Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Bicie dzieci , klapsy

Czy uażasz ,ze tzw klaps to dobra i skuteczna metoda wychowacza?
Tak
11%
 11%  [ 7 ]
Nie
88%
 88%  [ 54 ]
Głosowań: 61
Wszystkich Głosów: 61

Autor Wiadomość
arahja 
Veg Do Potęgi
jestę bucą



Pomogła: 33 razy
Wiek: 30
Posty: 2207
Skąd: brno
Wysłany: 2015-09-08, 21:21   

filifjonka napisał/a:
A ten artykuł jest tak denny, że przerwałam po kilku pierwszych akapitach.


Już drugi dzień go w elaboratach komentuję. Co do pointy - full agreement. Sprzeczności i mieszanie mułu od spodu.
_________________
http://czeski-sen.blogspot.cz/
 
 
filifjonka 
Veg przez duże V
powered by plants



Pomogła: 37 razy
Wiek: 30
Posty: 1939
Skąd: dupa
Wysłany: 2015-09-08, 21:42   

No coś mi skakało po fejsie, ale ignorowałam.

Straszny ból dupy.

[ Dodano: 2015-09-08, 22:50 ]
Tu też mi wystarczył jeden akapit żeby przekonać się do tekstu, więc wstawiam odpowiedź:
http://www.blogojciec.pl/...agamy-wnioskow/

Cytat:
Czy dzieci to pierdoły?
Przeczytałem właśnie artykuł pt. „Dzieci pierdoły. Hodujemy zombie, które nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają”, o tym jak to obecne dzieci mają dwie lewe ręce, bo są „chowane pod kloszem”. I jak to kiedyś było dobrze, bo jak chłopak dostał wpierdziel od silniejszego kolegi, to się mu mówiło, żeby się nie mazgaił i był mężczyzną. I jak to było cudownie, że nie było zakazów, bo można było skakać na główkę w niebezpiecznych miejscach i nikomu nic się nie stało (no przynajmniej autor artykułu nikogo takiego nie zna, a że jest (przynajmniej w swoim mniemaniu) największym na świecie autorytetem w tej kwestii, to nie ma co dyskutować). I im bardziej się zagłębiam w ten artykuł, tym więcej absurdów widzę, a jednocześnie zauważam mnóstwo osób, które się tą idiotyczną grafomanią zachwycają. Dlatego postanowiłem rozłożyć to na czynniki pierwsze dwie rzeczy: dlaczego autor się myli i dlaczego tak bardzo.

Cały artykuł do przeczytania tutaj.

Obozy przetrwania czy obozy luksusu?
Najpierw mamy porównanie obecnych obozów, z obozami, które miały miejsce kilkadziesiąt lat temu. Jak to kiedyś był survival, a teraz mamy wszystko podane na gotowo. Tu jednak niewiele mogę skomentować, bo to nijak wina rodziców, a kwestia wymogów sanepidu. Dlatego lecimy dalej:

„– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy.”

Moja córka była w tym roku na czterech obozach/wyjazdach. I to prawda, że miała ze sobą telefon, ale dzwoniła może ze dwa razy, bo miała lepsze rzeczy do robienia. Bo się świetnie bawiła, chodząc po lasach czy pływając w morzy. A na zdecydowanej większości takich wyjazdów, jest zakaz zabierania tabletów, więc może wystarczy wybrać odpowiednie obozy?

A co do matek, które skarżyły się na tragiczne warunki higieniczne na obozach. Mój pięciolatek był w ubiegłym roku na kolonii (bez rodziców – patologia, nie?) i wrócił brudny jak nigdy, bo zawsze jak się myli, to on już spał. Przeżył? Przeżył. Wrócił? Wrócił. I był szczęśliwy jak nigdy w życiu.

Dzieci lasu
„[Były harcmistrz] Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał. Teraz jest psychoza, więc na wszelki wypadek dzieci do lasu nie wysyła się w ogóle, dlatego przerażają je pająki, komary czy osy, a z grzybów znają tylko pieczarki.”

Nie wiem o jakich dzieciach on mówi, ale moje dzieci i jagody i grzyby w lesie zbierają. Tak, ten czteroletni też. A pająki to raz hodowali za oknem, bo chcieli, żeby im komary zjadały. Zresztą całkiem sensowny plan, trzeba przyznać.

Chorobliwe dzieci
„Dziś na lekki ból gardła dzieciaki dostają antybiotyki, a po złamaniu palca zwolnienie na cały rok z WF.”

Mam trójkę dzieci i jedyny antybiotyk mój syn dostał, jak sobie rozciął kolano i wdało się zakażenie. A rozciął je łażąc po drzewie. To tak w kwestii braku ruchu.

Bo bicie jest podstawą wychowania
„Nikt mu [harcmistrzowi] nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś.”

I prawidłowo, że nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo lekcje powinny odrabiać dzieci. Tutaj całkowicie popieram Natalię. Jednak bicie za błędy ortograficzne dziecka z dysORTOgrafią (dysgrafia jest wtedy, gdy brzydko piszemy – następnym razem polecam autorowi odrobić zadanie domowe), jest jak bicie głuchego dziecka, żeby lepiej słyszało. Zwyczajnie głupie i nieodpowiedzialne.

Ryzykowaliśmy życiem i było świetnie
„Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił.”

Uwielbiam to. Uwielbiam podawanie jednego przykładu i tworzenie z tego reguły. W takim razie polecam autorowi, tudzież harcmistrzowi zagranie w rosyjską ruletkę kilkadziesiąt razy. Ja zagrałem raz i przeżyłem, więc strachu nie ma, prawda?

