Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: JAgniecha
2009-08-17, 15:34
Wegetarianizm. Z czym to się jada?
Autor Wiadomość
kiszony 
Łamacz Klawiatur



Wiek: 29
Posty: 289
Skąd: graudenz
Wysłany: 2008-08-18, 21:10   Wegetarianizm. Z czym to się jada?

nie wiem czy już było, ale dzisiaj znalazłem 'bardzo ciekawy' artykuł...

Cytat:
Wegetarianizm. Z czym to się jada?
Zwolennicy wegetarianizmu posilają się argumentami z dziedziny natury, medycyny, moralności i kultury, przemawiającymi ich zdaniem za niejedzeniem mięsa, przy czym argumenty natury moralnej są dwojakiego rodzaju. Pierwsze odwołują się do humanitaryzmu zwierzęcego, drugie do humanizmu w aspekcie szowinizmu gatunkowego. Zostaną one omówione poniżej. Tutaj wypada zauważyć, że obie moralne podpory pozostają ze sobą w jaskrawej sprzeczności.


Natura
Pierwszy argument orędowników wegetarianizmu, związany jest z samą naturą organizmu człowieka. Przekonują oni w poradnikach, że człowiek jest tak naprawdę roślinożercą a świadczyć ma o tym, ich zdaniem, fakt, że bardziej smakuje człowiekowi mięso przyprawione niż surowe. Przyprawy zdaniem wegetarianów mają ukryć przed naszymi zmysłami „mięsność” potrawy, która po wykryciu przez zmysły byłaby przez umysł człowieka odrzucona.
Argumentacja ta jest błędna i pozorna.

Po pierwsze, warzywa również przyprawiamy, a więc, jeżeli już, to prawdziwszy byłby wniosek, że człowiek nie jest ani mięso ani roślinożercą, ale jedynie przyprawożercą, bo w istocie tylko przyprawy są naszym zmysłom miłe. Trzeba jednak przy tym zauważyć, że liczy się nie smak samych przypraw ale dopiero smak mięsa w przyprawach.

Po drugie, niewątpliwie mięsożerne psy i koty również wolą mięso przyprawione a te udomowione w większości w ogóle nie chcą jeść mięsa surowego, spróbowawszy gotowanego. Nie świadczy to jednak przecież o tym, że pies, po udomowieniu zmienia swoją naturę z mięsożercy na przyprawożercę.

Po trzecie i najważniejsze, organizm ludzki stale wytwarza enzymy, których jedynym przeznaczeniem jest trawienie mięsa i tu natura w sposób oczywisty wskazuje, że człowiek jest istotą mięsożerną. Krowy takich enzymów nie wytwarzają. Oczywiście mają też zupełnie inne od naszych przewody pokarmowe.

Fakty antropologiczne, historyczne i medyczne udowadniają w sposób całkowicie oczywisty, że człowiek jest wszystkożercą. (Dowody wskazują również, że jest wszystkożercą ze wskazaniem na mięso, ale o tym poniżej). Jest oczywiste, że odstawienie jednego z podstawowych składników pożywienia, nie tylko dla człowieka, ale nawet rośliny, nie może wpływać na organizm dobrze. Wręcz przeciwnie, wpływa destrukcyjnie, zwłaszcza, gdy jest to składnik najważniejszy.

Wiedzą o tym dobrze Szympansy – nasi najbliżsi krewni. Oddzieliliśmy się od siebie zaledwie 4 mln lat temu (Groves, 2001). W świadomości powszechnej funkcjonuje pogląd, że są to sympatyczne małpki żywiące się bananami i pędami roślin. Nic bardziej mylnego. Bardzo ważnym składnikiem pokarmu Szympansów jest właśnie mięso. Dlatego nasi kuzynowie regularnie polują na mniejsze małpy, antylopy i nauczyły się produkować narzędzia do pozyskiwania mrówek i termitów. Zdarzają się wśród nich akty kanibalizmu. Robią to wszystko bez względu na obfitość pokarmu roślinnego. Gdyby mięso nie było im potrzebne, nie zadawałyby sobie znacznego trudu, aby je zdobyć, zamiast zerwać banana i okrasić go korzonkami i ziołami. Szympansy są na tyle mądre, że nie tylko ze swoją naturą nie walczą, ale starają się z dużym wysiłkiem dostarczyć swoim organizmom wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Co można w tym kontekście powiedzieć o ludziach, którzy tworzą sobie doktrynę, aby tych składników nie dostarczać?

Zostało udowodnione, że to właśnie mięsna dieta umożliwiła naczelnym niemal skokowy rozwój mózgu i sukces ewolucyjny.


Względy medyczne (zdrowotne).
Należy pamiętać, że w sprawie rozpatrywanej z punktu widzenia zdrowia, nie chodzi nawet o wykazanie dodatniego wpływu mięsa na zdrowie, ale wystarczy jedynie wykazanie braku skutków negatywnych, bo już wtedy usuwanie mięsa „dla zdrowia”, przy braku skutków ujemnych nie ma sensu. Spożywamy wiele żywności „obojętnej” dla zdrowia, choćby dla przyjemności jej smakowania i fakt, że taka żywność nie poprawia zdrowia, nikogo do rezygnacji z niej nie przekonuje. Gdybyśmy jedli wyłącznie rzeczy „poprawiające zdrowie”, to pomijając, że nie wiadomo odkryć, które to są, jedzenie byłoby tylko realizacją jakiegoś obowiązku. Tymczasem jedzenie karmi zmysły a właściwie ducha, który te zmysły odbiera.
W każdym razie, w tym miejscu chodzi o przeanalizowanie czy mięso szkodzi zdrowiu. Okazuje się, że mięso nie tylko zdrowiu nie szkodzi, ale jest dla zdrowia zbawienne.

Zwolennicy wegetarianizmu twierdzą, że niejedzenie mięsa jest dla nich źródłem zdrowia. Pogląd ten opierają na przekonaniu, że jedzenie tłuszczów zwierzęcych prowadzi do chorób. Jest to twierdzenie faktycznie rozpowszechnione w beletrystyce, ale jest ono o tyle nieprawdziwe, że dotyka wyłącznie aspektów chorób wieńcowych, (zresztą mylnie wskazując wroga, o czym niżej). Pogląd taki nie bierze pod uwagę żadnego innego aspektu zdrowia człowieka, tj. wpływu na równowagę hormonalną, system immunologiczny, system nerwowy, składających się na holistyczny obraz zdrowia człowieka, który możemy nazwać szeroko „żywotnością”. (O tym, że jedzenie tłuszczów zwierzęcych jest zresztą dla serca zbawienne, w dalszej części tekstu).

