Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Nie ma możliwości, by ponad 7 mld ludzi mogło jeść mięso
Autor Wiadomość
Surri 
Żona Admina
Pizdata


Pomogła: 78 razy
Wiek: 34
Posty: 11316
Skąd: Kraków
Wysłany: 2017-06-26, 09:44   Nie ma możliwości, by ponad 7 mld ludzi mogło jeść mięso

Martin Caparrós, autor książki "Głód": Nie ma możliwości, by ponad 7 mld ludzi mogło jeść mięso

To, że tylu ludzi ma co jeść każdego dnia - to cud, że tylu nie ma - to podłość - pisze Martin Caparrós. Autor wstrząsającej książki "Głód" był niedawno w Polsce. Nam mówi m.in. o tym, dlaczego za głód na świecie odpowiada Międzynarodowy Fundusz Walutowy i jakie konsekwencje ma fakt, że 60 proc. głodujących stanowią kobiety.

Może od razu odpowie pan na komentarze czytelników, które z pewnością się pojawią pod naszą rozmową. "Chce pan wzbudzić w nas poczucie winy, bo mamy co jeść?", "Dlaczego ma nas obchodzić to, że w Afryce czy Indiach głodują dzieci, skoro jest tyle niedożywionych w Polsce?".

- Zgadzam się, ludzie nie muszą martwić się głodnymi dziećmi w Afryce, jeśli robią coś, by pomóc biednym dzieciom w Polsce. Pytanie tylko, czy rzeczywiście coś robią, czy tylko tak mówią? Jeśli chodzi o poczucie winy, jestem całkowicie przeciwny temu, by wzbudzać je w kimkolwiek, to kompletnie bezużyteczne i niepotrzebne. Chciałbym je zastąpić potrzebą zrobienia czegoś, zajęcia się wreszcie tym problemem głodu na świecie. To nieprawda, że nie możemy nic z tym zrobić.



W latach 70. studiowałem w Paryżu i pamiętam, jak rodził się ruch ekologiczny, jak ci ludzie organizowali spotkania, starali się nagłośnić swoje racje. Na początku też niewiele osób chciało ich słuchać. A dziś mówi się o tym zarówno w małych miasteczkach, jak i globalnie. Ekologom udało się przekonać wielu z nas, że ochrona środowiska naturalnego to nasza sprawa i powinno nam zależeć, by związane z nią problemy rozwiązać oraz zmusić polityków do działania.


Tylko że konsekwencje związane np. z ociepleniem klimatu mogą być odczuwalne przez nas wszystkich, a głód jednak nie.

- To prawda, głód jest postrzegany przez mieszkańców bogatych państw jako coś odległego, co ich nie dotyczy, jest problemem tych innych ludzi. Jednak to nie oznacza, że nie powinien nas obchodzić los i życie milionów mieszkańców biedniejszego świata.

"Myślę, że ta książka rozpoczęła się właśnie tam, w wiosce niedaleko tego miejsca, w głębi Nigru, przed kilku laty, kiedy siedziałem z Aishą na plecionej macie przed drzwiami jej chaty - skwar południa, wyschnięta ziemia, cień rzucany przez rzadką koronę drzewa, w oddali głosy rozwrzeszczanej dzieciarni - a ona opowiadała mi znad codziennego placka z mąki z prosa o swoim życiu. Spytałem, czy rzeczywiście je taki placek z prosa każdego dnia przez całe życie - i tu nastąpiło pierwsze zderzenie kulturowe.

- To znaczy w te dni, kiedy mogę.

Powiedziała to, po czym spuściła wzrok zawstydzona, a ja poczułem się jak szmata. Rozmawialiśmy dalej o jedzeniu i jego braku, a ja, tępak, po raz pierwszy stykałem się oto ze skrajnym głodem. Po paru godzinach spytałem ją nieoczekiwanie - pierwszy raz zadałem pytanie, które potem miałem zadawać wielokrotnie - o co by poprosiła jakiegoś czarownika, gdyby mogła poprosić o wszystko. Aisha zastanowiła się chwilę, jak ktoś, kto staje wobec kwestii ponad jego wyobrażenie. Aisha - trzydzieści, może trzydzieści pięć lat, płaski nos, oczy pełne smutku, reszta osłonięta fioletową tkaniną.

