Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Mordobicie
Autor Wiadomość
eliwinter 
Guru Veg
wu-wei



Pomogła: 19 razy
Wiek: 43
Posty: 4388
Skąd: z dziupli
Wysłany: 2015-09-20, 11:16   

negatywne skutki całowania 8-)

https://www.facebook.com/...12837555416901/
_________________
Zawsze sobie powtarzam: Trzeba patrzeć na światełko w tunelu. Może to nie pociąg jedzie.
weganizm udomowiony
weganizm udomowiony na Facebooku
Inspirujący wykład, który może zmienić Twoje życie - Gary Yourofsky
 
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 53 razy
Posty: 2804
Wysłany: 2015-11-07, 18:53   

:sloneczko:

Jutro na gali w Las Vegas ok.godz.2:30 weganin Timothy Bradley stoczy walkę o tytuł mistrzowski federacji WBO z Brandonem Riosem
http://www.cyfrowypolsat....e3#.Vj3K8m4d3L0
BRADLEY: STAREGO PSA MOŻNA NAUCZYĆ NOWYCH SZTUCZEK
http://www.bokser.org/con...15720/index.jsp

pzdr.
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 53 razy
Posty: 2804
Wysłany: 2016-04-10, 12:30   

:sloneczko:

Timothy Bradley przegrał po zaciętej i pasjonującej walce z innym mistrzem Manny Pacquiao (bilans walk 1:2)
TRYLOGIA DLA PACQUIAO!
http://www.bokser.org/con...63042/index.jsp

pzdr.
 
 
powsinoga 
Veg przez duże V



Pomógł: 29 razy
Posty: 1927
Skąd: z dupy
Wysłany: 2016-04-15, 23:51   

Jutro mistrzostwa świata broni Krysztof Głowacki. Krzysio wygląda przy Cunninghamie mizernie.







I w ogóle sprawia wrażenie nieśmiałego lalusia, ale to niesamowity wojownik i twardziel. Polecam obejrzeć walkę z Huckiem, któremu odebrał pas. Pojedynek został uznany za walkę roku przez dwie ważne organizacje. Szóstą rundę można oglądać bez końca - niesamowity powrót po nokdaunie.



A tutaj nokaut, też oglądałem 50-100 razy. Powinno się otworzyć na 38. minucie.
 
 
powsinoga 
Veg przez duże V



Pomógł: 29 razy
Posty: 1927
Skąd: z dupy
Wysłany: 2016-04-28, 00:22   

- Nie lubię boksu i wszystkiego co jest z tym związane. Zamiast rozmawiać z takimi idiotami wolałbym siedzieć w domu z dziećmi. Boks mnie wkurza, ale jestem w nim tak cholernie dobry... Zarabiam dobre pieniądze nokautując kolejnych frajerów, a nawet nie prowadzę się jak sportowiec - mówił Fury zdejmując przy tym koszulkę i pokazując mocno zatłuszczony korpus. Po czym zwrócił się do swojego rywala - Powinieneś się wstydzić. Popatrz na mnie, nie potrafisz nawet pokonać tak grubej świni - krzyczał przy wielkim aplauzie kibiców oraz brytyjskich dziennikarzy. - Jestem wyraźnie bez formy, ale i tak znajdę sposób, by znów cię pokonać!

Kliczko nie wytrzymał - Pie...l się - powiedział, co akurat jemu praktycznie nie zdarzało się nigdy. - Cieszę się, że cię znokautuję na oczach twoich kibiców.






xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd xd
 
 
Degon 
Veg przez duże V



Pomógł: 23 razy
Posty: 1284
Skąd: vgvhj
Wysłany: 2016-04-28, 18:31   

Makrela niczym pisowskie Wiadomości ( XD )

„Kliczko nie wytrzymał. I, co bardzo rzadkie, dał się wyprowadzić z równowagi. W ostrych słowach nawiązał do słów Brytyjczyka na temat homoseksualistów i kobiet. - Ludzie oczekują, że mistrz świata wagi ciężkiej będzie trzymał jakiś poziom i godnie reprezentował ten piękny sport. A to, co gada Fury, mi się nie podoba. Te jego komentarze, ze np. homoseksualistów powinno się zamykać w więzieniach, ze kobiety powinny siedzieć w kuchni... Czy miał też na myśli Eltona Johna i swoją królową? Wszystkim tym, którzy mają takie same poglądy i Tobie Fury mówię: pi....się! - stwierdził Kliczko.” http://www.sport.pl/boks/...cz-pokonal.html
_________________
"A Degon noge da"*