Fetyszem poglądu o rzekomym złym wpływie tłuszczów zwierzęcych na zdrowie jest cholesterol a walka z nim ma być celem nadrzędnym medycyny. Takie przekonania zostały dosyć gruntownie zaszczepione świadomości społecznej w wyniku trwającej dziesięciolecie ofensywy walki z chorobami układu krążenia. Zapewne cel w postaci ograniczenia choroby społecznej, jaką był zespół chorób wieńcowych był szczytny, jednak poprzez wyekstrahowanie jednego tylko aspektu zdrowia człowieka, doszło do dewiacji w postaci złożenia zdrowia ogólnego na ołtarzu zdrowego mięśnia sercowego.
Cholesterol, wbrew rozpowszechnionej świadomości, nie jest jakąś trucizną powstającą w organizmie przy okazji procesów życiowych, czy też zgubnym dodatkiem do diety, który trzeba tępić jak chwasty.
Cholesterol jest syntetyzowany głównie w wątrobie a jego pochodne występują w błonie każdej komórki człowieka, działając na nią stabilizująco i decydując o wielu jej własnościach. Jest także prekursorem licznych ważnych steroidów takich jak kwasy żółciowe czy hormony steroidowe. Stanowi on substrat do syntezy wielu ważnych biologicznie czynnych steroidowych cząsteczek jak hormony płciowe, kortykosterydy, witamina D3 i jej metabolity oraz kwasy żółciowe.
Tylko 1/3 cholesterolu człowieka pochodzi bezpośrednio z pokarmu.
Znaczenie cholesterolu dla życia człowieka jest fundamentalne a czynienie z niego symbolu zabójcy jest nie tylko nieuzasadnione, ale wręcz przeczy jego naturze i funkcji. Okazuje się, że kwasy tłuszczowe znajdowane w zapchanych tętnicach są w większości nienasycone (roślinne) (74 %!) a w tej liczbie 41% to kwasy wielonienasycone (Lancet 1994 344:1195). To dowodzi, że niejedzenie tłuszczów zwierzęcych może wpłynąć na złogi tłuszczowe tylko w 26 % ich masy. Zastąpienie ich tłuszczami pochodzenie roślinnego niczego nie zmienia a wręcz szkodzi.
Produkcja cholesterolu przez organizm ma właściwości samoregulacyjne. Oznacza to, że jeżeli zmniejszymy spożywania cholesterolu, organizm sam zwiększy jego syntezę. Samoregulacja jest tym łatwiejsza, że jak wspomniano, z pożywienia pochodzi zaledwie 1/3 cholesterolu w organizmie.
Okazuje się, że nieprawdą jest, że cholesterol jest szkodliwy. Ogólny wskaźnik śmiertelności jest wyższy u osób z poziomem cholesterolu niższym niż. 180 mg %, uważanym za górną normę (Circulation 1992 86:3:1026 - 1029)
Wniosek jest taki, że wyeliminowanie mięsa z pożywienia celem ograniczenia cholesterolu, nie ma żadnych skutków dodatnich. Ma za to skutki ujemne, bo nie tylko o cholesterol i mięsień sercowy tutaj chodzi.
Takie postępowanie może prowadzić do dysfunkcji tzw. systemu integrującego, na który składają się trzy układy: nerwowy, hormonalny i immunologiczny. Te układy to cały szereg sprzężeń zwrotnych i wzajemnych zależności. Zadaniem tego układu jest utrzymanie homeostazy organizmu. Dysfunkcja jednego układu pociąga za sobą dysfunkcję pozostałych. np. niektóre infekcje, zwłaszcza wirusowe (np.EBV), lub nadmierne obciążenie układu immnunologicznego w okresie jesienno - zimowym mogą wywoływać stany depresyjne i zaburzenia psychiczne. Także rozregulowanie układów hormonalnych (glikokortykosteroidy, hormony płciowe, hormony tarczycy) może wywoływać występowanie chorób afektywnych.
Kilka faktów: Badania dowiodły, że kobiety na bardzo niskotłuszczowej diecie (poniżej 20 %) maja ten sam wskaźnik zachorowalności na raka piersi jak kobiety, które spożywają duże ilości tłuszczu. (NEJM 2/8/96). Zjadacze margaryny maja dwa razy wyższą zapadalność na choroby serca niż zjadacze masła. (Nutrition Week 3/22/91).. Dzieci odżywiane dietą niskotłuszczową cierpią na problemy wzrostu, kłopoty ogólnorozwojowe i upośledzenie zdolności uczenia się (Food Chem News 10/3/94). Witamina B12 nie jest pozyskiwana ze źródeł roślinnych takich jak niebiesko - zielone algi albo soja. Nowoczesne produkty sojowe zwiększają zapotrzebowanie organizmu na B12 (Soybeans: Chemistry & Technology Vol 1 1972). Diety niskotłuszczowe (wegetariańskie) są związane z podwyższonym poziomem depresji, problemami psychologicznymi, zmęczeniem, przemocą i samobójstwami. (Lancet 3/21/92). Na poparcie tych ostatnich badań wypada przywołać ich tragiczne potwierdzenie, historię 16 letniej Ani, którą opisał 21 listopada 2007„Dziennik”, a wcześniej „Fakt”. Dziewczyna, która nie miała żadnych problemów natury społecznej („normalna rodzina”, wzorowa uczennica) a „której jedyną pasją był wegetarianizm”, popełniła samobójstwo skacząc z 10 piętra. Istotne jest, że do tego kroku nie pchnęło jej żadne będące nagłym impulsem traumatyczne przeżycie. Ten czyn planowała od miesięcy. Pozostawione przez nią internetowe zapiski dowodzą stanu silnej długotrwałej depresji. Skąd taki stan u wchodzącej w życie, ślicznej dziewczyny „bez żadnych problemów”? Dr Andrew McCulloch, dyrektor Instytutu Zdrowia Psychicznego, w wypowiedzi udzielonym BBC stwierdził: – „Jesteśmy świadomi, że dieta wywiera wpływ na zdrowie psychiczne, ale dopiero zaczynamy rozumieć, na czym ten wpływ polega, jakie składniki odżywcze są najbardziej istotne dla funkcjonowania mózgu i naszego zdrowia psychicznego”. Z badań dr Agaty Wawrzyniak z Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW w Warszawie wynika, że „"Zrezygnowanie z mięsa może prowadzić do deficytu cholesterolu, który bierze udział w powstawaniu hormonów płciowych, np. kobiecego progesteronu” a to jak napisano powyżej prowadzi do depresji i stanów psychotycznych.