- Chciałabym mieć krowę, która by dawała dużo mleka. Gdybym sprzedała trochę mleka, mogłabym kupować to, co potrzebne do racuchów; smażyć je i sprzedawać na targu. I jakoś bym wiązała koniec z końcem.

- Ale czarownik mógłby ci dać wszystko, o cokolwiek poprosisz.

- Naprawdę wszystko?

- Tak, o co tylko poprosisz.

- Dwie krowy?

Powiedziała to szeptem, po czym dodała, dla wyjaśnienia:

- Mając dwie krowy, nie zaznałabym więcej głodu.

Jak to niewiele, pomyślałem w pierwszej chwili. I jak wiele".*




Często słychać pytania o to, że skoro Afryka ma tyle żyznej gleby, to dlaczego ludzie tam głodują i nie są w stanie wyprodukować żywności na swoje potrzeby.

- Przyjrzyjmy się najpierw takiemu krajowi jak Niger, w którym nie ma wiele dobrej ziemi uprawnej. W tym kraju głód jest problemem strukturalnym, którego nie da się uniknąć, bo wiele zależy od pogody, ilości opadów itd. Jednak jeśli analizuje się głębiej przykład tego państwa, to dostrzega się, że Niger ma przecież ogromne złoża uranu, jest czołowym producentem tego surowca na świecie. I mógłby część środków z jego sprzedaży poświęcić na stworzenie infrastruktury - zmechanizowanie produkcji, nawodnienie gleb, wybudowanie dróg itd. - co w dużym stopniu pozwoliłoby na wzrost wydajności produkcji rolnej. Jednak tych inwestycji nie ma, a na wydobyciu uranu korzystają głównie zagraniczne firmy chińskie i francuskie, które mają podpisane z rządem kontrakty. Problem głodu nie jest więc spowodowany wyłącznie jakością ziemi, ale tym, jak funkcjonuje światowa gospodarka.

To, jak ona funkcjonuje, ma też wpływ na ceny żywności. Niedawno byłam w Dar es Salaam, stolicy Tanzanii, i jedzenie kosztuje tam niemal tyle samo co w Polsce, niektóre produkty są nawet droższe. I nie chodzi mi o te importowane, podawane w luksusowych restauracjach. Tymczasem średnia miesięczna emerytura, którą dostają wyłącznie byli urzędnicy państwowi, wynosi około 50 tys. szylingów, czyli 84 zł.

- W latach 90. XX w. państwa afrykańskie zostały zmuszone do otwarcia swoich rynków. Wcześniej ich rządy regulowały w pewnym stopniu produkcję rolną. Jednak Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) przekonał je, by tego zaprzestały, bo jak tłumaczył, rynek miał się sam ustabilizować. Zadłużone i uzależnione od zagranicznej pomocy rządy nie miały zbyt wiele do powiedzenia. Tyle że rynek jest oczywiście zdominowany przez wielkich producentów z bogatych krajów. Biorąc pod uwagę, że europejskie czy amerykańskie firmy mają zmechanizowaną produkcję i jeszcze subsydia, to oczywiście są w stanie produkować więcej i taniej i zdominować rynek. Afrykańskie firmy nie mają w tym starciu szans. Od lat 90. Afryka importuje więcej żywności, niż jej eksportuje.



"Włączenie krajów ubogich do rynku globalnego - nadające każdemu z nich nową rolę, w związku z adaptacją do tego rynku, i zmieniające strukturę produkcji lokalnej, nastawionej odtąd na eksport zamiast na zaspokajanie potrzeb mieszkańców - sprawiło, że wielu chłopów straciło ziemię, pracę i zmuszonych zostało do emigracji na peryferie miast. Ci, którzy pozostali, nie mogli już uprawiać ziemi na własne potrzeby i często musieli pracować w nowych latyfundiach za głodowe pensje.

