Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
freeganie
Autor Wiadomość
studentkaa 
Mały Veg


Wiek: 29
Posty: 6
Wysłany: 2009-11-04, 16:51   

wielkie dzięki, jestem bardzo wdzięczna :-) pozdrawiam
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 54 razy
Posty: 2860
Wysłany: 2009-11-30, 10:37   

WITAM :sloneczko: !!!

" Dzieci śmieci " - freeganie:
http://wiadomosci.onet.pl...1,kioskart.html

POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY :sloneczko: :bye:
 
 
eliwinter 
Guru Veg
wu-wei



Pomogła: 20 razy
Wiek: 44
Posty: 4980
Skąd: z dziupli
Wysłany: 2014-12-21, 00:57   

znalazłam przed chwilą na FB Wyborczej:


Cytat:


Jadam ze śmietnika. I to jakie frykasy! (<--link)

Na śmietniku nie możesz sobie wybierać. Musisz jeść to, co jest i nosić takie ubrania, jakie znajdziesz. Czasem nie masz na coś ochoty, czasem koszula nie pasuje. Ale to nie sklep. Biorę co jest, jem wszystko, jak leci. Tylko śledzi nie lubię - mówi wrocławski menedżer, który podjął decyzję, że będzie żył z tego, co znajdzie na śmietniku

Mama na początku była przerażona. Mówiła: - Dziecko, to upadek. Ja cię wychowałam i wykształciłam, a ty teraz idziesz na śmieci. No to przywiozłem jej z tego śmietnika sery szwajcarskie i drogą czekoladę. Matka: to jest ze śmietnika? Zaczęła jeść i pyta: - Mógłbyś mi jeszcze przynieść?

Zrozumiała, że to jedzenie jest tak samo dobre, jak wszystko, co kupuje. Tata nie miał z tym problemów, sam taki był - tu się coś znajdzie, tam sąsiad coś wyrzuci, może się przyda. Tak się wychowałem. Nosiłem ubrania po starszych kolegach. Obrzydliwe? Wypiorę. Nie wyrzuca się dobrych rzeczy, a jedzenie jest święte - tak mi powtarzano. Jak nie ty to zjesz, zje kura, pies czy kot. To mój system wartości, nie żadna walka z konsumpcjonizmem tylko proste, chłopskie zasady.

No i jestem ciekawski, chcę zawsze zobaczyć, co jest do wzięcia ze śmietnika.

Joanna Dzikowska: I co jest?

Freeganin: Są różne śmietniki, inne na zapleczach sklepów, inne na blokowiskach. Na blokach ludzie wykorzystują wszystko, co mają. Łatwiej znaleźć żelazko, suszarkę albo krzesło niż porządne jedzenie. Jeśli już wyrzucają jedzenie, to w jednym worku z podpaskami, obierkami i papierosami. Znam ludzi, którym to nie przeszkadza, ale ja tego nie zjem. Dla mnie mięso musi być osobno zapakowane, owoce nienadgniłe. Z pierwszego obiegu, czyli np. z przemysłowych śmietników, na które wyrzucają jedzenie prosto ze sklepowych półek.

Jeśli ktoś w ekskluzywnym sklepie zażyczy sobie pół kilogram sera i mu odkroją i zapakują, ale potem do odłoży, to często nikt już sobie tym głowy nie zawraca, tylko wyrzuca do kosza. Na śmietnikach naprawdę można znaleźć wszystko: belgijskie czekolady, piwo, łososia, hiszpańską kawę, chińską herbatę. W osobnych koszach są warzywa i owoce - nie tylko lekko zbrązowiałe banany czy jabłka, ale też marakuja, mango albo chińskie śliwki. No a na blokowisku - słoiki z przetworami po świętach.

Mówimy o Polsce, o Wrocławiu?

- Oczywiście. Wiemy, gdzie i kiedy stoją kontenery na odpady. Wiemy, gdzie i kiedy jechać, żeby znaleźć to, czego szukamy. Mamy mapę. Ale nie powiem, jak wygląda - gdyby dowiedzieli się o niej właściciele sklepów, z których zabieramy śmieci, zamknęliby kosze.

Niestety, ludzie coraz częściej zamykają śmietniki.