Być mężczyzną, to brzmi dumnie
„Gdy dostałem manto od silniejszego zabijaki z podwórka i wróciłem zapłakany do domu, ojciec powiedział, żebym się nie mazgaił, bo mężczyzna musi stawiać czoła przemocy. Siłą. Czasami przegram, czasami wygram, ale takie jest życie. A następnego dnia pojechaliśmy do klubu sportowego, gdzie zapisał mnie na boks.”

O ile jak najbardziej popieram ideę zapisania dziecka na boks, po takiej sytuacji, o tyle pisałem już jak naprawdę działają słowa „bądź mężczyzną”. Niestety statystyki są nieubłagane i aż dziewięciu mężczyzn w Polsce każdego dnia popełnia samobójstwo. Chcemy zwiększyć tą ilość?

Pokolenie gnijących niedorajdów
„W domach gniją całe pokolenia niedorajdów, włącznie z trzydziestolatkami, przekonanymi, że guzika w koszuli nie da się przyszyć bez certyfikatu krojczego. I nie jest to pusta konstatacja autora tego tekstu w myśl przekonania każdego dorosłego, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wyniki naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było.”

Dokładnie tak jest. Tylko, że autor zupełnie zapomina, że Ci wszyscy nieudacznicy i te wszystkie życiowe niedorajdy, wychowały się w rodzinach, które postępowały DOKŁADNIE tak, jak radzi autor. To właśnie podążanie za radami takich pseudopsychologów, którzy nie mieli zielonego pojęcia o tym jak się rozwija dziecięcy mózg, doprowadziło do obecnej patologii i czterdziestoletnich dzieci, żyjących na garnuszku rodziców.

Sprawność ruchowa
„30 lat temu dzieciaki były znacznie bardziej sprawne niż ich rówieśnicy obecnie.”

Tutaj następuje przybliżenie tego, jak to we wszystkim obecna młodzież jest gorsza. I na pewno te statystyki nie kłamią, bo śmieciowe jedzenie i uzależnienie od ekranu, zbiera swoje żniwo. Ale to jeszcze nie znaczy, że każde dziecko obecnie jest mniej sprawne, niż dzieci 30 lat temu i że ogólnie mamy usiąść i płakać. Moje dzieci spędzają na zewnątrz tyle samo czasu co ja, a i zabawy mają podobne, więc nie rozpaczałbym zbyt mocno.

Świat jednorazówek
„Podczas zeszłorocznych wykładów w The Royal Institution w Londynie prof. Danielle George z Uniwersytetu w Manchesterze przedstawiła badania, z których wynika, że młodzi, ale już dorośli ludzie stali się uzależnieni od gotowych rozwiązań technologicznych oferowanych przez rynek. W przypadku domowej awarii nawet nie próbują sami naprawić zepsutego kontaktu czy przerwanego kabla odkurzacza. Ba, większość z nich uważa, że urządzenia „po prostu działają”, i nie ma pojęcia, co robić, jak się coś z nimi stanie. Najczęstszymi rozwiązaniami są wezwanie na pomoc specjalistycznej firmy albo wymiana niedziałającego urządzenia na nowe. Kto bogatemu zabroni, ale problem polega na tym, że pytani przez badaczy, czy pomyśleli o naprawie, przylutowaniu zerwanego kabelka, nie zdawali sobie nawet sprawy, że tak można. Pochłonął ich świat jednorazówek.”

To już w ogóle jest oderwane od Polskiej rzeczywistości. U nas naprawia się wszystko, nawet to, co lepiej by było wyrzucić i za grosze kupić nowe. Niemniej rozumiem manipulacyjną próbę wciśnięcia tego eksperymentu – pasował do tezy, więc kto by się przejmował rzetelnością dziennikarską.

Wadliwa edukacja
Później następuje narzekanie na obecną edukacje, które akurat jest trafne, bo rzeczywiście idzie to wszystko w złą stronę i uczymy nieżyciowych umiejętności, skupiając się na kolejnych nieprzydatnych dyplomach. Ale po raz kolejny, nie można za to winić rodziców, co próbuje zrobić autor, tylko system edukacji. Niestety autor po raz nasty w artykule, na podstawie dobrych założeń, wyciąga zupełnie nietrafione wnioski i sugeruje, że ma to związek z tym, że ciągle chwalimy dzieci, a nie krytykujemy ich. Otóż jest to tylko częściowo prawda panie autorze. Ale do tego jeszcze wrócimy.

Ból to najlepszy nauczyciel
„Dzieciom zakłada się kaski, gdy jadą rowerem czy na nartach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie – gdy zakładają rolki. Przy jeździe konnej modne stały się żółwiki, czyli ochraniacze na kręgosłup. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Zapomina się jednak przy tym o najważniejszym – o zrozumieniu przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi nierozważnie, powinno zaboleć, bo ból ostrzega i uczy. Jeśli postąpi głupio, powinno zaboleć mocno i boleć długo, bo ból to najlepszy nauczyciel. Ale nie zaboli w ogóle, bo są środki ochronne. A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już śmierć.”

Czyli aby nauczyć dzieci życia, mam ryzykować ich zdrowiem? I życiem? Mam nie zakładać dziecku kasku, żeby przy wypadku rozwaliło sobie głowę i wylądowało na pogotowiu? Wtedy dopiero się nauczy? Bo dzieci to są skończone debile, które nie rozumieją jak się do nich mówi? Ból to najlepszy nauczyciel? Który to mamy? XIX wiek? Czy naprawdę takie zacofane umysły jeszcze istnieją? Przecież głoszenie takich twierdzeń powinno być karane, bo to jest wręcz nawoływanie do ryzykowania życiem osoby od nas zależnej.