W wielu krajach polityka MFW i Banku Światowego obejmowała także eliminowanie subsydiowanych produktów żywnościowych oraz mechanizmów regulujących ceny wewnętrzne, opartych na uruchamianiu rezerw zboża i innej żywności. W przypadkach takich jak Niger przyniosło to bezpośredni rezultat: po prostu i zwyczajnie śmierć głodową tysięcy ludzi.

Nazwano to Konsensusem Waszyngtońskim. Musi to być niemiłe: dla człowieka, dla miasta, przejść do historii w związku z nazwą idei politycznej, która doprowadziła do śmierci wielu milionów ludzi".


Pisze pan w swojej książce także o "gender hunger", czyli głodzie, który w różnym stopniu dotyka mężczyzn i kobiet w Afryce czy Azji.

- Pamiętam, jak byłem w małej wiosce w Chinach i pewien mężczyzna opowiadał mi, że gdy brakuje jedzenia, to w pierwszej kolejności jedzą mężczyźni, a dopiero później, jeśli coś zostanie, kobiety. Dla nich to coś normalnego, tak się postępuje od zawsze. Tłumaczy się to tym, że mężczyźni muszą mieć siłę do pracy na roli, bo jeśli nie będą jej mieli, to nic nie wyrośnie i głód dotknie całą rodzinę w jeszcze większym stopniu. Tyle że kobiety też przecież pracują na roli i jeszcze w domach.


Konsekwencje tego, że kobiety głodują, są ogromne. Niedożywione matki rodzą słabe dzieci. Po urodzeniu nie mają pokarmu, albo ma on niską wartość odżywczą, a to z kolei powoduje, że niemowlaki są niedożywione. To ma ogromny wpływ na ich rozwój. Tych strat nie da się później odrobić, konsekwencje niedożywienia w pierwszych dniach życia ponosi się przez całe późniejsze życie, albo się umiera w młodym wieku.



"Głód u najmniejszych dzieci jest zwykle efektem głodu ich matek. Kobiety - połowa ludności świata - stanowią 60 procent głodujących (...). Każdego dnia 300 kobiet umiera podczas porodu na skutek anemii. A dodatkowy tysiąc - z powodu innych niedoborów żywnościowych.

Dlatego każdego roku przychodzi na świat 20 milionów dzieci, które nie miały szans na prawidłowy rozwój płodowy: rozpoczynają one życie z mniejszą wagą i będą dalej źle się rozwijać, bo źle odżywione organizmy ich matek nie wytwarzają potrzebnej ilości pokarmu. Oto błędne koło, najbardziej błędne z błędnych: źle odżywione matki wydają na świat źle rozwinięte dzieci. W momencie narodzin i w ciągu pierwszych miesięcy życia wiele z tych dzieci nie osiągnie prawidłowego wzrostu, nie rozwiną się dobrze ich mózgi, ich ciała będą wątłe, podatne na wszelkie choroby. Głód pierwszych tysiąca dni życia nie kończy się nigdy.

Albo kończy się, w sposób brutalny, przed czasem. Co roku ponad trzy miliony dzieci umiera na skutek głodu i chorób, których rozwojowi sprzyja głód - kokluszu, biegunki, różyczki, malarii, a które byłyby tylko przejściową niedyspozycją w życiu dziecka dobrze odżywionego. Trzy miliony dzieci to 8 tysięcy zmarłych dziennie, ponad 300 w ciągu każdej godziny, ponad pięcioro w ciągu jednej minuty".


Pańscy rozmówcy często wydawali się pogodzeni z losem. Zarówno chrześcijanie, jak i wyznawcy islamu czy hinduizmu powtarzali, że pewnie bóg chce, by cierpieli z jakiegoś powodu.

