Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

Wegetarianizm & Weganizm - po przejściu na wegetarianizm/weganizm zmieniło się

Surri - 2010-12-12, 21:01
Temat postu: po przejściu na wegetarianizm/weganizm zmieniło się
No właśnie czy coś się zmieniło?
Czytając wszelakie fora i blogi ciągle można się potknąć o:
mniej bolesne miesiączki
bardziej wartościową krew
lepszą cerę
pachnącą kupę
spadek agresji
etc.

Jak dla mnie strasznie naciągane. Może dlatego, że u mnie nie zmieniło się nic
(Zawsze byłam zdrowa i śliczna ;) )

Anna - 2010-12-12, 21:10

ja zyskałam ładniejszą skórę (choć nigdy źle nie było),

a moi znajomi nowy temat do rozmów i żartów ;)

Krowa - 2010-12-12, 21:36

Nic.
Prócz szyderstwa wszelkiego rodzaju krewnych i znajomych.
Po 14 latach nadal nie mogę się przyzwyczaić.
Najchętniej pozbyłabym się całego tego cholernego balastu...

Surri - 2010-12-12, 21:41

Jesteś niepoważna i Cię kocham.
Krowa - 2010-12-12, 21:47

Mówię serio!
Gdybym tylko mogła - wywalam to w kosmos!

eliwinter - 2010-12-12, 22:22

hyhyhy Surri, tu też się wtrącę:

-zdecydowanie mniej bolesne miesiączki
-spadek agresji (czyli mniej emocjonalne reakcje - nie powiem, żebym wcześniej używała jako argument sztachetę)
-ogólnie, lepsza równowaga hormonalna (bez wdawania sie w szczegóły)
-migreny z 2-3 w tygodniu do 1 na kwartał (albo i to nie...alleluja!)
to u mnie...

co do jakości krwi sie nie wypowiadam
kał w normie

SONIQ - 2010-12-13, 15:52

nie umiem obiektywnie spojrzeć na siebie ;) więc napiszę,że ogólnie wszystko zmieniło się na lepsze!! choć bardziej od fizycznych zmian cieszą mnie zmiany innego rodzaju ale to chyba nie zasługa diety...to raczej zmiana diety jest wynikiem zmian myślenia....czy coś w tym stylu :)
peace

pearl_no_jam - 2010-12-13, 20:38

a ja szczerze mówiąc nie wiem, co się we mnie zmieniło. przeszłam na wegetarianizm mając jakoś 15 lat, więc podejrzewam, że wszelakie problemy skórne mi zniknęły po skończeniu dojrzewania po prostu :P na pewno urosło we mnie takie miłe przeświadczenie, że robię coś dobrego. i to w jakimś stopniu zawsze mnie dowartościowuje ;] natomiast żadnych zmian 'na minus' nie zauważyłam. więc jest dobrze.
vanilya - 2010-12-13, 21:25

Nauczyłam się gotować. :lol:
No i oczywiście poznałam wiele nowych smaków i potraw, z którymi taki stereotypowy mięsożerca się nie styka - to przede wszystkim po rezygnacji z nabiału. Wydaje mi się, że czerpię też więcej przyjemności z przygotowywania posiłków i jedzenia.

Żadnych zmian w samopoczuciu fizycznym nie zaobserwowałam, niezłą cerę i bolesne miesiączki miałam zarówno jedząc mięso, jak i teraz. Opowieści o zbawiennym wpływie wegetarianizmu na zdrowie zawsze traktowałam jako efekt autosugestii tudzież wegetariańską propagandę - ale może po prostu przemawiała przeze mnie zazdrość.

sanderrra - 2010-12-13, 21:27

rodzina i większość znajomych uważa mnie za nawiedzoną. :mrgreen:
a z tymi miesiączkami to bywa różnie. u mnie np, jest zupełnie odwrotnie. wszystko przez pojawiające się (dziwnym trafem) od tego momentu wielkie torbiele. ale co mi tam, wszystko da się przeżyć. ważne, że robię to, co uważam za słuszne ;)

Megana - 2010-12-13, 23:08

Zniknęło niezauważalnie 5 kg,a poza tym raczej żadnych zmian.
Teraz się trochę sypię ogólnie, ale to już chyba przyjemności eee... wieku średniego, droga młodzieży. :chyt:

usmiechnięta - 2010-12-14, 06:55

Megana napisał/a:
Zniknęło niezauważalnie 5 kg,a poza tym raczej żadnych zmian.
Teraz się trochę sypię ogólnie, ale to już chyba przyjemności eee... wieku średniego, droga młodzieży. :chyt:

Hmmm.. no nie wiem co masz na myśli pisząc "wiek średni"?

Bo ja dopiero teraz tak dobrze fizycznie i psychicznie się czuję jak 20 latka.
(a na problemy lekko kostne codziennie mam różne formy aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, bez względu na pogodę)

Lawenda - 2010-12-14, 07:20

Nie wiem, co się zmieniło, bo w zasadzie nie potrafię określić jak było wcześniej. W każdym razie - czułam się dobrze, odkąd jestem wege czuję się lepiej, a wegan jeszcze lepiej. Psychicznie, ze względu na poczucie ograniczenia wyrządzania krzywdy innym. Fizycznie nie wiem. Wątpię, żeby zaszła jakaś znacząca zmiana. Nie przykładam się jakoś szczególnie do diety, a wyniki badań i tak są raczej ok. Jako dziecko byłam bardziej anemiczna, słabsza, ale skłaniam się bardziej ku temu, że to minęło z wiekiem, niż, że większy wpływ miała dieta.

Poza tym niewątpliwie zyskałam niezwykle inteligentne komentarze (ostatnio usłyszałam, że gotując wodę zabijam wymoczka), pogardę tudzież podziw otoczenia (zależnie od sytuacji). I ćwiczenie charakteru. Bo jak tutaj nie ćwiczyć cierpliwości i opanowania, kiedy ma się do czynienia z ludźmi (niby dorosłymi, inteligentnymi, wykształconymi etc.), których jedynym argumentem jest "a to Bóg nie kazał nam czynić sobie ziemi poddanej? przecież ponad 90% naszego społeczeństwa to katolicy" (oczywiście innych fragmentów Biblii albo tego, że ktoś nie jest katolikiem się nie uznaje) lub kolejny raz trzeba opowiadać, co się jadło na śniadanie, bo "to taaaakie ciekawe" (zwłaszcza, że prawie zawsze na śniadanie mam to samo). I nie, że ja zaczynam rozmowę. Zwykle to ktoś inny zacznie, ja się staram nie prowokować takich bezsensownych sytuacji. :D

Meluzyna - 2010-12-14, 14:43

fizycznie niewiele się zmieniło - może poza utratą paru kg :oops: ale przewartościowałam wiele rzeczy, zmienił się mój sposób postrzegania świata i ( niestety) straciłam kilku przyjaciół :(
tęczowa - 2010-12-14, 17:51

o panie,karola uświadomiła sobie że to już zara 7 lat stuknie.
u mnie się nic nie zmieniło,chociaż nie,w sumie to jestem grubsza i wyższa niż te 7 lat temu ;) 8-)
jestem bardziej agresywna niż kiedyś,mam gęstsze kłaki,azs po przejściu na weganizm przygasło,skórę zawsze miałam chujową i zawsze będę taką mieć,chyba że sobie dziecko urodzę(taka tam rodzinna zasada).

va - 2010-12-16, 09:18

ja od przejscia na wege utyłam dobre 20 kg :lol:
Jędruś - 2010-12-16, 13:14

va napisał/a:
ja od przejscia na wege utyłam dobre 20 kg :lol:


Bo ciągle filmy i yutuboklipy oglądasz. :sloneczko:

Spróbuj witarianizmu, wtedy nie będzie problemów.

Pozdr.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty
NO :spam:

eliwinter - 2010-12-16, 13:21

a ja schudłam w pewnym sensie... bo tak, zmniejszylam sie o rozmiar, mimo, iż waga pozostala ta sama, ale to chyba wynik regularnych wizyt na siłowni... 8-)
ipse_fecit - 2010-12-17, 01:16

Meluzyna napisał/a:
i ( niestety) straciłam kilku przyjaciół :(


Hej! No jak? To chyba nie byli przyjaciele, meluzyna, meluzyyyyna! Ile masz lat, jeśli można?

Jak to możliwe, że przyjaciele się odwracają od nawróconego wega? Hm?

Odkąd powiedziałam baj baj nabiałowi i mlekopochodnym (przypomnę, że od września trwa prawie nieprzerwanie moja wegańska próba) uregulowała mi się przemiana materii. Jakoś tak lekuchno się wszystko odbywa :oops:
Gdyby nie to, że od dwóch miesięcy nie ruszam się w sposób inny niż pokój-kuchnia, to jeszcze pewnie i bym schudła.
Cały czas czekam również na poprawę cery, ale tego samym odstawieniem ZŁA się nie załatwi.

A, i do słodyczy mnie mniej ciągnie. Jeśli już, to sezamki i gorzka 90% kakao! Mniam! Aaa, no i jeszcze bardziej zajarało mnie pichcenie i nie wiem czy to się kiedyś otwarciem knajpy nie skończy...

Tempeh-Starter - 2010-12-17, 09:11

mam jeszcze bardziej pusto w lodówce...
va - 2010-12-17, 17:58

Jędruś napisał/a:
va napisał/a:
ja od przejscia na wege utyłam dobre 20 kg :lol:


Bo ciągle filmy i yutuboklipy oglądasz. :sloneczko:

Spróbuj witarianizmu, wtedy nie będzie problemów.

Pozdr.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty
NO :spam:


a gdzie jakiś pomocny link ;> ?

Jędruś - 2010-12-18, 00:16

Va jest tutaj dział witariański, przejrzyj go.
Jakie sporty uprawiasz?

Pozdr.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty
NO :spam:

va - 2010-12-18, 19:31

Ostatnio ślizg po chodniku, bieg na tramwaj i maraton szopingowy ;) .

A wracając do tematu to od przejścia na wegetarianizm urosłam z 10 cm :-)

Lonely - 2010-12-18, 21:15

Przytyłam 5 kg :shock: 8-)
Jędruś - 2010-12-20, 11:42

va napisał/a:
ja od przejscia na wege utyłam dobre 20 kg

va napisał/a:
A wracając do tematu to od przejścia na wegetarianizm urosłam z 10 cm

Nieźle, na każdy centymetr 2 kilogramy.

Pozdr.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty
NO :spam:

vanilla - 2010-12-30, 09:24

Moje miesiączki się niestety nie zmieniły. Zawsze lewituję z bólu ;)
A zmieniło się moje samopoczucie. I zadowolenie z siebie. Teraz jestem (prawie) idealna :megapolew:

Mekelele - 2010-12-31, 19:28

'po przejściu na wegetarianizm/weganizm zmieniło się...' całe moje życie. Wszystko równolegle szło z możliwościami, które dały mi możność realizacji marzeń. Aspekty fizyczne to tylko cząstka całości. Stan mentalny, cele i osiągnięcia są ważniejsze ;)
Klucha - 2011-01-04, 16:38

Lepsze trawienie (po odstawieniu jednocześnie mięsa i nabiału), ładniejsza cera (to raczej wynik bardziej naturalnego sposobu odżywiania, bez sklepowych słodyczy i innych gotowców) - to ze zmian fizycznych. Zmieniło się też na pewno moje podejście do tego, co jem - jem bardziej świadomie, nie tylko po to, żeby się "zapchać", ale zwracam na pewno większą uwagę na to, jakie składniki znajdują się w tym, co jem. Nie mam też "napadów" chipsowych czy słodyczowych, a także serowych - wydaje mi się, że w pewnym stopniu byłam uzależniona od sera, co właśnie było motorem do przejścia od razu na weganizm.
ignu - 2011-01-20, 12:17

Kochani, po ponad 2 latach wegetarianizmu, od 2011 noszę godne miano weganki!:) Powiedziałam sobie, że przez jakiś czas będzie to okres próbny, ale póki co nie mam absolutnie żadnych ciągotek do nabiałów i jajek, więc w zasadzie nie borykam się z dylematami, słabościami, dolegliwościami itp. Co się zmieniło? Samopoczucie! Na diecie wegetariańskiej zawsze miałam lekkie poczucie winy i wstydziłam się przed weganami wcinaniem niewegańskich potraw (może to głupie, ale tak właśnie było). Teraz panuje w mym umyśle zgoda, harmonia, pokój i miłość!
Hikikomori - 2011-01-21, 10:31

ignu napisał/a:
Na diecie wegetariańskiej zawsze miałam lekkie poczucie winy i wstydziłam się przed weganami wcinaniem niewegańskich potraw (może to głupie, ale tak właśnie było). Teraz panuje w mym umyśle zgoda, harmonia, pokój i miłość!


Gdy przeszłam na weganizm (po ok. 14 latach wegetarianizmu), było mi wstyd przed zwierzętami, że tak długo byłam ślepa i naiwna (i głupia). Samozadowolenia nigdy chyba nie czułam z tego powodu, bo przeszkadzała mi świadomość tego, że mój weganizm to nawet mniej niż kropla w morzu. A odkąd się zarejestrowałam na psim i kocim serwisie, po "zgodzie, harmonii, pokoju i miłości" wszelki ślad zaginął;] Złość, bezsilność i pytanie "co jeszcze mogę zrobić?" - to jest ostatnio w moim umyśle. I jest to męczące;] Ale za Chiny nie zrezygnowałabym z tej swojej kropli w morzu:)
Ignu, nie przyganiam, raczej zazdroszczę, bo błogostan to dla mnie stan nieosiągalny;]

aśkaeddie - 2011-01-23, 00:26

Po 6 latach wegetarianizmu i szukaniu w sieci różnych info m.in. na tym forum przeszłam na weganizm. I to był wspaniałe. Dlaczego ja głupia tyle lat zwlekałam? :roll: Kilka miesięcy wega i przeszłam w październiku na witarianizm. :mrgreen: Wspaniałe decyzja, nadal gotuję wega i np. w święta jadłam warzywa na parze, w styczniu zdarzyło mi się zjeść prażone orzeszki ziemne. :lol: W niedalekiej przyszłości przejdę na 100% raw w całej rozciągłości czasowej a nie tak jak teraz z chwilowymi przerwami. :lol:
Nie przejmuję się gadaniem innych, robię swoje. Największe plusy: moje cera w końcu zaczęła wyglądać normalnie i nie mam comiesięcznego problemu. :mrgreen:

alexxxanderka - 2011-01-23, 09:05

U mnie zmieniło się wiele :) I nie będę siać tu żadnej propagandy^^ Zdecydowanie zniknęły moje problemy jelitowe, cera się polepszyła, a samopoczucie podskoczyło w górę :) Niestety przybrałam z 3 kg, ale to efekt tego, że odkryłam bezmiar przepisów na wegańskie ciasta ^^
vieslav - 2011-03-13, 18:14

Wegetarianinem jestem od jakiegoś miesiąca, ale już zauważyłem:
+ duża poprawa samopoczucia
+ zniknęły problemy z przewodem pokarmowym
+ spadek masy ciała (mam nadwagę)
- bóle głowy
- zmniejszenie krzepliwości krwi

Tantra - 2011-03-13, 18:55

vieslav napisał/a:
bóle głowy

Hm, to chyba efekt uboczny odtruwania organizmu;)- przetrwasz, pamiętaj o świeżym powietrzu!:)
O krzepliwości krwi- już gdzieś ktoś Ci dobrze radził na tym forum (wit. K); ja tylko dodam: moja matka miała ten sam problem, wiedziałam, że w końcu to może się skończyć anemią, więc radziłam jej jeść buraczki (pamiętam to jak przez mgłę, to było naprawdę dawno;))- otóż tak pamietam, że one działają krwiotwórczo, ale czy mają zdolność zagęszczania krwi, nie pomnę... Chyba nie... Ale Ci nie zaszkodzą, wręcz przeciwnie;)

an - 2011-03-13, 19:17

vieslav napisał/a:
Wegetarianinem jestem od jakiegoś miesiąca, ale już zauważyłem:
:-? :roll:
nawet nie byłeś do końca wege, a gdyby nawet, to miesiąc to za mało żeby przypisywac cos wegetarianizmowi
Co do reszty - to jak juz napisano
bóle glowy czy inne objawy somatyczne moga tez wynikać ze stresu - obaw (nawet gdzies głęboko skrywanych) przed wpływem nowej diety na organizm

jak dobrze sobie przypominam, to tłuszcz rybi (albo inaczej omega-3) rozrzedza krew, ale to chyba cos troche innego niz sama krzepliwość
a z ciekawości - co jesz?

vieslav - 2011-03-13, 20:07

Cytat:

nawet nie byłeś do końca wege, a gdyby nawet, to miesiąc to za mało żeby przypisywac cos wegetarianizmowi

Od miesiąca wcale nie jem mięsa, od stycznia ograniczałem, jedząc właściwie tylko kurczaka, innego nie tykałem. Było to związane z moją dietą białkową, ale miesiąc temu stwierdziłem, że całkowicie zrezygnuje z mięsa i zobaczę, jak to jest być wege.
Cytat:

Hm, to chyba efekt uboczny odtruwania organizmu;)

Też mi się tak wydaje.
Cytat:
a z ciekawości - co jesz?