*autor tegoż genialnego palindromu pozostaje nieznany
Ostatnio zmieniony przez Degon 2016-04-28, 18:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
powsinoga 
Veg przez duże V



Pomógł: 29 razy
Posty: 1927
Skąd: z dupy
Wysłany: 2016-04-28, 19:19   

Wiem, ktoś pod artykułem sprostował, nie poprawiałem, bo sednem były zdjęcia i wygłupy Fury'ego.
Ostatnio zmieniony przez powsinoga 2016-04-28, 19:21, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
orzechova 
Guru Veg
żółtodziób



Pomogła: 45 razy
Wiek: 28
Posty: 4438
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2016-04-29, 09:29   

mam nadzieję, że klocek dostanie łomot :twisted:
_________________
kiełkuj zielonym do góry! :)
 
 
Tequilla 
Veg Do Potęgi
wujek dobra rata



Pomógł: 23 razy
Wiek: 40
Posty: 3568
Skąd: Byt GoGo
Wysłany: 2016-06-04, 09:57   

świeczka dla wciąż najlepiej znanego pięściarza w historii [*]

napisał/a:


Boks. Nie żyje Muhammad Ali, Największy pięściarz w historii

Przez 20 lat fruwał jak motyl, a żądlił jak pszczoła. Jako jedyny bokser w historii trzy razy zdobył tytuł mistrza świata wszechwag. Zmarł w piątek w wieku 74 lat, po ciężkiej chorobie, z którą walczył przez trzy dekady. - Bóg dał mi chorobę, żeby mi przypomnieć, że nie jestem numerem jeden. On jest - mówił Muhammad Ali.
- Wstrząsnąłem światem! Jestem największy, jestem królem! - tymi słowami Ali ogłosił swoje panowanie 25 lutego 1964 roku. Wtedy, jeszcze jako Cassius Clay, tak bardzo zbił Sonny'ego Listona, że pięściarz broniący mistrzowskiego pasa poddał się po szóstej rundzie. A poddawać się bardzo nie chciał.

Motyl pobił niedźwiedzia

Mający za sobą pięć lat odsiadki, związany z mafią Liston uchodził za tak groźnego człowieka, że w kilku stanach nie pozwalano mu wchodzić do ringu. Jednak pretendent, który po zdobyciu olimpijskiego złota w Rzymie w 1960 roku (w finale pokonał Zbigniewa Pietrzykowskiego), wygrał komplet swych 19 walk po przejściu na zawodowstwo, nie zamierzał się bać. Zapowiadał, że wystrzeli mistrza w kosmos, nazywał go wielkim, brzydkim niedźwiedziem, a na sparingach ubierał kolegę w niedźwiedzie futro, by pokazać, jak pobije rywala. Listona rozeźlił do tego stopnia, że ten obiecał wbić mu szczękę w mózg. Na wypadek gdyby miał z tym problem, do ringu wziął ze sobą nie tylko bokserskie rękawice. W trzech pierwszych rundach Clay fruwał jak motyl, żądlił jak pszczoła (tym powiedzonkiem zachwalał samego siebie przez całą karierę), więc przed czwartą rywal postanowił go oślepić. "- Nic nie widzę, nasączyli czymś rękawice! - krzyczał Cassius" - wspominał później jego trener Angelo Dundee. Clay był niemiłosiernie obijany przez dwie rundy, ale gdy przed szóstym starciem w narożniku przemyto mu oczy, wrócił i zniszczył rywala.

10 dni po tej walce nowy mistrz świata przystąpił do "Nation of Islam", radykalnego odłamu czarnoskórych Amerykanów prowadzonego przez Malcolma X i Elijaha Muhammada. Na cześć pierwszego zmienił nazwisko na Cassius X, a gdy Elijah przezwał go "Ali", został Muhammadem Alim.