- To prawda, nie spotkałem żadnego głodnego ateisty. Ludzie często mówili o bogu. Albo próbowali w jakimś stopniu zrozumieć swoje cierpienie, znaleźć jakąś logikę i wytłumaczyć ten problem, który ich przerasta. Albo żyli nadzieją, że może kiedyś bóg im pomoże i wszystko będzie lepiej. To myślenie niejednokrotnie wykorzystywali dyktatorzy, by ludzie się nie buntowali.

Z powodu religijnych nakazów wielu ludzi nie je lub ogranicza spożycie mięsa. Globalnie jego konsumpcja w ostatnich dekadach wzrosła jednak dramatycznie, co ma też ogromne znaczenie dla mieszkańców tych biednych państw, którzy nigdy w swoim życiu nie mogli zjeść ani kawałka wołowiny czy kurczaka.

- Wzrost konsumpcji mięsa jest spowodowany tym, że w ciągu 50-100 ostatnich lat dla mieszkańców bogatszych krajów nie jest ono już tylko dodatkiem do warzyw i zbóż i czymś, co je się raz na jakiś czas, ale wręcz odwrotnie. Nie ma jednak możliwości, by ponad 7 mld ludzi mogło jeść mięso, tak jak ludzie w bogatych krajach. Po prostu nie jesteśmy w stanie tyle wyprodukować. Co więcej, hodowla zwierząt zajmuje sporą część Ziemi, zboża są przeznaczane na paszę, a nie na żywność dla ludzi. Konsumpcja mięsa musi się więc zmienić, chyba że ktoś wyprodukuje mięso w laboratorium - takie badania są już prowadzone - albo sprawi, że ludzie nie będą musieli już jeść po to, by żyć.



Jedzenie mięsa jest ostentacyjnym pokazem siły.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat spożycie mięsa rosło dwa razy szybciej niż liczba ludności; spożycie jaj - trzy razy szybciej. Około roku 1950 na świecie zjadano rocznie mniej więcej 50 milionów ton mięsa. Teraz je się niemal sześć razy więcej - a według wszelkich przewidywań w roku 2030 wartość ta znów się podwoi.

Hodowla wykorzystuje obecnie 80 procent powierzchni uprawnej na Ziemi, 40 procent światowej produkcji zbóż i 10 procent zasobów wodnych. Mięso ma przebicie.

Mięso jest doskonałą metaforą nierówności".


Swoim rozmówcom zadaje pan pytanie: o co poprosiliby czarownika, gdyby mogli go poprosić o wszystko? A o co poprosiłby go Martin Caparrós?

- Chciałbym go poprosić o to, by zniknął. Chciałbym, żebyśmy my, ludzie, byli w stanie rozwiązać nasze problemy, a nie czekać i wierzyć w to, że może to za nas zrobić jakiś magik.

*Fragmenty książki "Głód" Martina Caparrósa, którą w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>. Książkę na język polski przełożyła Marta Szafrańska-Brandt.


Martin Caparrós. Ur. 1957. Argentyński dziennikarz i pisarz. Pracował w radiu, telewizji i prasie. Od lat stale podróżuje. Jest autorem ponad dwudziestu książek tłumaczonych na wiele języków. Mieszkał w Paryżu, gdzie studiował historię, Madrycie i Nowym Jorku.

Marta Szafrańska-Brandt. Absolwentka iberystyki na Uniwersytecie Warszawskim, laureatka Nagrody Instytutu Cervantesa za Tłumaczenie Literackie ("Listy do młodego pisarza" Mario Vargasa Llosy, wyd. Znak, 2012). Wśród tłumaczonych przez nią autorów są m.in.: Fernando Vallejo, Roberto Bola?o, Bernhard Schlink. Interesuje się przekładem poetyckim, zwłaszcza poezji klasycznej (poeci średniowiecza i baroku w antologii pod red. J. Strasburgera, mistycy - św. Jan od Krzyża i św. Teresa z Ávila). W 2017 roku ukażą się w jej tłumaczeniu rozważania o "Pieśni nad Pieśniami" św. Teresy. Równie chętnie tłumaczy literaturę dziecięcą oraz non-fiction - w końcu "wszystko jest literatura".