Nabiał (z wyłączeniem mleka, które pije bardzo rzadko i sera żółtego), jajka, wszelkie warzywa oraz głównie dania sojowe, bardzo rzadko pieczywo (od okazji do okazji), makaron, ryż. Dopiero zaczynam więc mam ubogi jadłospis. Umiem i lubię gotować, jeśli zdobędę nowe umiejętności i okaże się, że same warzywa nie dadzą człowiekowi umrzeć to być może przejdę na weganizm. Do tego jeszcze długa droga, ale zauważyłem, że warzywa to jest coś, co mój przewód pokarmowy toleruje najlepiej.
Cytat:

jak dobrze sobie przypominam, to tłuszcz rybi (albo inaczej omega-3) rozrzedza krew, ale to chyba cos troche innego niz sama krzepliwość

Nigdy nie jadłem dużo ryb, właściwie teraz nie jem wcale, ale zawsze miałem bardzo dobrą krzepliwość (nawet czasem za wysoką), a od kiedy zmieniłem dietę mam z tym problem.

Agacik - 2011-03-13, 20:13

Po wielu próbach od nowego roku przeszłam na wegetarianizm, myślę że w miarę świadomie podchodzę do swojego odżywiania (może mi się wydaje) w każdym razie 1-wszy miesiąc był fenomenalny (może to efekt autosugestii)lekkość, waga, poczucie dobrego wyboru itp. Ale ostatnio czuję się paskudnie, jestem okrutnie rozdrażniona, depresyjna, płaczliwa i smutna, może to efekt aury pogodowej, może problemy zew., może dieta- nie wiem dokładnie co, ale człowiek się zastanawia. W każdym razie wracając do tematu:)zmiana diety jeszcze bardziej podbiła moją dociekliwość i zainteresowanie, więcej zgłębiam, generalnie wegetarianizm mnie wkręcił i rozkręcił, odkryłam nowe smaki, kwestie, drogi, ludzi, coś innego i po prostu.
A to że ludzie gadają, to nic wielkiego, bo ludzie zawsze gadają, ale jak to się określa "między bogiem a prawdą" tu gadają ale ci co bardziej refleksyjni to temat sprawdzą:), bo dlaczego nie:)

plebejusz - 2011-03-13, 20:27

Jedz więcej surowych warzyw, szczególnie zielonych + owoce. Zieleninę najlepiej codziennie. Ogrom witaminy K (na krzepliwość krwi) i wielu innych. Jadłem bardzo podobnie (no, może więcej żółtego sera i pieczywa) i po jakimś czasie przestało mi to służyć, dopóki nie włączyłem większej ilości surowizny do jadłospisu. Teraz powoli przechodzę na witarianizm, ale to już inna bajka :)
Co do mnie, wegetarianizm był pierwszym krokiem na mojej ścieżce duchowego rozwoju i nie widzę zupełnie powrotu do jedzenia mięsa - przeciwnie, drążę dalej ten temat, jak już wyżej wspomniałem.
Zmieniły się moje zainteresowania, zmniejszyła się moja agresja na korzyść większej empatii wobec świata i wszelkiego stworzenia, staram się żyć z coraz mniejszą szkodą dla środowiska.. Mógłbym tak jeszcze wymieniać, ale po co - myślę, że wszyscy mnie rozumiecie.

Edit: oczywiście mój post odnosił się do posta vieslava.

an - 2011-03-13, 20:52

vieslav - prawdopodobnie jesz za duzo białka - nabial jajka i głównie dania sojowe...

Ogranicz te przetwory sojowe, bo z tym nie mozna przesadzac. A nabiał najlepiej tylko taki ktory zawiera probiotyki - naturalne jogurty, lub chudy twaróg z naturalnym jogurtem czy kefirem

Wyłączając mięsne produkty wylączyłes byc moze takze te zawierające witamine K, a nie włączyłes więcej zielenin,
wit. K - zieleniny (szpinak), orzechy włoskie, pomidory + flora bakteryjna jelit

vieslav - 2011-03-13, 22:02

Cytat:
naturalne jogurty, lub chudy twaróg z naturalnym jogurtem czy kefirem

To jem dość często; moje ulubione szybkie i smaczne kolacje :) .
Przyglądam się tabelom kaloryczności i stwierdzam, że mięso, które jadłem (w szczególności ulubiony kurczak) ma bardzo dużo witaminy K. No i jeszcze pieczywo, z którego zrezygnowałem. Na pocieszenie - często jadam ryż brązowy, który również ma dość dużą zawartość tej witaminy, otręby, brokuły często jadam, a też mają sporo tej witaminy. Pewnie chodzi o ilości - jednak mięsa jadałem więcej, teraz ograniczam się z porcjami. Skupię się na dostarczaniu tej witaminy i zobaczymy, jakie będą efekty.

mania^^ - 2011-03-13, 22:22

Co u mnie się zmieniło?

-przestałam tyć
-zmieniłam się ja. tylko nie wiem czy to kwestia bycia vege, czy upływu czasu. zanim zostałam wegetarianką, byłam zestresowana i pedantyczna. musiałam wszystko mieć zrobione idealnie. cały czas myślałam o obowiązkach. teraz wolę zajmować się sprawami mnie interesującymi. zmieniły się moje wartości. generalnie, czuję, że żyję w innym świecie.
-zrobiłam się mniej agresywna, bardziej odizolowana od tych wszystkich życiowych "brudów"
-no i już nie urywam bezmyślnie listków :D

vieslav - 2011-03-14, 22:25

No i mam rozwiązanie swojego problemu: nikt nie wspomniał, że witamina K rozpuszcza się w tłuszczach. Co z tego, że przyswajam mniej więcej dzienną normę skoro organizm nie może jej właściwie spożytkować...
an - 2011-03-14, 22:43

vieslav napisał/a:
No i mam rozwiązanie swojego problemu: nikt nie wspomniał, że witamina K rozpuszcza się w tłuszczach. Co z tego, że przyswajam mniej więcej dzienną normę skoro organizm nie może jej właściwie spożytkować...
To sie wydaje oczywistą oczywistością :roll: że nikomu nie przyszło do głowy wspominac o tym ;p
sincerity - 2011-03-18, 09:59

vieslav napisał/a:
okaże się, że same warzywa nie dadzą człowiekowi umrzeć to być może przejdę na weganizm
:mrgreen:

mania^^ napisał/a:
-no i już nie urywam bezmyślnie listków :D
Też tak mam. I krzywo patrzę na tych urywających;) Ciekawe czy to zasługa wegetarianizmu.
mary - 2011-03-21, 17:23

Czy ja wiem? Dużo się nie zmieniło raczej.

Z minusów to głupie teksty rodziny typu "uważaj, tam może być żelatyna!" nawet gdy sięgam po banana i szydzenie ze mnie na różnego typu rodzinnych imprezach (chociaż w zasadzie już się na nich nie pokazuje, bo mam tego dosyć).

A z plusów to na pewno lepiej się czuję sama ze sobą ;)

layl - 2011-03-24, 10:20

u mnie, po przejsciu najpierw na wegetarianizm, pozniej na weganizm, zmieniło się wiele:
- w koncu zaczęłam gotować (a nie jesc mrozonki, mcdonaldsy itp.)
- waga w koncu stoi w miejscu! (cale zycie mialam problem z nadprogramowymi kg, a teraz przynajmniej stoi w miejscu. niby moglabym schundąc ale.. te wszelakie weganskie przysmaki! nie potrafię się najesc, śa tak pyszne)
- czuję się pelna energii (o ile się wyspię :D ) i taka.. lzejsza :D
- pozbylam sie problemow jelitowych :D
oraz..
mam jeszcze więcej natrętnych miesożernych znajomych, którzy tylko czekają żeby mnie wyśmiac albo wygarnąć mi że jestem nienormalna :)

Czyli same pozytywy :D

króliczynka - 2011-03-24, 10:52

najpierw przeszłam na weganizm ponieważ wydawało się to zdrowszą opcją. byłam przez jakiś czas na pełnym raw, ale teraz jest to nie możliwe. więc jestem na niskotluszczowej gotowanej diecie wegańskiej ;) więc najpierw była to tylko kolejna ciekawa dieta. ale ostatnio coś zaczyna we mnie budzić się. i coraz bardziej przeszkadzają mi moje skórzane nike... chyba zaczynam widzieć coraz więcej niesprawiedliwości w postępowaniu ludzi. nawet mój mąż zaczął się angażować w ratowanie rysi. tak więc w sumie to zmieniło się mało rzeczy, ale za to wielkiej wagi :)
Tess - 2011-04-06, 12:43

To już w sumie parę lat, ale na pewno schudłam, poprawiła mi się cera, czuję się młodziej ( a swoje lata mam...)No i nadal przyprawiamy z córą rodzinę o nerwowe drgawki przy świątecznych okazjach - no bo jak, nawet na Wielkanoc nie zjecie pieczeni?!!!!) No nie zjemy... i już nie mam wiary, że Teściowa przywyknie :lol:
violent urge - 2011-04-06, 13:17

A ja właśnie nie schudłam - wręcz przeciwnie. Wegetarianizm pomógł mi wrócić do zdrowej wagi, bo zawsze miałam bardzo dużą niedowagę.

Kiedy zrezygnowałam z mięsa od razu, tak za ciosem, przestałam jeść słodycze i zaczęłam dbać i przywiązywać większą wagę, do tego, co jem.

Mimo tego, że przytyłam to czuję się lżej, z większym zapałem podchodzę do aktywności fizycznej, bo mam więcej energii.

Tess - 2011-04-06, 13:24

Mam koleżankę - też wegetariankę, która bardzo przytyła na diecie bezmięsnej. Ale ona jada dużo potraw typowo mącznych. No i tyje. My się staramy jakoś sensownie bilansować posiłki.
Surri - 2011-04-06, 13:27

Tess napisał/a:
Mam koleżankę - też wegetariankę, która bardzo przytyła na diecie bezmięsnej. Ale ona jada dużo potraw typowo mącznych. No i tyje.

U mnie to nie działa :(

Pisałam już, że u mnie nic się nie zmieniło? ;)

violent urge - 2011-04-06, 13:33

Tess napisał/a:
Mam koleżankę - też wegetariankę, która bardzo przytyła na diecie bezmięsnej. Ale ona jada dużo potraw typowo mącznych. No i tyje. My się staramy jakoś sensownie bilansować posiłki.

A ja właśnie nie jadam mącznych rzeczy, chleb też rzadko u mnie gości na talerzu (chociaż był taki czas, kiedy sama piekłam i wtedy był sto razy lepszy :) ).
Nie przytyłam bardzo dużo, ale w końcu wyglądam zdrowo i bardzo jestem zadowolona, bo miałam z tym problemy.

Tess - 2011-04-06, 13:42

Też piekę własny chleb :lol: Kupny tak nie pachnie...
A swoją drogą skoro Ci się przytyło ( tak jak chciałaś ) to znaczy, że organizm złapał równowagę i dieta wege Ci służy peace

Margot - 2011-04-06, 14:38

Dokładnie, ja też złapałam równowagę na weganizmie. Miałam niedowagę, a teraz jest wszystko w normie, czuję się super. Mogę napisać, że tajemnicą okazały się kiełki i moczone orzechy. Cukru nie używam wcale, zamiast niego dodaję np do wypieków moczone, zmiksowane daktyle lub rodzynki albo zmiksowane banany. Poza tym wiadomo: dużo surowych warzyw i owoców, kasze i inne pełne ziarna. Chleba jem niewiele a jeśli już to żytni razowy na zakwasie. W każdym razie dobrze nie ważyć 45 kg przy wzroście 164 :D (teraz mam 50-52 i czuję się gites)
fero_magnetyzm - 2011-07-07, 21:39

po przejsciu na weganizm z wegetarianizmu [wegetarianizm od 13 roku zycia] moje kubki smakowe sie zmienily i zaczelam na nowo odczuwac SMAKI.
od jakiegos czasu staram sie jesc raw i musze przyznac ze nawet po kilku dniach takiego jedzenia nastroj jest o 1000 razy lepszy, czuje mase energii i nieopisana radosc zycia + niewytluamczalna chec do ciaglego usmiechania sie :)
znaczy to chyba wiec ze mi to sluzy :) :sloneczko:

denat - 2011-07-08, 09:25

po przejściu na wegetarianizm zmieniło się u mnie to że nie jem mięsa.
vanityy - 2011-07-08, 09:36

a mi dupa urosła
Tofferina - 2011-07-08, 23:47

Co się zmieniło?
-nie jem mięsa,
-a po spożyciu mleka dostaję wysypki... :lol: 8-)

eliwinter - 2011-09-29, 08:44

-smak mi się wyostrzył - ziemniaki odsmażane na margarynie są nie do zjedzenia - czuję chemię. w grę wchodzi tylko olej. kiedyś tego nie zauważałam.
-niekiedy w gościach zjem sałatkę z majonezem. okazuje się, że wróciła mi alergia na jaja kurze. do momentu przejścia na vege nie dawałą o sobie znać od lat.

yuka66 - 2011-09-29, 08:51

Ja też zauważyłam wyostrzenie smaku - mąż który nadal jada mięso poza domem narzeka, że moje jedzenie jest bez smaku i sypie mnóstwo soli.
Krowie mleko w kawie zaczęło mnie "zamulać".
Duża ilość mięsa na półmisku gdzieś w gościach strasznie mi smierdzi.

