją one istotę ustawy, czyli ochronę zwierząt przed niehumanitarnym traktowaniem, która powinna być podstawą do interpretacji innych przepisów. Po przegranej na obu tych poziomach zdecydowaliśmy się wnieść kasację do Sądu Najwyższego.

Wiele osób nie wierzyło, że nam się uda. Sąd Najwyższy jednak nie zawiódł. Wydał orzeczenie zgodne z duchem ustawy o ochronie zwierząt. Wytknął w nim, że sądy błędnie rozumiały jej przepisy, i obalił szkodliwy mit, że jeśli karp przeżył bez wody w siatce, na przykład przez godzinę, a potem został wpuszczony do zbiornika czy wanny, to nikt się nad nim nie znęcał.

Ta sprawa skierowała całą moją uwagę na zwierzęta, od których z różnych przyczyn wolimy się odwracać.

Często mówimy o myśliwych, nigdy o wędkarzach.
Wędkarstwo to oczywiście kolejny przykład wyjątku od zasady humanitarnego traktowania zwierząt. Jeszcze dziesięć lat temu w debacie publicznej powszechne było przekonanie, że ryby nie cierpią, traktowano je niemal jak rośliny. Amatorski połów ryb regulowany jest ustawą, która z jednej strony zabrania ranienia ryb i używania narzędzi kaleczących, a z drugiej przewiduje wiele wyjątków, np. w postaci haczyka wędki.

Nie możemy mieć złudzeń – wędkarstwo oznacza cierpienie zwierząt. Oczywiste jest, że prawo nie zabroni całkowicie eksploatacji zwierząt, ale potrzebne jest określenie na nowo granicy pomiędzy interesem człowieka a dobrostanem innych gatunków.
Trzeba zadać sobie pytanie, czy w ogóle zabijanie zwierząt lub zadawanie im cierpienia z pobudek sportowych, hobbystycznych lub rozrywkowych powinno być dziś dopuszczalne. To jest oczywiście sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt, która nakazuje humanitarne traktowanie każdej istoty.

Czy udaje nam się zmieniać coś w podejściu do zwierząt?
Na szczęście prawo i wyroki stopniowo kształtują świadomość. Po orzeczeniu, które w sprawie karpi wydał Sąd Najwyższy, przez cały grudzień otrzymywałam co najmniej jeden telefon dziennie. Ludzie pytali, jak reagować, gdy w sklepie widzą cierpiące ryby. Był to również pierwszy raz, gdy ogólnopolskie media tak intensywnie omawiały kwestie prawne w tym zakresie. Sytuacja karpi znacznie się poprawiła, a wyrok SN ma znaczenie przełomowe, ale przestępstwa w stosunku do ryb są wciąż popełniane na masową skalę. Na stabilizację tej sytuacji będziemy musieli jeszcze czekać.

Na brakach konsekwencji w prawie najbardziej tracą zwierzęta.
Tak. Zgodnie z badaniami CBOS z 2013 roku większość Polek i Polaków uważa, że zwierzęta cierpią i należy im się szacunek. Jednocześnie skala krzywd, jakie im wyrządzamy, jest zupełnie porażająca. Ustawa o ochronie zwierząt stanowi, że każdemu zwierzęciu należą się opieka i ochrona, ale dopuszcza zbyt wiele wyjątków od tej zasady. W efekcie wychowujemy kolejne pokolenia zagubione niekonsekwentnym podejściem do innych istot.

Jako adwokatka staram się mówić w ich imieniu przed sądami i walczyć dla nich o lepsze prawo. Istotą mojego zawodu jest reprezentowanie tych, którzy sami nie są w stanie się bronić. Tak samo jak ja cierpienia chce uniknąć karp, pisklę w gnieździe. Dla wielu ludzi to nadal nie jest oczywiste. Mamy wobec zwierząt wielki moralny dług.

Stąd

PaleKret - 2018-09-18, 12:25

Ciekawy artykuł :)

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group