Monika Rębała. Dziennikarka od 11 lat. Specjalizuje się w tematyce międzynarodowej. Współpracuje m.in. z ''Gazetą Wyborczą'', jest korespondentką opiniotwórczego amerykańskiego dziennika ''The Christian Science Monitor''. Wcześniej przez sześć lat pracowała w ''Newsweek Polska''. Jej teksty były publikowane m.in. w ''El Pais Semanal'', ''RFI'' i ''Bloomberg Businessweek Polska''. Współpracowała także z francusko-niemiecką telewizją ARTE. Pisała reportaże m.in. z Tanzanii, Etiopii, Kamerunu, Sahary Zachodniej, Jordanii, Egiptu i Izraela. Jest laureatką prestiżowego programu grantowego Innovation in Development Reporting Grant Programme, przyznawanego przez European Journalism Centre. Ukończyła historię oraz stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Warszawskim.


Stąd
_________________
Śpieszmy się kochać mężczyzn oni tak szybko tyją!

Połykaj z Surri
 
 
 
Argumental
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-26, 19:39   

W nawiązaniu do powyższego: Afryka i chciwe łapy świata.



Euro-amerykański punkt widzenia tak wszechobecny w mediach tzw. głównego nurtu w zasadzie wyrzucił ze swojego słownika słowo "Afryka". Ile razy zdarzyło Ci się usłyszeć w wiadomościach nazwę tego wspaniałego kontynentu na przestrzeni ostatnich kilku, kilkunastu lat? Kilka? Kilkanaście razy? Jeżeli nawet, to tylko w jednym kontekście: "biedny kraj", "biedni ludzie", "biedny kontynent", który nie może przeżyć bez pomocy całego świata. I ewentualnie "krwawi dyktatorzy". I oczywiście "cały świat na niego łoży", zaś każdy z nas indywidualnie gdzieś kiedyś pewnie dotknął jakiejś charytatywnej formy pomocy dla Afryki.

Ten "biedny kontynent" jest drugim, co do wielkości kontynentem na naszej planecie. W dodatku ma najlepsze ze wszystkich kontynentów warunki klimatyczne i naturalne do uprawy żywności. Nie masz wrażenia, że coś tu jest nie tak?

Azja – 44,4 mln km2,
Afryka – 30,3 mln km2,
Ameryka Północna – 24,2 mln km2,
Ameryka Południowa – 17,8 mln km2,
Antarktyda – 13,3 mln km2,
Europa – 10,5 mln km2,
Australia i Oceania – 8,5 mln km2.

By jeszcze lepiej zobaczyć z jaką skalą tematu mamy do czynienia, zauważ, co następuje:
Cytat:

Policzmy na początek, ile miejsca zajęliby ludzie, gdyby stanęli obok siebie. Dajmy każdej osobie 1 m2 i przypomnijmy, że 1 km2 to 1.000.000 m2 (1.000 m x 1.000 m). Z prostego obliczenia wynika, że ludzkość zajęłaby 6.800.000.000 m2. Jeśli usuniemy z tej liczby 6 zer, otrzymujemy powierzchnię 6.800 km2. Całą populację zamieszkałą na Ziemi można zmieścić na powierzchni 6,8 tys. km2 – dając każdej osobie 1 m2. Porównajmy potrzebną nam powierzchnię z powierzchnią kilku wysp: Cypr – 9,25 tys. km2, Kreta – 8,26 tys. km2, Zelandia – 7,03 tys. km2, Majorka – 3,64 tys. km2; oraz państw: Brunei – 5,77 tys. km2, Trynidad i Tobago – 5,13 tys. km2. Całą ludzkość można ustawić obok siebie na Krecie i zostałoby jeszcze 1,46 tys. km2. Naród chiński zmieści się w powiecie łomżyńskim (1,35 tys. km2), Hindusi – w powiecie sulęcińskim (1,18 tys. km2), a dla mieszkańców Polski wystarczy prostokąt o bokach: 8 km x 4,76 km.


