Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
mamy globalne ocieplenie
Autor Wiadomość
crazylikeastrawberry 
Łamacz Klawiatur
moderator



Pomogła: 1 raz
Posty: 310
Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-10-19, 09:39   mamy globalne ocieplenie

zródło: onet.pl /przekrój

Gorący temat ocieplenie
Globalne ocieplenie - to jednak nasza wina i nasza sprawa
Bez wątpienia ludzkość nabałaganiła w przyrodzie, ale ani politycy, ani społeczeństwa nie kwapią się, by po sobie posprzątać.
Tegoroczny lipiec był w Polsce rekordowy w historii pomiarów. Znaczy to, że co najmniej od końca XVIII wieku, kiedy zaczęto regularnie gromadzić dane meteorologiczne w naszym kraju, nigdy średnia temperatura żadnego miesiąca nie była wyższa niż lipca 2006 roku. Podobnie upalny był u nas tylko sierpień 1807 roku, kiedy to wojska napoleońskie z pomocą polskich zdobyły Prusy Wschodnie, co zakończyło się utworzeniem Księstwa Warszawskiego.

Czy tegoroczny rekord to skutek globalnego ocieplenia? Prawdopodobnie tak. Czy to dowód na jego istnienie? Nie. Problem w tym, że zjawisko, które ukrywa się pod słowem "klimat", jest niezwykle złożone - naukowcom niełatwo je zmierzyć, zaś zwykłym ludziom trudno ogarnąć. Dlatego wokół zmian klimatu narosło mnóstwo nieporozumień, a także sprytnych prób manipulacji, nierzadko przeprowadzanych przez osoby uważane za autorytety.

Dobitnym przykładem jest słynny amerykański pisarz Michael Crichton, autor takich zekranizowanych tytułów, jak "Park Jurajski", "Kongo" czy "Kula". W 2004 roku wydał powieść "Państwo strachu", w której postanowił rozprawić się z "mitem" globalnego ocieplenia. Podobnie jak w przypadku poprzednich dzieł, zanim usiadł do pisania, przeprowadził dość szczegółowe rozeznanie, rozmawiając z naukowcami różnych opcji i czytając ich publikacje. W rezultacie powstała książka bardzo sceptyczna wobec globalnego ocieplenia, posuwająca się do stwierdzenia, że cała ta sprawa to wielka hucpa rozdmuchana do niebotycznych rozmiarów, a o klimat nie ma się co martwić, bo nic mu nie grozi.

Powieść Crichtona skonstruowana jest w sposób nieco podobny do "Kodu Leonarda da Vinci". Autor wybiera te wyniki badań, które pasują do założonej przez niego tezy i przedstawia je ustami swoich bohaterów, tak by przekonać czytelnika o istnieniu naukowego i politycznego spisku, którego celem jest promowanie teorii globalnego ocieplenia. Jednak podstawowym grzechem Crichtona jest upraszczanie - zjawiska klimatyczne są zbyt złożone, by próbować je wyjaśniać, biorąc pod uwagę tylko niektóre czynniki.

I tak Crichton twierdzi, że jeden z głównych gazów cieplarnianych - dwutlenek węgla - nie może być odpowiedzialny za ocieplenie, ponieważ mimo ciągłego wzrostu jego zawartości w atmosferze nie obserwujemy równoczesnego stałego wzrostu temperatur. Na przykład w latach 1940-1970 zawartość CO2 rosła, a temperatury - nie. Wyjaśnienie jest całkiem proste - otóż dwutlenek węgla jest tylko jednym z kilku czynników wpływających na globalne temperatury. Podczas gdy sprzyja on gromadzeniu się ciepła w atmosferze, jednocześnie efekt ten jest osłabiany przez obecność dwutlenku siarki, erupcje wulkanów czy niewielkie zmiany orbity Ziemi. Dopiero biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, można oceniać faktyczny wpływ działalności człowieka na klimat. Analiza trendów z całego stulecia jednoznacznie wskazuje, że średnia temperatura na Ziemi stale rośnie, a do wyjaśnienia tego efektu nie wystarczy działanie czynników naturalnych.

Crichton twierdzi też, że obserwowany trend wzrostu temperatury wynikał z błędnych pomiarów, na przykład z tego, że stacje meteorologiczne znajdują się w pobliżu miast, a te stanowią swoiste wyspy gorąca. Jednak w rzeczywistości tylko niewielka część pomiarów prowadzona jest w pobliżu miast, a naukowcy, zdając sobie sprawę z różnorodności czynników mogących wpłynąć na wyniki, uwzględniają je w swoich badaniach. O globalnym ociepleniu świadczą pomiary wykonywane w wielu miejscach na całym świecie oraz, co ważne, dane pochodzące z satelitów, których obserwacje nie ograniczają się do rejonów zurbanizowanych.

Krytyka badań potwierdzających ocieplenie to głównie wynik poważnych konfliktów gospodarczych i politycznych. Obecnie przyjmuje się za pewne, że globalne ocieplenie jest skutkiem przede wszystkim wzrostu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze w następstwie spalania węgla, ropy i gazu. Próba zahamowania tego zjawiska nieuchronnie musiałaby więc uderzyć w interesy potentatów rynku surowców energetycznych, a zarazem w poziom naszego życia.