Felodrema - 2011-09-30, 00:18

- jem rzeczy, o których nie miałbym pojęcia
- gotowanie to dla mnie ogromna przyjemność
- czasem zadziwiam samą siebie, jak pyszne ciasto może wyjść bez jajka i mleka

Monvelo - 2011-10-01, 13:13

Po roku na diecie wegańskiej (z paroma epizodami typu jaja , ser) mogę napisać że pozbyłam się alergii i anemii. Wcześniej co roku, w czerwcu wręcz umierałam z powodu alergii na pyłki, a w tym roku zero objawów. Jeśli chodzi o anemię to miałam ją cały czas wcześniej ,a według moich ostatnich badań teraz jest wszystko w normie :)
eliwinter - 2011-10-01, 14:27

eliwinter napisał/a:
-niekiedy w gościach zjem sałatkę z majonezem. okazuje się, że wróciła mi alergia na jaja kurze. do momentu przejścia na vege nie dawałą o sobie znać od lat.


w kantynie mojej fabryki, w menu wegetariańskim kotlety warzywne. Pewnie sklejone jajem. Pewnie jajo w panierce. Mam gdzieniegdzie swędzące bąble, takie jak po komarach, a na uszach to już w ogóle... :roll:

Ktosiu - 2011-10-01, 21:59

Monvelo, ciekawe jest to z tą alergią na pyłki. Ja mam (miałem?) bardzo silną alergię na pyłki. Na weganizm przeszedłem w maju. W kwietniu jeszcze miałem intensywne objawy alergii. Normalnie sezon maj-październik to było męczenie się z alergią. Ale po przejściu na weganizm nie dzieje mi się kompletnie NIC. Nawet tabletek nie biorę (a wcześniej bez tabletek to nie było życia). Sam jestem zdziwiony, ze tak w ciągu miesiąca alergia po prostu "zniknęła". Teraz mogę bez obaw spędzać czas w pobliżu świeżo skoszonych trawników :)
Kama122 - 2011-10-02, 20:01

Ja dzięki wegetarianizmowi (a teraz weganizmowi) nauczyłam (ucze ;P) sie gotować :D Ponadto używam mnóstwo rzeczy jak ciecierzyca, tofu, mąka kukurydziana itp. o których nie miałam pojęcia. Nauczyłam się tolerować innych mimo, że ich poglądy mi się nie podobają-np. kiedyś marudziłam mięsożercom, że jedzą mięso. Teraz ugryzę się w język, staram się nie czepiać innych :) Czuję się szczęśliwa i świadoma.
leaf. - 2011-10-03, 18:17

- nauczyłam się gotować
- szybciej rosną mi włosy i paznokcie
- kamień na zębach zniknął
- zaczęłam słuchać swojego ciała
- zmieniłam spojrzenie na żyjące istoty i przemysł
- moje problemy skórne nieco się zmniejszyły
- mam lepszą przemianę materii
- wyostrzyły mi się smaki

To z grubsza tyle. Zmiany jak dla mnie ogromne i jak najbardziej pozytywne :) .

lovela5 - 2011-11-25, 01:34
Temat postu: Po przejściu na weganizm zmiany w poceniu się?
Czy ktoś z Was zauważył jakieś zmiany w poceniu się? Ja zauważyłam że pot całkowicie zmienił swój zapach na bardziej " słodki "... Zastanawiam się czy to normalne... czy też wiąże się to może z jakimiś brakami ? Zauważyłam też że od kiedy jestem weganką pocę się więcej...
Milia - 2011-11-25, 07:40

A czy nie jest tak ze zmienilas dezodorant (badz inne kosmetyki) na jakis nowy, "cruelty free", i jest mniej skuteczny? ... :roll:
lovela5 - 2011-11-25, 08:58

Milia napisał/a:
A czy nie jest tak ze zmienilas dezodorant (badz inne kosmetyki) na jakis nowy, "cruelty free", i jest mniej skuteczny? ... :roll:


właśnie nie....

leaf. - 2011-11-25, 18:57
Temat postu: Re: Po przejściu na weganizm zmiany w poceniu się?
lovela5 napisał/a:
Czy ktoś z Was zauważył jakieś zmiany w poceniu się? Ja zauważyłam że pot całkowicie zmienił swój zapach na bardziej " słodki "... Zastanawiam się czy to normalne... czy też wiąże się to może z jakimiś brakami ? Zauważyłam też że od kiedy jestem weganką pocę się więcej...


Ja zauważyłam odwrotne - niezbyt dużo potu i raczej bezzapachowy. A antyperspiranty odstawiłam.

Milia - 2011-11-25, 23:59

W moim przypadku:

- odkrylam multum ciekawych smakow, i generalnie wyostrzyly mi sie smaki (kiedys jak jadlam mieso plus brokul, to brokul byl jak papier, ostry smak miesa zabijal wszystko inne co bylo na talerzu. Obecnie potrafie nawet odroznic, wedlug smaku, rozne odmiany ziemniaka!)
- przytylam... :oops: :roll:

floricienta - 2011-11-26, 15:00

Mi po przejściu na wegetarianizm też wyostrzył się zmysł węchu i smaku. Czuję się znacznie "lżej", zarówno mentalnie, jak i fizycznie (choć waga mówi co innego ;) ). Od jakiegoś czasu odczuwam wstręt na sam widok jajek i produktów mlecznych, mimo że weganką jestem od 5 lat i wcześniej nie miałam takich objawów. Zastanawiam się, czy to normalne, czy jednak symptom chorobowy :(
MissWeg - 2012-05-28, 20:54

Ja nie przytyłam, zawsze byłam szupła 182/63kg. Wegetarianizm a potem weganizm stał się dla mnie ratunkiem w walce z bulimią itp... Mam świetne samopoczucie, szybciej rosną mi włosy i paznokcie, tryskam energią!! I niecierpie imprez rodzinnych gdzie mają mnie za debila;p itp he
czerwony_autobus - 2012-05-28, 21:13

Pierwsze co zauważyłam to więcej energii
Nauczyłam się gotować
Nauczyłam się doceniać klasyczne polskie wegetariańskie dania
Moja świadomość polityczna jeszcze bardziej wzrosła
Poprawiły mi się wyniki żelaza w krwi

Pogorszyła się alergia na słońce i w tym roku pyłki

D.M. - 2012-05-28, 22:43

Nie odczuwałem, żeby coś w zdrowiu zmieniało się właśnie prędko po czy w związku z zaprzestaniem jedzenia mięsa w 1989 r. czy ryby w 2000 r. Z wiekiem na razie na ogół stopniowo staję się zdrowszy, bo uczę się bardziej zdrowemu trybowi życia, w tym w kwestiach odżywienia; ale przejście na wegetarianizm nie jest elementem tego procesu; wydaje mi się, że ono nic nie pogorszyło i nie ulepszyło.
marti - 2012-05-29, 13:13

Ja jestem zbyt krótko wege, zeby miarodajnie coś powiedzieć, wiekszość rzeczy to napewno efekt placebo jescze, ale:
O wiele lepiej dziala mi system trawienia i fajnie, ze posiłki sa stosunkowo lekkie, bo mogę jeść częściej :lol:
nie miewam już tych wstrętnych wzdęć i tłuszczu na brzuchu, co przy szczupłej sylwetce wyglądało niegdyś okropnie
powtórzę, ze zobaczyłam ile jedzenia jeszcze istnieje, ktore wdcale nie składa się z jakiś egzotyzcnych surowców, tylko z dostepnych pod ręką
Odkryłam na nowo kasze (jako dzieci bylysmy wszyscy nimi karmieni, ale potem ziemniaki wyparły kasze z jadłospisu mojej rodziny)
Mam o wiele większa świadomość i nauczyłam się o wiele lepiej weryfikować informacje.
No i zmieni się niebawem to, że niedługo wyjeżdżam na wakacje do domu, więc jak oznajmię, ze nie jem tego co "każdy normalny cżłowiek" to się zacznie...

Aha, tak jeszce nawiązując do aktywności, to fajne jest to, ze nie musze po obiedzie czekać niewiadomo ile "aż się ułoży", żeby ruszyć się z krzesła, ale po godzince - półtorej mogę nawet iść biegać.

siano007 - 2012-05-29, 18:57

Oj zmieniło się, zmieniło... Astma i wszelkie alergie zniknęły, nauczyłem się w miesiąc oddychać nosem :lewituje: zacząłem uprawiać masę sportu, trenowałem po kilka godzin dziennie, z kościstego chuderlaka zrobiłem się całkiem nieźle zbudowany. Rzucilem studia na polibudzie wroclawskiej na rzecz wychowania fizycznego w Radomiu(co studiuje obecnie:D), rzucilem też sporty walki(stały się zbyt brutalne jak dla mnie :bye: ), wrucilem na wieś :jestemgłupi:
Tylko że mi od początku bylo bliżej do witarianizmu, ale wtedy nie wiedzialem że to ma jakąś nazwe :piwo:
Pozdro Michał :bye:

Miła Gosia - 2012-05-29, 20:21

Po przejściu na weganizm przemiana materii na duży plus, trudniej mi się tyje i łatwiej chudnie : )
Neferet - 2012-05-30, 14:14

Przeszłam na wegetarianizm jako nastolatka 9 lat temu,więc wszelkie zmiany fizyczne są raczej wynikiem procesu dorastania ,a nie diety.Niemniej :
-urosłam,
-przytyłam (ok 10kg), ważę 47 kg przy wzroście 1,60m.*
-nauczyłam się gotować,
-odkryłam ,że mam nietolerancję laktozy,co wcześniej uszło mojej uwadze.

*Prawdopodobnie wegetarianizm sprawia,że w ogóle mogę chodzić - gdyby obciążenie stawów było większe w moim wypadku oznaczało by to wózek inwalidzki.

Naziyah - 2012-06-01, 10:49

zauważyłam to dzisiaj: zniknął mój powiększony węzeł chłonny! Nie wiem czy może to mieć jakiś związek z byciem wege, no ale męczyło mnie to od hmm gimnazjum, lekarze nie wiedzieli co jest przyczyną, a teraz - nie ma nic!
Zofija - 2012-06-01, 15:34

Ciekawe. Długo jesteś wege?
marti - 2012-06-01, 16:18

Naziyah napisał/a:
zauważyłam to dzisiaj: zniknął mój powiększony węzeł chłonny! Nie wiem czy może to mieć jakiś związek z byciem wege, no ale męczyło mnie to od hmm gimnazjum, lekarze nie wiedzieli co jest przyczyną, a teraz - nie ma nic!

W stanach dieta roslinna jest rekomendowa przy chorobach z autoagresji, bo hamuje nadaktywny uklad odpornościowy, więc jak najbardziej możliwe.

vanityy - 2012-06-01, 18:32

bo przejściu na wege przestałam jesc mieso
to tyle

Naziyah - 2012-06-01, 20:57

Zofija napisał/a:
Długo jesteś wege?


od gimnazjum zaczęłam ograniczać mięso, przez długi czas jadłam tylko raz w tygodniu, potem trochę więcej, ale zawsze nie więcej niż 2-3 razy. Od stycznia tego roku jadłam z mięsa już tylko ryby, a od marca wyrzuciłam ryby i mleko + inne produkty mleczne. Niestety nie wychwyciłam czy węzeł zmniejszył się jeszcze przed odstawieniem mleka czy już po.

W każdym razie mięso mięsem, ale właśnie to wyeliminowanie mleka uważam za najlepszą decyzję!

sir_lucasso - 2012-06-02, 17:21

Od momentu kiedy jestem zdecydowanie bardziej roślinno-warzywny, zmieniło się i wciąż zmienia moje życie. Na coraz lepsze oczywiście. W czwartek w mijającym tygodniu, miałem dokładnie takie życie, o którym jeszcze rok temu tylko marzyłem. I miałem na wszystko full-wypas energii.

Widzę również różnicę w swoich własnych oczach. Są dużo, dużo zdrowsze, niż jeszcze jakiś czas temu :)
Po prostu czuję, że wchodzę jakby na kolejny level, ale to związane jest bardziej ogólnie z moim rozwojem.

No i.. przede wszystkim ludzie z mojego otoczenia sami mi mówią: "zmieniłeś się", "lepiej wyglądasz", "promieniejesz, tak jakby".

Jednak najbardziej ciekawą i zastanawiającą zmianą jest, że bardziej mi się chce, niż nie. Wcześniej było zupełnie na odwrót.

Miła Gosia - 2012-06-02, 17:24

sir_lucasso napisał/a:
Jednak najbardziej ciekawą i zastanawiającą zmianą jest, że bardziej mi się chce, niż nie. Wcześniej było zupełnie na odwrót.
ech żeby na mnie to tak działało : |
sir_lucasso - 2012-06-04, 16:02

Myślę, że odżywianie to tylko jeden z czynników, które tak na prawdę wpływają na to chcenie. Nie sądzę by był najważniejszy, ale czuję, że jest to czynnik zdecydowanie wspierający moje chęci do działań. Sądzę, że najważniejszym to jest odnalezienie celu/sensu życia i chyba to najbardziej wpływa na to moje chcenie.

Co nie zmienia faktu, że w moim odczuciu jest tak, że wszystko działa na wszystko. Wszystko co czynimy i jak czynimy, działa na wszystkie inne sfery w życiu - również to co spożywamy i jak. Nie zawsze wiedziałem, że pożywienie z przewagą mięsa, spowalnia mnie. Ostatnio mocno to odczułem, kiedy chciałem jeszcze spróbować zjeść danie z mięsem. Organizm po zjedzeniu niewielkiej ilości, tak się napracował przy strawieniu (i zmęczył przy tym przy okazji), że zwyczajnie, zanim zebrałem siły na zrobienie czegoś.. to wyciąłem przy tym dość spory kawałek czasu.

A kiedy się koktajluję, bananuję, kalarepuję, tudzież wszystkie inne ą, ę, to wyraźnie czuję wewnętrzne wsparcie do dalszych działań.

Krótko mówiąc, zacząłem prawdziwie czuć, że żyję.

Naziyah - 2012-06-04, 22:43

sir_lucasso napisał/a:
wyraźnie czuję wewnętrzne wsparcie do dalszych działań


mam tak samo, to jakby baza, na której idzie dalsza motywacja. mówię sobie - dajesz radę codziennie gotować, a nie dasz rady czegoś innego?

no i muszę powiedzieć, że pomimo powszechnego poglądu że wege to słabe roślinki wczoraj przepłynęłam 40 długości 50metrowego basenu, a mogłabym i więcej ale znudziło mi się, poza tym bez problemu wchodzę na 6 piętro i nie mam takich spadków energii jak wcześniej miewałam.

Lilia84 - 2012-08-02, 20:08

Jestem weganką nieświadomie od miesiąca, a świadomie od tygodnia. Prawie całkowicie przestałam się bać zwięrząt któryś niegdyś nienawidziłam. Moja fobia i obrzydzenie przez pająkami, chodzącymi owadami, wszelkimi bezkręgowcami oraz płazami graniczyła z chorobą psychiczną. Dzisiaj pralam dywan na dworze, ręcznie, bo był mocno zaplamiony (z pokoju dziecinnego). Na tenże dywan położony na trawie zaczęły wchodzić i spacerować sobie po nim pająki, mrówki, jakieś żuczki i inne nieznane mi małe stworzenia. Szczególnie zaskoczyła mnie moja reakcja na pająki. Niegdyś z obrzydzeniem jakimś kijem próbowałabym je odrzucić, wydając przy tym bliżej nieokreślone dźwięki, przeżywając przy tym małą traumę ;) Dzisiaj, widząc że te zwierzęta wchodzą na mocno zamoczony wanishem dywan, zaczęłam się...martwić o nie. Miałam odruch ratowania niemałego pająka, w pierwszej chwili chciałam go wziąść do ręki w akcie ratunku :roll: ale przypomniałam sobie ,,zaraz, przecież ja sie go chyba boje, to raczej nie powinnam go dotykac, ja i pająk na mojej ręce? może jednak nie,,. Zdjelam go więc najdelikatniej jak mogłam, patykiem patrząc na niego ze wsplczuciem czy nie poparzyl łapek czy tam odnóży vanishem. :mrgreen: Na dywan właziły też niegdyś znienawidzone przeze mnie
czerwone mrówki, na które dzisiaj patrzyłam z miłością i troską i ręcznie (! one gryzą) zdejmowałam z dywanu, rozmawiając z nimi w trakcie mycia ,,prosze nie wchodzcie na dywan bo wam sie krzywda stanie,,.
Było to dla mnie dzisiaj miłe zaskoczenie. Ciekawe jak będzie z psami, ktorych kiedys bałam się i nie przepadalam za nimi (jak bylam mala jeden mnie ugryzł).

