|
Jozin z bazin |
| Autor |
Wiadomość |
handitto
Natchniony Veg wegeterrorysta


Wiek: 24 Posty: 110 Skąd: Dabrowa Gornicza
|
|
|
|
 |
fiatlux
Wyższy Stan Ducha


Pomogła: 1 raz Wiek: 28 Posty: 746
|
|
|
|
 |
taffit
VegAdmin Monster


Pomógł: 12 razy Wiek: 28 Posty: 3762 Skąd: Miasto Zrywki
|
Wysłany: 2008-01-12, 16:02
|
|
|
ale krejzole |
_________________ Miło Cię widzieć, Gość! |
|
|
|
 |
konradkostka
Pilny Veg


Posty: 36 Skąd: Częstochowa
|
Wysłany: 2008-01-13, 08:35
|
|
|
petarda!!! |
_________________ God-conscious soul frequency of unconditional love searcher |
|
|
|
 |
Hate
Veg Do Potęgi Pull The Plug


Pomógł: 6 razy Wiek: 31 Posty: 3194 Skąd: Dąbrowa Górnicza
|
Wysłany: 2008-01-27, 02:16
|
|
|
''Jożin z bażin'' wywołał u nas prawdziwą czechofilię.
„Jożin z bażin”, przebój czeskiego bandu sprzed 30 lat, uwiódł Polaków i wywołał, nigdy wcześniej niespotykaną u nas w takim natężeniu, czechofilię.
„Jooożin z baaaażin, Jooożin z baaaażin” – te słowa prześladują mnie od co najmniej dwóch tygodni. O Józku z bagien, który pożera świniaki i ludzi (zwłaszcza mieszkańców Pragi), mówią wszyscy moi znajomi, gadają o jego fenomenie panowie w garniturach z telewizji, nawet moja matka przy gotowaniu podśpiewuje tę wpadającą w ucho melodię. „Jooożin z baaaażin” – tym razem śpiewał facet kierujący taksówką, którą jechałem wczoraj wieczorem do domu. „Jozin z bazin rullez” – piszą internauci. A Ivan Mládek, solista kapeli Ivan Mládek Banjo Band, który przed 30 laty razem z Ivo Pešákiem nagrali dla czeskiej telewizji wideoklip z tą piosenką, nagle stali się w naszym kraju gwiazdami pierwszej jasności, bardziej znanymi niż nieśmiertelne czeskie towary eksportowe Helena Vondrácková czy Jirzi Korn. Na portalu YouTube, gdzie filmik z ich udziałem zajmuje 1 miejsce, obejrzało go ponad 1,5 mln polskich internautów. Komentują: „ten film to hit roku. W 2006 był chuck norris, w 2007 maciek z klanu, a teraz Józek z Bagien” XvallorX
Czym „Jożin z bażin” uwiódł Polaków? Co sprawia, że nie mamy dość słuchania komicznie poważnego Mládka o twarzy okolonej ramką krzaczastych bokobrodów? Dlaczego tak bardzo śmieszy nas taniec świętego Wita w wykonaniu Ivo Pešáka? Przeprowadziliśmy dziennikarskie śledztwo, którego końcowy wniosek brzmi: nie wiadomo. Niemniej warto przeczytać, czego się dowiedzieliśmy.
Wymiana kulturalna
Ktoś z państwa pamięta rok 1978? W naszym kraju z okazji podwyżki cen benzyny ruszyła produkcja Poloneza (nie chodzi przy tym o wódkę o tej nazwie, lecz samochód). Podrożało też mleko, a sfrustrowani Polacy próbowali ukraść w Szwajcarii szczątki Charlie Chaplina. Absurdalne? Niewiele mniej niż hasło „Jozin z bazin na prezydenta”, które wtedy malowano na murach z okazji tournee Ivana Mládka nad Wisłą. Paradoksalnie to jednak dziś Jozin z bazin miałby większe szanse na zwycięstwo w wyborach niż wówczas. Bo po 30 latach Polacy całkowicie zwariowali na jego punkcie i znów piszą, tyle że w sieci: „Ivan Mladek na prezydenta Polski! Warszawa pozdrawia Czechy! Zdravim Cesi :-„ zyraf1963. Nie wiadomo, kto i gdzie znalazł ten niezwykły występ (akurat tego klipu nie pamiętają nawet sami artyści!) i umieścił go w internecie. Pół roku temu archiwalne wideo „Jożin z bażin” pojawiło się w serwisie YouTube.