Zresztą czy gdy mamy kask, to uderzenie przy wypadku nie boli? Polecam zatem panu autorowi sprawdzenie tej tezy. Może też się coś wówczas poprzestawia i wskoczy na właściwe miejsca.

Zakazy i nakazy
„– Mnożenie zakazów i nakazów sprawia, że młodzi ludzie nie potrafią sami sobie wyznaczać granic. Nie rozumieją konsekwencji swoich czynów, nie mają kontroli nad swoim zachowaniem i postępują bezrefleksyjnie.”

Bardzo prawidłowe wnioski. Dlatego też nie powinniśmy dzieciom nakazywać uczenia się ortografii pod groźbą, jak to sugeruje autor (i sam sobie w tym miejscu zaprzecza). Bo one się muszą same nauczyć czego mogą, a czego nie. My możemy im ewentualnie doradzać i tłumaczyć, dostosowując wyzwania do wieku. I dzięki temu, że dziecko mając siedem lat, spadnie z drzewa, to mając tych lat naście, nie zrobi sobie większej krzywdy. Więc jak najbardziej popieram brak zakazów i nakazów, poza tymi, które chronią przed utratą życia lub zdrowia („oczywiście kochanie, idź pobiegać sobie po autostradzie. W końcu masz już trzy lata”)

Rodzic helikopter
„I do tego ta nieustająca nadopiekuńczość. Ostatnie badania wskazują, że już 43 proc. Polaków mieszka razem z rodzicami, a w wielu przypadkach powodem nie są wcale problemy finansowe. Tak czują się bezpieczniej, wolą pozostać pod rodzicielskim parasolem. Gdy byli mali, rodzice mówili: nie biegaj, bo się wywrócisz i stłuczesz kolano, do szkoły nosili za nich ciężkie tornistry, a teraz mówią: nie pracuj, masz jeszcze czas, my ci pomożemy. Takie ograniczanie samodzielności u dorosłego człowieka to dramat, bo on nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i innych. Rezygnuje z podejmowania wyzwań w imię trwania w sferze komfortu – przestrzega prof. Joanna Moczydłowska.”

Ja sądzę, że ten oryginalny tekst wygląda na prawdziwy, bo właśnie takie fajne i prawdziwe fragmenty są przeplatane z pozostałymi, które są wierutnymi bzdurami. W tym fragmencie, po raz kolejny nie pozostaje mi nic, tylko przyklasnąć, bo to jest idealny przykład rodzica helikoptera czy rodziców typu curling. I trzymajcie takich rodziców ode mnie z daleka.

Chwalenie czy niechwalenie?
„W USA według sondażu przeprowadzonego przez Columbia University aż 85 proc. rodziców wierzy, że trzeba wmawiać dzieciom, iż są inteligentne, i chwalić je na każdym kroku. Tymczasem – jak przekonuje psycholog Carol Dweck – to błąd wychowawczy. Przez 10 lat badała osiągnięcia uczniów kilkunastu szkół w Nowym Jorku. Z jej eksperymentów i analiz wynika, że dzieci, które po udanym rozwiązaniu testu były chwalone za mądrość i zdolności, szybciej osiadały na laurach i unikały kolejnych wyzwań, niż te, u których doceniano wysiłek i ciężką pracę w osiągnięcia sukcesu. Te „mądre z natury” bały się porażki przy trudniejszych zadaniach, bo podważałaby one ich wysoką samoocenę. Nie chciały się przekonać, że jednak nie są tak inteligentne, jak uważa otoczenie. A jak już podejmowały ryzyko i skończyło się to niepowodzeniem, rezygnowały z dalszych prób, by nie pogłębiać poczucia przegranej. Te zaś, których sukces był skomentowany jako efekt ciężkiej pracy, dużo chętniej sięgały po bardziej skomplikowane zadania, a niepowodzenie tylko motywowało je do dalszej pracy.”

I po raz kolejny: tak, chwalenie jest złe. Tak samo jak krytykowanie. To docenianie ciężkiej pracy, jest tym, co powinniśmy robić. Cały akapit jest bardzo dobry, a ja pisałem już o tym w tekście Pięć słów, które wszystkie dzieci chcą usłyszeć.

Wychowywanie bezstresowe – bo żaden tekst o wychowaniu nie jest pełny bez tego
„Amerykański psycholog społeczny, prof. Roy F. Baumeister z Uniwersytetu Stanowego Florydy, mówi wprost, że bezstresowe wychowanie prowadzi do spadku motywacji. Porównując zachowanie uczniów USA z rówieśnikami z Japonii i Chin, gdzie rodzice i nauczyciele stosują kary cielesne za złą naukę, doszedł do wniosku, że to właśnie stres i strach zwiększają szansę na osiągnięcie celów. Zaś sztuczne wzmacnianie u dzieci poczucia własnej wartości i puste pochwały powodują, że gdy dorastają, nie radzą sobie nawet z niewielkimi porażkami. Utożsamiają je z własnymi słabościami – przecież wszyscy są ponoć równi i każdego stać na wszystko – czują się oszukani i odreagowują niepowodzenia agresją.”

Ja naprawdę jestem w stanie zrozumieć, że głupiutki nastolatek, któremu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy, może uważać, że istnieją tylko dwa rodzaje wychowania – wychowanie przemocą i wychowanie bezstresowe. Ale poważny amerykański psycholog społeczny? To wzbudza pusty śmiech i tylko dodatkowo pokazuje totalną ignorancję autora oraz zupełną nieznajomość tematu, który postanowił skomentować. Wstyd, panie autorze. Wstyd.

Tutaj można przeczytać o czterech rodzajach wychowania, a podejrzewam, że jeszcze kilka by się znalazło.