Wchodziłem kiedyś do kosza przez płot. Zdaje się, że ktoś trafił za to przed sąd - bo to włamanie. Ale ile kosztuje proces i jaka jest z tego korzyść społeczna? Lepiej, żeby jakiś bezdomny pozbierał puszki albo papier i zaniósł to do skupu, albo niech ktoś wykorzysta jeszcze ten stary telewizor albo stół.

Na śmietnikach przemysłowych można dogadać się z ochroniarzami, są ludzcy. Chociaż powinni zadzwonić na policję - taką mają pracę. Jednak mówią nam: - Macie 10 minut chłopaki, ja was nie widziałem.

Po śmieci jeździmy wieczorami, po zamknięciu sklepu. W nocy trzeba mieć odpowiednie wyposażenie: wygodny dres, rękawiczki, bluzę z kapturem - żeby kamery nie nagrały twarzy - sportowe buty, latarki, torby i chwytaki.

Czasem ktoś da cynk, że zamykają klub. I pod drzwiami jest od razu kilku śmieciarzy, biorą jak leci: plakaty, krzesła, stoły, światła, dekoracje. Wszystko, co można szybko opchnąć na allegro.

Pamiętasz pierwszy raz?

- Wprowadził mnie przyjaciel. Siedem lat temu byłem u niego w Niemczech, kiedyś powiedział: - Idziemy na zakupy.

I poszedł na śmietnik, przyniósł jakieś jogurty, kabanosy. Jeśli znalazł karton z nieco przeterminowanymi ciastami w proszku, mieszał z wodą i piekł gofry. Mówił zawsze, że świeże mu szkodzi.

No, a ja wtedy zjadłem te kabanosy. Niczym się nie różniły w smaku od sklepowych.

Potem jeździłem na śmieci regularnie, 2-3 razy w tygodniu. Zależy, czy był transport - to znaczy samochód - bo na rowerze ciężko przewieźć np. 20 kilo owoców. Przy okazji znajdowaliśmy ubrania. Wyobraź to sobie: kolejka do śmietnika, a obok prawdziwa przebieralnia, każdy mierzy te buty czy spodnie. Garnitur też można było znaleźć.

Całe nasze życie było ze śmietnika: jedzenie, ubrania, kosmetyki, rzeczy do domu, książki, meble, drogie perfumy. Kolega znalazł szwajcarski zegarek, inny kolekcjonerskie zabawki, ja telefon komórkowy. O, ten.

Brzmi niesamowicie.

- Ale nie wiesz, jak się człowiek wtedy czuje. Nie jesteś wyrzutkiem, ale ludzie tak na ciebie patrzą... Że niby narkoman, pijak, czemu nie znajdzie sobie pracy. "Weź się do roboty, wrzodzie" - słyszysz. I musisz to znieść.

Powiem wprost: grzebanie w śmieciach nie jest przyjemne. Może być tam szkło, ktoś może mnie przepędzić albo wezwać policję. Poza tym śmieci śmierdzą.

Ale na śmietniku nie podejmujesz decyzji. Musisz jeść to, co jest i nosić takie ubrania, jakie znajdziesz. Czasem nie masz na coś ochoty, czasem koszula nie pasuje. Ale to nie sklep. Biorę co jest, jem wszystko, jak leci. Tylko śledzi nie lubię.

No i nie możesz wyjść do najbliższego sklepu po bułki, bo masz akurat ochotę na bułki. Trzy razy w tygodniu jedziesz na drugi koniec miasta i jesz to, na co akurat trafisz. Gównie rarytasy, a ja czasem tęskniłem za zwykłą zupą pomidorową albo burgerem.

Z czego musiałeś zrezygnować?

- Lubię czytać, a na śmieciach nie znajdujesz pieniędzy, żeby kupować książki. Więc przesiadywałem w czytelniach albo chodziłem do empiku. Przeczytałem tam kilkadziesiąt książek. Niektóre na raz, inne czytałem przez dwa tygodnie - i za każdym razem zastanawiałem się, czy ktoś mi ich nie wykupi.

Lubię podróżować. Jeździłem po świecie najtaniej, jak się dało. Namiot, bez luksusów. Czasem chorowałem, bywałem głodny. Ale nie chcę się porównywać do mojej babci, do ludzi, którzy przeżyli wojnę i prawdziwy głód.