Główni krytycy globalnego ocieplenia często okazują się ludźmi, dla których naukowy obiektywizm nie stoi na pierwszym planie. 66-letni Richard Lindzen, profesor Massachusetts Institute of Technology, jeszcze kilka lat temu był jednym z autorów raportów o stanie klimatu, a potem stał się jednym z czołowych krytyków ocieplenia jako zjawiska zawinionego przez człowieka. Nie tylko oskarżał naukową większość o skrajny konformizm. Twierdził wręcz, że wielu znanych mu naukowców straciło granty lub nawet pracę za to, że ośmielili się otwarcie podważyć zasadność alarmistycznych twierdzeń o ocieplaniu się Ziemi, a zastraszone redakcje czasopism naukowych odmawiają publikacji artykułów niezgodnych z przyjętą linią. Potem jednak prasa wyciągnęła parę ciekawych faktów. Okazało się, że Lindzen od lat pośrednio i bezpośrednio przyjmował pieniądze od wielkich koncernów naftowych i węglowych oraz stowarzyszeń lobbystycznych broniących ich interesów. Sponsorowały one również innych znanych sceptyków, takich jak: Pat Michaels, Fred Singer czy Robert Balling. Każe to wątpić w szczerą motywację tych skądinąd zasłużonych naukowców.

Trzeba jednak zaznaczyć, że i druga strona konfliktu nie zawsze ma czyste ręce. Atak na lobby naftowe staje się często narzędziem politycznym. Argumentów mówiących o katastrofalnych zmianach klimatycznych chętnie używają na przykład przeciwnicy George'a W. Busha, który jest mocno związany ze środowiskami potentatów naftowych. Również Greenpeace i inne organizacje skrajnie zielone skłonne są poświęcić prawdę naukową, by wywołać społeczne poparcie dla swoich idei i celów.

Na szczęście takie działania są dziś coraz trudniejsze. Jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy zaczynała się ta dyskusja, sprawa zmian klimatu nie była tak oczywista. Komputery były dużo wolniejsze, więc nie można było prowadzić tak złożonych symulacji klimatycznych jak dzisiaj. Nie istniały też obszerne zbiory pomiarów satelitarnych; nie wiedziano prawie nic o tempie wymiany gazowej między atmosferą i oceanem. Wreszcie nie było kilku rekordowo ciepłych lat.

Pod względem średniej globalnej temperatury od 2001 roku każdy kolejny rok plasował się wśród sześciu najcieplejszych lat w historii światowych pomiarów prowadzonych od około 1850 roku. Co więcej, z danych paleoklimatycznych wynika, że mogły to być najcieplejsze lata w tysiącleciu. O ile jeden rekordowy rok czy miesiąc można uznać za anomalię, to wiele takich lat z rzędu niemal na pewno oznacza trend. Zresztą wystarczy obejrzeć zdjęcia satelitarne Arktyki, by na własne oczy zobaczyć, jak bardzo zmienił się tam świat. Tundra zarasta tajgą, a lodu morskiego pod koniec lata jest już tak mało, że niedźwiedziom polarnym grozi wymarcie. I wystarczył do tego wzrost średniej temperatury globu o niecały jeden stopień Celsjusza w ciągu wieku.

Aby uzmysłowić sobie złożoność procesów kształtujących warunki klimatyczne na Ziemi, trzeba zdać sobie sprawę z ich mnogości oraz wzajemnych powiązań, często mających charakter sprzężenia zwrotnego. Na przykład topnienie lodu odsłania ciemną ziemię, która absorbuje więcej promieniowania słonecznego i mocniej się nagrzewa, przyspieszając topnienie lodu. To tak zwane dodatnie sprzężenie zwrotne, które powoduje eskalację procesu. Na szczęście większość tych zjawisk została już opisana matematycznie, więc zadanie poruszania się w tym gąszczu współzależności można było zlecić komputerom, które stały się podstawowym narzędziem klimatologów.

Ale znajomość fizycznych, chemicznych, a nawet biologicznych zależności nie wystarcza. Aby komputerowy model dawał wiarygodne wyniki, trzeba wprowadzić do niego ogromną ilość danych będących jego tak zwanym stanem początkowym. Klimatolodzy mają z tym takie same problemy jak ich koledzy meteorolodzy. O ile jednak speców od pogody prześladuje niemożność uzyskania jednoczesnych pomiarów z każdego miejsca na Ziemi i każdego poziomu atmosfery, o tyle klimatolodzy odczuwają stały niedosyt precyzyjnych danych historycznych do kalibracji swoich modeli.

By model klimatu był wiarygodny, musi być w stanie odtworzyć wszystko, co działo się z klimatem w ciągu ostatnich 10, 100 czy 10 tysięcy lat. Tak działających modeli zasilonych odpowiednimi danymi wciąż brak, więc ciągle pozostaje określona niepewność, margines błędu.

Tu tkwi podstawowa różnica między językiem naukowców a językiem mediów. Dziennikarze i ich czytelnicy pytają: czy globalne ocieplenie jest faktem i czy zawinił człowiek? Naukowcy odpowiadają: nie jesteśmy pewni, ale bardzo możliwe, że tak. Po czym w jednych gazetach czytamy: "naukowcy nie są pewni", a w innych: "ludzkość jest winna ociepleniu".