Wychowanie bez stresu ciąg dalszy
„Przez ostatnie lata – kontynuuje prof. Baumeister – tysiące naukowych prac rozwodziły się w samych superlatywach nad pozytywnymi skutkami wychowywania bez stresu, budowania w młodych poczucia własnej wartości i wysokiej samooceny, traktowanych jako lekarstwo na całe zło dojrzewania.”

Pokażcie mi te badania. Proszę, przestańcie się ośmieszać i je pokażcie. Błagam. Najlepiej jakieś oparte o nasze polskie społeczeństwo.

„Tymczasem dzisiaj okazuje się, że jest odwrotnie. Przez te lata wyhodowaliśmy „praise junkie”, uzależnionych od pochwał, którzy w zderzeniu z rzeczywistością nie umieją sobie z tym poradzić i reagują agresją z powodu zbyt wysokiego mniemania o sobie. – Ta konkluzja to największe rozczarowanie nauki w mojej karierze – przyznaje profesor Baumeister.”

Szok i niedowierzanie. Naprawdę nie dało się tego przewidzieć?

Społeczeństwo ma problemy. Jaka jest przyczyna?
„Niespełnione nadzieje i wzajemne nierozumienie w tak powszechnym rozmiarze czynią społeczeństwo słabym. Zamiast leczyć przyczyny, ludzie wybierają antydepresanty, zakładając kolejne kaski ochronne mające uchronić przed skutkami. Efekt? 40 proc. wrocławskich studentów przyznaje się do lęków i zaburzeń nastroju, co 20. cierpi na głęboką depresję, która wymaga leczenia – alarmują naukowcy z Katedry Psychiatrii Akademii Medycznej we Wrocławiu.”

Przerażające wyniki, ale jednak nietrafione przyczyny. Bo to nie tylko bezstresowe wychowanie jest odpowiedzialne, ale przede wszystkim kary cielesne (przypominam, że ponad 60% Polaków je stosuje, a dwadzieścia, trzydzieści lat temu, ta wartość była jeszcze większa). Szczególnie, że jak wspomniałem, u nas w Polsce wychowanie bezstresowe nigdy nie było popularne, więc przypisywanie mu jakichkolwiek efektów, jest zwykłym błędem.

„Z raportu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” z 2012 r. wynika, że 2,5 mln Polaków ma zaburzenia lękowe, milion – depresje i manie, kolejny bierze narkotyki, a ponad 3 mln to alkoholicy.”

I jak pokazują badania, to też jest bezpośredni efekt stosowania przemocy wobec dzieci (kliknij tutaj). Tak, przemocy – tego cudownego leku, który autor próbuje nam sprzedać i który miałby rozwiązać wszystkie nasze wychowawcze problemy. To właśnie przemoc wzmacnia kompleksy, zaburzenia lękowe, depresje, manie i uzależnienia. To jej musimy za to podziękować. Tym niewinnym klapsom i strzałom, wymierzonym „dydaktycznie” przez rodziców.

Czy więc naprawdę wychowujemy pierdoły?
Więc ogólnie z tezą artykułu nie potrafię się nie zgodzić, bo jest ona prawdziwa. Tak, to prawda. Wychowujemy pierdoły. Częściowo przynajmniej. Jednak nie dzieje się tak dlatego, że wychowujemy dzieci bezstresowo, bo jako kraj, nigdy się tego nie nauczyliśmy (na całe szczęście!). Jest wręcz przeciwnie. Wychowujemy „pierdoły”, bo nasze dzieci wychowywane są w ogromnym stresie.

Wychowujemy dzieci, które boją się bawić swoimi zabawkami, bo ojciec je złoi, jak coś zepsują. Dzieci, które boją się głośnie odezwać, bo matka na nie nawrzeszczy, że przecież miały siedzieć cicho, bo ją głowa boli. Dzieci, które boją się zapytać o cokolwiek, bo rodzice je wyśmieją, że przecież takich durnych pytań nie powinno zadawać. Dzieci, które nie kończąc nawet podstawówki, mają już pełny bagaż chorób psychicznych we wczesnym stadium i które będą później leczyć całe życie.

Niestety, to nie jest najgorsze
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że się nie uczymy na błędach. Widzimy, że zawiedliśmy jako rodzice i to na wielu różnych płaszczyznach, ale nie potrafimy znaleźć winy w sobie. Słyszymy o wychowaniu bezstresowym, które zdobyło popularność w USA i zwalamy winę na to, bo przecież my jesteśmy kurwa nieomylni. Omnipotentni. Gdybyśmy potrafili jednak spojrzeć krytycznie na siebie, dostrzeglibyśmy, że prawdziwym błędem i prawdziwą porażką był każdy wymierzony klaps. Każdy nieopanowany krzyk. To są prawdziwe błędy, które doprowadziły do społeczeństwa pierdół, w jakim obecnie tkwimy, jak określa to autor. Do społeczeństwa pełnego przemocy i kompleksów. I najgorsze jest to, że nie byłyby to błędy, gdybyśmy wyciągnęli chociaż raz wnioski i powiedzieli sobie, że będziemy się starać być lepszymi. Jednak my jesteśmy na to zbyt wspaniali, prawda? Zbyt doskonali. Zbyt genialni. W końcu przeczytaliśmy bzdurny artykuł, który potwierdził tylko nasze zacofanie i nasze uprzedzenia, więc jesteśmy rozgrzeszeni.