Przed trzema tygodniami równie tajemniczy ktoś dołożył do niego polskie tłumaczenie i od tego momentu rozpoczęła się „Józkomania”. Nagranie zajęło drugie miejsce w rankingu na najśmieszniejszy film internetowy 2007 roku zorganizowanym przez redakcję portalu Widelec. Stamtąd kilka dni później czeski megahit trafił do „Szkła kontaktowego” w TVN. – Jożina odkrył mój syn. Zakochałem się w tym nagraniu od razu, choć nie byłem pewien, czy było zrobione na serio, czy miało być kabaretem – opowiada prowadzący „Szkło” Grzegorz Miecugow. Zaraz po programie, w którym pokazali tego klipu, znajomi rzucili się na niego z prośbą o kontakt z Mládkiem. Od tej pory czeski band pokazały już chyba wszystkie polskie telewizje, z programami informacyjnymi włącznie, Satyrykon marzy o ściągnięciu tej grupy w czerwcu do Legnicy, a to niejedyna polska oferta dla czeskiego komika.
Na fali popularności Mládka w naszym kraju rośnie zainteresowanie kulturą południowych sąsiadów. – Choć zawsze lubiliśmy czeskie klimaty, ich literaturę, filmy czy fotografie, to teraz ta fascynacja przeniosła się na młodych ludzi – zaobserwował Paweł Wołyniak z warszawskiego Traffic clubu. – Hrabal sprzedaje się zaskakująco dobrze – dodaje. A DWROCEK na forum poświęconym twórcom Józka z bagien pisze: „Powinniśmy być Czechom wdzięczni, dali nam – Maurycego i Havranka, Krecika, Żwirka i Muchomorka, Sąsiadów (Pat i Mat), a teraz jeszcze nas bawią Jozinem z Bazin ”. Dworcek nie wspomina o kompozytorze Bedřichu Smetanie, pisarzu Bogumile Hrabalu, reżyserze Miloszu Formanie, muzyku Jaromirze Nohavicy czy malarzu Alfonsie Musze i wielu, wielu innych – o ojcu Wojaka Szwejka, Jarosławie Haszku nie wspominając – którzy na stałe wpisali się w nasz kulturowy kanon. Czyżby teraz mieli do niego dołączyć śmieszni faceci z krowim dzwonkiem grający coś pomiędzy country, jazzem orleańskim a disco polo? Wszystko wskazuje, że tak, gdyż uznaliśmy, że są fantastyczni. Jak napisał zyraf1963, to „Monthy Python z Czech. Intro na krowim, dzwonku, pojawiajacy sie na chwile kolezka za szyba z brodaczem tanczacym w tle powalaja na kolana!!!! Pelna psychodelia. HIT ROKU!”.
Z czeskiej krzyżówki
Mládek i Pešák, z którymi we wtorek wypiliśmy w Pradze piwo, nie kryli zaskoczenia gigantyczną karierą, jaką w ostatnich tygodniach robią nad Wisłą. – To dla nas brzmi jak dowcip. Gdy w latach 70. graliśmy w Polsce „Jozina z bazin”, nie mogliśmy liczyć nawet na ułamek medialnej burzy, która rozpętała się dzisiaj. W tej sytuacji chyba nie mamy wyboru i jeszcze w tym roku będziemy musieli przyjechać do was na kilka występów. Przecież jesteśmy profesjonalistami – śmiał się Mládek. Choć po „pekaesach” Ivana zostało już tylko wspomnienie, a broda Ivo przypomina obecnie zarost w stylu późnego ZZ Top, obaj wciąż są w doskonałej formie – nadal koncertują, w dodatku ich piosenki żyją swoim własnym życiem. Działająca od paru lat grupa Dĕda Mládek Illegal Band gra tylko utwory Mládka przerobione na rockową modłę. Nazwiska Ivana i Ivo znajdziemy nawet w czeskich krzyżówkach. Ale też na piosenkach Ivana wychowało się kilka pokoleń Czechów. – Od lat rodzice śpiewają ich piosenki dzieciom, a babcie wnukom. Niektórzy Mládka lubią, inni za nim nie przepadają, ale znają go wszyscy – podkreśla Petr Vidlák, tłumacz z Ostrawy, znany z przekładów książek Olgi Tokarczuk na język czeski.