(cytat z jednego z wydań "OpcjaNaPrawo")

Więc jak to jest możliwe, by drugi co do wielkości kontynent położony we wspaniałej strefie klimatycznej nie był w stanie się sam utrzymać ekonomicznie? Możliwości są dwie. Albo jego mieszkańcy to wybitnie niezdolni do przetrwania ludzie (a najprawdopodobniej mówimy o kolebce całej ludzkości), albo... ktoś ich okrada na potęgę i wmawia wszystkim, że nie mają warunków do rozwoju rodzimego rolnictwa...

Już w 2014 roku pojawił się raport, który wyjaśniał ów niezrozumiały dla przytomnego umysłu fenomen niemożliwości ekonomicznej rozbudowy Afryki - przynajmniej do poziomu żywnościowej samowystarczalności. Wyjaśniał on jaką drogą są wyprowadzane pieniądze z Afryki i w jakiej ilości (rocznie):



(tłumaczę największe pozycje)

Spłata długu: 21 mld USD
Wzrost międzynarodowych rezerw walutowych: 25,4 mld USD
Zyski korporacji międzynarodowych: 46,3 mld USD
Nielegalne odpływy finansowe 35,3 mld USD
Koszty łagodzenia skutków zmian klimatycznych 26 mld USD
Koszty adoptacji do skutków zmian klimatycznych 10,6 mld USD
Nielegalna wycinka lasów: 17 mld USD

Szczerze mówiąc każda z tych pozycji śmierdzi na kilometr. W kwestii spłaty długów, to przypomina się stary mem internetowy:



Wzrost rezerw walutowych to taki eufemizm na przymus wyprzedaży majątku narodowego*. Poza tym: zyski międzynarodowych korporacji, nielegalne to i tamto, globalny biznes "zmian klimatycznych" (gdzieś tu ukryty jest rynek obrotu limitami emisji CO2, które w przypadku Afryki są drakońskim ograniczeniem rozwoju przemysłu) - oj oj oj... A przecież podobno cały świat "łoży" na utrzymanie minimalnego poziomu życia Afrykańczyków! Na co "łoży"? Na to, co wyszczególniono powyżej (spłata długu etc), a nie na utrzymanie Afryki. "Łożymy" na "utrzymanie" Afryki w roli skrajnie eksploatowanej dojnej krowy. I chyba nam o tym nie mówią.

Liczby są bezwzględne. Te z raportu z 2014 roku pokazały, że kontynent "otrzymuje" 134 mld USD rocznie w postaci kredytów (!!!), inwestycji zagranicznych oraz rozwijającej się pomocy państw rozwiniętych, ale 192 mld USD jakimś cudem Afrykę opuszcza. Czyli ta bezwzględnie eksploatowana dojna krowa dokłada do bogatych kieszeni prawie 60 mld USD rocznie. I to nie są kieszenie czarnoskórych, lecz - w przytłaczającej większości - białych. Proszę mi wybaczyć brak poprawności politycznej w tym rozróżnieniu.

A z Afryki jest co wyprowadzić:




Global Justice Now, Jubilee Debt Campaign oraz inni opublikowali właśnie kolejny raport o eksploatacji Afryki.

Jego tytuł brzmi Honest Accounts 2017 [Rzetelne rozliczenie 2017] i określa on wysokość kwoty, którą Afryka "subsydiuje" resztę świata (eufemizm, bo raczej przysłowiowy 1% świata). Ta kwota to 41 mld USD. 162 mld USD do Afryki "wchodzi", zaś 203 mld USD z Afryki "wychodzi". Niezły interes. Dla niektórych. (Obliczenia dotyczą przepływu pieniądza za rok 2015).