Nic bardziej mylnego
Niestety każdy nasz błąd wpływa na nasze dzieci. I to one za kilka, kilkanaście lat, będą przez każdy taki błąd cierpieć. Teraz więc każdy z nas musi sobie zadać pytanie: czy chcemy, aby nasze dzieci dołączyły do tych wszystkich wychowanych klapsem i tych wszystkich wychowanych bezstresowo (bo w efekcie obydwa te rodzaje wychowania prowadzą do wykształcenia w pewien sposób uszkodzonych ludzi)? Czy chcemy, aby nasze dzieci dołączyły do tych wszystkich, które już teraz leczą się u psychologów? Mają depresję? Są uzależnione od narkotyków lub alkoholu? Czy może jesteśmy ponad to i zamierzamy wybrać bardziej wartościową, choć trudniejszą drogę?

To jedno pytanie, może wpłynąć na całe życie naszych dzieci.

I może warto się też zapytać: jeśli wybierzemy niewłaściwie, to czy będziemy w stanie żyć z samym sobą, wiedząc, że nasze dziecko cierpi przez nas? Lub że przez nasze dziecko cierpią inni?

I na koniec, polecam jeszcze ten cytat:

„Nie, nie daje klapsów swojemu dziecku. Tak, dyscyplinuję je. Tak, uczę je odróżniać dobro od zła. Nie, moje dziecko nie rządzi w domu. Tak, mam granice i oczekiwania. Nie zakładaj, że jestem uległy, bo nie biję mojego dziecka. Nie wychowuję niezdyscyplinowanego bachora. Wychowuję człowieka, który wybiera dobro, bo jest dobre, a nie dlatego, że boi się oberwać jeśli zrobi inaczej.”
_________________
Ostatecznie wszystko, co żyje, ma w środku jakąś kiszkę.
 
 
arahja 
Veg Do Potęgi
jestę bucą



Pomogła: 33 razy
Wiek: 30
Posty: 2207
Skąd: brno
Wysłany: 2015-09-09, 17:29   

filifjonka napisał/a:
No coś mi skakało po fejsie, ale ignorowałam.


I dobrze, bo w sumie i szkoda oczu, i literek. Mogłam się nie produkować :P
_________________
http://czeski-sen.blogspot.cz/
 
 
Tequilla 
Veg Do Potęgi
wujek dobra rata



Pomógł: 23 razy
Wiek: 41
Posty: 3574
Skąd: Byt GoGo
Wysłany: 2015-09-09, 19:47   

Trafna bardzo odpowiedź. Wcześniej miałem co do artykułu mieszane uczucia, ale dobrze został wypunktowany. Szacun dla autorki.
_________________
rzułta rzaba rzarła rzur

cat bless you

 
 
orzechova 
Guru Veg
żółtodziób



Pomogła: 58 razy
Wiek: 29
Posty: 5045
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-09-10, 07:59   

*autora ;)
jednak nie w każdym punkcie się zgadzam- autor pisze, że jego dzieci spędzają dużo czasu na podwórku, łażą po drzewach itp- z tego co widzę po likwidowanych w Gdańsku placach zabaw, to jednak większość dzieciaków całymi dniami siedzi w domu
_________________
kiełkuj zielonym do góry! :)
 
 
eliwinter 
Guru Veg
wu-wei



Pomogła: 20 razy
Wiek: 44
Posty: 4945
Skąd: z dziupli
Wysłany: 2015-11-10, 22:19   

Cytat:

W jakiej sytuacji można dać dziecku klapsa?




Bo czasami rodzic musi…

Udostępniłem dzisiaj na Facebooku jeden z lepszych artykułów o wychowaniu dzieci, z jakim miałem okazję się w ostatnim czasie spotkać (link ). Niestety później trafiłem do komentarzy pod artykułem. I tam lawina:

„A jak dziecko wchodzi pod auto to też byś tłumaczyła?!”

„A jak dziecko bierze 20-stego cukierka?”

„A jak dziecko wychodzi bez czapki na mróz?”

„A jak dziecko nie chce wejść do autobusu i on nam ucieknie?”

I największy hit sezonu: „A jak dziecko nie chce spać i wypluwa smoczek?”

Nie no oczywiście, jeśli dziecko robi coś nie po mojej myśli, to należy mu spuścić srogi łomot, bo inaczej to nie zrozumie. Wychowanie? Dajcie mi spokój – zarobiony jestem, nie mam na to czasu. Zresztą i tak czego bym nie zrobił, to nie pomoże – dzieci rozumieją tylko siłę, więc zlać po tyłku po prostu trzeba i basta. Nie ma innego sposobu.

Nie ma? Na pewno?

Co ja bym zrobił w opisanych sytuacjach?
Odpowiem na to krok po kroku. Najpierw połączmy dwa pytania:„A jak dziecko wchodzi pod auto to też byś tłumaczyła?!” i „A jak dziecko nie chce wejść do autobusu i on nam ucieknie?”

Jeśli chodzi o podróżowanie, zarówno autobusem, jak i spacerowanie przy ruchliwej drodze, to najważniejsza jest prewencja. Jak możemy oczekiwać od dziecka, że będzie się odpowiednio zachowywało, skoro nawet z nim nie porozmawialiśmy o tym, jakie zachowanie jest odpowiednie? Skąd ono ma czerpać tą wiedzę? Powinno ją wyssać z mlekiem matki? Także najpierw tłumaczymy, później gdzieś zabieramy. I tłumaczymy znowu. I znowu. Aż zrozumie.

Nie mówiąc o tym, że większość ludzi ma setki sposobów na uniknięcie jazdy autobusem z dzieckiem czy też spacerów przy ruchliwej drodze, więc może warto zacząć od eliminacji takich sytuacji z życia codziennego?

Oczywiście jeśli dziecko stwarza zagrożenie dla siebie lub dla innych, to używamy siły, żeby je powstrzymać, ale nie ma żadnego argumentu przemawiającego za tym, aby je dodatkowo ukarać. Jeśli jest za małe, aby zrozumieć tłumaczenie, to jest również za małe, aby zrozumieć za co dostało klapsa.