Nie mam nic do Wietkongu

Rok później w rewanżowym starciu z Listonem znokautował go już w połowie pierwszej rundy. Wtedy naprawdę był królem świata. Broniąc pasa, zdmuchnął z ringu 10 kolejnych przeciwników. - Jestem tak szybki, że gdy zeszłej nocy zgasiłem w swoim pokoju światło, byłem w łóżku, zanim zrobiło się ciemno - przechwalał się. - Nie jestem największy, ale podwójnie największy, bo nie tylko wszystkich nokautuję, ale wybieram rundę, w której to robię - dodawał. - Jeżeli nawet tylko śnisz o pokonaniu mnie, lepiej się obudź i przeproś - radził rywalom.

"Największy" przyjaźnił się z innymi gwiazdami ówczesnego świata - Elvisem Presleyem czy muzykami The Beatles. - Trudno być skromnym, gdy jest się tak wielkim jak ja - mówił. A że pewnie szedł po sukces, stał się wzorem dla uciśnionych, czarnoskórych Amerykanów. - Nie będę leciał 10 tysięcy mil od domu po to, by pomóc zamordować kolejny biedny naród i przyłożyć się do przedłużenia dominacji białej rasy panów nad ludźmi o ciemniejszym kolorze skóry - tłumaczył, gdy powołano go do odbycia służby wojskowej i chciano wysłać do Wietnamu. - Nie mam nic do Wietkongu, żaden Wietnamczyk nigdy nie nazwał mnie czarnuchem. Nie Chińczyk, Wietnamczyk czy Japończyk, tylko wy jesteście moimi wrogami. Przecież czarnuchy w Louisville [tam się urodził i wychowywał] są traktowane jak psy. Bez powodu odmawia im się podstawowych praw ludzkich - powtarzał, podkreślając, że prawdziwym problemem Ameryki jest dyskryminacja rasowa, a nie Wietnam.

Jak się nazywam?

Sąd z jego argumentami się nie zgodził i za odmowę służby wojskowej skazał go na karę więzienia w zawieszeniu. Z tego powodu od 1967 do 1970 roku Ali nie mógł walczyć.

Przed trzyletnią abdykacją, podczas której nowym królem został Joe Frazier, Ali pożegnał się z ringiem w sposób, który wszyscy dobrze zapamiętali. Jego przedostatni rywal, Ernie Teller, podczas ważenia prowokacyjnie nazwał go Clayem. Nieroztropnie poszedł za częścią mediów, które nie szanowały życiowej drogi Alego. "Jak się nazywam?!" - pytał mistrz nazajutrz, okładając przeciwnika w ringu w taki sposób, by go nie znokautować, tylko przeczołgać przez pełen dystans 15 rund.

Dziewczynka ze złamaną szczęką

Później miał przyjść czas na odebranie korony Frazierowi. "Walka stulecia" odbyła się 8 marca 1971 roku w nowojorskiej Madison Square Garden. Starcie dwóch niepokonanych pięściarzy wygrał Frazier. Na punkty, choć w ostatniej, 15. rundzie, bodaj najsłynniejszym w historii boksu lewym sierpowym, rzucił prowokującego go przez całe starcie Alego na deski. Tym ostatecznie przekonał do siebie sędziów.

W drodze do rewanżu Ali w dwa lata wygrał 10 walk, aż na jego drodze stanął Ken Norton. "Największy" po wielu walkach podkreślał, że ma "buźkę jak dziewczynka". Po tej miał złamaną szczękę. Żądza odwetu pomogła mu zemścić się już za pół roku. A po pięciu kolejnych miesiącach Ali wrócił do Madison Square Garden, by dopaść Fraziera. Zrobił to, ale mistrzostwa nie odzyskał, bo pas należał już wtedy do Georga Foremana.