By ostatecznie oddzielić naukę od polityki oraz gospodarki i uzyskać wiarygodne i niezależne wyniki badań, powołano działającą pod egidą ONZ organizację Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC), czyli Międzyrządowy Zespół do spraw Zmian Klimatu. Zrzesza ona kilkuset naukowców z całego świata i ma na celu obiektywne i kompleksowe zbadanie zmian klimatu. By zminimalizować nieporozumienia wszelkie ustalenia w swoich oficjalnych raportach IPCC podaje z określeniem ich marginesu błędu. W trzecim raporcie z 2001 roku czytamy na przykład, że lata 1990-2000 "prawdopodobnie" były najcieplejszym okresem ostatniego tysiąclecia. Słowo "prawdopodobnie" oznacza tu co najmniej 66-procentową pewność, wynikającą z precyzyjnego oszacowania skali błędów we wszystkich dostępnych danych historycznych. W statystyce 66 procent to sporo. Żaden pragmatycznie myślący człowiek nie może więc twierdzić, że teza ta równie dobrze może nie być prawdą, chyba że ma dostęp do innych danych. Z przecieków wynika, że czwarty raport IPCC, który ujrzy światło dzienne w lutym 2007 roku, jeszcze bardziej uprawdopodobni tezy trzeciego.

Naukowcy z IPCC ustalili niemal ponad wszelką wątpliwość, że Ziemia się ociepla i że winny jest temu człowiek, bo wypuścił do atmosfery gigantyczne ilości dwutlenku węgla. To odgrywający największą rolę gaz cieplarniany - zatrzymuje ciepło wypromieniowywane przez nagrzaną słońcem powierzchnię Ziemi, które inaczej trafiłoby w kosmos. Inne ważne gazy o podobnym, choć słabszym działaniu, to metan i freony. Nadmiar atmosferycznego CO2 w trzech czwartych pochodzi ze spalania paliw kopalnych, czyli ropy naftowej, gazu ziemnego oraz węgla kamiennego i brunatnego. Pozostała część to w znacznej mierze skutek wycięcia lasów, którymi jeszcze kilka tysięcy lat temu były pokryte niemal wszystkie lądy w strefie umiarkowanej, a które absorbowały CO2, przerabiając go na tlen.

Co gorsza, CO2 jest bardzo trwałym gazem i długo pozostaje w atmosferze. Skutek jest taki, że nawet gdyby jutro cały świat przestał jeździć samochodami i produkować energię elektryczną, ocieplenie będzie postępować co najmniej przez kolejne sto lat. Ale trzeba to zrobić - albo coś innego, co usunie nadmiar CO2 z atmosfery - bo inaczej światu grozi destabilizacja.

Nie chodzi tu o apokalipsę taką jak ta pokazana w filmie "Pojutrze". Choć nisko położonym terenom przybrzeżnym grozi zalanie przez morze wskutek topnienia lodowców, odbędzie się to stopniowo w ciągu kilkudziesięciu lat, a nie w kilka sekund jak w filmie. Większość zjawisk pokazanych w tej produkcji została wyolbrzymiona do absurdu, jednak tkwi w nich ziarenko prawdy. Jednym z przykładów jest paradoks dotyczący Europy i Ameryki Północnej. W tych rejonach globalne ocieplenie może spowodować nagłe ochłodzenie. Badania wskazują, że epoki lodowe mogły rozpoczynać się od zatrzymania światowej cyrkulacji oceanicznej, której najważniejszy punkt znajduje się na północnym Atlantyku. Tam - i tylko tam - zachodzi proces opadania silnie zasolonych wód w głębiny oceanu. Proces ten utrzymuje w ruchu wszystkie główne prądy oceaniczne Ziemi, zapewniając dystrybucję ciepła od strefy międzyzwrotnikowej w kierunku biegunów. Jeśli jednak wody Oceanu Arktycznego staną się mniej słone lub zbyt ciepłe, wpływające do nich zagęszczone przez parowanie wody ciepłego Golfsztromu przestaną opadać, a wtedy cała światowa cyrkulacja się zatrzyma. Wówczas w Polsce zapanują podobne warunki jak na Syberii - bo przecież teraz jest u nas dużo cieplej niż w Irkucku, mimo że leży on na tej samej szerokości geograficznej co Warszawa. W skrajnym przypadku przyjdzie do nas zima, która już nie odejdzie.

Nawet jeśli się to nie stanie i Europa będzie się dalej ocieplać, grożą jej inne poważne konsekwencje zmian klimatu - zwłaszcza niedobór wody pitnej, co już teraz urasta do rangi światowego problemu. Z przewidywań naukowców wynika, że ocieplenie przyniesie częstsze fale upałów, a co za tym idzie - susze. Opady natomiast coraz częściej będą miały charakter ulew, które w niewielkim stopniu uzupełniają zasoby wód podziemnych, bo błyskawicznie spływają do rzek, wywołując powodzie, zanim zdążą wsiąknąć w wyschnięty grunt. Ludzkości - a zwłaszcza krajom biedniejszym - może więc grozić również głód. A to oznacza wojny.

Wydaje się, że te fakty są wystarczającym powodem do podjęcia działań zmierzających do powstrzymania globalnego ocieplenia. Ale wymaga to woli polityków, a oni mają inne priorytety. Koszt przestawienia gospodarki na bezpieczne dla klimatu źródła energii będzie ogromny. Nie wystarczy posadzić lasy. Trzeba stopniowo rezygnować z energetyki opartej na węglu i ropie, z samochodów napędzanych tradycyjnym paliwem, z produkcji cementu i rozwijać alternatywne technologie, które na razie kosztują krocie i wciąż są w powijakach. Obecnie prowadzone są intensywne badania nad źródłami energii niepochodzącymi z ropy naftowej, jednak większość z nich wciąż jest zbyt droga, by wejść do powszechnego użytku. Należy się spodziewać, że przyjazne środowisku samochody upowszechnią się stopniowo, tak jak to miało miejsce z katalizatorami, jednak proces ten z pewnością zajmie nie mniej niż kilkanaście lat.