Lecimy dalej z pytaniami, teraz nieco łatwiejszy przypadek: „A jak dziecko bierze 20-stego cukierka?”

To przestańcie do cholery kupować cukierki! Czy to naprawdę jest takie trudne, że obca osoba musi to wam tłumaczyć?

Następne: „A jak dziecko wychodzi bez czapki na mróz?”

5 minut na mrozie bez czapki jeszcze nikogo nie zabiło. Naprawdę. Nie mówię, żeby roczne dziecko tak puszczać, ale jak czterolatek jeden czy drugi raz wyjdzie bez czapki i będzie mu zimno, to przynajmniej nauczy się o niej pamiętać. A jak zawsze mamusia lub tatuś, będą to robili za niego, to nawet mając 15 lat nie będzie o tym pamiętał. Niby chcemy wychowywać samodzielne dzieci, a niektórzy dalej potrafią zadawać takie pytania.

I ostatnie z tej serii: „A jak dziecko nie chce spać i wypluwa smoczek?”

To jest hicior. W sensie niby krzykiem lub uderzeniem sprawię, że dziecko zaśnie? Dzięki temu się uspokoi? Poczuje bezpieczne? Ludzie, proszę was. Nie szmaćcie logiki aż tak bardzo. Polecam też tekst zasypianie ze łzami w oczach .

To niestety nie koniec
Niestety popis zupełnego nie zrozumienia czym wychowanie jest, nie skończył się na tych powyższych pytaniach. Im dalej w las, tym było gorzej:

„Rany, czy Ci wszyscy specjaliści od wychowywania dzieci są naprawdę tak nierozumni, że nie potrafią pojąć, że część reguł, które stosuje się wobec dzieci jest zbyt skomplikowana, żeby przekazać je w ramach aparatu pojęciowego, które małe dziecko zdążyło wykształcić? Bo czasami mam wrażenie, że tak.”

Nie chcę odpowiadać na to pytanie w formie, w której zostało ZADANE (choć bardzo mnie korci), bo nie o przepychanki słowne mi tu chodzi. Zastanawia mnie jednak skąd ludzie wykształcili w sobie przekonanie, że jeśli dziecko nie rozumie naszego wytłumaczenia, to zrozumie klapsa? Skąd przekonanie, że jak ktoś wrzeszczy, to jest lepiej rozumiany, niż gdy mówi spokojnie i rzeczowo? Czy kiedykolwiek w historii świata, ktoś (przykładowo) przestał bić się z rodzeństwem, bo dostał lanie? No właśnie.

Są natomiast przypadki, w których nauczenie dzieci tego, jak porozumiewać się bez przemocy, skutkowało zakończeniem tej przemocy. Tu nawet nie trzeba pokazywać badań. Wystarczy logika. Bicie dzieci nigdy nie nauczy ich pokojowych rozwiązań. To można uzyskać tylko dzięki tłumaczeniom i przedstawianiu alternatywnych sposobów rozwiązania sytuacji konfliktowych.

„Niestety przemoc wobec dzieci jest nieunikniona.” Och, naprawdę?
„Wychowanie niestety wiąże się z pewną dozą przemocy psychicznej, bowiem przemoc jest w istocie wykorzystywaniem posiadanej w tym czy innym względzie przewagi w celu wymuszenia na jej ofierze działania lub zaniechania. Zakazując dziecku pochłonąć czterdziestego cukierka lub oglądania TV czy grania na kompie trzecią godzinę z rzędu dopuszczam się przemocy, bo wykorzystuję moją przewagę i władzę do zmuszenia go do zaprzestania robienia czegoś, co robić by chciało.
Zanim wyposażymy dziecko w prawa niwelujące jakąkolwiek władzę rodzicielską, proponuję zimny prysznic. Albo jednego mocniejszego. Albo cokolwiek, co pozwoli przejaśnić umysł i spojrzeć na sytuację obiektywnie – wyjdzie to na zdrowie wszystkim, a już szczególnie dzieciom.”

Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy nie chcą, aby ich dzieci jadły słodycze, ale mimo wszystko je kupują i na dodatek umieszczają je w miejscu łatwo dostępnym dla dzieci. WTF? Skąd się ci ludzie biorą?

Natomiast co do zakazywania dziecku trzeciej godziny grania na komputerze czy oglądania TV – zakładam, że mówimy o 10-12 latku, bo młodsze dzieci raczej nie mają takich sprzętów na własność. Jeśli więc w tym wieku nie potrafimy przekonać dziecka, że niektóre rzeczy bywają szkodliwe w nadmiarze, to ja mam pytanie: co robiliśmy przez ostatnią dekadę? Gdzie byliśmy jako rodzice, kiedy nasze dziecko uczyło się jakichś podstawowych zasad postępowania w życiu? Jakiegoś zdrowego rozsądku? Dlaczego nie reagowaliśmy wcześniej? I dlaczego teraz chcemy winić/karać dziecko za nasze zaniedbania?

Co jednak zrobić z rozpuszczonymi, rozwydrzonymi i roszczeniowymi dziećmi?
„Rozbraja mnie ten spokojny pouczający ton osoby, która nigdy nie miała do czynienia z dzieckiem rozpuszczonym, rozwydrzonym i roszczeniowym. Tak, są spokojne dzieci, które pojmują konsekwencję swych zachować już od najmłodszych lat. A są takie, że ani zachętą ani pokazaniem konsekwencji, ani krzykiem nie osiągniesz absolutnie nic. I proszę mi uwierzyć, że takie nastawienie dziecka to nie jest zawsze wina wychowania czy braku przykładania się do niego.”