Tak więc wygląda u mnie pierwsza widoczna zmiana :) Może już nie będę latać po domu w obłędzie gdy wskoczy przez okno duży pasikonik, i nie będę już może probowała go zabić czymś co jest w formie aerozolu :mrgreen: Byłoby bardzo cudownie.

Jedyna trudność wynikająca z tej zmiany nastawienia do zwierząt jest taka, że wczoraj miałam trudność z zabijaniem komarów i much w domu.

lovela5 - 2012-08-07, 14:09

Od bardzo dawna unikałam mięsa i od małego byłam niejadkiem i praktycznie jadłam tylko kurczaka ale może 2 razy w tyg. Gdzieś od kilku lat jadałam tylko raz na miesiąc albo rzadziej. Ale całe życie kochałam ser żółty. Mogłam jeść go rano na obiad i na kolacje i tak naprawde nic innego nie musiałam jeść...
Przeszłam na weganizm w marcu 2011. Zauważyłam kilka zmian:

- Bardzo mocne paznokcie. Wcześniej jak miałam długie to mogłam je wyginać, były tak cienkie. Teraz są bardzo mocne i nie do wygięcia :)
- lepsza skóra. Wcześniej miałam czasem problemy z pryszczami zwlaszcza przed okresem. Teraz nie mam :)
- Czuję się jakoś lżej i bardziej szczęśliwa. Wcześniej często bywałam przygnębiona i taka zmęczona.
- Spadek agresji. Wcześniej łatwo się denerwowałam. Myślę że słodycze mogły mieć z tym coś do robienia. Słyszałam że jak małe dzieci jedzą dużo słodyczy to są agresywne. A ja jadłam i to bardzo dużo i od zawsze. Od kiedy jestem weganką razej nie jem ich wcale nie tylko że jest ich mało ale też dlatego że teraz poprostu wole rzeczy solone niż słone. Jedyne co słodkie czemu nie mogę się postawić to zimna COLA :D Teraz, bo długim czasie nie jedzenia cukru jestem bardzo spokojna i na luzie, może nawet za bardzo :D
- nie rozdwajają mi się włosy.... Mam b. długie włosy - sięgają do tali i nie podcinałam ich z dwa lata i wogóle sie nie rozdwajają.


Jedyną rzeczą która mnie zaskoczyła był raczej wiekszy numer na wadze... Myślałam że schudnę a tu niespodzianka. Różnica to zaledwie 3 -4 kg. Myślę że to przez te wszystki makarony które pochłaniałam w dużych ilościach :) ) Teraz trochę zmieniłam dietę i jem więcej owoców i warzyw i ogólnie unikam takich rzeczy jak makarony i chleb chyba że są pełnoziarniste.... Wróciłam do normalnej wagi i muszę przyznać że tą wagę jest łatwiej kontrolować będąc weganką niż wcześniej.... Tak mi się wydaję

Lilia84 - 2012-08-08, 19:37

nie wiem jak u Was ale u mnie:
- zmienia się skóra, jest coraz bardziej...młodzieńcza :P tzn. nawilżona od środka itp. ;)
- nie odczuwam już potrzeby picia kawy, rano mam masę energii. Potrzebowałam jednak czegoś w zastępstwo kawy, tzn. coś do picia kiedy jest moment relaksu, u mnie świetnie się tu sprawdza cykoria do picia, oraz inka, piję z mlekiem, smakuje właściwie jak kawa ale lepiej. I nie czuć czegoś, co czułam przed detoxem gdy piłam kawe a co teraz wiem jak się nazywa, czyli : zakwaszania organizmu, i że ta kawa to toksyny, przynajmniej ja tak czułam, jakby ta kawa nie była obojętna dla ciała w sensie negatywnym. A piłam sporo ;) inki czy cykorii też piję min. 3 dziennie.
ps. wiedzę o tym że kawa zakwasza organizm i że są w niej również toksyny wyczytałam w książce ,,Zdrowie i ducha ratować żywieniem,, a wypowiada się w niej na ten temat m.in. lekarz z ponad 20 letnim stażem w pracy.

Anthemaar - 2012-08-13, 13:08

kiedy zostałam weganką bardzo wiele się zmieniło w moim życiu:
1. Schudłam 10 kg (obecne bmi 19 więc idealnie)
2. Moje bardzo bolesne miesiączki stały się prawie bezbolesne
3. Mam wspaniałą cerę przez cały czas trwania cyklu
4. Regularnie i często chodzę do toalety;)
5. Wyleczyłam się z depresji (bez farmakoterapii)
6. Stałam się świadomym konsumentem.
7. Czuję, że mam czyste sumienie.

werty - 2012-10-01, 19:18

No ja trochę dodam
1.Skończyły się ciągłe problemy z zapaleniem uszów
2.Skonczyły się zapalenia gardła,przeziębiania i co najważniejsze zatoki drożne jak kanalizacja po dogłębnym drenażu,
3.Skończyły i się galaretkowa wydzielina-jakis taki śluz z nosa i gardła
4.ale przede wszystkim cała sfera psychiczna,tak jakby odciął jakiś balast,ulga odetchnąłem cała piersią,odpadło jakieś mentalne obciążenie ,wcześniej nie rozumiałem wegan o co im biega,po ok11latach weganizmu już ich zaczynam rozumiec ;-)
5 Partnerka zauważyła,że znacznie poprawił się zapach ciała,potu,wydzielin zwłaszcza po wysiłku pomimo że jest tylko ok.3lata weganką,
6 No i mi odpadło ok.40-45minut snu po prostu nie che mi się i ok 45-50 procent znajomych-hm psudo-znajowmych i przyjaciół,co zarło było dla nich najwazniejsze,kurna ciekawa selekcja,kilka osób popłyneło z rodzinki ale ich itak nie lubiałem :-) :mrgreen:
to chiba tyle by bylo

aha i 7.lepsza regeneracja po róznych gierkach z młodymi zwałszcza to teraz wychodzi gdy sa ztarsi i coraz bardziej wymagający 8-)

D.M. - 2012-10-02, 00:11

werty napisał/a:
1.Skończyły się ciągłe problemy z zapaleniem uszów
2.Skonczyły się zapalenia gardła,przeziębiania i co najważniejsze zatoki drożne jak kanalizacja po dogłębnym drenażu,
3.Skończyły i się galaretkowa wydzielina-jakis taki śluz z nosa i gardła
4.ale przede wszystkim cała sfera psychiczna,tak jakby odciął jakiś balast,ulga odetchnąłem cała piersią,odpadło jakieś mentalne obciążenie ,wcześniej nie rozumiałem wegan o co im biega,po ok11latach weganizmu już ich zaczynam rozumiec ;-)
5 Partnerka zauważyła,że znacznie poprawił się zapach ciała,potu,wydzielin zwłaszcza po wysiłku pomimo że jest tylko ok.3lata weganką,

werty napisał/a:
7.lepsza regeneracja po róznych gierkach z młodymi zwałszcza to teraz wychodzi gdy sa ztarsi i coraz bardziej wymagający

Super! :grinpeace:
...

marti - 2012-10-28, 16:06

Ha, nigdy nie przepadałam za kaszą gryczaną, wchodziła w grę tylko z sosem pieczeniowym i oczywiście jakimś mięchem. A wczoraj miłe zaskoczenie, zjadłam prawie pół woreczka samej :shock: taka dobra była, cieszy mnie, że smak mi się coraz bardziej zmienia, może jeszcze kiszoną kapustę polubię ;)
krollew - 2012-10-29, 06:27

W sumie wszystko zwaliłbym na to, że przechodząc na weganizm prawie zupełnie przerzuciłem się na same świerze, nie obrabiane produkty (wyjątkiem są produkty ze zborza i słodycze).
1. Mam więcej energii.
2. Łatwiej skupić mi uwagę.
3. Mam bardzo czystą cerę.
4. .Mniej jem (dużo mniej)
5. Udało mi się przerobić trochę tłuszczu na mięso
6. Polubiłem gotowanie.

Azimka - 2012-11-05, 18:51

Witam :)
Jestem nowoupieczona weganka,to dopiero początek mojej "nowej drogi".Po 2 tyg mam wątpliwości co do wzrostu wagi.Moja waga obecna jest za duza niestety i boje sie ,ze przytyje co w moim przypadku byłoby bardzo niewskazane.Napiszcie jak jest u Was czy fakyzcznie sie ty na weganizmie :lol: je_

Surri - 2012-11-05, 20:33

Azimka
Weganizm a TYCIE
Vege a tycie
Skąd ten tłuszcz? Dlaczego tyjemy
Czy i dlaczego na weganizmie się tyje

Azimka - 2012-11-05, 21:05

Dzuieki wielkie :-)
Surri - 2012-11-05, 21:08

A proszę bardzo :)
Mam nadzieje, że wątki okażą się przydatne.

olala - 2014-04-14, 15:51

Wygląda na to, że będę odkopywać stare wątki ;)
Szukam informacji na temat alergii wszelakich. Podobno po oczyszczeniu organizmu oraz dzięki diecie wegańskiej (a ja jestem bardziej wita) znikają wszelkie alergie (wczoraj usłyszałam, że są one spowodowane głównie zanieczyszczeniem jelit). No a u mnie nie dość, że wróciło wszystko, co miałam jako dziecię to jeszcze się wzmogło. Z przypadkowo zjedzonego nabiału dowiedziałam się, że zwykłe uczulenie przemieniło się w nietolerancję (objawiającą się 24 godzinną agonią). W tej chwili każdy jeden pyłek czyha na mnie uzbrojony po zęby a ja tonę w chusteczkach. Pozostałych chemicznych i pokarmowych unikam na wszelki wypadek jak ognia. Skąd, dlaczego tak się dzieje? I jeszcze pół biedy z nabiałem, bo z zasady i tak nie korzystam, ale te pyłki mnie wykończą :/ Czy jest jakieś logiczne wytłumaczenie czemu dieta wegańska z przewagą witariańskiej obudziła demony?

Jędruś - 2014-04-15, 07:37

Witam Olala.

Jaką wodę pijesz, mam nadzieję że nie kranówkę.
Do wody przed kąpielą dadawaj szczyptę skrobi ziemniaczanej lub sody oczyszczonej.
Trochę chroni przed chlorem i florem zawartym w wodzie kranowej.
Sprawdziłaś mieszkanie, może w kątach jest wilgotno i jest pleśń.

Jadasz orzechy brazylijskie (selen)
Siemię lniane, konopie lub chia (omega-3).
Co z witaminą B12?

Pozdr.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty.
NO :spam:

orzechova - 2014-04-15, 08:32

Jędruś napisał/a:
Do wody przed kąpielą dadawaj szczyptę skrobi ziemniaczanej lub sody oczyszczonej.
Trochę chroni przed chlorem i florem zawartym w wodzie kranowej.


a co to ma wspólnego z alergią na pyłki? :shock:

olala - 2014-04-15, 11:34

Wodę piję z filtra, choć podobno mamy w Łodzi najlepszą wodę z kranów i można ją śmiało pić (ostatnio słyszałam, że nawet wodociągi nakłaniają restauratorów by serwowali klientom wodę z kranu, bo zdrowa i czysta). Ale najczęściej gotowaną, w postaci herbatek ziołowych i owocowych (głównie lipa i malina - uwielbiam).
Jeśli chodzi o kąpiel (o ile ma to zastosowanie w przypadku alergii na pyłki), to nie da rady - myję się pod prysznicem, więc ciężko by było. Chyba, żeby się najpierw natrzeć ziemniakiem a potem opłukać... :mrgreen:
Siemię zjadam, orzechów brazylijskich niestety nie :( Raz widziałam jakieś nędzne supermarketowe. Poszukam. Ogólnie nie przepadam za orzechami, wszystkimi.
No i nie, nie suplementuję B12. Zastanawiałam się nad tym, wolałabym nie łykać żadnych tabletek... Czekam na własną wewnętrzną produkcję B12 :P
Dodam, że mięsa nie jem od 2 lat, a jak jadłam to i tak znikome ilości. Nabiału nie jem od roku, gdy zrobiłam sobie oczyszczanie dietą Dąbrowskiej. I właśnie po tym oczyszczaniu pojawiło się uczulenie na nabiał (zwykłe swędzenie z wysypką). Całkowicie odstawiłam, a teraz po roku - bach, nietolerancja (za to wysypki już nie ma :P )! Na pyłki kicham od wielu lat (kwiecień-czerwiec), ale w tym roku zdecydowanie intensywniej. Myślisz, że to kwestia wymienionych przez Ciebie niedoborów?

Surri - 2014-04-15, 12:14

Cytat:
Czekam na własną wewnętrzną produkcję B12 :P

Nie ma czegoś takiego. A w zasadzie jest, ale w wylotlwym, że tak rzeknę odcinku jelita grubego. Polecałabym jednak połykać.

Mak - 2014-04-15, 12:28

Ja też nie jem tabletek z B12 8-)
























Bo mam suplement w postaci płynnej
ps. kranówa najlepsza bimbrówa!

olala - 2014-04-15, 12:39

Ehh, gdzieś mi się obiło o ucho, że organizm sam sobie może tę witaminę wytworzyć i zanim zdążyłam zgłębić się w temat, to już nokautem na ziemię ;) No doooobra, zainteresuję się sprawą (a może dieta Genmai-Saishoku? ale to chyba rozważania na inny wątek :) )
Yaman - 2014-06-09, 16:47

Człowiek, który nie je mięsa MUSI przyjmować B12. :)
Polecam tego człowieka: http://www.youtube.com/watch?v=RVKkE9LlPYM :)

Co do tematu 'co się zmieniło'
-5kg wagi
-fajniejsza sylwetka

-spadek kondycji
- złe wyniki badania krwi (niski poziom żelaza)

Jarzyn - 2014-06-24, 11:28
Temat postu: witamina b12
Tak właściwie zdrowa dieta nie powinna się opierać na sztucznym syntetyzowaniu, więc jak to jest z tą wit B12? Jak będę mieć niedobory, to zacznę pić kefiry. I podobno w kapuście kiszonej i ogórkach kiszonych jest też ta witamina.
powsinoga - 2014-06-24, 12:26

Nie ma B12 w kiszonkach.
Nie wiem jak konkretnie z kefirem, ale produkty mleczne ogółem witaminę B12 mają. Są to jednak ilości umiarkowane; trzeba by to jeść regularnie i niemało.

Tabletki B12 to nie jest sztuczne syntetyzowanie. Witaminy B12 nie tworzy się w laboratorium de novo, tylko podbiera od bakterii, tak jak mleko na kefir podbiera się od krów.

Jarzyn - 2014-06-25, 08:21

pożyjemy zobaczymy :D na razie skupiam się na florze jelitowej, bo z candidą też mam chyba cyrki (według objaw) oczyściłem też wątrobę, a jak faktycznie nie będę sam tego "produkował" to trzeba będzie uzupełniać.
A tak a propos, to woda po ogórkach kiszonych to kranówka, więc jest brudna (nieprzegotowana) i powinna zawierać jakieś ilości B12, ale czy ktoś to badał? Najlepiej poeksperymentować na sobie :)

PS Mój dziadek jest mięsożercą, pije kefiry i brakuje mu wit B12 oO

PS2 I jeszcze jedno, skoro wit b12 ulega rozpadowi pod wpływem temp. to trzeba jeść surowe mięsa/ryby
Kompletna paranoja.

powsinoga - 2014-06-25, 09:08

Co do candidy: link.