W całym rozwiniętym świecie rządy boją się powiedzieć swoim społeczeństwom, że życie będzie dużo droższe, bo trzeba walczyć z globalnym ociepleniem, które może - ale nie musi - za sto lat potopić mieszkańców jakichś niewielkich wysp. Tym bardziej że wiele państw - zwłaszcza arabskich - czerpie dziś krociowe zyski z eksploatacji złóż paliw kopalnych, które są jedynym gwarantem ich dobrobytu, a w krajach wysoko uprzemysłowionych działają przeciwne zmianom wpływowe lobby przemysłowe. Czynniki ekonomiczne i polityczne sprawiają, że bardzo trudno dziś o skuteczne działania ograniczające zmiany klimatyczne.

Mimo to podjęto próbę. Uchwalony w 1997 roku protokół z Kioto nakłada na państwa sygnatariuszy obowiązek, by do roku 2012 ograniczyły emisję gazów cieplarnianych do poziomu o pięć procent niższego niż w 1990 roku. To bardzo skromne zobowiązanie, kropla w morzu potrzeb. Mimo to kilka państw produkujących ogromne ilości gazów cieplarnianych w obawie przed pogorszeniem konkurencyjności swojej gospodarki na światowym rynku nie ratyfikowało protokołu. Należą do nich USA i Chiny. Bez nich walka z ociepleniem jest niemożliwa. Stanowisko USA może się jednak zmienić. Wiele wskazuje na to, że Republikanie nie wygrają najbliższych wyborów i związane z prezydentem Bushem teksaskie lobby naftowe nie będzie już miało tyle do powiedzenia. A Demokraci, do których należeli prezydent Bill Clinton i wiceprezydent Al Gore, zawsze opowiadali się po stronie naukowców z IPCC.

Globalne ocieplenie jest faktem. Eksploatując naszą planetę, niechcący wprowadziliśmy jej klimat w nienaturalny stan, który może być dla nas groźny. Sceptycy przypominają, że niejednokrotnie katastroficzne wizje naukowców były nietrafne, bo pojawiały się nieprzewidziane nowe zjawiska, a człowiek zwykle potrafił się dostosować do zmieniającego się środowiska. Pytanie, co jest efektywniejsze: optymistyczna wiara, że jakoś to będzie, czy strach, że jak nie zaczniemy przeciwdziałać groźnym trendom, staniemy się ofiarą zbytniego optymizmu?
_________________
~ 100% cruelty-free ~
 
 
 
taffit 
VegAdmin
Pieprzony Bad Boy



Pomógł: 34 razy
Wiek: 37
Posty: 6751
Skąd: Smog Wawelski
Wysłany: 2006-10-19, 11:33   

Cytat:
Inne ważne gazy o podobnym, choć słabszym działaniu, to metan i freony.


to stwierdzenie jest sformułowane nieco niepoprawnie

już to kiedyś pisałem, ale skoro temat się powtórzył to jeszcze raz wspomnę, że metan pochłani promieniowanie bardziej niż CO2, a jego wpływ jest mniejszy tylko dlatego, ze jest go mniej w atmosferze :)


Cytat:
Jednym z przykładów jest paradoks dotyczący Europy i Ameryki Północnej. W tych rejonach globalne ocieplenie może spowodować nagłe ochłodzenie.


tu wszystko zależy od modeli klimatycznych najczesciej ukladanych przez komputery: jeden moze przewidziec ze bedziemy miec srednią temperature 0C a drugi ze 30C
_________________
Jadasz rosół z kur wielu?
 
 
 
Jędruś 
Veg przez duże V



Pomógł: 35 razy
Posty: 1625
Skąd: Ziemia Ognista
Wysłany: 2006-10-19, 14:42   

Z linku:
http://yosemite.epa.gov/o.../Emissions.html

Methane traps over 21 times more heat per molecule than carbon dioxide, and nitrous oxide absorbs 270 times more heat per molecule than carbon dioxide.
Metan przechwytuje 21 razy więcej ciepła w przeliczeniu na 1 cząsteczkę wzgędem dwutlenku węgla, a tlenek azotu (N2O) aż 270 razy więcej w przeliczeniu na 1 cząsteczkę wzgędem dwutlenku węgla.

Pozdr.
Jędruś wegano-witarianin + B12
Zwolennik soku marchewkowego własnej roboty
:shock:
 
 
taffit 
VegAdmin
Pieprzony Bad Boy



Pomógł: 34 razy
Wiek: 37
Posty: 6751
Skąd: Smog Wawelski
Wysłany: 2006-10-19, 15:35   

Jędruś napisał/a:
a tlenek azotu (N2O) aż 270 razy więcej w przeliczeniu na 1 cząsteczkę wzgędem dwutlenku węgla.


z tym, że w atmosferze to raczej o niego ciężko, w przeciwieństwie do metanu

za to inna ciekawostka z wikipedii:
podltenek azotu dawniej był nazywany gazem rozweselającym :lol:

Długotrwałe użycie dużych ilości może prowadzić do objawów podobnych, jak przy niedoborze witaminy B12 - anemii i neuropatii (no i się wydało drodzy weganie :lol: ). Objawy użycia mogą również przypominać stan zatrucia alkoholowego.