– Choć trudno go nie lubić, mimo że nie jest to sztuka najwyższej próby – śmieje się Zdenka Dydowiczowa, była śpiewaczka Opery Wrocławskiej, Czeszka od 20 lat mieszkająca w Polsce. – Tylko oni są naprawdę strasznie śmieszni. Sztuką byłoby mieszkać w Czechach i Mládka nie znać. I to nie tylko ze względu na blisko 40 nagranych płyt i ponad 400 napisanych utworów, wśród których nie brakuje perełek na miarę „Jozina z bazin”. Ivan to również showman (prowadził w czeskiej telewizji kilka programów), autor skeczy, pisarz, aktor (zagrał w kilku filmach), felietonista oraz malarz (21 lutego w Opolu odbędzie się wystawa jego obrazów).
Z knajpy na scenę
Ivan z muzyką zetknął się już jako mały chłopiec, gdy rodzice posłali go na lekcję gry na skrzypcach. Jednak państwo Mládkowie nie byli zachwyceni, gdy pełnoletni Ivan zamiast pójść na prawo, jak jego ojciec, wybrał ekonomię, a potem założył zespół jazzowy. Z oczekiwaniami rodziców rozminął się również Pešák (też maluje!), któremu wróżono karierę lekarza. – Tak było do 14. roku życia. Później zakochałem się w jednym klarneciście i zapragnąłem grać na tym instrumencie – wyjaśnia Ivo, wzbudzając wybuch śmiechu przy stoliku w kawiarni Slavia u brzegu Wełtawy. – Czy ja powiedziałem: „zakochałem”? No dobrze, tylko że nie była to miłość homoseksualna, a jedynie podziw dla jego umiejętności muzycznych – dodaje.
Na początku lat 60. Ivan założył zespół Banjo Band, ale długo musiał czekać na jakiekolwiek zainteresowanie i sukcesy. Zrażony ojczyną, po Praskiej Wiośnie w 1968 roku wyjechał do Francji. W Paryżu grał na bałałajce w klubach, w których przesiadywali rosyjscy emigranci. Ale na obczyźnie wytrzymał tylko pół roku – wrócił, reaktywował Banjo Band i... zaczął wygrywać festiwale. – Wtedy jeszcze nasz repertuar składał się wyłącznie z utworów instrumentalnych. Pewnego dnia zaczepił mnie organizator jednego z naszych koncertów i zaczął namawiać mnie, żebym spróbował napisać do swojej muzyki jakieś teksty. Namawiał: „Zobaczysz, zdobędziecie większą publiczność”. Nie byłem przekonany, ale co miałem robić. Zacząłem pisać słowa i przyznaję, że czasem ogarniała mnie prawdziwa rozpacz – Ivan kręci głową.
Jednak piosenki Mládka i jego kapeli stały się hitami właśnie ze względu na słowa, a nie muzykę będącą przykładem modnego od zawsze w Czechach gatunku „piosenki piknikowej” – takiej, którą można zaśpiewać chóralnie przy piwie. – Przyjemnie absurdalne i wesołe – ocenia Zdeňka Dydovičova. – Emanujące kapitalnym, absurdalnym czeskim nastrojem – potwierdza Marcin Szumowski, slawista z UW. Są jednak i tacy, którzy w tekstach Mládka doszukują się dzisiaj wysublimowanych aluzji politycznych, tekstów i podtekstów, które w tamtych czasach były artystyczną formą walki z komuną i które czytelne są tylko dla Czechów.
Walcząc ze smokiem
Miroslav Karas, rodowity prażanin, korespondent Czeskiej Telewizji mieszkający od 15 lat w Polsce, jest oburzony, że Polacy tak bezmyślnie z Mládka i Józka z bagien się śmieją. – Żeby się śmiać, trzeba zrozumieć drugie dno tekstu. Tekst o „Józku z bagien” to tylko powierzchowna głupota, pod którą kryją się cytaty i odniesienia do tego, co mówili ówcześni politycy. W ogóle wszystkie piosenki Mládka mają określony kontekst – polityczny albo czysto czeski. Tego nie da się wyjaśnić, bo jeśli nie mieliście analogicznego problemu, nigdy nie zrozumiecie, na czym polega ten humor – oburza się Karas.