Twój był nieprawdziwy?

- Kręciło mi się w głowie. Jadłem zakurzone brzoskwinie z pola przy drodze, bo nie miałem pieniędzy na nic innego. Tylko, że ja wiedziałem: jakoś dam sobie radę. Czasem szedłem na zaplecze restauracji i pytałem, czy zostało coś z posiłku.

We Francji jest taki zwyczaj, że piekarnie nie sprzedają na drugi dzień bagietek i czasem dają je wieczorem w zamian za jakąś drobną pracę - zamiatanie albo mycie stolików.

Dostałeś jedzenie, znalazłeś coś na śmietniku. I co dalej?

- Najpierw segreguję owoce: jedne mogą jeszcze chwilę postać, z innych robisz przetwory: pasty, dżemy, bimber. Umiem robić przetwory, a jak czegoś nie umiem - oglądam w internecie. Owoce, warzywa i sery najpierw myję, potem obieram i chowam do lodówki. Zapakowane mięso też dokładnie myję.

Jak nie przejesz wszystkiego, oddajesz znajomym, robisz imprezę albo zapraszasz na obiad przyszłych teściów. Oczywiście nie mówię im, skąd mam jedzenie. Wiedza nie uszczęśliwia. Gdybym powiedział, może by się obrazili? A powinno się liczyć tylko to, że jest smaczne.

W ogóle się nie brzydzisz?

- Na początku miałem opory. To kwestia wychowania i umowy społecznej, która brzmi: śmieci są brudne, złe. Przekraczałem te granice. Ale jest też drugi rodzaj obrzydzenia, taki zwierzęcy odruch, który nie pozwala mi zjeść czegoś, co śmierdzi albo jest zepsute. No mam odruch wymiotny po prostu, jak każdy normalny człowiek.

Miałem łóżko ze śmieci, ale zanim przyniosłem je do domu, sprawdziłem - czy nie ma pluskiew, czy nie śmierdzi, jak długo stoi na śmieciach. Na szczęście nie złapałem grzybicy. Ale przecież ryzykowałem tak samo jak każdy, kto kupuje na allegro używane meble.

Czasem chce mi się pić, znajduję butelkę coca-coli i mam blokadę: a jeśli ktoś wlał do środka kwas albo dodał narkotyki? To jest ten rodzaj awersji, z którą trudno wygrać.

Nie brzydzą mnie natomiast inni ludzie; za granicą wchodziłem do restauracji, kiedy ktoś odchodził od stolika, zajmowałem jego miejsce i jadłem. Czym to się różni od jedzenia po mamie? Nie zarażę się, a na żółtaczkę jestem zaszczepiony.

Zatrułeś się kiedyś jedzeniem ze śmietnika?

- Nigdy, dbałem o to. Sprawdzałem, czy jeszcze się nadaje. Oczywiście byli też tacy, którzy jedli wszystko. Ale każdy wie, że rozmrożony szpinak, otwarte mleko albo łosoś, który leżał na słońcu pół dnia w środku lata, nie nadaje się do jedzenia. No to czego można się spodziewać, jeśli jednak je zjesz? Głupota, a ja starałem się nie być głupi.

Coś cię zaskoczyło?

- Najsmutniejsze jest, kiedy widzę śmietnik pełen bochenków chleba oblanych domestosem albo zamkniętych na łańcuch, żeby ich nikt nie zjadł. Pocięte ubrania z poprzedniej kolekcji - żeby ktoś ich nie zabrał. Szlag mnie trafia. Już lepiej ten chleb dać kaczkom, łabędziom, a ubrania - bezdomnym. Normy społeczne to blef. Nie łykam tego: mamy wartości związane z religią, a na co dzień zachowujemy się inaczej.

I jeszcze się wkurzam, kiedy ludzie wyrzucają książki, na przykład stare wydanie Teresy Torańskiej albo album z rycinami o żaglowcach.

Co jeszcze znajdujesz na śmieciach?

- Niektóre rzeczy mają obiektywną wartość, możesz je łatwo sprzedać. Do innych mam sentyment. Na przykład uwielbiam kiczowatą, plastikową papugę-zabawkę, której nie domyka się jedno oko. Jest śmieszna, może głupia, ale przede wszystkim inna niż ta szara rzeczywistość. Pożyczyłem ją kiedyś na bal przebierańców córce bogatych Arabów, u których pracowała moja koleżanka. I co z tego, że ze śmietnika? Sprawiłem radość tej dziewczynce, to najważniejsze.