Dzieci nie rodzą się rozpuszczone, rozwydrzone i roszczeniowe. To nie od znaku zodiaku ten stan zależy, ani od układu gwiazd w dniu urodzin. Dzieci bywają rozpuszczone, rozwydrzone i roszczeniowe, gdy rodzice nie poświęcają im dość uwagi. Gdy zastępują swoją obecność prezentami. Gdy pozwalają im sobą rządzić i wchodzić sobie na głowę. Gdy lekceważą ich złe zachowanie. Jak ktoś potrzebuje dodatkowych porad, to polecam 9 zasad, które pomogą na wychować małego diabła wcielonego .

To te wszystkie elementy prowadzą w efekcie do tego, że dziecko jest jakie jest. Wiem, że zwalanie takich cech na geny jest wygodne, ale jak pisałem ostatnio (klik ), geny to nie wszystko.

Niestety skrajności dobrze się sprzedają
Dlatego też jeden z komentatorów napisał:

2010: Kocham – nie biję.
2015: Kocham – nie krzyczę.
2020: Kocham – nie odzywam się nie pytany.

W końcu jak nie spierzesz swojego dziecka raz w tygodniu i nie wydrzesz się na niego co najmniej raz dziennie, to znaczy, że pozwalasz dziecku sobą pomiatać. Że jesteś bierny. Że to dziecko rządzi w domu.

Naprawdę? Okazywanie dziecku szacunku oznacza, że jestem bierny? Słuchanie go i okazywanie mu wyrozumiałości, gdy popełni błąd jest czymś złym? Lepiej go bezmyślnie zbić, zamiast pokazać mu alternatywną drogę? I to piszą dorośli ludzie? Chciałoby się napisać: dojrzali?

Odpowiadając jeszcze na tytułowe pytanie – kiedy można dać tego klapsa?
Nigdy. Mam nadzieję, że owi komentatorzy będą mieli okazję tu kiedyś zajrzeć i to przeczytać. I ci wszyscy, którzy te komentarze plusowali, również. Nie ma żadnej sytuacji, w której danie dziecku klapsa jest słuszne. Żadnej. Nawet jak nie chce spać i wypluwa smoczek (dalej nie mogę uwierzyć, że to padło jako przykład).

A jeśli ktoś zna sytuację, w której należałoby dać dziecku klapsa, to proszę o podzielenie się nią w komentarzach. Przeanalizujemy i podobnie jak w przypadku powyższych rozwiązań, zaproponujemy alternatywne rozwiązanie. W ramach czynu społecznego.

PS. Żeby mi ktoś nie zarzucił, że polecam model wychowania 100% skupiony na dzieciach, bez czasu dla rodziców, następny tekst (prawdopodobnie jutro, można czuwać) poświęcę temu, jak bez poczucia winy, wygospodarować czas „wolny od dzieci”.

Prawa do zdjęcia należą do Michael.

źródło
_________________
Zawsze sobie powtarzam: Trzeba patrzeć na światełko w tunelu. Może to nie pociąg jedzie.
weganizm udomowiony
weganizm udomowiony na Facebooku
Inspirujący wykład, który może zmienić Twoje życie - Gary Yourofsky
 
 
 
powsinoga 
Veg przez duże V



Pomógł: 29 razy
Posty: 1927
Skąd: z dupy
Wysłany: 2016-05-14, 13:33   

Klapsy szkodzą dzieciom

Dawanie klapsów zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia u dzieci zachowań aspołecznych i agresywnych, problemów psychicznych i trudności poznawczych, nie zwiększa natomiast posłuszeństwa wobec rodziców.
Tak wynika z dużej metaanalizy poświęconej badaniom dotyczącym kar cielesnych, jakie przeprowadzono na całym świecie w ciągu ostatnich 50 lat.

Autorami publikacji, która pojawiła się na łamach pisma „Journal of Family Psychology” są naukowcy z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin i Uniwersytetu Michigan (USA).

Łącznie na potrzeby badania przeanalizowano przypadki ponad 160 tysięcy dzieci, obserwowanych w ciągu ostatnich 50 lat. Jak podkreślają autorzy pracy, jest to największa i najbardziej kompletna analiza efektów karania dzieci klapsami, przy czym - co ważne - badanie skupia się na skutkach powodowanych wyłącznie przez klapsy, a nie klapsy współwystępujące z innymi typami kar cielesnych, jak bywało w innych tego typu publikacjach.

„Nasza metaanaliza koncentruje się wyłącznie na tym, co określa się mianem klapsów i nie dotyczy innych form agresji, przemocy i zachowań obraźliwych, jakich rodzice dopuszczają się wobec swoich dzieci - wyjaśnia prof. Elizabeth Gershoff, główna autorka badania. - Odkryliśmy, że same tylko klapsy są związane z występowaniem wielu negatywnych, niezamierzonych efektów, natomiast w najmniejszym stopniu nie wpływają na krótko- ani długotrwały wzrost posłuszeństwa dzieci, na co liczą rodzice chcący klapsami dyscyplinować swoje potomstwo”.

Wraz z drugim współautorem omawianej pracy - prof. Andrew Groganem-Kaylorem z Uniwersytetu Michigan - Gershoff dowiodła, że klapsy (definiowane jako uderzenie otwartą dłonią w pośladki lub kończyny dziecka) były istotnie związane z wystąpieniem negatywnych skutków w 13 spośród 17 analizowanych obszarów.

„Otrzymane przez nas wyniki jasno dowodzą, że klapsy zwiększają prawdopodobieństwo różnorodnych niepożądanych efektów u dzieci. Czyli działają dokładnie odwrotnie do zamierzeń wymierzających je rodziców” - mówi Grogan-Kaylor.