Organizm nieustannie wymaga pewnych ilości białka w celu wytwarzania lub regenerowania mięśni, krwinek i wielu innych substancji. Białko fizjologiczne podlega ciągłej syntezie i rozkładowi. W organizmie istnieje tylko niewielka rezerwa, wynosząca 600 do 700g. Dlatego też białko musi być stale dostarczane przez pożywienie. Człowiek traci w ciągu dnia ok. 13 do 17 g białka. Aby straty te mogły zostać wyrównane przez nową syntezę, należy dostarczać codziennie przynajmniej 30 do 40 g wysokowartościowego białka. Takie wysokowartościowe białko znajduje się wyłącznie w produktach odzwierzęcych i tylko to białko zawiera wszystkie niezbędne do życia aminokwasy. Istnieje nikła możliwość takiego skomponowania całego szeregu produktów pochodzenia roślinnego, aby łącznie zapewniły komplet niezbędnych do życia aminokwasów, ale zapewnienie takiej kompozycji w praktyce jest niewykonalne. Dieta wegetariańska zawsze będzie gdzieś bardzo daleko, lub mniej daleko od optimum, lecz nigdy go nie osiągnie. Dlatego jest
popularna wśród obecnych modelek, bo nie tylko odchudza, ale poprzez stan chronicznego niedoboru energii i witamin, zakłócając homeostazę, wyniszcza organizm, czyniąc z kobiety wieszak na ubrania, tak pożądany przez projektantów mody a tak odstręczający dla męskiej części populacji.
Po spaleniu tłuszczu, kolejne komórki mięśni, skóry nerwów, są zabijane i rozkładane, aby zapewnić pokarm dla pozostałych. To taki wewnętrzny kanibalizm w najczystszej formie. Wegetarianie (ekstremalnie) mylą się, że nie jedzą mięsa. Jedzą samych siebie.
Różnice w sile życiowej organizmów występujące pomiędzy populacjami ludności mającymi nieograniczony dostęp do diety mięsnej i takimi, które takiego dostępu nie mają, dowodzą w sposób niepodważalny, że brak mięsa zdrowiu nie służy.
Warto w tym miejscu przytoczyć dane zaprezentowane przez prof. Janusza Piontka, antropologa z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, cytując fragmenty:
„Obecnie (2008 rok) można przyjąć, że średni wzrost 20 - latka to około: - 178 - 178,5 cm mężczyzna (177,4 cm - poborowi w 2001) - 166 - 167 kobieta Rodzice tych 20 - latków, a więc osoby urodzone w latach 50 - tych, mają średnio 4 - 5 cm mniej. Czyli średnio: - mężczyźni 173 - 174 cm - kobiety 162 - 163 cm
Wieki, tysiące lat temu wzrost ludzi oscylował w okolicach 155 - 162 cm kobiety i 165 - 172 cm mężczyźni. Za lepszych czasów średni wzrost mógł iść do góry. Jak przychodziły gorsze okresy, znowu wzrost spadał.
W XX wieku Japończycy po zmianie diety na bogatszą (już nie tylko sam ryż), urośli średnio 11 cm przez niecałe 100 lat!
Który składnik diety Polaka jest odpowiedzialny za nasze rośnięcie? W kuchni polskiej przez wieki rozmaite kasze stanowiły podstawę wyżywienia większości populacji. Później zostały one zastąpione przez ziemniaki. Mięso zawsze stanowiło trudniej dla biedoty lub łatwiej dla bogatych osiągalny dodatek.
Tak było od czasów rolniczych. Wcześniej „Myśliwi byli wyżsi. To, jak przez wieki kształtował się wzrost ludzi, dokładnie prześledzili antropolodzy. Przebadali między innymi szkielety ludzi żyjących w paleolicie, czyli w epoce kamienia. Okazało się, że ludzie byli wtedy... wysocy. Przed trzydziestoma tysiącami lat, zanim nauczyli się rolnictwa, mężczyźni często osiągali 1,80 m wzrostu. Byli smukli, mieli długie nogi i ręce. ? Ci paleolityczni zbieracze i myśliwi mieli dietę bogatą w białko zwierzęce” pisze prof. Piontek.
Po II wojnie światowej mięso było w Polsce reglamentowane, najpierw brakiem na rynku i kartkami, potem wysoką ceną, potem kartkami. Wraz ze wzrostem dobrobytu mięso było coraz bardziej dostępne, ale jednak reglamentowane. Pod dostatkiem zawsze były tylko warzywa. Wraz ze wzrostem dostępności mięsa, rósł wzrost Polaków, co udowadniają cytowane powyżej dane.
To właśnie spożycie mięsa powoduje, że organizm ma dość sił na utrzymanie normalnej aktywności, „obsługę” systemu integrującego a nadwyżkę energii może przeznaczyć na wzrost. Wzrost jest dowodem na to, że wszystkie potrzeby życiowe organizmu zostały zaspokojone. Ten wzrost zwiększał się zawsze wraz ze wzrostem dostępności mięsa.
Dzieje się tak, bo tylko mięso dostarcza człowiekowi pełnowartościowego, zawierającego wszystkie niezbędne aminokwasy, białka i witaminy z grupy B. Jest niezwykle bogatym źródłem łatwo przyswajalnego żelaza i cynku. Żelazo związane z hemoglobiną jest znacznie lepiej wykorzystywane przez nasz organizm niż występujące w produktach roślinnych. Produkowane z białka ketokwasy mogą zostać wykorzystane do syntezy cukrów i niektórych aminokwasów, zużyte na cele energetyczne bądź przekształcone w tłuszcze zapasowe. Te ostatnie są istotnym magazynem energii w sytuacjach kryzysowych, np. choroby.
Spektakularny jest przykład populacji hinduskiej, systemowo wegetariańskiej, w której od wieków średnia życia wynosiła 23,5 roku, jednak ostatnio, gdy w skutek rosnącego „dobrobytu” mięso stało się dostępne nie tylko dla najbogatszych, wzrosła ona aż do 53 lat. (Dla porównania, w Argentynie zjadającej najwięcej wołowiny wynosi on 77 lat)
Tak więc, wegetarianie, którzy mówią, że dzięki ich diecie będą żyli dłużej, zwyczajnie nie wiedzą co mówią. Trudno jest udowodnić komuś, że gdyby jadł mięso, żyłby dłużej, bo maksymalna długość życia konkretnego człowieka nie jest znana. Trudno jest udowodnić komuś, że byłby zdrowszy, bo choroby zdarzają się każdemu. Jednak operowanie danymi dotyczącymi całej populacji daje niepodważalne dowody na to, że spożycie mięsa wydłuża życie.
Roczny wskaźnik śmiertelności (z różnych powodów) wśród mężczyzn wegetarian jest nieco wyższy! niż wśród mężczyzn nie - wegetarian (0,93 % na 0,89 %) roczny wskaźnik śmiertelności wśród kobiet wegetarian jest znacznie wyższy!! niż wśród kobiet nie - wegetarian (0,86 % do 0,54 %) (Am J Clin Nutr 1982 36:873)
Podobnie trudno jest wytłumaczyć komuś, że gdyby odżywiał się naturalnie i racjonalnie, jedząc mięso, miałby mniej zmarszczek niż ma, zwłaszcza, gdy jest to człowiek młody i ma ich niewiele. Kolagen to główne białko tkanki łącznej. Posiada ono bardzo wysoką odporność na rozciąganie i stanowi główny składnik ścięgien. Jest odpowiedzialny za elastyczność skóry. Ubytek kolagenu ze skóry powoduje powstawanie zmarszczek, w trakcie jej starzenia. Kolagen wypełnia także rogówkę oka, gdzie występuje w formie krystalicznej. Tworzy błony śluzowe żył i tętnic odpowiadając za właściwy transport krwi i ich wytrzymałość. Kolagen jest syntetyzowany bezpośrednio w komórce przez rybosomy związane z błoną. Można zmniejszać ilość zmarszczek stosując kosmetyki, ale nie można wprowadzić go tym sposobem do każdej komórki mięśni, oczu, kości, tętnic itd.
Trzeba wyraźnie powiedzieć, ze kolagen jest produktem wyłącznie odzwierzęcym. Nie ma czegoś takiego jak kolagen roślinny, pomimo tego, że niektóre kosmetyki są w ten sposób reklamowane. W roślinach funkcję kolagenu pełnią związki o nazwie polisacharydy. Kolagen sprzedawany w kremach jest wyłącznie pochodzenia zwierzęcego a każdy człowiek używający kremów z kolagenem wciera w swoją skórę białko zwierzęce.
Jakość budowanego przez komórkę kolagenu zależy od jakości dostarczonej w jedzeniu lizyny (jednego z aminokwasów, których organizm sam nie wydziela). Ta lizyna jest też podstawowym stymulatorem produkcji hormonu wzrostu. Jest używana jako suplement diety przez kulturystów. I znowu, powoływana wyżej korelacja średniego wzrostu populacji od dostępności mięsa dowodzi, że lizyna odzwierzęca (zwierząt wielokomórkowych) jest dla organizmu człowieka o wiele bardziej wartościowa niż każda inna. Gdy było mięso, wzrost był wyższy. Dzieje się tak, bo chociaż lizyna dostarczana w postaci białek zwanych histonami, które są niezwykle konserwatywnymi ewolucyjnie i występują u wszystkich organizmów eukariotycznych a także u archeonów, to jednak wykazuje ono spore różnice nie tylko gatunkowe. Istnieje także bardzo wiele tkankowo specyficznych wariantów histonów. Nie wszystkie są tak samo dobre dla zdrowia człowieka. Te odzwierzęce wyraźnie przodują dostarczając lizyny dającej najlepsze efekty, widome w postaci zwiększenia wzrostu jak też konsekwentnie te trudniejsze do zaobserwowania.
Powyższe przykłady pozytywnego oddziaływania białek odzwierzęcych na organizm ludzki są tylko wierzchołkiem góry lodowej widocznym na najwyższym stopniu ogólności, jednak analizy na poziomie biochemii, chociażby wpływu różnych strukturalnie białek dostarczanych komórkom do procesu replikacji DNA – nośnika informacji genetycznej i innych kwasów nukleinowych, wykraczają poza charakter publikacji. Wystarczy nadmienić, że są one olbrzymie.
Publikowane powszechnie wyniki badań prowadzonych na populacjach USA i Wielkiej Brytanii, których celem było udowodnienie pozytywnego wpływu diety wegetariańskiej na zdrowie, trzeba uznać za skrajnie nierzetelne. Co prawda wskazywały one, że populacje wegetarianów są mniej narażone na ryzyko niektórych chorób, ale w badaniach tych popełniono zasadniczy, dyskwalifikujący je błąd. Otóż nie zauważono, że właśnie w tych krajach, w grupie niewegetarianów spożycie tłuszczów zjadanych wraz z mięsem jest stanowczo zbyt duże a kultura diety bardzo niska, oparta na pożywieniu wysokoprzetworzonym. W przeciwieństwie do tej grupy, wegetarianie, właśnie dla tego, że ich dieta nie jest w stanie bez drobiazgowej kontroli i suplementów zapewnić niezbędnych do życia składników, niejako z przymusu, wyjątkowo dbają o jej zrównoważenie w dążeniu do jako takiego zbliżenia się do optimum. Badania te wykazały jedynie, że permanentne niechlujne przejedzenie wysokoprzetworzonym pokarmem jest gorsze od permanentnego zadbanego niedożywienia.
Ponadto całkowicie błędne jest założenie, że za pozornie gorsze wyniki niewegetarian odpowiadają tłuszcze zwierzęce. W okresie gwałtownego wzrostu zachorowań na choroby serca (1920 - 1960), spożycie tłuszczy w Ameryce spadło, ale spożycie utwardzanych i przemysłowo przetwarzanych tłuszczy roślinnych wzrosło dramatycznie (USDA - HNI). To właśnie przetworzone tłuszcze roślinne a nie zwierzęce stosowane masowo, ze względu na niższą cenę, do produkcji przetworzonego jedzenia, w tym mięsa, odpowiadają za wzrost otyłości i zachorowalności Amerykanów. Inne badania dowiodły, że Amerykanie spożywają o wiele za dużo jednego rodzaju EFA (podstawowych kwasów tłuszczowych) (kwasy tłuszczowe omega - 6 znajdujące się w większości wielonienasyconych olejach roślinnych), ale niewystarczająco dużo innego rodzaju EFA (kwasy tłuszczowe omega - 3. Okazuje się, że Argentyna z największym na świecie spożyciem wołowiny, ma niższy poziom raka okrężnicy niż USA. W samym USA Mormoni mają niższy wskaźnik raka okrężnicy niż wegetariańscy Adwentyści Dnia Siódmego. (Cancer Res 35:3513 1975). Gdyby Amerykanie jedli w swoich hamburgerach wyłącznie mięso i tłuszcze zwierzęce a nie jak ma to miejsce, mix z tanimi wielonienasyconymi tłuszczami roślinnymi zalanymi litrami Coca Coli i doładowanymi wegetariańskimi chipsami i nachos w gigantycznych ilościach, byliby wysocy i szczupli jak nasi przodkowie z epoki przedrolniczej.
Z medycznego punktu widzenia białko i tłuszcze odzwierzęce dostarczane pod postacią mięsa nie tylko organizmowi nie szkodzą, ale są dla niego zbawienne, zapewniając mu optymalne warunki wzrostu, dłuższą długość życia, zdrowie psychiczne i umysłowe.
Na zakończenie rozważań medycznych, za „The Weston A. Price Foundation” przytoczę mity i fakty na temat Soi – fetysza wegetarianizmu, który rzekomo jest w stanie zastąpić mięso:

Mit: Zastosowanie soi jako pożywienia datuje się na wiele tysięcy lat temu.
Fakt: Soja była pierwszy raz użyta jako pożywienie w czasach późnej dynastii Chou (1134 - 246 pne), dopiero, kiedy Chińczycy nauczyli się fermentować nasiona soi żeby produkować potrawy jak tempeh, natto czy tamari.
Mit: Azjaci spożywają duże ilości soi.
Fakt: Przeciętne spożycie soi w Japonii i Chinach wynosi 10g (ok 2 łyżeczki do herbaty) dziennie. Azjaci spożywają soje w małych ilościach jako przyprawę a nie jako zamiennik potraw pochodzenia zwierzęcego.
Mit: Nowoczesne przetwory sojowe posiadają takie same zalety zdrowotne jak tradycyjne fermentowane potrawy sojowe.
Fakt: Większość nowoczesnych przetworów sojowych nie jest fermentowana w celu neutralizacji toksyn zawartych w ziarnach a dodatkowo przetwarzana jest w sposób, który redukuje zawartość protein i zwiększa poziom kancerogenów.
Mit: Przetwory sojowe dostarczają kompletnego zestawu protein.
Fakt: Jak wszystkie rośliny strączkowe, nasiona soi zawierają niewiele aminokwasów siarkowych methioniny i cysteiny. Dodatkowo, nowoczesne metody przetwarzania niszczy delikatna lizane (która i tak ma inną strukturę niż zwierzęca – tu ilość nie zastępuje jakości).
Mit: Fermentowane przetwory sojowe w diecie wegetariańskiej dostarczają witaminy B12.
Fakt: Związek znajdujący się w soi, który przypomina witaminę B12, nie może być użyty przez organizm człowieka. W rzeczywistości, przetwory sojowe powodują zwiększone zapotrzebowanie na B12.
Mit: Receptury sojowe są bezpieczne dla niemowlaków.
Fakt: Przetwory sojowe zawierają inhibitory trypsiny, które spowalniają przyswajanie białek i wpływają na funkcjonowanie trzustki. W testach na zwierzętach, dieta bogata w inhibitory trypsiny prowadziła do zahamowania wzrostu i zaburzeń funkcjonowania trzustki. Przetwory sojowe zwiększają zapotrzebowanie organizmu na witaminę D, potrzebna dla wytworzenia mocnych kości i utrzymania normalnego wzrostu. Kwas fitynowy w przetworach sojowych skutkuje zmniejszeniem zdolności przyswajania żelaza i cynku, które są potrzebne dla zdrowia i rozwoju mózgu a także systemu nerwowego. W soi brakuje tez cholesterolu również potrzebnego do rozwoju mózgu i systemu nerwowego. Megadawki fitoestrogenów w recepturach sojowych zostały włączone w wyniku obecnej tendencji ku coraz bardziej przedwczesnemu rozwojowi seksualnemu dziewczynek i opóźnionemu rozwojowi chłopców.
Mit: Przetwory sojowe chronią przed osteoporozą.
Fakt: Przetwory sojowe mogą powodować niedobory wapnia i witaminy D, obydwa składniki są potrzebne dla zachowania zdrowych kości. Wapń z rosołów na kościach i witamina D z owoców morza, smalec i podroby chronią w krajach azjatyckich przed osteoporozą –nie przetwory sojowe.
Mit: Nowoczesne przetwory sojowe chronią przed wieloma rodzajami nowotworów.
Fakt: Raport rządu brytyjskiego zawiera wniosek, ze istnieją nikle wskazania, iż przetwory sojowe chronią przed rakiem piersi lub innymi rodzajami nowotworów. W rzeczywistości, przetwory sojowe mogą spowodować zwiększenie ryzyka zapadnięcia na nowotwór.
Mit: Estrogeny sojowe (izoflawony) są dla ciebie korzystne.
Fakt: Izoflawony sojowe są roslinno - dokrewnymi destruktorami. Na poziomie żywienia, mogą zapobiec jajeczkowaniu i stymulować wzrost komórek nowotworowych. Jedzenie zaledwie 30g (około 4 łyżeczek od herbaty) soi dziennie, może spowodować niedoczynność tarczycy z objawami letargu, zaparcia, przyrostu wagi i zmęczenia.
Mit: Przetwory sojowe są bezpieczne i korzystne dla kobiet po menopauzie.
Fakt: Przetwory sojowe mogą pobudzać wzrost estrogeno - zależnych guzów i powodować problemy z tarczyca. Niska aktywność tarczycy jest kojarzona z trudnościami podczas menopauzy.
Mit: Fitoestrogeny w przetworach sojowych zwiększają zdolności umysłowe.
Fakt: Ostatnie badania wykazały, ze kobiety z wysokim poziomem estrogenów we krwi miały niższy poziom funkcji poznawczych. U japońskich Amerykanów, spożycie tofu w średnim wieku jest wiązane z przypadkami choroby Alzheimera w późniejszych latach.
Mit: Sojowe izoflawony i izolaty proteinowe maja status GRAS (Generally Recognized As Safe – uznanych za całkowicie bezpieczne) .
Fakt: Archer Daniels Midland (ADM), w odpowiedzi na liczne protesty społeczności naukowej, wycofało ostatnio swoje podanie do FDA (Federal Drug Administration – odpowiednik SANEPID - u) o nadanie statusu GRAS izoflawonoidom sojowym. FDA nigdy nie nadało statusu GRAS sojowym izolatom proteinowym z powodu zastrzeżeń dotyczących obecności toksyn i kancerogenów zawartych w przetworzonej soi.
Mit: Przetwory sojowe wpływają korzystnie na twoje życie seksualne.
Fakt: Liczne badania na zwierzętach pokazały, ze przetwory sojowe powodowały bezpłodność u zwierząt. Spożycie soi przyspiesza wzrost włosów u mężczyzn w średnim wieku wskazując na obniżony poziom testosteronu. Japońskie żony często serwowały tofu swoim mężom, kiedy chciały obniżyć ich witalność.
Mit: Nasiona soi są dobre dla środowiska.
Fakt: Większość soi uprawianej w USA jest genetycznie modyfikowana w celu umożliwienia farmerom używania dużej ilości herbicydów.
Mit: Nasiona soi sprzyjają rozwojowi narodów.
Fakt: W krajach trzeciego świata, nasiona soi zastępują tradycyjne uprawy i przenoszą wartość dodaną wytworzoną w przetwórstwie z lokalnych populacji do wielonarodowych korporacji.