Kiedyś znalazłem taki porządny, drewniany stół. Okrągły, z rzeźbionymi bokami i wygiętymi nogami, a pod spodem była szafka. Piękny. To mnie zadziwia: ludzie kupują strasznie drogie meble i czują się lepsi, bo mają metki. Ale naprawdę wyjątkowe są te rzeczy, które znajdziesz - chociaż wcale ich nie szukałeś - sam naprawisz i nikt inny nie ma podobnych.

Kiedy ojciec przyniósł coś z ulicy, mówił że to jest "zdobyte na wrogu". To daje więcej radości niż kupowanie.

Kryzys coś zmienił?

- Przed 2008 rokiem ludzie znacznie więcej wyrzucali, całkiem nowiutkie rzeczy. Kryzys docisnął i zaczęli dbać o to, co mają, ale producenci nie zaczęli produkować nagle trwałych rzeczy. Pralka zepsuje się za pięć lat, telefon zmieniasz co dwa lata. Chcesz mieć nowe meble.

Mam znajomych, którzy przerabiają meble ze śmietnika i sprzedają za duże pieniądze. Inni znajomi zawsze dzwonią i mówią: - Wyprowadzamy się, jest remont, mamy to albo tamto, rękawice, krzesło. Chcesz?

Komputer dostałem kilka lat temu od przyjaciela, ze śmietnika w Anglii. Myszka jest Macintosha i ma jeden przycisk, zawiesza się. Kiedy pisałem pracę magisterską, nie mogłem jej zapisać.

Czemu nie kupiłeś innej myszki?

- Teraz bym to zrobił, ale wtedy - nie, nie umiem wytłumaczyć czemu. Może byłem ograniczony, mój świat był czarno-biały. Nie rozumiałem, że chociaż oszczędzam pieniądze, to tracę nerwy i czas. Mówiłem "nie, bo nie", byłem radykalny. Nie chciałem pracować przez cały dzień na rzeczy, które leżały przecież na śmietniku.

W ogóle nie robiłeś zakupów?

- Kupowałem dopiero, jeśli naprawdę czegoś potrzebowałem. Buty kupowałem, jeśli były dziurawe - bo buty muszą być wygodne. Chodzę po górach, nie chcę sobie odmrozić palców na kilku tysiącach metrów w Alpach. Więc buty mam za 500 złotych, górską kurtkę - polskiej firmy - za 300 złotych, dobrą latarkę za 200. Było mnie na to stać dzięki temu, że oszczędziłem na jedzeniu.

A inni ludzie pracują kilkanaście godzin na dobę, idą do sklepu, kupują tanie rzeczy, które od razu się psują i wracają do pracy, żeby zarobić na nowe. Błędne koło.

Ale trzeba też zapłacić za mieszkanie, ubezpieczenie.

- Nie jestem ubezpieczony. Mój tato był, zachorował na raka i nikt mu nie pomógł. No to po co? Kolejki w przychodniach są takie, że wolę odłożyć te pieniądze i iść do prywatnego lekarza.

Za mieszkanie płaciłem 200 złotych, miałem swój pokój. Można też wybudować domek na ogródkach działkowych, 39 metrów kwadratowych i jedno piętro, do tego kominek. Opłaty kosztują 100 złotych.

Wyobrażasz sobie święta w budzie na działce?

- Nie jestem katolikiem, ale święta to niełatwy czas, bo w większości jesteśmy wychowani w tradycji chrześcijańskiej. Spędzam święta u znajomych, czasem jemy frytki albo to, co znajdziemy na śmietnikach. Ktoś przynosi z domu barszcz, są pierogi. Ale kolęd nie śpiewamy.

Wierzę, że można być dobrym i nie potrzeba do tego religii.

Co to jest dobro?

- Dobrze jest nie oszukiwać, nie krzywdzić. A wyrzucanie chleba jest złe.

Chcesz zmienić świat?