Bijatyka w dżungli

W legendarnej "Rumble in the jungle", która odbyła się w październiku 1974 roku na stadionie w Kinszasie, Foreman miał skończyć karierę Alego. Przez siedem rund 60 tys. ludzi na trybunach (zainteresowanie było ogromne, mimo że walkę rozpoczęto o czwartej nad ranem, chcąc pokazać ją w najlepszym czasie oglądalności w USA) śledziło - wydawałoby się - egzekucję byłego mistrza, któremu kibicowali z racji jego afrykańskich korzeni. Ali unikał wielu potężnych ciosów, sprytnie opierając się o liny, ale też mnóstwo uderzeń przyjął, z rzadka na nie odpowiadając. Kiedy dostrzegł, że Foreman zmęczył się biciem, ruszył do kontrataku i przy Zairczykach wrzeszczących "Ali, zabij go", znokautował mistrza. - Nigdy nie spotkałem w ringu tak odważnego, sprytnego, inteligentnego, po prostu wybitnego zawodnika jak Ali - powiedział później Foreman. W odpowiedzi Ali zmienił sposób patrzenia na rywala i dwaj królowie zostali przyjaciółmi. W 1996 roku, gdy poświęcony im film dokumentalny "Gdy byliśmy królami" został nagrodzony Oscarem, obaj pojawili się na scenie. Foreman pomógł na nią wejść Alemu, który wtedy już mocno cierpiał z powodu choroby Parkinsona.

- Człowiek, który w wieku 50 lat postrzega świat tak jak wtedy, gdy miał 20 lat, zmarnował 30 lat życia - słusznie zauważył Ali.

Rok 1996 był dla niego szczególny z jeszcze jednego powodu. To jemu przypadł bowiem zaszczyt zapalenia znicza olimpijskiego podczas ceremonii otwarcia igrzysk w Atlancie.

Thriller bez zwycięzcy

Na takie zaszczyty "Największy" pracował jeszcze kilka dobrych lat po pamiętnej walce z Foremanem. W październiku 1975 roku w stolicy Filipin Manili po raz trzeci w karierze zmierzył się z Frazierem. W 40-stopniowym upale rozegrała się prawdopodobnie najlepsza pięściarska walka w historii, znana jako "Thriller in Manila". Były mistrz miał jeden cel - zniszczyć pajaca i błazna, jak mówił o Alim. I choć po pierwszej, wygranej, walce trzy tygodnie wracał do zdrowia w szpitalu, tym razem postanowił dać z siebie jeszcze więcej. - Nigdy nie byłem tak blisko śmierci. Chciałem się poddać - mówił później Ali. Po 11. rundzie nie pozwolił mu tego zrobić trener Dundee. Po 14. starciu z zaplanowanych 15. Fraziera poddał jego szkoleniowiec. Nie miał wyjścia - zawodnik przestał widzieć, bo po setkach bomb posłanych przez Alego całkowicie zapuchły mu oczy.

Ali wygrał, ale zwycięzcy nie było. Jego lekarz, Ferdie Pacheco, stwierdził po latach, że to po tej walce zaczęły się neurologiczne problemy mistrza.

Superman? Nie, człowiek

Nigdy później tak wielki jak w Manili Ali już nie był. Owszem, gdy stracił pas, przegrywając z Leonem Spinksem, szybko odebrał mu go w świetnym stylu i przeszedł do historii jako jedyny bokser, który zdobywał mistrzostwo wszechwag trzy razy. Ale po tym, jak tego dokonał, nie wytrwał w postanowieniu o zakończeniu kariery. Wrócił po dwóch latach i przegrał ze swym byłym sparingpartnerem, a wówczas już mistrzem, Larrym Holmesem. Ten nie chciał bić dawnego mentora, wreszcie - w 10. rundzie - zareagował narożnik Alego.

To była jedyna porażka najlepszego boksera w historii przed czasem. Czy najdotkliwsza? Mistrz lubił żartować, że najcięższą walkę w karierze stoczył ze swą pierwszą żoną (miał cztery żony i dziewięcioro dzieci).

W sumie i na zawodowym, i na amatorskim ringu przegrał po pięć razy (wygrał 100 walk amatorskich i 56 zawodowych). Ostatnią porażkę poniósł w grudniu 1981 roku. Trevorowi Berbickowi uległ na punkty. Wtedy miał już duże problemy z szybkością i początki problemów z mówieniem.