Jarzyn napisał/a:
Mój dziadek jest mięsożercą, pije kefiry i brakuje mu wit B12 oO


Osoby starsze nierzadko mają kłopoty z absorpcją witaminy B12 z pożywienia i dlatego zaleca im się suplementację.

Jarzyn napisał/a:
I jeszcze jedno, skoro wit b12 ulega rozpadowi pod wpływem temp. to trzeba jeść surowe mięsa/ryby


To na bank bzdura, ale link dam potem, bo muszę iść. W każdym razie gotowane/smażone produkty mają witaminę B12, być może trochę mniej, ale mają.

Miła Gosia - 2014-06-25, 10:49

Jarzyn napisał/a:
PS Mój dziadek jest mięsożercą, pije kefiry i brakuje mu wit B12 oO
a ma cukrzycę?
Mak - 2014-06-25, 15:39

Jarzyn napisał/a:
A tak a propos, to woda po ogórkach kiszonych to kranówka, więc jest brudna (nieprzegotowana) i powinna zawierać jakieś ilości B12, ale czy ktoś to badał? Najlepiej poeksperymentować na sobie :)
Zgodnie z takim tokiem rozumowania z każdego kranu powinna płynąć woda zawierająca wit. B12. Niestety tak nie jest i trzeba brać suple. Czemu ludzie się przed tym tak bronią i potem płodzą debilne teorie jak ta powyżej?

Boisz się "chemii" jeden z drugim? B12 jest też w waszym stolcu. Smacznego

Tequilla - 2014-06-25, 20:07

Mak napisał/a:


Boisz się "chemii" jeden z drugim? B12 jest też w waszym stolcu. Smacznego


Nie bądź taki pewien, że się nie nadaje do jedzenia :mrgreen:

http://www.papilot.pl/lif...iem-ma-byc.html

szynka-szynka - 2014-06-25, 21:00

Szynszyle jedzą własny kał - w związku ze swoją roślinożernością jest to chyba jedyne ich źródło B12 (zakładając, że potrzebują tej witaminy)

A swoją drogą nie widzę problemu w połykaniu jednej tabletki na dzień, Jarzyn widać woli późniejsze strzykawki w dupę - raz a dobrze

Mak - 2014-06-25, 21:27

Tequilla, nie mam komentarza :mrgreen:

szynka-szynka napisał/a:
Szynszyle jedzą własny kał
tak samo jak króliczki <3
va - 2014-06-26, 00:15

raz jadlam b12 przez miesiac, chyba w 2004 :shock: (przeniose sie do oszolomow niebawem)
Jarzyn - 2014-06-26, 09:42

Miła Gosia napisał/a:
Jarzyn napisał/a:
PS Mój dziadek jest mięsożercą, pije kefiry i brakuje mu wit B12 oO
a ma cukrzycę?


nie ma, ale w sumie racja, żeby się nie opierać na osobie, która przez całe życie jadła mięso. Tylko że za ich czasów mięso nie było aż tak zatrute.

[ Dodano: 2014-06-26, 09:48 ]
szynka-szynka napisał/a:
Szynszyle jedzą własny kał - w związku ze swoją roślinożernością jest to chyba jedyne ich źródło B12 (zakładając, że potrzebują tej witaminy)

A swoją drogą nie widzę problemu w połykaniu jednej tabletki na dzień, Jarzyn widać woli późniejsze strzykawki w dupę - raz a dobrze Obrazek


Skoro wit b 12 wystarczy mi na kilka miechów, to na razie odstawiam na bok. Poza tym u mnie się sypią kamienie z wątroby (jako że do moich eksperymentów zaliczyłem oczyszczanie wątroby wg tombaka) i zobaczymy jak mi się poprawi :)

A tablety na b12 to idzie kupić, nawet w wege sklepie.

No i skoro b12 jest w kupie, to należy polewać roślinki szambem (a nie chemią) i gleba zaroi się od dobrych mikroorganizmów, a następnie owoce i warzywa zasilą się w b12. Przynajmniej tak wyczytałem, ale nie doczekam się takich czasów.

Degon - 2014-06-26, 16:39

Jarzyn napisał/a:

Skoro wit b 12 wystarczy mi na kilka miechów, to na razie odstawiam na bok.

A skąd takie wnioski? Z szynkowej wypowiedzi? :shock:

Jarzyn napisał/a:

No i skoro b12 jest w kupie, to należy polewać roślinki szambem (a nie chemią) i gleba zaroi się od dobrych mikroorganizmów, a następnie owoce i warzywa zasilą się w b12. Przynajmniej tak wyczytałem, ale nie doczekam się takich czasów.


Chyba dalej do ciebie nie dochodzi, że w roślinach (czy tez kiszonkach, wodzie jak ci się też wcześniej zdawało) nie ma B12, wiec i nie „zasilą” tą witaminą się owe warzywa i owoce szambem podlewane. Chyba, że sugerujesz , że mamy potem to szambo z tych roślinek zlizywać...
(hm…. ale może być jedzenia takich brudnych korzeni połączone z jedzeniem niemytych obsranych przez owady roślin jakimś źródłem b12 jest :roll: :mrgreen: ).

Wypowiadasz głupotki o b12 na tym forum, z tym pół biedy, bo jeszcze niektórym chce się to tu poprawiać. Trochę gorzej, że na swoim blogu też siejesz herezję, sugerując w „Przestrogach dla wegan” jakoby wytwarzanie wit. b12 przez mikroflorę ludzkiego organizmu miało znaczenie, nie pisząc słowa o konieczności suplementacji b12 przez wegan (a i wegetarian).

„W związku z powyższym, jeżeli będziecie jadać oczyszczone skrobie i słodycze z cukrem (inne używki), zakwaszacie organizm. Potem brakuje wam wapnia (to moja teoria, sam na sobie sprawdzam, czy będzie mi czegoś brakować, a jak na razie nic nie suplementuję) oraz wit B12, która wytwarza mikroflora (ja nie wiem, czy mi jej brakuje), ale skoro spożywacie cukier, to dokarmiacie candidę, która z kolei niszczy dobre bakterie, które odpowiadają za wytwarzanie witamin.”

Zanim zajmiesz się doradzaniem komukolwiek i dawaniem przestróg najpierw sam ogarnij temat, bo możesz zrobisz komuś krzywdę.

Tu masz wypowiedź lekarza siedzącego głęboko w temacie, z wiedza opartą na badaniach naukowych - Link

Fragment:
„- Czy jest prawdą, że bakterie w jelitach i jamie ustnej (na zębach) produkują witaminę B12? A jeśli tak, czy to wystarczy do zaspokojenia zapotrzebowania organizmu na tę witaminę?
Ten pogląd oparty jest na doświadczeniu przeprowadzonym przez grupę badaczy, prowadzonych przez dr M.J. Albert, która wykazała, że bakterie z gatunku Pseudomonas i Klebsiella produkują witaminę B12 w jelicie cienkim. Należy jednak pamiętać, że ta produkcja jest bardzo mała. Znaczne ilości tej witaminy produkują bakterie w jelicie grubym, jednakże jej absorpcja odbywa się w jelicie cienkim, dlatego B12 produkowana w jelicie grubym nie jest użyteczna dla człowieka. Należy również podkreślić, że obecność bakterii w jelicie cienkim może faktycznie przyczynić się do niedoboru tej witaminy, dlatego że B12 dostarczona z pożywieniem jest zużyta przez bakterie zanim zostanie zaabsorbowana do obiegu krwi. Bakterie na zębach i w jamie ustnej mogą produkować znikome ilości witaminy B12; są to jednak ilości tak małe, że nie należy brać ich pod uwagę”
...
„Podsumowując, produkty roślinne nie zawierają aktywnych form witaminy B12.”

Jarzyn - 2014-06-27, 08:20

No właśnie ja to wszystko czytałem o b12, (ale sprawdzam to na sobie - autodiagnoza ) i że ogólnie są braki u wegan, dlatego ten jeden argument przegrywa w polecaniu innym diety wegańskiej :/

Ja chcę optymalnej diety, więc najwyżej cofnę się do wegetarianizmu, skoro jest bezpieczniejsza. Jak kiedyś jadłem po 4 porcje mięsne, to jakiś kefir czy jajko od czasu do czasu... trudno. Poza b12 są jeszcze inne braki jak wit D, wapń.

A na blogu to opierałem się różnymi stronami z netu (często sprzecznymi) zawsze można poprawić i jak jest więcej jakichś błędów, to czekam na krytykę :)
Jednym z takich sprzeczności jest to że mięso (które zawiera b12) wytwarza chorobotwórczy śluz i złą mikroflorę jelita.
Ale mimo wszystko czuję się o wiele lepiej na wege niż kiedyś i to jest najważniejsze :)

powsinoga - 2014-06-27, 10:17

Jarzyn napisał/a:
A na blogu to opierałem się różnymi stronami z netu (często sprzecznymi) zawsze można poprawić i jak jest więcej jakichś błędów, to czekam na krytykę


Z tego, co widzę, wszystkie tamtejsze notki to pseudonauka. A w polecanych blog Jarka Kefira, największego oszołoma w necie.

Wyżej powoływałeś się na Tombaka, znanego szarlatana.

Jeśli chcesz mieć rzetelny obraz świata, to poczytaj, na czym polega metodologia naukowa, jak odróżnić naukę od pseudonauki itd.

Jarzyn - 2014-06-28, 07:06

dzięki temu szarlatanowi (i również nie we wszystkim co pisał trzeba wierzyć, ja czerpię z różnych źródeł po kawałku i wiele rozdziałów znalazłem potwierdzenie w necie, choćby oczyszczanie wątroby, czy WEGETARIANIZM) pozbyłem się wysypki z rąk... :/ po 15 latach odwiedzania lekarzy i smarowania sterydami. Po "krzyżowej alergii pokarmowej" jaką mi wmawiali alergolodzy (kazali nie jeść surowizny, a i tak nic nie pomagało), to jest twoja nauka????
Teraz nic nie biorę i wpieprzam tyle surowizny ile tylko chcę.
Być może jednym pomógł, jednym zaszkodził (bo może jedni są zbyt chorobliwi albo nie potrafią czytać) - każdy stosuje kuracje na własne ryzyko.
Ze względów genetycznych (celiakia) dla własnego bezpieczeństwa odstawiam jedynie produkty glutenowe.

A u kefira poczytałem o mięsie/nabiale że wywołują efekt narkotyczny itp i o pozytywach diety wege. Też się z tym nie zgadzasz? Nie mówię o innych artykułach, ale nie we wszystko przecież trzeba wierzyć, w co sobie tam napisze.

Kolejna herezja o B12 LINK

Więc wg mojej pseudo nauki, trzeba regularnie pościć, wtedy z jelita grubego pożeramy własne g...o
Ps.: niektórych prawda w oczy kole. Szczególnie lekarzy, którzy tracą przez szarlatana pana T. pacjentów. Inny przypadek Twojej medycznej nauki to biały język, który też w tamtym czasie miałem - lekarz przepisał jakąś tam maść do smarowania, a moja pseudonauka przepisała leczenie grzybicy jelita grubego. Powodzenia, z takimi "lekarzami".

Mnie tam jest dobrze na wege i nie chcę się z nikim sprzeczać. Blog poparty jest pseudoźródłami i moimi obserwacjami.

Tequilla - 2014-06-28, 07:15

Jarzyn dowody naukowe, a konkretne decyzje lekarza to dwie różne sprawy. Lekarz kieruje się jakimiś przesłankami - dobrymi lub złymi, lekarz również może być gorszy, lepszy lub całkiem beznadziejny. Brak b12 w roślinach to akurat niepodważalny fakt. Suplementacja tego jednego składnika naprawdę aż tak nie boli przy wszystkich pozytywach jakie daje ci weganizm.
Ale oczywiście zrobisz, jak uważasz.

Jarzyn - 2014-06-28, 07:33

No niestety, musiałem się leczyć na własną rękę ;/ w sumie coś za coś, więc kupię b12 dla świętego spokoju :)
powsinoga - 2014-06-28, 13:08

Jarzyn napisał/a:

dzięki temu szarlatanowi (...) pozbyłem się wysypki z rąk


1. Tego nie możesz wiedzieć.
2. Nawet gdyby ci faktycznie pomógł, nie zmienia to faktu, że jest szarlatanem o znikomej wiedzy medycznej, do tego łżącym na temat swojego wykształcenia. Twierdzenia w rodzaju "sok z marchwi ma strukturę i skład podobny do ludzkiej krwi, tylko zamiast atomu żelaza występuje atom magnezu" totalnie go dyskwalifikują jako znachora, bo już dziecko w podstawówce wie, że w marchwi nie ma białych i czerwonych krwinek.

Jarzyn napisał/a:
to jest twoja nauka????


1. Nie wiem, czy to jest moja nauka. Wielu lekarzy udziela rad niezgodnych ze stanem nauki.
2. Pratchett pozdrawia.

Jarzyn napisał/a:
A u kefira poczytałem o mięsie/nabiale że wywołują efekt narkotyczny itp i o pozytywach diety wege. Też się z tym nie zgadzasz?


1. Też się z tym nie zgadzam. Na jakie badania naukowe powołał się imć Kefir odnośnie tego efektu narkotycznego?
2. Kefir chyba jednak wegetarian nie lubi.

Jarzyn - 2014-06-29, 09:00

To już za bardzo się czepiasz szczegółów ;) mnie nie obchodzi kefir, tylko jego artykuł o wege (efekt narkotyczny, jeśli musisz coś zjeść, by poczuć się lepiej, można to na sobie odczuć), on nie jest żadnym moim mentorem, żeby się trzymać każdego słowa i każdego innego artykułu. A co do wegetarian to może i ma racje, skoro są zbyt idealistyczni? Nie każdy człowiek przejdzie ci na wege, bo ty przeszłaś, i nie każdy mięsożerca jest zły. Jeżeli przedstawiasz taki obraz weg(etari)anki, to ja się odłączam.

A co do wysypki, (nie wiem jakie ty tam przeszłaś choroby, czy może w ogóle jesteś zdrowa), to nie zdajesz sobie sprawy z ciągłego swędzenia i drapania, braku skóry na dłoniach, pękających bąbli, jak maść pomogła zneutralizować jedno miejsce, to wysypka pogłębiała się tam, gdzie nie smarowałem na skórze.
Więc skąd to mogę wiedzieć? Niezdrowa dieta (lekarze/dietetycy/ i profesorowie zalecają jedzenie mięsa, łączenie pokarmów z dwóch grup i słodyczy, jako źródło energii) prowadzi do odkładania kamieni kałowych i wątrobowych i oczywiście pasożytów.
Tombak mi o tym uświadomił, co się w organach znajduje i jak to funkcjonuje, ale skoro nei czytałaś jego książki, to czemu się wypowiadasz? Z innego bloga, bo ktoś napisał że to szarlatan. :mrgreen: A co w marchewce nie ma składników, które są potrzebne do produkcji krwi? Bo pewnie o to chodziło Tombakowi, ale ktoś wybitnie mądry zauważył, że przecież w marchewce nie ma krwinek, to cała książka kłamie.

Skoro czegoś nie wiesz, to sobie więcej o tym poczytaj , a nie wciskaj tu pratchetów czy innych cytatów, które nie mają żadnej podstawy.

powsinoga - 2014-06-29, 10:32

Jarzyn napisał/a:
(efekt narkotyczny, jeśli musisz coś zjeść, by poczuć się lepiej, można to na sobie odczuć)


Taki "efekt narkotyczny" wywołują w zasadzie wszystkie potrawy, które bardzo lubimy i do których jesteśmy przyzwyczajeni. Nie muszą składać się z mięsa.

Jarzyn napisał/a:
A co do wysypki, (nie wiem jakie ty tam przeszłaś choroby, czy może w ogóle jesteś zdrowa), to nie zdajesz sobie sprawy z ciągłego swędzenia i drapania


Zdaję, miałam kiedyś świąd pochwy.