Humanitaryzm zwierzęcy.
Wegetarianie, przyparci do muru zwykli mawiać, że co prawda być może mięso faktycznie nie szkodzi, to jednak, jeżeli człowiek jest w stanie przetrwać bez mięsa, to miłość do zwierząt skłania do zaprzestania jedzenia mięsa. Chodzi o to, żeby zwierzęta nie umierały „dla mnie”.
Pamiętając, że mięso nie tylko nie szkodzi, ale pomaga a więc nie tylko nie działa ujemnie i nawet nie jest obojętne, lecz działa pozytywnie, trzeba stwierdzić, że ludzie kierujący się humanitaryzmem zwierzęcym poświęcają jednak nie tylko przyjemność smaku ale i część swojego zdrowia dla poglądów, które nie muszą być słuszne.
Mierząc się z argumentacją tu stawianą, wypada stwierdzić, że z punktu widzenie zwierzęcia, jest mu dokładnie wszystko jedno czy umrze, aby zjadł je człowiek, czy też żeby zjadł je lew, czy też tylko robaki i bakterie w wyniku tego, że padnie z choroby. Do tego warto pamiętać, że śmierć jest nieunikniona, wiec chodzi tylko o to, jaki jest powód tej śmierci. A czy w ogóle trzeba mieć jakiś powód żeby zostać zabitym? W istocie argumentacja humanitaryzmu zwierzęcego, na razie, sprowadza się do zapewnienia sobie przez wegetarianina dobrego samopoczucia, bo zwierzęciu jest wszystko jedno, kto je po śmierci zje. Nie chodzi więc wcale o zwierzę, ale o wegetarianina, który obdarowuje siebie samego dobrym samopoczuciem w skutek wypełniania doktryny. Humanitaryzm stał się więc już tylko samolubnością.
Wegetarianie utrzymują dalej w tym samym kontekście, że nie chcą, aby zwierzę żyło krócej niż żyłoby, gdyby nie zostało zabite „dla człowieka”. To zaiste twierdzenie oparte na swoistym profetyzmie, na założeniu, że jest wiedza o tym, ile to zwierzę by żyło, lub, że żyłoby maksymalny czas życia dla danego gatunku. Myślenie takie nie bierze w ogóle pod uwagę faktu, że zwierzę hodowlane w ogóle żyje tylko w wyniku tego, że sposób jego śmierci został zdeterminowany. Gdyby zaprzestać nagle hodowli, populacja tych zwierząt zmniejszyłaby się dramatycznie w wyniku chorób, głodu i drapieżników. Tak wiec człowiek, jedząc ich mięso jest dawcą życia i autorem sukcesu gatunkowego tych zwierząt zarazem, zwycięstwa ich genów. Sposób, w jaki zakończyłoby życie zwierzę, czy to padając na gruźlicę, czy zjadane żywcem przez lwa, czy rozszarpywane żywcem przez hieny czy wilki byłby z pewnością „mniej humanitarny” niż porażenie prądem. Zwierzęta nie zdają sobie sprawy ani z nieuchronności śmierci ani z jej rodzajów. Żyją wiec beztrosko, jednak, gdyby ktoś zaproponował ludzkości, że wyzwoli ją od chorób a ceną będzie to, że śmierć następowała będzie wyłącznie od pioruna, chyba byśmy nie odmówili.
Chociaż gdyby wiązało się to z obietnicą zjedzenia po śmierci, to taka perspektywa wydaję się dosyć makabryczna w wyniku atawistycznych lęków. Wolimy wyobrażać sobie, że niejako znikniemy, niż że po śmierci zjedzą nas na przykład ryby, co bywa, chociaż owo „znikniecie” będzie przecież, typowo, pożarciem przez robaki. Tak czy siak zostaniemy zjedzeni. Podobnie każde zwierzę na tej planecie, tak czy siak zostanie przez kogoś zjedzone i nie ma dla niego znaczenia to, czy tym kimś będzie akurat człowiek.
Zwierzęta takich dylematów nie mają, czego dowodzą reakcje stada bizonów na odstrzał stojących tuż obok siebie sztuk. Pozostałe objadają się dalej trawą w stoickim spokoju. Podobnie stado antylop uspokaja się, gdy jedna z nich zostaje już upolowana przez lwy, tak jakby padała wtedy komenda, że można już paść się spokojne. Gdyby umiały myśleć abstrakcyjnie, myślałyby sobie pewnie „co mi tam jakaś śmierć”.
W każdym razie zwierzę hodowlane nie żyje krócej niż nie - hodowlane, nie maj żadnych problemów mentalnych z tym, że kiedykolwiek zdechnie i z tym, kto je zje po śmierci, czy człowiek, czy robak. Krowy z pastwisk do lasów nie uciekają a kury na noc same wracają do kurników.