Wypełnia się nim również opakowania zawierające łatwo psujące się produkty, takie jak chipsy ziemniaczane. W takich przypadkach często stosowana jest nazwa związku E942 - jest to synonim N2O.
_________________
Jadasz rosół z kur wielu?
 
 
 
fiatlux 
Wyższy Stan Ducha



Pomogła: 1 raz
Wiek: 37
Posty: 740
Wysłany: 2006-10-19, 19:50   

taffit napisał/a:
Wypełnia się nim również opakowania zawierające łatwo psujące się produkty, takie jak chipsy ziemniaczane. W takich przypadkach często stosowana jest nazwa związku E942 - jest to synonim N2O.

dzięki, przyda mi się do referatu na temat wpływu opakowań na żywność
może ktoś ma jeszcze jakieś ciekawostki ? :offtopic:
_________________
http://serwis-finansowy.systempartnerski.pl/
 
 
eliwinter 
Guru Veg
wu-wei



Pomogła: 21 razy
Wiek: 45
Posty: 5247
Skąd: z dziupli
Wysłany: 2018-02-24, 10:58   

bittersweet...
_________________
Zawsze sobie powtarzam: Trzeba patrzeć na światełko w tunelu. Może to nie pociąg jedzie.
weganizm udomowiony
weganizm udomowiony na Facebooku
Inspirujący wykład, który może zmienić Twoje życie - Gary Yourofsky
 
 
 
Surri 
Żona Admina
Pizdata


Pomogła: 78 razy
Wiek: 33
Posty: 11258
Skąd: Kraków
Wysłany: 2018-02-27, 09:40   WŁAŚNIE TERAZ W ARKTYCE ZAŁAMUJE SIĘ KLIMAT.

WŁAŚNIE TERAZ W ARKTYCE ZAŁAMUJE SIĘ KLIMAT. I CO Z TEGO WYNIKA?

W Warszawie jest dziś zimniej niż na biegunie północnym, gdzie z kolei stan pokrywy lodowej przypomina sytuację z początku… maja. Oto garść informacji z Arktyki z zaledwie trzech ostatnich dni. Dodajmy: z Arktyki, która w dużej mierze reguluje pogodę i klimat w naszym regionie.

„Pytanie za pięć punktów. Gdzie jest teraz zimniej: w Warszawie czy na biegunie północnym?” – napisał dziś rano na Facebooku prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery z Uniwersytetu Warszawskiego i z serwisu Nauka o klimacie. Oczywiście zimniej jest dziś w Warszawie – można się było tego domyślić z kontekstu pytania. Tylko dlaczego tak się dzieje?


Temperatura na biegunie północnym (0,3°C) i w Warszawie (-10,4°C) 25 lutego 2018. Źródło: Earthnet

W Warszawie odnotowano dziś 10,4 st. C poniżej zera, a w Arktyce w tym samym czasie było powyżej zera!

Wyższe niż zazwyczaj o tej porze roku temperatury atmosfery nad Arktyką spowodowały „poszarpanie na kawałki” wiru polarnego, wielkiego obszaru niskiego ciśnienia nad tym regionem, który jest szczególnie aktywny zimą i definiuje pogodę w tym okresie. Rozczłonkowanie wiru polarnego dało dostęp masom powietrza płynącym z niższych szerokości geograficznych, co wywołało olbrzymie odchylenia temperatury w Arktyce: 22 lutego wdarła się tam wielka fala ciepła znad Oceanu Atlantyckiego. Zjawisko, które pozwoliło wejść nad Arktykę fali ciepła, w Polsce i Europie wywołało z kolei falę mrozów, wypychając w nasze rejony mroźne arktyczne powietrze. I dlatego doświadczamy średnio ostrej zimy, z temperaturami sięgającymi -20 oC. Dawniej w podobnej sytuacji mielibyśmy pewnie -30 oC.

Anomalie temperatur (czyli odchylenie od wieloletniej średniej w tym okresie) w okolicach bieguna północnego sięgnęły 6oC, a nad Oceanem Arktycznym nawet 8oC. Sytuacja jest bezprecedensowa.

Takie ekstremalne fale ciepła, szczególnie u schyłku nocy polarnej, mogą nieść sobą poważne konsekwencje dla nadchodzącego sezonu topnienia. Anomalie nad Oceanem Arktycznym przekroczą 30°C




W Warszawie jest dziś zimniej niż na biegunie północnym, gdzie z kolei stan pokrywy lodowej przypomina sytuację z początku… maja. Oto garść informacji z Arktyki z zaledwie trzech ostatnich dni. Dodajmy: z Arktyki, która w dużej mierze reguluje pogodę i klimat w naszym regionie.
„Pytanie za pięć punktów. Gdzie jest teraz zimniej: w Warszawie czy na biegunie północnym?” – napisał dziś rano na Facebooku prof. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery z Uniwersytetu Warszawskiego i z serwisu Nauka o klimacie. Oczywiście zimniej jest dziś w Warszawie – można się było tego domyślić z kontekstu pytania. Tylko dlaczego tak się dzieje?


Temperatura na biegunie północnym (0,3°C) i w Warszawie (-10,4°C) 25 lutego 2018. Źródło: Earthnet

W Warszawie odnotowano dziś 10,4 st. C poniżej zera, a w Arktyce w tym samym czasie było powyżej zera!