- Nie mam na to siły. Jestem leniwy. Marzę o obecnych na naszych ulicach koszach na żywność i ubrania, chciałbym pomóc biednym, ale do tego potrzebne są systemowe rozwiązania.

Siebie zmieniłeś. I... przestałeś żyć ze śmieci.

- To banalne: zakochałem się. Moja kobieta wychodziła na zakupy, do restauracji, do Galerii Dominikańskiej, a ja - na śmietnik. Żyliśmy w równoległych światach. Kiedy chciała pójść ze mną na kolację, to śmiałem się, że płacimy 50 złotych za coś, co mogłem przecież mieć za darmo.

Nie mówiła wprost, że jej to przeszkadza, ale ludziom trudno zaakceptować taki sposób życia. Nie chciałem sprawiać jej przykrości. Jeśli będzie chciała dostać diamentowy pierścionek, to kupię jej ten pierścionek. Sprawię jej radość, to dla mnie ważniejsze niż walka z kapitalizmem.

Chcę zarabiać, żeby utrzymać rodzinę, ale nie będę się zarzynał w tej pracy.

Dlaczego nie chcesz się przedstawić?

- Nie chcę, żeby szef dowiedział się, co robię po pracy. Wyobraź sobie: wynajmujesz na przykład prawnika, a później spotykasz go, jak wieczorem grzebie ci w śmietniku. I co myślisz? Zaufasz mu? Większość ludzi powie, że jest nienormalny. To nadal tabu, śmieci są brudne. Nie chce mi się tego tłumaczyć wszystkim klientom i współpracownikom. Łatwiej się dostosować, tak jest wygodniej.

Ja się tego nie wstydzę - wszyscy ważni dla mnie ludzie wiedzą, że grzebię w śmieciach. Ale teraz zarabiam, rozwijam się w pracy. Szkoda byłoby to stracić.

Szefowie nie grzebią w śmieciach?

- Wszyscy grzebią. Mój kolega, mały przedsiębiorca, chciał obdarować dzieci w rodzinie na święta, ale nie chciał wydawać pieniędzy. Pojechał ze mną na taki śmietnik, gdzie są zabawki i była paczka od Świętego Mikołaja.

Koleżanka, trzydziestoletnia matka i właścicielka firmy, była na zakręcie. Przychodzi do mnie i mówi: - Nie mam za co dzieciom obiadu zrobić. No to wziąłem ją na śmieci, w szpilkach, tipsach i błyszczącej kurteczce. I ona hasała rozanielona w tych szpilkach, wniebowzięta: tu sękacz, tam łosoś, boczniaki, mnóstwo jedzenia.

W kolejkach do śmietników spotykam różnych ludzi: biznesmenów, prawników, bezdomnych. Nie wdaję się w dyskusję, ale zamieniamy czasem kilka słów - gdzie już byli, dokąd warto pojechać. Później sam ubieram się w garnitur i czasem mijam te osoby na ulicy.

Odwracasz się?

- Uśmiecham się.

Co dzisiaj jadłeś?

- Mleko z płatkami owsianymi. Niestety, kupione. Te, które znajdowałem na śmietniku było fenomenalnie luksusowe, z orzechami i owocami, prawdziwe frykasy. Nie stać mnie na nie.

Freeganizm

To antykonsumpcyjny styl życia. Freeganie stawiają na społeczność, współpracę oraz dzielenie się - jako kontrast dla społeczeństwa opartego na materializmie, współzawodnictwie, konformizmie i zachłanności. Freeganizm obejmuje zarówno poszukiwanie żywności już wyrzuconej do śmieci, ale także proszenie o nadmiarowe i niepotrzebne towary, zanim zostaną one wyrzucone przez restauracje, sprzedawców z targowisk lub hipermarkety. Nazwa tego ruchu powstała w USA jako zbitka słów free - wolny, darmowy, i veganism - weganizm (jednak nie wszyscy jego członkowie są weganami czy wegetarianami).



Cały tekst: http://wroclaw.gazeta.pl/...l#ixzz3MU9J8Qnk
_________________
Zawsze sobie powtarzam: Trzeba patrzeć na światełko w tunelu. Może to nie pociąg jedzie.
weganizm udomowiony
weganizm udomowiony na Facebooku
Inspirujący wykład, który może zmienić Twoje życie - Gary Yourofsky
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - opowiadania