Wegetarianie przekonują dalej, że zwierzęta są hodowane w sposób nieludzki a więc oni nie chcą tworzyć popytu dla takich nieludzkich hodowli.
Można by zażartować i zapytać, czemu zwierzęta miałyby w ogóle żyć w warunkach ludzkich skoro ludźmi nie są, ale nie bądźmy niewrażliwymi sadystami. Znęcanie się choćby nad bakterią szarpie w większości z nas jakąś strunę. Skoro jednak jesteśmy przy bakteriach, można by zapytać, czy bakterie, nicienie i robaki pożerane masowo przez wegetarian, nie zasługują na taką samą ochronę jak kury, skoro doktryna mówi o zwierzętach w ogóle? Czemu wegetariański katalog zwierząt niejadalnych, pomimo rozwoju wiedzy, pozostaje w zakresie określonym przez starożytnych dogmatyków? Rodzi to oczywistą niekonsekwencję w podejściu do „wszystkich braci”, czyniąc jednych gorszymi a innych …smaczniejszymi. Tak naprawdę nie ma na świecie ludzi nie jedzących mięsa a ci, którzy tak o sobie mówią, tkwią w mirażu maskującym niekonsekwencję.
Wyrzekanie się mięsa w proteście przeciwko warunkom hodowli trzeba uznać za rozumowanie nieco naiwne, bo nieuwzględniające reguł rynku. Gdyby bowiem popyt na mięso miał drastycznie spaść, producenci musieliby ciąć koszty. Ponieważ hodowla wielkoprzemysłowa oskarżana o nieludzkie warunki bytowe zwierząt, właśnie celem obniżania kosztów takie warunki stwarza, konieczność cięcia kosztów tylko by te warunki pogorszyła. Dla utrzymania poziomu sprzedaży zostałyby obniżone ceny mięsa, To z kolei wyeliminowałoby z rynku całą hodowlę naturalną, której koszty przewyższałyby ceny. Gdyby wegetarianizm stał się kierunkiem dominującym (chociaż w skali świata zanika), los zwierząt byłby przeokropny, od naprawdę dramatycznych warunków życia, po unicestwienie całych populacji.
Środkiem do poprawy bytu zwierząt hodowlanych nie jest więc wegetarianizm ale odpowiednie uregulowania prawne odnośnie dopuszczalnych sposobów hodowli zwierząt.
Można jednak zapytać, czemu wegetarianie nie jedzą dziczyzny, której przecież problemy hodowlane nie dotyczą? Wracamy na początek rozważań tego rozdziału do błędnej pętli doktryny. Warto rozważyć, czy przypadkiem bycie drapieżnikiem nie jest czymś naturalnym, wręcz naturze potrzebnym a więc obiektywnie dobrym? Oczywiście, ze jest. Skoro więc musimy już wyznawać humanitaryzm zwierzęcy, to może wystarczy, że zabijamy zwierzęta w sposób humanitarny, bo nie rozszarpujemy ich żywcem na strzępy jak czynią to inne zwierzęta i tym się od nich różnimy, zamiast „wylewać dziecko z kąpielą”.

Humanizm
Humanizm w wydaniu wegetariańskim zakłada, że człowiek jest gatunkiem odrębnym od świata zwierzęcego. Ta odrębność polega na tym, że człowiek ma prawo do zachowań sprzecznych z naturą, podyktowanych wykreowaną kulturą. Lew takiego prawa nie posiada i musi jeść mięso. Wróble muszą zjadać owady (a gdy ich zabraknie w łańcuchu pokarmowym, dochodzi do klęski ekologicznej, o czym swego czasu przekonały się Chiny). Zwierzęta muszą być swojej naturze wierne. Człowiek ma prawo przeciwstawić się zaś swojej naturze, która stworzyła go mięsożernym. Człowiek tym różni się od świata zwierzęcego, że kształtuje go poza naturą, szeroko pojętą kulturą i ta kultura ma prawo naturę zdominować. W myśl tej kultury człowiek ma od swojej natury odchodzić. Przejawem tego jest epitet „jesteś jak zwierzę”. To obraża. Rzeczony humanizm nie należy do natury, ale do kultury. Jest częścią etyki. Ta kultura, niewłaściwa innym gatunkom, czyni człowieka nadgatunkiem. To właśnie nazywa się szowinizmem gatunkowym. (Kwestie wiary świadomie pomijam).
Szowinizm gatunkowy z samej swojej istoty jest sprzeczny z humanitaryzmem zwierzęcym zakładającym braterstwo gatunków. Jest to sprzeczność kardynalna, czyniąca doktrynę wegetarianizmu fałszywą. Taka sytuacja jest typowa dla wszystkich doktryn oderwanych od racjonalizmu.