Zmniejszenie kwoty wyprowadzanej z Afryki wynika głównie z obniżki cen minerałów i dóbr naturalnych, które są podstawą rabunkowej gospodarki, jaką państwa "rozwinięte" uprawiają w Afryce. Bynajmniej nie z ograniczenia zakresu jej eksploatacji. Raport wyraźnie wskazuje korporacje jako winnych tego procederu oraz całą szarą strefę rajów podatkowych, które pozwalają na rabunek Afryki "w majestacie prawa". Z tej perspektywy liczba 800 mln ludzi, którzy żyją w Afryce za mniej niż 4 USD dziennie nie zaskakuje. A jednocześnie sam kontynent uchodzi za jeden z bogatszych resortów dóbr mineralnych, kopalnych i naturalnych. Czy nie jest to po prostu kolejny globalny przewał?

Raport formułuje też zalecenia, których realizacja ma szanse doprowadzić do wyleczenia tej chorej sytuacji:

1. Promujmy politykę gospodarczą, która jest polityką dla Afryki i prowadzi do sprawiedliwego rozwoju;
2. Zamieńmy dotychczasową "pomoc" na odszkodowania (rekompensatę) za bogactwa wywiezione z Afryki;
3. Dotychczasową "pomoc" przeorganizujmy tak, by dawała ona rzeczywiste korzyści Afryce;
4. Powstrzymajmy wielonarodowe firmy i korporacje działające w Afryce, które są zależne od rajów podatkowych;
5. Ustalmy przejrzyste i odpowiedzialne zasady udzielania Afryce pożyczek;
6. Przekonajmy rządy afrykańskie, że ich wiara w inwestowane całego potencjału w gałęzie wydobywcze może ich zaprowadzić w ślepą uliczkę; jeżeli już decydują się na taki kierunek rozwoju, muszą zadbać o sprawiedliwą dystrybucję pochodzących z tej działalności zysków - w tym zysków z udziału w podatkach;
7. Kwoty rekompensaty dla Afryki na pokrycie kosztów związanych ze zmianami klimatycznymi powinny wziąć na siebie rządy spoza kontynentu. Dotyczy to także inwestycji, które mogą doprowadzić do ograniczenia uzależnienia Afryki od paliw kopalnych;
8. Rządy afrykańskie powinny promować działania lokalne i wytwarzanie tego, co jest lokalnie potrzebne;
9. Media i organizacje pozarządowe powinny zaprzestać fałszywej propagandy głoszącej jakąś doniosłą rolę państw zachodnich (w tym Wielkiej Brytanii) we wspieraniu rozwoju państw afrykańskich.

Niektórzy badacze naszej historii twierdzą, że Afryka jest kolebką ludzkości. Z jakiegoś powodu administratorzy naszej planety zawzięli się na ten kontynent i na jego czarnoskórych mieszkańców. Dla rządów - marionetek - to całkiem wygodna "dojna krowa" - zwłaszcza, że wszystkim nam wpojono obraz jej nędzy i rozpaczy. A to, co "nasze" rządy wyprawiają z Afryką to kolejny gwałt na kolejnej niewolnicy. Milcząc przymykamy na to oko. W końcu to niewolnica. W dodatku czarna i odległa. Zawsze łupiliśmy. Byle to my, byle nie nas. A może czas popatrzeć Afryce w jej diamentowe oczy i uznać ją za rodzinę, a nie niewolnicę?

Żródła:
Zestawienie powierzchni kontynentów: Wiking.edu
Raport w The Guardian z 2014 roku
Raport Global Justice Now z 2017 roku

Zdjęcia/Photo Credit:
Raport w The Guardian z 2014 roku
Raport Global Justice Now z 2017 roku
Mapa bogactw Mineralnych Afryki: CIA Factbook

* to duży skrót myślowy do którego doszedłem konsultując temat tych międzynarodowych rezerw z Izą Litwin, której bardzo dziękuję za wyjaśnienia. Nawet jeżeli się nie zgodzisz z takim moim uproszczeniem, to zapewne zgodzisz się z tym, że "przeciętny czarnoskóry Kowalski" na pewno z tych rezerw międzynarodowych dla siebie nic nie uszczknie...
 