Jarzyn napisał/a:
Niezdrowa dieta (lekarze/dietetycy/ i profesorowie zalecają jedzenie mięsa, łączenie pokarmów z dwóch grup i słodyczy, jako źródło energii)


Nic mi nie wiadomo o tym, aby jedzenie mięsa - białego i z umiarem - było niezdrowe. Byłabym wdzięczna za stosowne badania. Słodyczy dietetycy nie zalecają. Nie wiem, o co ci chodzi z grupami.

Jarzyn napisał/a:
... prowadzi do odkładania kamieni kałowych i wątrobowych i oczywiście pasożytów


Nie linkuj mi do zdjęć gówna, tylko do badań. Podaj np. badanie, z którego wynika, że łączenie pokarmów z dwóch grup (?) prowadzi do kamieni kałowych, wątrobowych i oczywiście pasożytów.

Jarzyn napisał/a:
Tombak mi o tym uświadomił, co się w organach znajduje i jak to funkcjonuje


Tombak ci zaserwował wymysły, które łyknąłeś na słowo harcerza.

Jarzyn napisał/a:
ale skoro nei czytałaś jego książki, to czemu się wypowiadasz?


Bo znam cytaty z jego książki.

Jarzyn napisał/a:
A co w marchewce nie ma składników, które są potrzebne do produkcji krwi?


Pewnie są, ale nie taka była teza Tombaka.

Jarzyn napisał/a:
Skoro czegoś nie wiesz, to sobie więcej o tym poczytaj


Dziękuję. Ale ta książka nie zawiera żadnych źródeł. Więc skąd mam wiedzieć, że Tombak nie ssie z palca? Jak wspomniałam: Tombak zaserwował ci wymysły, które łyknąłeś na słowo honoru. Wbrew zasadzie "nadzwyczajne twierdzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów", wysunął wiele rewolucyjnych tez, ale kwitów nie dostarczył żadnych. Co go dyskwalifikuje.

Tylko przeleciałam książkę wzrokiem, a tu takie kwiatki. Tombak wyznaje astrologiczną dermatologię. Cytat:

Cytat:
Bez wątpienia, gwiazdy mają duży wpływ na stan naszej skóry. Ale nie mniejsze znaczenie ma stan układu pokarmowego i jelita grubego. I dlatego, niezależnie od tego pod jaką „gwiazdą” urodziliście się, co jakiś czas oczyszczajcie organizm, szczególnie jelito grube i wątrobę. Inaczej mówiąc, polegaj na gwiazdach, ale sam nie zaprzepaść sprawy.

Ponieważ wszystkie procesy fizjologiczne organizmu są w ścisłej zależności od wpływu Słońca i innych planet (mam na myśli rytmy kosmiczne), ludzie urodzeni w różnych porach roku mają charakterystyczne symptomy stanu ich skóry. Mówiąc prościej, dla każdego znaku zodiaku charakterystyczne są określone zmiany skóry.


Zobaczmy, co pisze na temat mojej skóry.

Cytat:
Ryby

Skóra Ryb jest wrażliwa i często ma skłonności do obrzmień i alergii. Nawilżać skórę najlepiej maseczkami z marchwi, poziomek, ogórków, winogron. Do oczyszczenia skóry
wskazane są napar z szałwi, piołunu. Dobry masaż twarzy i całego ciała pozwala Rybom utrzymywać skórą w dobrym stanie.


Następnym razem jak mnie złapie świąd pochwy, to sobie zrobię maseczkę z poziomek. A błąd ortograficzny w słowie "szałwii" sporo mówi o jakości wydawnictwa i pośrednio samej książki.

Powiedz szczerze: naprawdę traktujesz poważnie wyznawcę astrologii?

Jarzyn - 2014-06-29, 15:45

Znowu te czepianie szczegółów :) Chyba wcześniej napisałem, że z książki Tombaka wychwyciłem ważniejsze rozdziały o zdrowiu niż marchewka czy gwiazdy. W ogóle tam jest więcej takich przykładów, chcesz to się z tego śmiej 8-)

Tu masz coś o tworzeniu się kamieni link

świąd pochwy to również przerost Candidy, no ale pewnie zalejesz mnie jakimiś faktami i cytatami, że wiesz lepiej. Spoko, ja nie miałem takiego problemu więc się nie wypowiem nic więcej.

Czy można się uzależnić od kapusty? Albo od innych warzyw? A może to Candida chce cukru, jedzenia śmieciowego (konserwanty) albo mięsa (z którego powstaje śluz).

Cytat:
Nic mi nie wiadomo o tym, aby jedzenie mięsa - białego i z umiarem - było niezdrowe. Byłabym wdzięczna za stosowne badania. Słodyczy dietetycy nie zalecają. Nie wiem, o co ci chodzi z grupami.

Tombak własnie zaleca 1-2 razy w tyg jeść mięso.
To pewnie zaś zależy na jakiego dietetyka trafisz. A i jest różnica, jeśli ktoś je codziennie mięso, a raz na tydzień. Wtedy nie powinien odczuć skutków, bo organizm sobie poradzi. Ale i tak trawienie mięsa kosztuje organizm dużo energii i go zakwasza. Po za tym jest różnica między zdrowym kurczakiem, który się wybiegał po łące (chociaż i tak zjadasz z mięsem jego strach), a tym z rzeźni, naszpikowany antybiotykami.
Mi chodziło o grupę węglowodanową i białkową wg diety rozdzielnej. No i masz kolejny wątek do bojkotowania :) w książce Tombaka to było. (Przecież wszystko trafia do żołądka, to jaka jest różnica, wszystko naraz można jeść!)


Do powstawania kamieni i pasożytów prowadzi dieta składająca się z białej mąki i bogata w mięso, przejadanie się itp, a źródła to sobie poszukaj, pewnie u Tombaka to wyczytałem.


Cytat:
Tombak ci zaserwował wymysły, które łyknąłeś na słowo harcerza.

Srałem na zielono i podobnymi kamyczkami jak na zdjęciach w linkach (dot kamieni wątrobowych). Też możesz je mieć...

Traktuję go poważniej od lekarzy, którzy pomagali mi w leczeniu wysypki :)

Piernik - 2014-06-30, 20:34

powsinoga napisał/a:
Z tego, co widzę, wszystkie tamtejsze notki to pseudonauka. A w polecanych blog Jarka Kefira, największego oszołoma w necie.


Te, powsinoga, nagrabiłeś sobie równo. Kefir się na ciebie wkurwił i cię zdissował na swoim blogu: link

Fragment:
Jarek Kefir napisał/a:
Czymże sobie zasłużyłem na miano najgorszego, najgroźniejszego oszołoma u racjonalistycznych psychopatów, wycierających sobie buzie „nauką”? Jestem człowiekiem skromnym i pokornym (ale pokornym w pozytywnym sensie). Myśląc typowo logicznie, dużo większym zagrożeniem dla racjonalnego postrzegania świata, jest choćby koleś w śmiesznej czapeczce o nazwisku Dziwisz, czy tysiące przywódców islamskich typu Muktada As-Sadr. Jednak jest inny argument, który tutaj trzeba rozważyć..

Dlaczego przedstawiciele tych środowisk uważają mnie za takie zagrożenie ich interesów? Ani nie jestem prawicowcem, ani nawet szeroko pojętym „wierzącym” w katolicką bozię. A do ezoteryki, okultyzmu, kabały i wiedzy jaką ukrywa przed społeczeństwem masoneria, odnoszę się życzliwie i z uznaniem.

A może o to właśnie chodzi? O to, że staram się uwalniać ludzi z globalnej, mentalnej ośmiornicy, której części składowe to: religie, ideologie, polityka, korporacje, nauka? Choć są to części pozornie skłócone (nauka ma niby konflikt z religią), jednak na głęboko ezoterycznym, ukrywanym poziomie, stanowią one jedno.


Tak więc drodzy forumowicze - strzeżcie się powsinogi - masona, agenta NWO i illuminatów, niewolnika mentalnej ośmiornicy, który wyciera sobie gębę dogmatami naukowców będących na usługach NWO chcąc zabić waszą zdolność do samodzielnego myślenia.

Surri - 2014-06-30, 20:38

powsinogowa sława peace
powsinoga - 2014-06-30, 20:45

Dobrze, że mam ryj Zuzi w avku, jakby co to ją zerżną w krzakach.
Jarzyn - 2014-07-01, 06:27

niech żyje wolność! :piwo:
Karviainen - 2014-07-06, 14:42

powsinoga napisał/a:

2. Nawet gdyby ci faktycznie pomógł, nie zmienia to faktu, że jest szarlatanem o znikomej wiedzy medycznej, do tego łżącym na temat swojego wykształcenia. Twierdzenia w rodzaju "sok z marchwi ma strukturę i skład podobny do ludzkiej krwi, tylko zamiast atomu żelaza występuje atom magnezu" totalnie go dyskwalifikują jako znachora, bo już dziecko w podstawówce wie, że w marchwi nie ma białych i czerwonych krwinek.


A kolezanka sprawdzala, czy widomosci o jego wyksztalceniu a raczej braku tego wyksztalcenia sa prawdziwe? Jedne twierdzi tak a inni inaczej. W sumie moj rosyjski pozwala mi na sprawdzenie tych wiadomosci ale malo mnie one interesuja.
Moze szarlatan ale zrobil duzo dobrego. Jego idea to zycie zgodnie z natura, umiar w jedzeniu, zwracanie uwagi na swoje cialo i oczszczanie. I moze szarlatan, moze pisze jakies tam dziwne rzeczy ale tu ma racje i zaden lekarz nie podwazy tego.

Co sie u mnie zmienilo? Wegetarianka od dziecka, na tym roslam wiec trudno powiedziec, jak sie czlowiek czuje jako jedzacy mieso. Ale mam prawie moj tydzien prawie weganizmu i wiem, co mi sie zmienilo. Musze wiecej myslec przy gotowaniu. Bo nie posypie potrawy serem, nie dodam smietany do sosu, by jego konsystencja byla lepsza, nagle odpada czekolada, terzeba bedzie chodzic po raw czekolade, niektore platki. Jeszcze wiecej czytam opakwowan i dopiero zauwazylam, ze mleko i jego przetwory sa tam, gdzie by sie czlowiek nie spodziewal.

powsinoga - 2014-07-06, 16:37

Karviainen napisał/a:
Jego idea to zycie zgodnie z natura, umiar w jedzeniu, zwracanie uwagi na swoje cialo i oczszczanie. I moze szarlatan, moze pisze jakies tam dziwne rzeczy ale tu ma racje i zaden lekarz nie podwazy tego.


Jesteś pewna, że żaden lekarz nie podważy dobrodziejstw "oczyszczania" i "życia zgodnie z naturą"? Jeśli przez oczyszczanie rozumiesz propagowany przez Tombaka detoks za pomocą lewatywy, to obawiam się, że podważy to większość środowiska lekarskiego, o czym można przeczytać na angielskiej i polskiej Wikipedii, na stronie American Cancer Society i jeszcze w paru fajnych miejscach. Natomiast wyrażenie "życie zgodnie z natura" musisz sprecyzować, bo może oznaczać wszystko i nic.

Karviainen napisał/a:
A kolezanka sprawdzala, czy widomosci o jego wyksztalceniu a raczej braku tego wyksztalcenia sa prawdziwe?


Koleżanka nie zna ruskiego, ale jakoś dziwnie wierzy, że uźródłowione informacje nt. braku biochemicznego wykształcenie u kolesia, który fanzoli kocopoły sprzeczne z podstawową biologią i chemią - są prawdziwe, a nie spreparowane przez agentów Big Pharmy. Możesz koleżankę wyprowadzić z błędu, skoro znasz kacapski; przysłużysz się dyskusji i obronisz cnotę Michasia. A nuż tombak okaże się złotem?

Karviainen - 2014-07-06, 18:43

Podwazyc moze ale racji miec nie bedzie. Nie chodzi mi dokladnie o sposoby, jakie Tombak podal ale ogolnie o idee. Jak ktos nie lubi lewatyw, uwaza je za obrzydliwe, nie powinnien tego robic ale jest wiele roznych sposobow. Ja nie wyobrazam sobie picia oleju, jakos sama mysl mnie przeraza.

Zycie z natura wg, niego to jak dobrze pamietam: wczesne wstawanie, pojscie spac miedzy 22 a 23 (wyprobowalam i dziala, tylko, ze ja wole nocny tryb zycia. moze kiedys jak bede miec normalna prace to bede chodzic wczesnie spac), nieprzejadanie sie i jedzenie jak najbardziej naturalnych rzeczy, jak najmniej przetworzonych, niejdzenie cukru i cos tam jeszcze, picie wody. Pamietam, ze wode polecal najpierw zamrozic troche a potem pic. Ale ile w tym prawdy to nie wiem. W kazdym razie woda jest jak najbardziej dobra.

Co do wiki to zrodlo nie za bardzo, to drugie pewnie lepsze.
wyczuwam ironie. Nie bede udowadniac, ze Tombak jest zlotem czy, ze moze sie nim okazac. Szczerze jest mi to obojetne. Ruski znam ale szkoda mi czasu na szukanie info o nim. forum odkrylam i czytam powoli, bardziej mnie interesuje.
Zwyczajnie niezwyczajnie wyprobowalam czesc rzeczy i bylam zdziwiona, jak sie po nich czulam. tez to, co on pisze nie pochodzi dokladnie od niego. Dieta rozdzielna, oddychanie i inne nie sa jego pomyslem, on to zebral.

he he wiec kolezanki z bledu nie bede wyprowadzac, bo jak sama nie przeczyta, nie wyprobuje to nie uwierzy.

powsinoga - 2014-07-06, 19:23

Karviainen napisał/a:
Podwazyc moze ale racji miec nie bedzie


Środowisko medyczne nie będzie mieć racji w kwestii oczyszczania? Czy co? Rozwiń i uargumentuj.

Karviainen napisał/a:
Zycie z natura wg, niego to jak dobrze pamietam: wczesne wstawanie, pojscie spac miedzy 22 a 23 (wyprobowalam i dziala, tylko, ze ja wole nocny tryb zycia. moze kiedys jak bede miec normalna prace to bede chodzic wczesnie spac), nieprzejadanie sie i jedzenie jak najbardziej naturalnych rzeczy, jak najmniej przetworzonych, niejdzenie cukru i cos tam jeszcze, picie wod


To są zupełnie zdroworozsądkowe rady, pod którymi podpisze się większość lekarzy i dietetyków. Niestety nie z tego Tombak słynie i nie takie mądrości stanowią wyróżnik jego podejścia do zdrowia. Problemem jest to, że owo ziarnko prawdy obleka on w grubą skorupę oszołomstwa i pseudonauki - i za to należy go tępić.