Także Martin Dorazin, korespondent Czeskiego Radia w Warszawie, jest przekonany, że „Jozin z bazin” to satyra na rzeczywistość socjalistyczną. – Średniowieczna baśń o rycerzu, księżniczce i smoku w realiach czeskiej komuny – tłumaczy Dorazin. Na pierwszy rzut oka, trudno nie zgodzić się z taką interpretacją. Bo w tekście mamy i rycerza (podmiot liryczny), i rumaka (skoda 100), i smoka (Józek). Jest też król (wójt wsi Vizowice), obietnica otrzymania połowy królestwa (czyli PGR-u) oraz córki za zabicie potwora pożerającego ludzi. Jednak żeby przekonać się, co tak naprawdę chciał powiedzieć pisarz, najlepiej zasięgnąć informacji u źródła. I one będą dla wojujących interpretatorów najbardziej zaskakujące. Bo „Jozin z bazin” to żaden protest song, tylko piosenka napisana na zamówienie zaprzyjaźnionego zespołu ze Żlina. Ku czci maskotki grupy o imieniu Józef. – Przyjaciel poprosił mnie, obiecywał, że odwdzięczy mi się baniakiem śliwowicy. Zaraz, to chyba była korupcja. Dobrze, że sprawa się już przedawniła – wspomina ze śmiechem Mládek. – Ukryte znaczenia?
Mogę powiedzieć tylko tyle, że ja nic nie ukrywałem. Chodziło mi o dowcipny, absurdalny tekst, trochę z pogranicza poematu dada. Wiem, że ludzie zawsze będą doszukiwać się drugiego dna, ale ja nigdy nie chciałem bawić się w politykę.
Podobne nadinterpretacje towarzyszą wielu innym utworom Mládka. Tekst „Zkrakty” (skróty) składa się niemal wyłącznie ze skrótów, które tak dumnie pobrzmiewały w minionej epoce – CSRL, ZSRR i PRL nie pomijając. Czy to kpina z drewnianego języka doprowadzonego do granicy niezrozumienia? Kolejna zabawa w kotka i myszkę z cenzurą? – Skrótów było wtedy rzeczywiście mnóstwo. Do tekstu wrzucałem te, które akurat przyszły mi do głowy i wydawało mi się to całkiem zabawne – opowiada Ivan. Niemniej (nad)interpretatorzy wiedzą swoje: – Bez kontekstu „Jozin z bazin” jest po prostu głupi i z tego właśnie się śmiejecie – Miroslav Karas nie daje za wygraną. – Ostatnio zastanawiałem się nad tym nagłym napadem miłości Polaków do Mládka. Doszedłem do wniosku z przyjaciółmi, że jedynym wytłumaczeniem tego faktu jest to, że was strasznie rozśmiesza czeski język. Byłem oburzony, gdy się o tym dowiedziałem. Nie wierzyłem, że Polacy naprawdę śmieją się z naszej pięknej mowy. Że mogą wymyślać takie niestworzone historie jak szmaticzku na paticzku – irytuje się.
Jo sem twoj tatinek!
Czy się śmiejemy? Znów cytat z internetu: DWROCEK „Pozdrawiamy Czechów Język Czeski jest śmieszny. Terminator – Elektronicky mordulec: – „Ne ubiwajte me pane Terminatore!”, „Gwiezdne Wojny” z czeskim dubbingiem: Lord Vader do Luke’a Skywalkera: »Luk! jo sem twoj tatinek!« zepsuty – poruhany. Niezapomniana trójka czeskich hokejowych napastników: Popil, Poruhal a Smutny. ogórek konserwowy – styrylizowany uhorek” Może to niezbyt poprawne politycznie, ale niech rzuci kamieniem ten, kto nie chichotał, czytając te słowa. Tym bardziej że Czesi też się z nas nabijają. Choćby za to, że ciągle czegoś szukamy (po czesku szukać to wulgarne określenie na odbywanie stosunku płciowego). Ivan Mládek wspomina, jak podczas pobytu w Polsce spierał się z jednym z naszych właśnie o to, czyja mowa śmieszniejsza. – On mi mówił: „Wasz język jest śmieszny, bo wy tak dziwnie seplenicie”. Moja riposta nie była zbyt błyskotliwa: „A wasz język jest śmieszny, bo to wy tak dziwnie seplenicie!” – opowiada, rechocząc.