 
yarosh1980 
Ostoja Wiedzy



Wiek: 39
Posty: 567
Skąd: Katowice
Wysłany: 2017-06-30, 14:23   

Argumental napisał/a:
Ten "biedny kontynent" jest drugim, co do wielkości kontynentem na naszej planecie. W dodatku ma najlepsze ze wszystkich kontynentów warunki klimatyczne i naturalne do uprawy żywności

Aż mnie dziwi że Afryka przed wiekami nie została podbita przez Białych i nie powstało na niej super-mocarne państwo jak USA. Jakoś Amerykę Północną Biali byli w stanie podbić, wytrzebić jej rdzennych mieszkańców i zbudować na niej potęgę, która decydowała później o losach świata. Więc czemu nie wzięli sobie Afryki? Nie było tam żadnej realnej siły zdolnej by się przeciwstawić najazdowi. Gdyby Europejczycy zrobili z Afryką to samo, co z Ameryką, to dziś nie byłoby biedy w Afryce. Byłaby jeszcze bogatszym kontynentem niż Ameryka z uwagi na super klimat, żyzne gleby, bujne lasy i brak klęsk żywiołowych jak tornada czy tsunami. Poza tym Afryka jest bezpieczna geologicznie w przeciwieństwie do Ameryki. Wiadomo jak groźny jest teren na którym leży San Francisco z uwagi na jego uskoki. Następne gigantyczne trzęsienie ziemi które znowu zmiecie całe miasto, to kwestia czasu. Wiadomo też jak zabójczy byłby wybuch super-wulkanu w parku Yellowstone, który może nastąpić w każdej chwili. Czy nie lepiej byłoby przenieść USA do Afryki? Biali mieszkańcy przeprowadziliby się do Afryki ze swoim Stanami Zjednoczonymi, a Czarni by zostali. Murzynów z Afryki przenieść do Ameryki i wtedy żyliby w USA tylko Czarni + Czarni z Afryki. Wreszcie mieliby tam swoje wymarzone państwo samych Murzynów i byłby koniec konfliktów rasowych i dyskryminacji które powodują powstawanie niezbędnych napisów "Black Lives Matter".
Ostatnio zmieniony przez yarosh1980 2017-06-30, 14:30, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
orzechova 
Guru Veg
żółtodziób



Pomogła: 75 razy
Wiek: 30
Posty: 5510
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2017-06-30, 14:39   

o hryste panie, chyba cię opętało już do reszty
_________________
kiełkuj zielonym do góry! :)
 
 
Krowa 
Veg Do Potęgi
krowa



Pomogła: 17 razy
Wiek: 35
Posty: 2348
Skąd: KRK
Wysłany: 2017-07-02, 16:12   

BTW, gdyby ktoś chciał tego Caparrosa na kindla, to mogę użyczyć. Warto. :offtopic:
_________________
Wyszukany Smak
Wyszukany Smak na Facebooku
 
 
 
arahja 
Veg Do Potęgi
jestę bucą



Pomogła: 44 razy
Posty: 2352
Skąd: brrrr
Wysłany: 2017-07-02, 17:40   

Chcę! Wyślesz mi mailem?
 
 
Krowa 
Veg Do Potęgi
krowa



Pomogła: 17 razy
Wiek: 35
Posty: 2348
Skąd: KRK
Wysłany: 2017-07-02, 18:04   

Jasna sprawa 8-)
_________________
Wyszukany Smak
Wyszukany Smak na Facebooku
 
 
 
Krowa 
Veg Do Potęgi
krowa



Pomogła: 17 razy
Wiek: 35
Posty: 2348
Skąd: KRK
Wysłany: 2017-07-03, 21:51   

Wysłałam to i parę bonusików. Powinny Ci się spodobać.
_________________
Wyszukany Smak
Wyszukany Smak na Facebooku
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group