Wyższe niż zazwyczaj o tej porze roku temperatury atmosfery nad Arktyką spowodowały „poszarpanie na kawałki” wiru polarnego, wielkiego obszaru niskiego ciśnienia nad tym regionem, który jest szczególnie aktywny zimą i definiuje pogodę w tym okresie. Rozczłonkowanie wiru polarnego dało dostęp masom powietrza płynącym z niższych szerokości geograficznych, co wywołało olbrzymie odchylenia temperatury w Arktyce: 22 lutego wdarła się tam wielka fala ciepła znad Oceanu Atlantyckiego. Zjawisko, które pozwoliło wejść nad Arktykę fali ciepła, w Polsce i Europie wywołało z kolei falę mrozów, wypychając w nasze rejony mroźne arktyczne powietrze. I dlatego doświadczamy średnio ostrej zimy, z temperaturami sięgającymi -20 oC. Dawniej w podobnej sytuacji mielibyśmy pewnie -30 oC.

Anomalie temperatur (czyli odchylenie od wieloletniej średniej w tym okresie) w okolicach bieguna północnego sięgnęły 6oC, a nad Oceanem Arktycznym nawet 8oC. Sytuacja jest bezprecedensowa.

Takie ekstremalne fale ciepła, szczególnie u schyłku nocy polarnej, mogą nieść sobą poważne konsekwencje dla nadchodzącego sezonu topnienia. Anomalie nad Oceanem Arktycznym przekroczą 30°C

– pisze Hubert Bułgajewski na blogu „Arktyczny Lód”.

Na profilu FB MeteoGroup Polska ukazał się wpis pod wiele mówiącym tytułem: „Katastrofalna sytuacja Arktyki”. Z danych wynika, że lód w tym regionie ma wyjątkowo niski zasięg i małą powierzchnię. Stan pokrywy lodowej w rejonie bieguna północnego jest obecnie taki, jak zazwyczaj na początku… maja. A luty jest przecież w Arktyce sezonem zamarzania!

Zwróćcie uwagę, że biegun północny znajduje się na przecięciu linii, w samym centrum czerwonej plamy:


Ale to nie koniec złych wiadomości. Dalej przeglądam mojego Facebooka i widzę relację z samodzielnego ataku Denisa Urubko na K2 – himalaista próbuje, niezależnie od planów polskiej wyprawy, zdobyć szczyt jeszcze w lutym. Moją uwagę przyciąga tutaj komentarz Michała Pyki, meteorologa polskiej wyprawy na K2: „Precyzyjne prognozowanie prędkości wiatru [w Karakorum] jest praktycznie niewykonalne. Można jedynie operować w zakresie prawdopodobieństw, gdyż silne wiry, oderwane od głównych strug prądów strumieniowych, pojawiają się znikąd i na krótko, co wygląda dość surrealistycznie. Jest to bez wątpienia skutek kompletnej dezorganizacji klimatu w Arktyce, gdzie już otwarcie mówi się o katastrofie klimatycznej. Echa tego stanu rzeczy docierają nad K2 i stąd ogromne trudności prognostyczne oraz silne, porywiste wiatry”.


Zielony kolor pokazuje przebieg prądu strumieniowego 25 lutego 2018. Źródło: Tropical Tidbits

Subpolarny prąd strumieniowy to poruszająca się z zachodu na wschód „rzeka” powietrza, stale płynąca z prędkością powyżej 108 km/h na wysokości 9-12 km. Rozgranicza ona dwie masy powietrza – zimne, arktyczne i cieplejsze, pochodzące z niższych szerokości geograficznych. Prąd strumieniowy zasadniczo reguluje pogodę w naszym regionie. Wzrost temperatur atmosfery nad Arktyką mocno destabilizuje prąd strumieniowy, który zaczyna się rwać, wyginać i meandrować, niekiedy się blokuje, serwując na przykład w Polsce długotrwałe fale mrozów czy upałów. Niestabilny prąd strumieniowy nie pozwala też w wiarygodny sposób przewidzieć pogody dla himalaistów.

I co z tego wynika?

Zebrałam te informacje z zaledwie kilku ostatnich dni, bo widzę w nich kolejne, coraz bardziej jaskrawe sygnały ostrzegawcze przed naprawdę poważnymi problemami klimatycznymi na półkuli północnej. Wiele wskazuje na to, że fale ciepła staną się częstym gościem nad Arktyką, a klimat rejonów od niej zależnych (w tym i Polski) będzie się solidarnie destabilizował.

Co to oznacza dla nas? Zwiększony dopływ pary wodnej do Arktyki być może stanie się dla nas przyczyną kolejnego smętnego, deszczowego lata. Na pewno czekają nas ciepłe zimy z większą liczbą wichur i z falami arktycznych mrozów od czasu do czasu, ataki zimy w maju, a latem susze, powodzie, ekstremalne opady deszczu i coraz gwałtowniejsze burze. Żyjemy już w innym klimacie niż ten, którego doświadczano w XX wieku. Być może już czas zacząć się tym przejmować.
Stąd
_________________
Śpieszmy się kochać mężczyzn oni tak szybko tyją!

Połykaj z Surri
 
 
 
Surri 
Żona Admina
Pizdata


Pomogła: 78 razy
Wiek: 33
Posty: 11258
Skąd: Kraków
Wysłany: 2018-03-09, 12:34   Arktyka: Lato w zimie

Arktyka: Lato w zimie

→ Dodatnie temperatury w trakcie długiej nocy polarnej.

→ Rozległe obszary nad Oceanem Arktycznym nawet o 30°C cieplejsze niż w latach 1979-2000.