Polsko-czeski remis? Remis. To pośmiejmy się jeszcze przez chwilę. Marek Przybylik, były redaktor naczelny „Szpilek” i stały gość „Szkła kontaktowego” pamięta odcinek kabaretu Olgi Lipińskiej, w którym Wojciech Pokora śpiewał piosenkę o miłości niebiańskiej (po czesku „laska nebeska”) Heleny Vondráckovej. – Tarzaliśmy się ze śmiechu, bo śpiewający Pokora trzymał długą laskę pomalowaną na niebiesko – wspomina Przybylik. – Tu mamy właśnie to kapitalne łącze, na którym będzie się opierać nieustanne zakochanie Polski w czeskiej kulturze. Te językowe różnice to dynamit, który jeszcze wzmacnia działanie wspaniałego, czeskiego humoru – mówi i dodaje, że tak naprawdę śmiejemy się z tego, CO mówią do nas czescy twórcy, choćby w kultowych w Polsce serialach, by wspomnieć „Arabellę”, „Szpital na peryferiach” czy „Żenę za pultem” (Kobietę za ladą). – To, co nas łączy z Czechami, to chyba upodobanie do wszystkiego, co jest smutno-śmieszne. Albo nawet ponuro-radosne. Ich kultura zawsze będzie do nas wracać również dlatego, że ich humor jest wysokiej próby. Ale nakładka za śmieszności ich języka w naszych uszach zawsze dodaje dodatkowej energii i uroku.
Gdy 30 lat temu zespół Mládka gościł w Polsce, w ciągu trzech miesięcy zagrał nieludzką liczbę ponad 120 koncertów, w tym w Warszawie i Katowicach. Razem z „Jożinem z bażin” głównymi czeskimi towarami eksportowymi nad Wisłą były wtedy siermiężne skody, kochająca się w Sewerynie Krajewskim Helena Vondrácková, rozpuszczające się zarówno w ustach, jak i w dłoni cukierki lentilky, uciekająca przed Rumburakiem Arabella oraz Karel Gott – czeski słowik, którego dwukrotnie przyłapano na onanizowaniu się w środkach komunikacji miejskiej.
A co Mládek i Pesak zapamiętali z tamtego pobytu nad Wisłą? – Po pierwsze – bigos. Na początku nie mogliśmy na niego patrzeć, baliśmy się, co znajdziemy w środku. Ale później jedliśmy tylko to – mówi Pesak. – Pamiętam, jak w katowickim Spodku przed naszym skeczem o Czerwonym Kapturku (Kapturek wchodził na scenę z podniesionymi rękami, wilk pyta: „Co się stało”, na co kapturek: „Pomyliłam dezodorant ze sprayem do opon”) zginęła gdzieś czapka Kapturka, którego grał Ivo. Szukał jej za kulisami, szukał, wreszcie porządkowy mówi, że widział coś czerwonego w toalecie. Ivo wpada i widzi, jak sprzątaczka wyciera czapką podłogę! Wyrwał jej swoją zgubę, za przeproszeniem, mokrą założył na głowę i tak wpadł na scenę. Na szczęście zdążył i na szczęście była to ubikacja damska – śmieje się Mládek.
Mládek i Pesak obiecują, że za kilka miesięcy Polacy zobaczą i usłyszą na żywo, jak prezentuje się „Jozin z bazin – 30 lat później”. My już wiemy – świetnie. W Pradze namówiliśmy Ivo na pokazanie próbki swojego oszałamiającego tańca. Wow! Jak wyznali nam obaj panowie, gdy przed laty zastanawiali się, kiedy w końcu zejdą ze sceny, Mládek obiecywał, że dociągną razem do emerytury. – Teraz okoliczności się trochę się zmieniły – uśmiecha się Pesak. – Mamy nowe postanowienie: będziemy grać dopóki cały Banjo Band nie wymrze.
PS.: Czescy internaucie zaproponowali nam wymianę Iwana Mládka na Szarika. Bedulka napisała tak: My Češi dali Polakum Jožina,Křemílka,Rumcajse..Polaci nám dali
PYK |
_________________ Jaki miły i mądry facet
naprawdę mądry
nie z tych przemądrzałych
obieżyświat
co to z niejednego pieca chleb jadł
wyrozumiały i uprzejmy
cała anatomia jego twarzy
zdradzała lekki wysiłek
ust:
by mądrzej i grzeczniej do mnie mówić
oczu:
by uważniej i uprzejmiej mnie słuchać
taaaak...
naprawdę nie mogłem nie napluć mu w mordę. |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|

|