Karviainen napisał/a:
Co do wiki to zrodlo nie za bardzo, to drugie pewnie lepsze


"To drugie" jest wzięte z Wiki. Bo na tym polega czar Wikipedii, zwłaszcza angielskiej - ma podane źródła do prac naukowych i stanowisk prestiżowych organizacji medycznych. Zamiast odrzucać Wikipedię z góry jako "nie za bardzo" źródło, należy spojrzeć, na jakiej bibliografii opiera się dany artykuł. W artykule o płukaniu jelita powołano się m.in. na takie instytucje jak American Cancer Society, The Mayo Clinic oraz na liczne artykuły w periodykach branżowych. Można sobie zajrzeć pod każdy link. Ze wszystkich płynie jeden wniosek: detoks za pomocą lewatywy to potencjalnie szkodliwa bujda.

orzechova - 2014-07-08, 11:25

paznokcie rosną mi jak szalone!
Jarzyn - 2014-07-12, 15:14

orzechova napisał/a:
paznokcie rosną mi jak szalone!


to przytnij bo do butów nie wejdziesz :sloneczko:

ShadowCabinet - 2014-07-12, 21:17

Trzy tygodnie na weganizmie i sypiam lepiej, na początku wywaliło mi na twarzy pryszcze, które już powoli znikają no i mam dwa razy więcej gazów niż normalnie, mam tylko nadzieję, że to minie. Ogólnie czuje się dobrze.
Pozdrawiam

Jarzyn - 2014-07-13, 22:03

ShadowCabinet napisał/a:
Trzy tygodnie na weganizmie i sypiam lepiej, na początku wywaliło mi na twarzy pryszcze, które już powoli znikają no i mam dwa razy więcej gazów niż normalnie, mam tylko nadzieję, że to minie. Ogólnie czuje się dobrze.
Pozdrawiam

Również miewam gazy :D

Hate - 2014-07-14, 01:23


KAMILA_99 - 2014-07-20, 18:16

Jestem lepiej postrzegana jako człowiek. Nie czuje sie źle a dobrze. Jak każdy powinien nie jeść miesa.
aleksandress - 2014-07-20, 23:52

Ja zauważyłam, że jestem jakaś wyciszona i przestałam mieć problemy z koncentracją oraz nie wiem czy to wpływ weganizmu ale jestem bardziej konsekwentna, jak coś sobie postanowię, to tak zrobie. Jedyne co mnie martwi to to, że mam straszne wzdęcia :cry:
filifjonka - 2014-07-21, 11:14

orzechova napisał/a:
paznokcie rosną mi jak szalone!


Ostatnio zauważyłam to samo :0 oszalały!

Yaman - 2014-07-26, 12:08

Po 2 latach wegetarianizmu doszedłem do wniosku, że nie jest on jakoś zajebiście dobry dla mnie mimo tego, że jest całkiem dobry dla zwierząt, środowiska itp. i że nie jest super naturalny.

Ciekawe kiedy zmuszę się do schabowego, chyba tylko wtedy kiedy nie będę miał sił wstać już z łóżka.

seb - 2014-07-26, 13:21

moze cos innego Ci siada lub kwestia niedoborów weszła jakaś. Jesli jestes przekonany ze schabowy pomoze to go zjedz juz teraz i sprawdz :) mniam
orzechova - 2014-07-26, 13:23

por ke?
Jarzyn - 2014-07-26, 16:50

Yaman napisał/a:
Po 2 latach wegetarianizmu doszedłem do wniosku, że nie jest on jakoś zajebiście dobry dla mnie mimo tego, że jest całkiem dobry dla zwierząt, środowiska itp. i że nie jest super naturalny.

Ciekawe kiedy zmuszę się do schabowego, chyba tylko wtedy kiedy nie będę miał sił wstać już z łóżka.


spróbuj diety wg krwi, chociaż też nie jest do końca potwierdzona. A osobiście polecam układanie posiłków wg diety rozdzielnej.

Hate - 2014-07-26, 16:59

Tia, albo spróbuj odżywiać się praną i energią słoneczną. Na wyższym levelu można przesuwać itemy za pomocą siły umysłu.
Jarzyn bardzo proszę nie namawiać ludzi na diety, którymi można sobie zrobić kuku. Porady na forumveg pochodzą z rzetelnych źródeł. To nie jest szamańskie forum.

D.M. - 2014-07-26, 22:56

Yaman, czy uwzględniasz wszystkie zalecenia dla wegetarian co do składników odżywczych?
Jarzyn - 2014-07-28, 07:17

Hate napisał/a:
Tia, albo spróbuj odżywiać się praną i energią słoneczną. Na wyższym levelu można przesuwać itemy za pomocą siły umysłu.
Jarzyn bardzo proszę nie namawiać ludzi na diety, którymi można sobie zrobić kuku. Porady na forumveg pochodzą z rzetelnych źródeł. To nie jest szamańskie forum.


a dobra, róbta co chceta, ja się już nie odzywam, skoro wiecie lepiej, to "jedzcie" jak wolicie i mieszajcie wszystko ze sobą, to wasze żołądki.

Od teraz odpisuję tylko na pm, jak ktoś będzie chciał szamańskich herezji.

Pozdrawiam, mimo wszystko

szynka-szynka - 2014-07-28, 11:24

Proponowałabym wyłączyć Jarzynowi priwy.
D.M. - 2014-07-28, 21:55

Trochę nie rozumiem, skąd aż taka wrogość do niektórych niestandardowych zaleceń. Dla witarianizmu mamy cały dział, a natomiast dla diety rozdzielnej już bardzo się prosi w ogóle o tym nie pisać. Czy są podstawy uważać to drugie za bardziej niebezpieczne, niż to pierwsze? Zakładam, że takie podstawy mogą być, ale chciałbym się dowiedzieć, na czym one polegają.
Jarzyn - 2014-07-29, 20:42

szynka-szynka napisał/a:
Proponowałabym wyłączyć Jarzynowi priwy.


Jedno słowo i mogę się wyrejestrować z tego forum. Mi już nie zależy ;) Albo najlepiej sami mnie usuńcie.


Cytat:
Trochę nie rozumiem, skąd aż taka wrogość do niektórych niestandardowych zaleceń. Dla witarianizmu mamy cały dział, a natomiast dla diety rozdzielnej już bardzo się prosi w ogóle o tym nie pisać. Czy są podstawy uważać to drugie za bardziej niebezpieczne, niż to pierwsze? Zakładam, że takie podstawy mogą być, ale chciałbym się dowiedzieć, na czym one polegają.


w diecie rozdzielnej chodzi o enzymy, niektóry się ze sobą kłócą (truskawka z bananem będzie ciężkostrawna, a daktyl z bananem już nie), tak samo chleb z pomidorem jest (dla mnie) ciężkostrawny (węglowodany + kwas), trzeba jeść tak żeby czuć się lekko. Albo lepiej zjeść najpierw jabłko na pusty żołądek, a po kwadransie jakieś śniadanko, czy na odwrót - śniadanie, a potem jabłko, które fermentuje, bo nei trafiło do jelita cienkiego? Szczegóły, ale możnaby się było nad nimi zastanowić...

Nawet mięso jest lepiej trawione, kiedy się go nie zje z chlebem. :bye:

powsinoga - 2014-07-29, 20:50

Jarzyn napisał/a:
Jedno słowo i mogę się wyrejestrować z tego forum. Mi już nie zależy


No to nara.

krzysztof - 2014-09-28, 12:14

Cześć :sloneczko:

Jarzyn napisał/a:
Tak właściwie zdrowa dieta nie powinna się opierać na sztucznym syntetyzowaniu, więc jak to jest z tą wit B12? Jak będę mieć niedobory, to zacznę pić kefiry. I podobno w kapuście kiszonej i ogórkach kiszonych jest też ta witamina.

Jak możesz to zapoznaj się z tym obszernym opracowaniem
http://www.surawka.webd.p...aminie-b12.html
2. MITY
http://www.surawka.webd.p...59-mityb12.html
Cytat:
Niektórzy weganie aktywiści podkreślają, że ludzie potrzebują bardzo małe ilości witaminy B12 oraz to, że może być ona magazynowana w organizmie, przez wiele lat. To jest prawda, od czasu gdy zostali weganami, niektóre osoby mają wystarczające ilości witaminy B12, zmagazynowanej w wątrobie, a to chroni ich przed ostrymi niedoborami tej witaminy, nie chroni jednak, przed łagodnymi niedoborami witaminy B12 (podniesione poziomy homocysteiny).

Ponad to, aby nagromadzić witaminę B12, potrzeba na to kilku lat, spożywania odpowiednich jej ilości (za wyjątkiem pobierania suplementów, które w stosunkowo krótkim czasie są w stanie uzupełnić jej zapasy). Wiele osób nie spożywa dziennych nadwyżek witaminy B12 i to od wielu lat, zatem nie mogą liczyć na zapasy B12 aby uchronić się przed ostrymi niedoborami, po kilku latach zaprzestaniu pobierania witaminy B12. Nasz ustrój, ciągle traci małe ilości B12, a czas przebywania cząsteczki witaminy B12, jest różny, zależy od licznych czynników. Organizm może magazynować B12 przez długie okresy, lub może jej w ogóle nie magazynować.

Oczywiście, ten problem można łatwo rozwiązać, poprzez spożywanie artykułów spożywczych, wzbogaconych w witaminę B12 lub pobieranie suplementów z witaminą B12.

Małe ilości witaminy B12 w produktach zwierzęcych, nie chroni przed niedoborami witaminy B12:
Istnieją dowody na to, że witaminy B12, nie można utrzymywać na wystarczających poziomach, jedynie poprzez niewielki dodatek do diety, produktów pochodzenia zwierzęcego: van Dusseldorp et al. [1] (1999, Holandia), starali się odpowiedzieć na pytanie: czy umiarkowana konsumpcja produktów pochodzenia zwierzęcego, jest wystarczająca, aby osiągnąć normalne poziomy witaminy B12? Badania przeprowadzono na 73 dorosłych makrobiotykach, którzy począwszy od wieku 6 lat, przeszli na dietę lakto-owo-wegetariańską lub nie-wegetarińską. Grupa kontrolna: 94 osoby, nigdy nie będące makrobiotykami ani wegetarianami. Artykuły mleczne zaopatrują makrobiotyków, przeciętnie w 1 ?g B12 dziennie. Spożywano również ryby, czerwone mięso, kurczaki 2-3 razy na tydzień....
Stwierdzono: umiarkowana konsumpcja produktów zwierzęcych, nie zapewniła odzyskania normalnych poziomów witaminy B12 dla 21% dzieci (w oparciu o poziomy Metylomalonylu)....

24. CZY FLORA JELITOWA TO ODPOWIEDNIE ŹRÓDŁO WITAMINY B12?
http://www.surawka.webd.p...d=182&Itemid=18
23. WITAMINA B12 W TEMPEH, GLONACH, PRODUKTACH EKOLOGICZNYCH I INNYCH PRODUKTACH ROŚLINNYCH.
http://www.surawka.webd.p...-rolinnych.html
8. ANALOGI WITAMINY B12
http://www.surawka.webd.p...taminy-b12.html
17. WEGANO-WITARIANIE
http://www.surawka.webd.p...-witarianie.htm
Cytat:
...Entuzjaści Ożywionej Żywności w Finlandii

Rauma et al. [2] (1995, Finlandia) przebadali status witaminy B12, u wegan żyjących długi okres na pełnej diecie surowej żywności, bez obróbki termicznej, nazywana również dietą ożywionego pokarmu. Te osoby założyły, że pobieranie dużych ilości sfermentowanej żywności (ok. 2 kg/dziennie) może dostarczać dużo witaminy B12, a taki pokarm sam w sobie, prowadzi do korzystnych zmian we florze jelitowej, na korzyść symbiontów syntetyzujących witaminę B12.

Jednym z aspektów tych badań, było prowadzenie bazy danych, co do pobieranego pokarmu oraz pobieranie próbek krwi od 9 wegano-witarian (1 mężczyzna i 8 kobiet) , po dwóch latach 6 osób z 9, wykazywało powolne, ale stałe pogarszanie się statusu witaminy B12 przez ten okres, co wyraźnie wskazuje, że zaopatrzenie w witaminę B12 z tego rodzaju pożywienia, nie jest w pełni wystarczające, aby utrzymać w normie poziomy B12 w osoczu....
Fińscy entuzjaści diety surowej żywności, biorący udział w tych badaniach, zaczęli pobierać suplementację z witaminą B12, gdy sami przekonali się, o niskich poziomach witaminy B12...

zobacz jak wiele czynników ( sprzężeń zwrotnych ) wpływa na wchłanianie wit. b12 to odnosi się tylko do żywności


Jarzyn zwykły konwencjonalny test jest mało wiarygodny,ponieważ odnośni się do całej puli b12 ( razem z analogiczna formą ) w osoczu a nie do jej aktywnej formy ,czynnej biologicznie i spełniającej swoje funkcje.
szerzej :
http://www.forumveg.pl/vi...start=30#158392

Nie można pomijać straty w całym cyklu trawienia i wchłaniania(dystrybucji, transporcie i metabolizmie) na co wpływa szereg czynników oraz przypadkowe zakażania ,biegunki,nieżyty,używanie antybiotyków itd.

powsinoga napisał/a:
... W każdym razie gotowane/smażone produkty mają witaminę B12, być może trochę mniej, ale mają.

Pozostają śladowe ilości-wszytko zależy jakie czynniki fizykochemiczne działały na produkt i jakie było ich natężanie-straty nawet do 90% .
W przypadku b12 - jest duży problem , jest bardzo wrażliwa na światło. W przypadku produktów odzwierzęcych np.: mięsa, tusz rybich to ciągła ekspozycja w ladach chłodniczych - norma w ofercie sklepów-ekspozycja ).
Dodatkowo ph- obróbki kulinarnej i kontakt z metalami ( norma przy produkcji - taśma produkcyjna narzędzia i praktyka w sklepach-tace itd.itp. ) oraz wrażliwość na chemikalia , oczywiście na temperaturę itd.
szerzej(tabela ) :
http://www.forumveg.pl/viewtopic.php?t=5591#98182

Producenci mięsa rzeźnie,przetwórcy ( to samo dotyczy mięsa ryb-tusze ) po uboju, patroszeniu itd. stosują np.:na tusze rożne przeciwutleniacze syntetyczne czy mieszanki najróżniejszych form ( z roślinnymi ) to dodatkowe straty b12.

Do tego popularne używanie mikrofali powoduje degradację b12-konwersje do nieaktywnej b12- biologicznie nieużytecznej .

W.w. praktyki powodują ,że zaburzenia o b12 w ustroju zbierają dość spore pokłosie także u osób mięsożernych.
U osób starszych to normalna rzecz .
http://www.forumveg.pl/vi...4f3e2bac2#84810

(pomijam kwestię dodawania zwierzętom do pasz b12- takie są realia obecnego chowu )

pzdr.

D.M. - 2015-08-15, 01:33

Jesienią tego roku będzie 3 lata odkąd z reguły dotrzymuję diety wegańskiej (w wersji dopuszczającej miód). Chyba już można dość obiektywnie opisać, jakie zmiany towarzyszyły przejściu na taki tryb odżywiania się. I od razu zaznaczę, że chyba bardzo niewiele zmian w moim organizmie można rozpatrywać jako skutek diety wegańskiej jako takiej. Raczej to były skutki tego, jak dokładnie przechodziłem na tę dietę, jakich zwyczajów żywieniowych nabywałem, jak uwzględniałem ilości składników odżywczych etc. A niektóre zmiany chyba były spowodowane w ogóle czymś mało powiązanym z dietą, a po prostu czasowo nałożyły się na okres przejścia do diety wegańskiej.

0. Główne obserwacje.

W latach 2012 i 2013, w okresie stopniowego przejścia na dietę wegańską i w początkowym okresie dotrzymania tej diety, czas od czasu miałem tendencję jeść zbyt mało. Dlaczego? Chyba, uważnie przemyśliwując swoją dietę i próbując różne warianty, czasem wybierałem nie bardzo właściwy dla siebie jadłospis, który powodował lekki jadłowstręt, chyba z jakichś powodów trawiennych. Przy czym nie liczyłem kalorii (a i teraz też ich nie liczę) i nie rozumiałem, że jem za mało. Kiedy widziałem, że jakoś zbyt chudnę, to czasem przypisywałem to niepełnowartościowemu białku. A na jakimś etapie w 2013 roku wreszcie ostatecznie doszedłem do wniosku, że chudłem po prostu z powodu braku kalorii. Wtedy nauczyłem się odczuwać (bez obliczeń), czy nie za mało zjadłem w ciągu dnia. I jeżeli widziałem, że mało, to po prostu jeszcze jadłem, a jeżeli nie mogłem, to robiłem jakieś wnioski o tym, że coś trzeba zmienić w diecie, i problem szybko się kończył.