- Mam chorobę Parkinsona. Gdybym cieszył się doskonałym zdrowiem, gdybym wygrał swoje dwie ostatnie walki, gdybym nie miał kłopotów, ludzie baliby się mnie. Teraz mi współczują. Myśleli, że byłem supermanem. Teraz mogą powiedzieć: on jest człowiekiem, takim jak my. Też ma problemy - mówił. Miał rację.

_________________
Wyśmiewam tylko głupotę, ale że jest jej wszędzie pełno, śmieję się cały czas

cat bless you

 
 
Degon 
Veg przez duże V



Pomógł: 23 razy
Posty: 1284
Skąd: vgvhj
Wysłany: 2016-06-05, 15:20   

(Lewicowy) Obama jaki zachwycony tym zmarłym bokserem:
"Na temat jego wkładu w kulturę Stanów Zjednoczonych wypowiedział się nawet prezydent, Barack Obama: ‘Jego zwycięstwa i historia pozwoliły Ameryce stać się państwem, jakie dzisiaj znamy’.”

Tu przykład wkładu tego boksera w kulturę (wyborcy Razem niech się lepiej przytrzymają krzeseł):


Zachwycanie się wyszczekanym, acz głupiutkim bokserem (jak to u bokserów) uprawiającym głupawy „sport”. Zresztą żeby samemu przejść na islam (mając świadomość ilości bestialstw zawartych Koranie, który to chyba musiał przeczytać) trzeba mieć nieźle bertet zryty.
(wstąpił sekty Malcoma X (czarnego rasisty), radykalnej sekty czarnych muzułmanów Nation of Islam)

Oczywiście z biologii pała (zresztą wątpię, że on w ogóle chodził na lekcję biologii kiedykolwiek), mieszanie pojęć rasy i gatunku.

Dobry komentarz pod filmikiem:
„Wracając do mojego pierwotnego komentarza chodziło mi o to, że porównywanie ludzi różnych ras do ptaków różnych gatunków (i z różnych rzędów jak gołębie i drozdy) jest wyrazem kompletnej ignorancji i braku podstawowej wiedzy nt. taksonomii. Nie wchodząc w zawiłości genetyczne, a jedynie trzymając się systematologii "pokrewieństwo" między gołębiami, a drozdami jest równie bliskie co między ludźmi, a np. psami czy delfinami. Jest to więc zupełnie nie trafiona analogia.”

[ Dodano: 2016-06-05, 15:44 ]
Aaa… i jedna z jego złotych myśli:
„Nie mam szacunku dla mężczyzny, który nie odda ciosu. Zabiłeś mi psa? Lepiej schowaj swojego kota”.
_________________
"A Degon noge da"*

*autor tegoż genialnego palindromu pozostaje nieznany
Ostatnio zmieniony przez Degon 2016-06-05, 15:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
krzysztof
Veg Do Potęgi


Pomógł: 53 razy
Posty: 2804
Wysłany: 2017-03-26, 13:16   

:sloneczko:

Niestety ale przed trzema tygodniami przegrał po powrocie weganin D.Haye:
KONTUZJOWANY HAYE PRZEGRAŁ Z BELLEW PO HEROICZNYM BOJU!
http://www.bokser.org/con...11032/index.jsp
Cytat:
Ależ to była walka. Niedoceniany Tony Bellew (29-2-1, 19 KO) podczas gali w Londynie pokonał przez poddanie w jedenastej rundzie Davida Haye'a (28-3, 26 KO), choć wydaje się, że "Hayemaker" bardziej niż z rywalem, przegrał ten pojedynek z własną kontuzją.

Dużo w ostatnich dniach mówiło się o tym, że pojedynek może ostatecznie nie dojść do skutku ze względu na rzekomą kontuzję ścięgna achillesa Haye'a, jednak sam zainteresowany zapewniał, że wszystko jest w porządku i zgodnie z planem wyszedł dziś do ringu w O2 Arenie. Z perspektywy czasu wydaje się jednak, iż nie był to najlepszy pomysł, a Brytyjczyk może sobie teraz za tę decyzję pluć w brodę.