Kultura
Wegetarianizm rozwinął się na subkontynencie indyjskim w II tysiącleciu p.n.e. Miał wówczas charakter czysto religijny, przedhinduistyczny. Na gruncie europejskim pojawił się w VI wieku p.n.e. a jego prekursorami byli Pitagorejczycy, którzy, co nie jest powszechnie znane, poza mięsem nie mogli też jeść, o ironio, bobu.
Wegetarianizm jest propagowany przez buddyzm, hinduizm, taoizm i dżinizm, chociaż nie przez wszystkie odłamy tych religii. Przykładowo Dalajlama jada mięso a legenda mówi, że bezpośrednią przyczyną śmierci samego Buddy było zjedzenie ciężkostrawnego kawałka wieprzowiny a więc Budda też mięso jadał. Co prawda istnieje spór na temat tego, czy legenda o śmierci Buddy została dobrze przetłumaczona, ale chyba akurat w tej kwestii Dalajlama nie może się mylić.
Właśnie to, że prawdziwym źródłem wegetarianizmu są religie „hinduistyczne” a nie względy medyczne czy jakiekolwiek inne racjonalne, jest istotne.
Wierzenia towarzyszyły człowiekowi od Plejstocenu i były wyrazem wczesnych prób zrozumienia otaczających go zjawisk. Jednak Wierzenia i Religia to nie to samo. Z klasycznych definicji religii najbardziej słuszna wydaje się definicja Bergsona, która stwierdza, że "...nie ma religii bez rytów i ceremonii. Tym aktom religijnym, przedstawienia służą przede wszystkim jako okazja. Akty te wypływają z wiary, lecz jednocześnie same na nią oddziałują i umacniają ją. Jeżeli bogowie istnieją, to należy oddawać im cześć; lecz bogowie zaczynają istnieć właśnie dopiero wtedy, gdy pojawia się kult". Kult wypływa zatem tutaj z pewnego rodzaju "paleowiary", która przekształcając się w wiarę bogatszą, sprawia "że bogowie zaczynają istnieć".
Religia zatem, to wiele więcej niż wierzenia. Religia to system wierzeń, zwyczajów, obyczajów i norm moralnych. Można powiedzieć, pomijając inne elementy, że religie anektują panujące normy moralne, przekształcają je, czynią je świętymi i kultywują jako wolę bogów, święte prawo. Norma moralna, stając się normą moralną religijną, zyskuje przymiot niepodważalności. Ta właściwość w sposób idealny nadaje się na narzędzie zapewnienia spokoju społecznego. Czy można wyobrazić sobie lepszą metodę już nawet nie zduszenia buntów głodujących mas, ale wymazania nawet myśli o buncie, niż metoda przez objawienie tym masom prawdy, że bogowie nie pochwalają zjadania tego, czego akurat masom brakuje?
W czasach przedrolniczych, mięso było najważniejszym składnikiem diety człowieka. Trudno wyobrazić sobie, aby na terenach dzisiejszych Indii było akurat inaczej. I nie było. Niedostatki pokarmu zwierzęcego zmusiły ludzi do wynalezienia rolnictwa i hodowli. Jednak prymitywna hodowla nie była w stanie pokryć potrzeb żywnościowych zwiększającej się wciąż populacji.
W okresie od roku 1800 do 800 p.n.e. w północnych Indiach żyły indoaryjskie plemiona koczownicze, związane z kulturą wedyjską. Jak wykazują analizy staroindyjskich źródeł, spożywały one wołowinę, jak i ofiarowywały bydło w ramach rytuałów religijnych. Po ubiciu zwierzęta ofiarne były rozdawane między elity, to jest świtę kapłanów i wojowników. W początkowym okresie wedyjskim bydło było nie tylko jednym z najważniejszych zwierząt ofiarnych, ale było spożywane chętnie, na co dzień i to w dużych ilościach, jak na to wskazują liczne teksty. W czasach władcy Aśoki w połowie III stulecia przed naszą erą tabu ubijania bydła jeszcze nie było. Bramini spożywali wołowinę i przede wszystkim gości przyjmowano potrawami z tego mięsa. W okresie tym istniały już cztery kasty: kasta kapłańska, kasta braminów, kasta wojowników, kasta chłopów i rzemieślników i kasta sług. Gdy populacja zaczęła się zwiększać, wzrosło zapotrzebowanie na ziemię orną, co zmniejszyło liczbę pastwisk, a co za tym idzie bydła. W związku z tym wołowiną mogły odżywiać się wkrótce już tylko kasty uprzywilejowane Nie trudno wyobrazić sobie, że reszta populacji z przyjemnością dołączyłaby do stołów wybrańców pustosząc je doszczętnie. Do tego nie można było dopuścić.
Skoro droga zaspokojenia potrzeb „gorszych ludzi” okazała się niemożliwa, jedyne co pozostało to wyparcie tych potrzeb. Przekształcenie wymuszonej brakiem konieczności niejedzenia mięsa, w uświęcony dogmat moralny. Było to posunięcie perfekcyjne i jak się okazało niezwykle stabilne w postaci religii hinduskiej.
Około roku 600 p.n.e. doszło w okresie wojen i powodzi do klęsk głodu. W tym samym czasie powstał buddyzm jako religia konkurencyjna, potępiająca ofiary zwierzęce i zabijanie zwierząt generalnie. Powstał na gruncie permanentnych braków pokarmu zwierzęcego.
Podobnie, ustanawianie norm żywieniowych jako sposobu na utrzymanie porządku społecznego, obok chęci ustanowienia widomej identyfikacji grupy, wywodził Frederick J. Simoons dowodząc funkcjonalistycznej teorii tabu żywieniowego.
O tym, że wegetarianizm został przekształcony z przymusowego niedostatku do uświęconej normy moralnej wyrzeczenia, która z kolei stała się strażnikiem spokoju społecznego dowodzi analiza kanonu hinduizmu w tym zakresie. Z 450 kast, które oficjalnie istnieją w Indiach, 117 ma zezwolenie na spożywanie wołowiny. Z powodów finansowych większość kast może pozwolić sobie przede wszystkim na wołowinę ze zwierząt padłych.
Dopiero ostatnie lata wskazują, że na terenach „rdzennie wegetariańskich”, ta doktryna doznaje upadku w zetknięciu z narastającym tam względnym dobrobytem. Obserwowana struktura konsumpcji wskazuje na wyraźne przesunięcie popytu od produktów tradycyjnych i żywności podstawowej w kierunku produktów zwierzęcych (czerwone mięso, nabiał) i wysoko przetworzonych (np. słodyczy, w tym głównie czekolady). W tym kontekście ukuto już określenie „westernizacji” nawyków żywieniowych ludności Indii. Od 1950 r spożycie mięsa na głowę mieszkańca w Azji wzrosło niemal trzykrotnie. Efekty tego procesu w postaci wydłużenia średniej życia ponad dwukrotnie, zostały opisane powyzej. Efektem, który odczuł cały świat jest stały szybki wzrost cen.
Paradoksem jest, że Hindusi, gdy tylko uzyskali taką możność, od wegetarianizmu odchodzą do zdrowszej diety zachodniej a w tym samym czasie w świecie zachodnim promowane jest wegetariańskie tabu żywieniowe.
W sensie kulturowym wegetarianizm jest ideą obcą Europejczykom, tak samo jak obce są nam inne wzorce żywieniowe, np. jedzenie owadów przez Indian, czy psów przez Chińczyków. Wegetarianizm jest zaszczepieniem do kultury zachodniej elementów kultury obcej. To nie jest wzbogacenie kultury, bo nie jest to element dodatkowy, ale ma zastąpić występujący w kulturze dotychczas element, w tym wypadku kultury żywieniowej. W tym sensie jest to rugowanie kultury rdzennej. Jak zostało to wykazane, wegetarianizm nie tylko nie jest zdrowy ale jest wręcz niezdrowy. Tak więc, nie o zdrowie tu chodzi, chociaż pozorne względy zdrowotne mają stanowić o jego atrakcyjności.
Jeżeli nie zdrowie, to aspekt kulturowy jest jedynym, który pozostaje. Uściślając, pozostaje system wierzeń. Wegetarianizm, bez wierzeń, byłby tylko jałowym, przymusowym postem. Wegetarianie, mniej lub bardziej świadomie, praktykują religie wschodnie, bo tylko w nich wegetarianizm znajduje uzasadnienie. Pomijam tu niektóre sekty chrześcijańskie, jednak nawet one, być może nawet o tym nie wiedząc, praktykują nauki rodem z subkontynentu indyjskiego, które wywierały wpływ na chrześcijaństwo, wyłaniając z jego nurtu różne odłamy.
Wegetarianie powinni zdawać sobie sprawę z tego, że ich praktyka, w świetle faktów historycznych jest niczym więcej, jak religijnym mitem ustanowionym jako prawo dla niższych kast, celem spacyfikowania ich dążeń do równości przynajmniej w aspekcie dostępu do zasobów żywności.
Perspektywa stawiania siebie samego, dobrowolnie, na pozycji podczłowieka, nie wydaje się atrakcyjna i pachnie masochizmem fizycznym (degradacja organizmu) i mentalnym. Jest to jednak perspektywa prawdziwa.