→ Rozległe obszary Oceanu Arktycznego na północ od Grenlandii pozbawione lodu morskiego.

→ Najmniejszy w historii pomiarów – i odnotowany najwcześniej – maksymalny zimowy zasięg lodu morskiego.




Lipcowe warunki zimą. Sytuacja jest tragiczna, tymczasem większość mediów nurtu głównego zwyczajnie ją ignoruje. Z kolei nadawcy „progresywni” umniejszają wagę globalnego dramatu odwołując się do tzw. „konsensusu naukowego”, który ze względu na swą zachowawczą naturę i uległość wobec prymatu interesów gospodarczych, stracił już rację bytu – po prostu nie nadąża za rzeczywistością zmian wykładniczych. Eksperci odpowiedzialni za jego sformułowanie w swoich komentarzach antenowych i prasowych wyrażają „trwogę” i „zaniepokojenie” faktem, że obserwują „szalone i bezprecedensowe” wypadki, które miały nadejść dopiero za 50-80 lat. Uprawiając autocenzurę, zawsze pozostawiają widzów z sugestią, że cywilizacja przemysłowa wciąż ma czas na podjęcie działań gwarantujących nasze gatunkowe ocalenie.



Gość Democracy Now prof. Jason Box należy do grona badaczy najlepiej poinformowanych. Ma szczegółową wiedzę o sprzężeniach zwrotnych, tych uruchomionych w Arktyce i poza nią, farsie paryskiego porozumienia z 2015 oraz nieliniowym, nieodwracalnym z punktu widzenia człowieka, charakterze przeobrażeń zachodzących już w systemie klimatycznym Ziemi. Cztery lata temu uznany glacjolog przekroczył niedozwoloną granicę – pozwolił sobie na wyrażenie tego, co naprawdę myśli i czuje. Zapytany przez redaktora popularnego portalu Vice o emisje metanu w Arktyce, odparł: „Nawet jeśli niewielki ułamek arktycznego węgla trafi do atmosfery, mamy przeje…ne”. Publikacja wywołała burzę. Naukowiec został zaatakowany i przywołany do porządku przez środowisko akademickie i zwierzchników. Więcej podobnego „błędu” nie popełni. W rozmowie z Amy Goodman o arktycznych emisjach metanu nawet nie wspomniał; ograniczył się do wzmianki o spodziewanej, wzbierającej fali kryzysu uchodźców klimatycznych i niepewnym rezultacie (sic!) postanowień konferencji w Paryżu.

Szczerość kosztuje. „Moje koleżanki i koledzy są zbyt przerażeni perspektywą utraty pracy lub grantów, aby wyartykułować wprost, co rzeczywiście się dzieje (z klimatem planety). Nie chcą straszyć opinii publicznej. Graniczy to z nieuczciwością. Nie wypełniają swego obowiązku jako badacze”, powiedział prof. Peter Wadhams, były dyrektor Grupy ds. Fizyki Oceanu Polarnego Wydziału Matematyki Stosowanej Uniwersytetu Cambridge.

Milczeć nie potrafią nieliczni. „Terry Root często idzie spać zastanawiając się, jak zdoła nazajutrz zmierzyć się raz jeszcze z codziennością. Potem wschodzi słońce i kobieta zmusza się, by wstać z łóżka. Bywa, że idzie pobiegać, przez co uwalnia tłumiony lęk. Czasem płacze. Albo łączy się w żalu ze współpracownikami, dzieląc w ten sposób i potwierdzając wspólny niepokój. Za jej bezsenne noce nie odpowiadają pospolite przypadłości; szef–tyran czy złamane serce. Diagnoza: globalne ocieplenie. Jako starszy pracownik naukowy Instytutu na rzecz Środowiska przy Uniwersytecie Stanforda Root poświęciła minione dwie dekady swego życia na odkrywanie powiązań między zmianami klimatu i masowymi wymieraniami niezliczonych gatunków roślin i zwierząt – z ludzkimi zwierzętami włącznie. ‚Naprawdę bardzo trudno jest z tym sobie poradzić’, mówi zmęczonym, chrapliwym głosem. Na tym nie koniec. Gdy ta srebrnowłosa obserwatorka ptaków przekazuje innym swoje apokaliptyczne ustalenia, często spotka się z atakami osobistymi; obok pogardliwych słów sprzeciwu są wyzwiska i groźby ze strony polityków. Którą część swojej pracy uznaje za zdecydowanie najgorszą? My-społeczeństwo nie słuchamy. ‚Cholernie ciężko jest dźwigać tę świadomość’, dodaje”.

Akademicy, którym zależy na ocaleniu szczerości i zachowaniu swojej uprzywilejowanej pozycji, znaleźli inny sposób na komunikowanie: alarmując opinię publiczną, ukrywają swoją tożsamość. Należy do nich „Sam Carana” zamieszczający relacje i niezależne prognozy na Arctic News. Dekadę temu analityk [lub analitycy] ostrzegał przed rychłym nadejściem klimatycznego chaosu, którego jesteśmy świadkami. Na początku lutego 2018 odpowiedział pisemnie na kilka pytań Wolfganga Werminghausena, gospodarza witryny FasterThanExpected. Skrócony wywiad uzupełniają fragmenty wpisu autora z 3 marca 2018:

Wolfgang Werminghausen: Czy mógłby pan podzielić się wnioskami ze swoich obserwacji dotyczących emisji metanu w Arktyce?