Atmosfera w hali była niezwykle gorąca, a obaj pięściarze weszli do ringu niesamowicie pewni siebie. Od początku walki Haye wyraźnie polował na jeden potężny cios, który miał ściąć rywala z nóg. Bellew boksował jednak bardzo spokojnie i konsekwentnie, udanie przepuszczając mocne uderzenia swojego przeciwnika, niejednokrotnie efektownie wpuszczając go też w liny.

Pojedynek przez pierwsze kilka rund był dość wyrównany, choć optyczną przewagę miał wywierający nieustanną presję i walczący w charakterystycznym dla siebie nonszalanckim stylu "Hayemaker". Wszystko zmieniła runda siódma, w której to David w czasie jednej z ringowych wymian źle postawił nogę i prawdopodobnie odnowił kontuzję achillesa. Były mistrz świata królewskiej dywizji nie zdecydował się jednak poddać walki, tylko dzielnie starał się kontynuować potyczkę, robiąc dobrą minę do złej gry. Kulejący Haye od tamtej pory ograniczył ruchy do absolutnego minimum i właściwie do końca walki toczył bitwę o pozostanie w grze, opierając się na linach i licząc na jeden, szczęśliwy, kończący cios.

Bellew atakował, zadawał masę ciosów, lecz często pudłował, a jego uderzenia jeśli już dochodziły do celu, to zdawały się nie robić większego wrażenia na oponencie. W końcowej fazie walki obaj pięściarze byli już skrajnie zmęczeni, ale z wiadomych powodów to wciąż Tony był stroną wywierającą presję i dążącą do zakończenia walki przed czasem. Ostatecznie udało mu się to w rundzie jedenastej, kiedy zachwiał rywalem lewym sierpowym, a ten wyleciał za liny. Haye co prawda próbował wrócić na ring, ale w tym samym momencie z jego narożnika poleciał ręcznik na znak poddania. Pojedynek heroiczny, dramatyczny i emocjonujący. Kibice zgromadzeni w O2 Arenie na pewno nie byli zawiedzeni.
BELLEW WALCZYŁ ZE ZŁAMANĄ RĘKĄ. HAYE OPUŚCIŁ SZPITAL
http://www.bokser.org/con...31438/index.jsp
Cytat:
Nie tylko David Haye (28-3, 26 KO) boksował z kontuzją. Tony Bellew (29-2-1, 19 KO) zdradził, że już na początku walki, która odbyła się w Londynie, złamał rękę.

Niespodziewany zwycięzca stwierdził, że urazu nabawił się w drugiej lub trzeciej rundzie. - Ale nie czuję bólu. Jedyne, o czym mogę myśleć, to moja wygrana - powiedział.

Jego rywal od szóstej rundy walczył z kontuzją ścięgna Achillesa. Po walce został zabrany do szpitala, z którego już go wypisano. Były obawy, że będzie potrzebna operacja, ale na razie obyło się bez niej. 36-latek ma teraz odpoczywać i w domu wracać do zdrowia.

Problemy ze ścięgnem "Hayemaker" miał już przed walką. Bellew wyjawił, że i on nie przystępował do pojedynku w hali O2 Arena całkowicie sprawny.

- Miałem problemy z kolanem, ale ludzie nie chcą tego słuchać. Dlatego od początku pytałem Haye'a, czy wszystko z nim w porządku. I uwierzcie mi, że przez cztery rundy było - oznajmił bokser z Liverpoolu


pzdr.
 
 
Degon 
Veg przez duże V



Pomógł: 23 razy
Posty: 1284
Skąd: vgvhj
Wysłany: 2017-05-03, 10:41   

_________________
"A Degon noge da"*

*autor tegoż genialnego palindromu pozostaje nieznany
 
 
Surri 
Żona Admina
Pizdata


Pomogła: 67 razy
Wiek: 31
Posty: 10636
Skąd: Kraków
Wysłany: 2017-09-06, 11:52   

https://sportowefakty.wp.pl/mma/709242/ojciec-madzi-odnalazl-sie-w-anglii-tam-stoczyl-pierwsza-walke-w-mma
_________________
Śpieszmy się kochać mężczyzn oni tak szybko tyją!

Połykaj z Surri
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


Forum o numerów identyfikatorów dotpay Hotel centrum łódź ochrona danych osobowych audyt płatności online