Zagrożenia poza zdrowotne
Bywa ze wegetarianizm wiąże się również z zagrożeniami poza zdrowotnymi (jeżeli zagrożenie zdrowotne rozumiemy w wąskim potocznym sensie)
Wegetarianizm jest zwykle wykorzystywany w rozmaitych destrukcyjnych sektach. Nie każdy wegetarianin jest członkiem sekty, ale niemal każda sekta wegetarianizm stosuje jako zasadę. Ma on bowiem dla przywódców sekt znaczenie, którego nie da się przecenić.
Przede wszystkim stanowi oderwanie od elementów kultury rdzennej (zachodniej), co powoduje zerwanie komunikacji na poziomie symbolu i wyobcowanie z otaczającego świata. Na gruncie rodzinnym, wegetarianizm często prowadzi do konfliktów z nieakceptującymi nowych zachowań (nowych wierzeń) członkami rodziny. Już sam fakt inności sposobu odżywiania, czyni jedną z więzi niebyłą. Wszak jedną z funkcji tabu żywieniowego jest widomy znak identyfikacji (Frederick J. Simoons). Konflikty dodatkowo te więzi rodzinne niszczą. Niszczą wspólnotę postrzegania rzeczywistości. I nie ma tu nic do rzeczy postulat akceptacji inności. Inność oznacza brak więzi i wspólnoty na płaszczyźnie, na której ta inność zachodzi. Jednocześnie w wegetarianizmie objawia się widoma identyfikacja scalająca wyznawców sekty. Sekta zyskuje więc osłabienie oddziaływania na adepta przez jego najbliższych i społeczność. Staje się monopolistą prawdy.
Wegetarianizm, jak wykazano, prowadzi do braków energetycznych, przez to do osłabienia woli inicjatywy wpływu na środowisko, co wegetarianie nazywają zmniejszeniem agresji. Sekta zyskuje adepta powolnego woli kierownictwa.
Wegetarianizm, co również wykazano, oddziałuje szkodliwie na równowagę hormonalną, przede wszystkim tarczycy i hormonów płciowych. W powiązaniu z brakami energii, osłabieniem koncentracji, zaburzeniem procesów poznawczych, prowadzi do błędnego postrzegania rzeczywistości a dalej do stanów depresyjnych i psychotycznych. Sekta zyskuje adepta podatnego na psychomanipulację.
Wszystko powyższe powoduje rozstrojonej osobowości, osłabienie i alienację a więc warunki idealne do przeprowadzenia procesu manipulacji umysłem i zniewolenia mentalnego.
Problemy uwięzienia w sektach wydają się nam zjawiskiem z marginesu życia społecznego, które nas nie dotykają. I nie dotykają…. dopóki nie staną się udziałem kogoś z nas lub naszych bliskich.
Na zakończenie
Wegetarianizm jest kulturze europejskiej obcy. Pomijając incydent Pitagorejczyków z niejedzeniem mięsa i bobu, który do kanonu naszej cywilizacji oczywiście nie wszedł. Jako taki, wegetarianizm jest obcą naroślą degradującą nasze kody kulturowe. Wegetarianizm nie ma nic wspólnego ze zdrowym odżywianiem i prowadzi do degradacji siły życiowej w wymiarze osobniczym i całej populacji. Wegetarianizm może być wykorzystywane do działań destrukcyjnych społecznie.
Wegetarianie mają swoje Gwiazdy, Ikony, które swoim autorytetem mają niejako potwierdzać słuszność idei. Są wśród nich gwiazdy podkultury, piosenkarki, aktorzy, artyści, naukowcy, ogólnie, znani ludzie. Ich rolą jest stanowić przekaz: „Zobacz, oni są jednymi z nas i odnieśli sukces. Jeżeli Oni w to wierzą, to znaczy, że to jest prawdą”
Jednak, umówmy się może co do tego, że przykładowo Penelope Cruz, nie jest światowym autorytetem ani w dziedzinie medycyny, ani w dziedzinie filozofii, ani w dziedzinie kunsztu kulinarnego. Jest jedynie (aż) znaną aktorką i w dziedzinie autorytetu „niczym” ponadto, podobnie jak inne ikony wymieniane hurtem na stronach promujących wegetarianizm. Przeglądając te spisy osobistości, zabrakło mi w nich jednak być może najsłynniejszego wegetarianina dwudziestego stulecia, którym był ….Adolf Hitler

http://www.panoramaintern...li_news/447460/

a potem się dziwić że większość rodziców jest przeciw wegetarianizmowi...
 
 
Jakub 
Guru Veg
takCZYtak,CALLmeJAK



Pomógł: 6 razy
Wiek: 39
Posty: 4243
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-08-19, 06:32   

Ale paszkwil. Że też komuś się chciało.
_________________
"Umysł jest swoją własną siedzibą
i w sobie samym może zamienić
niebo w piekło i piekło w niebo."

John Milton
 
 
0tt
Pilny Veg


Posty: 26
Wysłany: 2008-08-19, 07:39   

hardkor :megapolew:
_________________

 
 
Jakub 
Guru Veg
takCZYtak,CALLmeJAK



Pomógł: 6 razy
Wiek: 39
Posty: 4243
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-08-19, 12:10   

No tak, na dodatek kłamliwy. Wystarczy choćby wziąć ostatnie zdanie dotyczące Hitlera. O tym, że vege nie był zachowały się akurat przekazy i relacje (choćby kucharzy, którzy mu gotowali). No i nie zapominajmy, że to facet który kazał zamknąć wszystkie stowarzyszenia vege na okupowanych przez III Rzeszę terenach. Aha, wreszcie wypadałoby zwrócić uwagę, że jego ograniczenie jedzenia mięsa (w żadnym wypadku przerwanie) miało charakter zdrowotno-pokutny (gazy i śmierć Geli).
_________________
"Umysł jest swoją własną siedzibą
i w sobie samym może zamienić
niebo w piekło i piekło w niebo."

John Milton
 
 
Esss 
Natchniony Veg



Pomogła: 1 raz
Wiek: 36
Posty: 115
Skąd: kraków
Wysłany: 2008-08-19, 13:09   

boje sie czytac. juz po przejrzeniu pobieznym zaczela burzyc mi sie krew :/ to nie na moje nerwy :mrgreen:
 
 
 
wruszka 
Łamacz Klawiatur



Wiek: 36
Posty: 398
Wysłany: 2008-08-19, 13:26   

Cytat:
Jako taki, wegetarianizm jest obcą naroślą degradującą nasze kody kulturowe... Wegetarianizm może być wykorzystywane do działań destrukcyjnych społecznie.


mam się już bać ? :megapolew:
_________________
www.weganie.blogspot.com
 
 
Jakub 
Guru Veg
takCZYtak,CALLmeJAK



Pomógł: 6 razy
Wiek: 39
Posty: 4243
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-08-19, 14:27   

Jesteśmy społecznie destrukcyjni, prawda że to piękne?
_________________
"Umysł jest swoją własną siedzibą
i w sobie samym może zamienić
niebo w piekło i piekło w niebo."

John Milton
 
 
ArturG 
Veg Niebanalny
poison free



Wiek: 39
Posty: 91
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: 2008-08-22, 09:20   

takie artykuły jak i ich autorów powinno się palić na stosach za to że szerzą w społeczeństwie kłamstwa i obłudę :evil:
_________________
mówimy innym jak życ, choc nasze życie pełne jest błędów, tak bardzo pragniemy miłości i szczęścia choc nasze serca rozsadza nienawiśc..
 
 
cassandra 
Veg przez duże V
empatyczna dusza



Pomogła: 6 razy
Wiek: 36
Posty: 1023
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-05, 11:31   

odgrzebię temat, bo jest ciekawa polemika teraz na blogu Vivy:
http://www.blog.viva.org....w-dialogu-cz-2/
_________________
wegańskie, eko kosmetyki i suplementy - http://sweetpiggy.com.pl
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group