Sam Carana: Metan znajdujący się w atmosferze już teraz powoduje więcej ocieplenia niż dwutlenek węgla emitowany przez cywilizację przemysłową. Rysuje to przerażającą perspektywę: w nadchodzącym dziesięcioleciu koncentracje CH4 mogą podskoczyć dwu–, a nawet trzykrotnie. Na dnie płytkich wód Oceanu Arktycznego zalegają miliardy ton metanu w postaci hydratów/klatratów. Ich destabilizacja może wystąpić na stosunkowo niewielkim obszarze przy względnie niewielkim wzroście temperatury. Towarzyszyć jej będzie 160-krotne zwiększenie objętości gazu. Fale uderzeniowe naruszą strukturę pobliskich hydratów, co spowoduje erupcję mnóstwa metanu na dużym obszarze. (Na przykład w okresie między 23 lutego i 2 marca 2018 maksymalna temperatura powierzchni morza w pobliżu Svalbardu podniosła się z 12.4°C do 15.6°C. Podczas tego zdarzenia uwolnione zostały znaczne ilości CH4 – najprawdopodobniej z osadów Wschodniego Syberyjskiego Szelfu Kontynentalnego. W dniu 1 marca 2018 zarejestrowano tam stężenia metanu na poziomie aż 3087 ppb. Podobny wynik odnotowano nazajutrz.)

Co tak poważna destabilizacja i potencjalne emisje oznaczają dla zmiany klimatu?

Eskalacja tego procesu doprowadzi do gwałtownego przyspieszenia trendu ocieplania się planety. Najpierw ogrzeje się sama Arktyka. Jest to sprzężenie zwrotne: rozgrzany ocean uwolni więcej metanu, co wywoła skok temperatur zarówno wody, jak i atmosfery. Coraz cieplejsza Arktyka działa jak katalizator pozostałych sprzężeń. Należy do nich m.in. topnienie wiecznej zmarzliny na lądzie. Węgiel w niej zawarty zostaje w ten sposób odsłonięty, czego rezultatem są dodatkowe jego emisje. Poza tym rosnące temperatury Arktyki podpalą roślinność i gleby bogate w węgiel. Wszystko to „wyprodukuje” dodatkowe emisje. Zanikanie lodu morskiego i rozpad wiecznej marzłoci redukuje albedo: skurczenie pokrywy lodowej i śnieżnej sprawia, iż mniej promieni słonecznych odbija się z powrotem w przestrzeń kosmiczną – wchłaniają je wody oceanu i podłoże Arktyki. Kolejnym sprzężeniem zwrotnym będącym wynikiem ogrzania Arktyki jest falowanie prądu strumieniowego. Odpowiada ono za ekstremalne wydarzenia pogodowe i transport ciepłych mas powietrza na biegun północny.

W jednym ze swoich artykułów napisał pan, że ocieplenie Arktyki bynajmniej nie pozostanie w granicach regionu – zrodzi ono większe od dotychczasowych burze ogniowe, które trawiąc lasy i torfowiska w USA i Rosji, wprowadzą do atmosfery niezmiernie dużo węgla. Jak szybko nastąpi wzrost temperatur na całej planecie?

Emisje metanu wywierają niezwykle silny wpływ na ocieplenie, zwłaszcza lokalnie. Jak wspomniałem, są one katalizatorem splecionych ze sobą sprzężeń zwrotnych, które wzmacniają się nawzajem na wiele sposobów. Zatem możemy spodziewać się więcej ocieplenia, któremu będzie towarzyszyć przyrost pary wodnej gromadzącej się w atmosferze [to najsilniejsze ze sprzężeń; przyp. tłum.]. Oceany, które absorbowały ponad 90% ciepła generowanego przez cywilizację, będą przejmować go mniej – pozostanie ono w atmosferze. Dlatego średnia temperatura Ziemi może bez trudu wzrosnąć o 10°C w krótkim czasie – do roku 2026 – szczególnie na obszarach zamieszkiwanych przez ludzkość. W marcu 2007 opublikowałem artykuł o pogarszającym się charakterze wydarzeń klimatycznych. Ostrzegłem, że jedno zagrożenie zasila i potęguje kolejne, co doprowadzi do stanu paniki. Myślałem wtedy, że lektura wpisu przynajmniej pomoże lepiej zrozumieć, co się dzieje, a tym samym pozwoli uniknąć tej paniki. Teraz zastanawiam się, czy większość ludzi w ogóle chce cokolwiek zrozumieć. […]

Jeżeli Ziemia ogrzałaby się o 10°C, jej średnia temperatura miałaby wówczas wartość najwyższą od 2 miliardów lat. Tak szybkie tempo ocieplenia spowodowałoby wymarcie większości złożonych organizmów, w tym homo sapiens.

Na globalnej scenie politycznej pojawił się jeden aktor, który odważnie wypowiada prawdę o Arktyce – jej znaczeniu dla klimatu i planetarnego życia. Podczas konferencji prasowej w Białym Domu, która odbyła się 28 sierpnia 2017, premier Finlandii Sauli Niinistö powiedział: „Jeśli utracimy Arktykę [lód morski], utracimy planetę [nasze środowisko życia]. Takie są realia”.

Opracowanie: exignorant

Źródło
_________________
Śpieszmy się kochać mężczyzn oni tak szybko tyją!

Połykaj z Surri
Ostatnio zmieniony przez Surri 2018-03-09, 12:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - recenzje mang