Chyba od jesieni 2013 roku nie mam problemu niedojadania i nie bywam za chudy. Za to pojawił się przeciwny problem. Dobrze umiejąc nie jeść za mało, nie umiałem tak dobrze nie jeść za dużo. Czasem wieczorem na wszelki wypadek wrąbałem kilka zbędnych kawałków chleba. W wyniku dość istotnie wyrósł mi brzuch. Podczas badań okresowych we wrześniu 2014 roku okazało się, że ważę aż ponad 67 kg, co było niedaleko od górnej granicy normalności według BMI. I wkrótce zacząłem czas od czasu przeżywać stan polegający na tym, że w ciągu kilkunastu godzin lub kilku dni muszę jeść znacznie mniej, niż zwykle, bo zdecydowanie odczuwam, że jestem przepełniony. Trochę wątpiłem, co to za stany, i nawet przypuszczałem, że to mogą być takież jadłowstręty, jak kiedyś, tzn. mogące spowodować niepotrzebne chudnięcie. Ale wreszcie doszedłem do wniosku, że sytuacja znów jest banalna, tylko przeciwna do tej dawnej: żrę za dużo kalorii.

Wydaje mi się, że w ostatnich miesiącach już nieźle umiem tak organizować jedzenie, by nie jeść ani za dużo, ani za mało. Nie wykluczam, że kiedyś uda mi się nawet zupełnie wyrównać brzuch, ale razem z tym nie przejść do stanu dobrej widoczności żeber. Obecnie sytuacja nie jest aż taka doskonała, ale sądzę, że dobra.

A teraz o innych aspektach zdrowia.

1. Przeziębienia.

Wiosną 2013 roku miałem przeziębienie podobne do grypy i musiałem brać zwolnienie lekarskie. Przed tym najpóźniej tak istotnie chorowałem wiosną 2004 roku. Tzn. około 9 lat takiego nie było, a się pojawiło właśnie w okresie niedojadania. Sądzę, że to właśnie przez niedojadanie mój organizm nie potrafił zwalczyć chorobę zanim ona zrobiła się widoczna. Chociaż można też przypuścić, że odżywianie się nie oddziaływało; po prostu czas od czasu człowiek choruje; raz w 9 lat to niezła częstotliwość. Sądzę jednak, że niedojadanie odegrało tu istotną rolę i że mój organizm już dawno się nauczył nie chorować tak istotnie, oby tylko wystarczało mu energii.

Rozpatrzmy teraz zwykły (ale wyraźny) katar. W okresie, kiedy już nauczyłem się nie jeść za mało, obserwuję zaskakująco optymistyczną sytuację z katarem: w roku akademickim 2013/2014 miałem wyraźny katar tylko jeden raz; natomiast w roku akademickim 2014/2015 nigdy nie miałem wyraźnego kataru! A przecież wcześniej miałem wyraźny katar zwykle kilka razy w roku. Ale nie jest jasne, co tu bardziej oddziałuje: dieta czy prawidłowe metody zapobiegania. Podejrzewam, że bardzo ważna może być też echinacea w płynie.

Jeszcze jeden objaw przeziębienia to kaszel. O kaszlu przyzwyczaiłem się nie bardzo myśleć. On często pojawia się razem z katarem, a pozostaje dużo tygodni, przy czym zanika bardzo stopniowo i nie da się wskazać dokładnie dzień, kiedy kaszlu już nie ma; a sporadyczne kaszlanie zdarza się też w niby zupełnie zdrowym stanie. Ale w listopadzie czy grudniu 2014 roku, wbrew nieobecności wyraźnego kataru, pojawił się u mnie kaszel o takim stopniu intensywności, że to mi dość istotnie dokuczało. Poprzednim razem coś podobnego miałem chyba w 2007 roku; wtedy przestałem istotnie kaszleć, gdy zacząłem codziennie jeść miód. A w 2015 roku przestałem istotnie kaszleć, gdy przestałem jeść miód - bu-ha-ha-ha-ha-ha-ha! :mrgreen: Być może, w obu przypadkach lub w którymś jednym to był przypadkowy zbieg okoliczności albo placebo. Nie wiem. Tak czy siak, kaszel przestał mi istotnie dokuczać gdzieś w lutym. Myśląc o kaszlu, warto też mieć na myśli moją gardłową pracę i bardzo duże obciążenie.

2. Zęby.

Kiedy mieszkałem na Ukrainie, dość często musiałem leczyć zęby. W Polsce pewien lekarz wyleczył mi dużo zębów i po skończeniu tego leczenia (jesienią 2011 r.) mam z zębami znacznie lepiej. Być może, to dlatego, że zacząłem się troszczyć o witaminę D; a być może, po prostu lekarz naprawdę dobrze wyleczył wszystkie miejsca podatne na dalsze psucie się; może też oddziaływać, że przyzwyczaiłem się do regularnego stosowania nici dentystycznej. Co rok chodzę do tegoż lekarza dla sprawdzania zębów, i zwykle on znajduje jedną lub dwie próchnice. W 2014 roku zupełnie nie miałem próchnic, ale w 2015 już miałem dwie.

Inna ciekawa rzecz: teraz kamień nazębny robi mi się znacznie powolniej, niż kiedyś. Być może, tak oddziałuje nić dentystyczna. A może, to dlatego, że teraz znacznie rzadziej jadam słodycze, niż wcześniej.

3. Inne.

Bardziej drobne kwestie zdrowotne, niż przeziębienia i zęby, wolę pominąć, by nie pisać zbyt długo.

4. Dodatkowa uwaga.

Jeśli chodzi o przejście na wegetarianizm w roku 2000 lub na semiwegetarianizm w roku 1989, to nie pamiętam, czy temu towarzyszyły jakieś zmiany zdrowotne.

Shinizzle - 2015-09-19, 18:42

Zmiany są, definitywnie to widać.
Na pewno mój wrażliwy układ pokarmowy przestał szaleć, bo od dawna nie wylądowałam w szpitalu właśnie z tegoż powodu. To raz, dwa: o wiele łagodniejsze miesiączki - i chwała zieleninie za to, bo wreszcie nie zwijam się z bólu. To samo dotyczy bóli głowy - przeszły jak ręką odjął.
Przeziębienia i infekcje leczone antybiotykami - nie ma. Zniknęły. Ale to może dlatego, że jem lepiej, niż kiedyś.
Na pewno też spadło mi ryzyko wystąpienia cukrzycy, bo lekarz wciąż jest zaskoczony, jakim cudem mam niskie cukry, przy dawnych skokowych.

Same zalety, ot co :)

wintersoul - 2016-05-25, 18:07

Przeczesałam cały temat jednak nie znalazłam (lub nie zauważyłam) poszerzonej wzmianki dotyczącej miesiączek. To co się ze mną stało po odstawieniu mięcha zakrawa na cud! Moje mega bolesne miesiączki przeszły do historii. Kiedyś każdego miesiąca przeżywałam konwulsyjny koszmar, który powoli zaczynał mnie doprowadzać do obłędu. Teraz ból jest minimalny.
Czy ktoś się orientuje dlaczego tak się dzieje? Czy może to mieć związek z hormonami, którymi są faszerowane zwierzęta?

Milia - 2016-05-25, 21:38

U mnie miesiaczki dalej sa przeokrutnie bolesne, nie zmienilo sie nic. Jesli nie zjem 800 mg ibupromu to mdleje. Z bolu. Tak, zdarzylo mi sie juz, jak zapomnialam tabletek. Zemdlalam po prostu z bolu.
orzechova - 2016-05-27, 09:00

Milia, a może to endometrioza? Badałaś się?
Milia - 2016-05-27, 14:19

Tak, badalam sie i to nie tylko pod katem endometriozy. Nie jest mi absolutnie nic.
Po prostu, tak juz mam, jak wiekszosc bab w mojej rodzinie. Natura stwierdzila ze taka opcja bedzie dla nas najlepsza. peace :evil:

Pearl - 2016-05-27, 17:15

Milka,a masz dzieci..?czasem przed zachodzeniem w ciązę(ochocie zajścia:)),jajowód jest tak niedrożny,ze powoduje skręt kiszek przy miesiączce,ale w sumei to sie bada po katem bezpłodności
Milia - 2016-05-27, 20:06

Nie badalam sie pod katem bezplodnosci bo nie chce miec dzieci.
Natomiast faktycznie, moja siostra od kiedy urodzila dzieci nawet nie bierze ibupromu 200, nic!!! A wczesniej meczyla sie tak jak ja.
Ale z drugiej strony, jesli faktycznie miala niedrozny jajowod, to jak mogla zajsc w ciaze?

Pearl - 2016-05-28, 15:06

To może tam jakieś cysty miała,które miały okresy remisji;o tym właśnie przechodzeniu(bolesności) po ciąży słyszałam,na ile się sprawdza powiem Ci pod koniec roku,bo może nie ma czego żałować isię nie u każdej to sprawdza.
Ale jeśli leczyłabyś niedoczynność tarczycy,to wtedy sie luibią tworzyć takie cyściory,to spytaj lekarza,moze by "przepchli" i miałabyś z tym spokój?koleżance tak się udało,ale trzeba wiedzieć na co zwróccić uwagę,bo z tymi ginami różnie jest

Milia - 2016-05-29, 16:27

Moja kuzynka miala "przepychanie" bo nie mogal zajsc w ciaze a chciala.
Przepotworny zabieg. Jak opowiadala to wlos mi sie na plecach zjezyl !! zwyczajnie tortury. :shock:
Wiec ja juz zostane przy tym ibupromie 400x2. ;)

Miła Gosia - 2016-05-29, 16:59

Może spróbuj niepokalanka (preparat Castagnus albo Cyclodynon, polecam pierwszy bo tańszy, a skład ten sam). Mi pomógł na pmsowe wahania nastroju, ale powinien być skuteczny także w łagodzeniu objawów fizycznych. Najlepiej pobrać go ze dwa-trzy miechy. Od siebie jeszcze dodam, że zauważyłam taką prawidłowość, że im zdrowiej jem tym mniej dokuczliwe/bolesne mam miesiączki.
Próbowałaś innych niż ten ibuprom środków przeciwbólowych? Rozkurczowo można wziąć No-Spę (ta z większą dawką drotaweryny jest już dostępna bez recepty), chociaż w Twoim przypadku podejrzewam, że może być konieczny silniejszy Buscopan Forte. Do tego dołożyć albo ibuprofen, albo paracetamol. Ewentualnie ratować się Solpadeiną (pewna forumowiczka bardzo sobie chwali ^^)albo Nurofenem plus, oba z kodeiną.

Pearl - 2016-05-29, 17:07

No zabieg drastyczny nieco,ale widzisz,tu mamy podane leki,także skalpel możesz sobie podarować,Kiedyś kumpela miała książkę o tych jajnikach i diecie,zapytam kiedyś o tytuł,ale jakie to ma przełożenie dla nas?:))ja i tak się żadnymi poradnikami nie sugeruje,bo wiadomo...
Milia - 2016-05-29, 20:33

Miła Gosia napisał/a:
Może spróbuj niepokalanka (preparat Castagnus albo Cyclodynon, polecam pierwszy bo tańszy, a skład ten sam). Mi pomógł na pmsowe wahania nastroju, ale powinien być skuteczny także w łagodzeniu objawów fizycznych. Najlepiej pobrać go ze dwa-trzy miechy. Od siebie jeszcze dodam, że zauważyłam taką prawidłowość, że im zdrowiej jem tym mniej dokuczliwe/bolesne mam miesiączki.
Próbowałaś innych niż ten ibuprom środków przeciwbólowych? Rozkurczowo można wziąć No-Spę (ta z większą dawką drotaweryny jest już dostępna bez recepty), chociaż w Twoim przypadku podejrzewam, że może być konieczny silniejszy Buscopan Forte. Do tego dołożyć albo ibuprofen, albo paracetamol. Ewentualnie ratować się Solpadeiną (pewna forumowiczka bardzo sobie chwali ^^)albo Nurofenem plus, oba z kodeiną.


no-spa, jak dla mnie nadaje sie tylko do kosza na smieci :D
Ginka podsuwala mi rozne, na recepte: Albo nie dzialaly, albo mialy skutki uboczne.
Najskuteczniejsze byly tak naprawde tabletki antykoncepcyjne, te silnie dozowane. Nawet nie zauwazalam ze mam okres, naprawde nie czulam NIC. Ale problem: cycki mam po nich jak pamela anderson po piatej operacji! (co, zaznaczam, jak dla mnie nie jest absolutnie atutem. Brzydzilam sie na nie patrzec. Zadne ubranie nie pasowalo. I ten bol, spowodowany ciezarem.)

psychoactive - 2016-12-20, 22:57

po przejściu na weganizm, przestałem oglądać Walking Dead, bo teraz na żywo widzę same zombie, co bezrefleksyjnie pożerają zwłoki ;f
Nibiru - 2017-01-18, 23:18

U mnie nie zmieniło się nic. Za to ludzie, którzy mnie otaczają mają z tym często niebywały problem. Aż czasem pojawiają się u mnie wątpliwości czy może nie przejść z powrotem na wegetarianizm (jajka zerówki, szczęśliwe krówki itp). Dalej w sumie mam takie myśli, ale jakoś nie mogę znaleźć żadnego powodu, który by mnie do tego przekonał (zamiast tego utwierdzam się tylko w swojej decyzji).
Tymiankowa - 2017-01-24, 22:25

Wprowadziłam sobie jakiś czas temu zasadę, że 2-3 dni w tygodniu robię wegańskie i od tego momentu zmieniło się to, że dla odmiany wreszcie zaczęłam chudnąć... mimo że w te konkretne dni jem [wegańsko] co chcę i ile chcę, a w pozostałe [wegetariańsko] tak jak wcześniej, ćwiczę też tyle co wcześniej. Także ten... to działa ^_^

W związku z wegetarianizmem (8 miesięcy) trochę liczyłam na opisywane tu przez niektórych zelżenie miesiączek, ale jednak nie :/ Poprawił mi się za to poziom hemoglobiny, pewnie w wyniku bardziej świadomego doboru produktów.

Wydaje mi się, że mam więcej energii i rzadziej bywam ospała, ale w trakcie tych ośmiu miesięcy zaczęłam też regularnie intensywniej ćwiczyć, więc to może być też tego efektem.

acuarela - 2017-04-21, 13:56

Bardzo fajny temat, u mnie nic co napiszę nie jest naciągane a zmieniło się dużo- odstawienie czerwonego mięsa i nabiału:
miesiączki bolesne i pms to już przeszłość
paznokcie sztywne i zdrowe bez nabiału bo wapń roślinny jest łatwiej przyswajalny i naprawdę istnieje
pozytywne myślenie - mało czym się przejmuję a od dziecka miewałam depresyjne nastroje
nie mam naprawdę czego sobie wyjmować z nosa o katarze nie wspominając
nie mam bólu stawów ( a kto takie miewa wie jakie to cierpienie)
trawienie totalnie bezproblemowe ( w tym udział bierze też niesmażenie, zdrowe surowe tłuszcze roślinne i mało pszenicy)

misiek1111 - 2017-09-04, 17:43

Kiedy jadłem padlinę:
- ból brzucha i sensacje żołądkowe,
- zamulony mózg,
- czułem się często źle,
- bolało mnie od czasu do czasu serce, wraz z ostrym bólem w lewej ręce,
- miałem nocne koszmary-horrory, po których budziłem się zlany potem.

Po przejściu wszystko to minęło!
Tylko tych horrorów trochę brak :twisted:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group