Autorzy przyjrzeli się także dorosłym, którzy w dzieciństwie karani byli za pomocą klapsów. Okazało się, że im częściej doświadczali tego typu zachowań ze strony rodziców, tym większe było prawdopodobieństwo wystąpienia u nich zachowań aspołecznych oraz problemów ze zdrowiem psychicznym. Osoby takie były również bardziej skłonne do stosowania kar cielesnych wobec własnych dzieci, co - jak podkreślają naukowcy - dowodzi, że postawy wobec kar fizycznych przekazywane są z pokolenia na pokolenie.

Zdaniem autorów wart podkreślenia jest fakt, że klapsy były ściśle skorelowane z negatywnymi skutkami dla dzieci we wszystkich typach i rodzajach przeanalizowanych przez nich badań, także tymi najbardziej rygorystycznymi metodologicznie: długofalowymi i eksperymentalnymi.

Tymczasem z raportu UNICEF ogłoszonego w 2014 roku wynika, że aż 80 procent rodziców na całym świecie wymierza swoim dzieciom klapsy. „Stan ten utrzymuje się, mimo iż nikt nigdy nie dowiódł, aby tego typu kary przynosiły jakiekolwiek pozytywny efekt, za to istnieją liczne dowody na ich negatywny wpływ na zachowanie i rozwój dzieci” - mówi prof. Gershoff.

„My, jako społeczeństwo, myślimy, że klapsy i przemoc fizyczna, znęcanie się to dwie odmienne sprawy - podsumowuje Gershoff. - Tymczasem nasze badanie pokazuje, że dawanie klapsów przynosi te same negatywne skutki, co przemoc fizyczna, tyle że w nieco mniejszym stopniu. Mamy nadzieję, że przytoczone tu wyniki pomogą uświadomić rodzicom, jak wiele szkód może wyniknąć z karania dzieci klapsami i skłonią ich do poszukania innych, mniej groźnych, form dyscyplinowania”.(PAP)


http://naukawpolsce.pap.p...a-dzieciom.html
 
 
wintersoul 
Pilny Veg


Posty: 28
Skąd: Białystok
Wysłany: 2016-05-28, 10:21   

Nie sądzę aby bicie dzieci (nawet drobne klapsy) były dobrą metodą wychowawczą.
Podejrzewam, że to nic nie wnosi. Przynajmniej tak było w moim przypadku.
Z drugiej strony nie uważam też aby powodowały jakąś specjalną traumę.
Myślę, że tematyka szkodliwości klapsów jest trochę rozdmuchana i przesadzona.

powsinoga napisał/a:


Dawanie klapsów zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia u dzieci zachowań aspołecznych i agresywnych, problemów psychicznych i trudności poznawczych(...)

(...) Autorzy przyjrzeli się także dorosłym, którzy w dzieciństwie karani byli za pomocą klapsów. Okazało się, że im częściej doświadczali tego typu zachowań ze strony rodziców, tym większe było prawdopodobieństwo wystąpienia u nich zachowań aspołecznych oraz problemów ze zdrowiem psychicznym. Osoby takie były również bardziej skłonne do stosowania kar cielesnych wobec własnych dzieci, co - jak podkreślają naukowcy - dowodzi, że postawy wobec kar fizycznych przekazywane są z pokolenia na pokolenie.




Znacie kogoś kto nigdy w dzieciństwie nie dostał lania?
Ostatnio zmieniony przez wintersoul 2016-05-28, 10:28, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
arahja 
Veg Do Potęgi
jestę bucą



Pomogła: 33 razy
Wiek: 30
Posty: 2207
Skąd: brno
Wysłany: 2016-05-28, 11:17   

wintersoul napisał/a:
Znacie kogoś kto nigdy w dzieciństwie nie dostał lania?


Tak. I widziałam już wielkie oczy tych osób na wspomnienie o tym, że u mnie w domu lanie się zdarzało.
_________________
http://czeski-sen.blogspot.cz/
 
 
wintersoul 
Pilny Veg


Posty: 28
Skąd: Białystok
Wysłany: 2016-05-30, 20:26   

arahja, które to pokolenie?
 
 
arahja 
Veg Do Potęgi
jestę bucą



Pomogła: 33 razy
Wiek: 30
Posty: 2207
Skąd: brno
Wysłany: 2016-05-30, 21:09   

wintersoul napisał/a:
arahja, które to pokolenie?


Moje. 30-latkowie z okolicami.
_________________
http://czeski-sen.blogspot.cz/
 
 
filifjonka 
Veg przez duże V
powered by plants



Pomogła: 37 razy
Wiek: 30
Posty: 1939
Skąd: dupa
Wysłany: 2016-05-31, 23:28   

Cytat:

Znacie kogoś kto nigdy w dzieciństwie nie dostał lania?


Ja nigdy nie dostałam. Ale rodzice potrafią fantastycznie skrzywdzić swoje dzieci, nie używając się do przemocy fizycznej.
Natomiast problem klapsów nie jest rozdmuchany, bo rodzic który ucieka się do tej metody ma problem. Nie ogarnia dzieciaka. A jak rodzic nie ogarniając dzieciaka daje mu po zadzie, używając tak naprawdę argumentu "jestem silniejszy więc to ja mam rację" to nie bardzo to dziecko wychowuje.

Inna sprawa, że dzieci to często wcielone diabły i ja nie wiem dlaczego ludzie się tak masowo poświęcają dla tej roli rodzica, ale nie jest to powód żeby bić. Jakoś pracując jako socjoterapeuta z patolką nie musiałam nigdy nikogo bić.
_________________
Ostatecznie wszystko, co żyje, ma w środku jakąś kiszkę.
 
 
D.M. 
Veg Do Potęgi
weg liberalny



Pomógł: 14 razy
Wiek: 46
Posty: 3573
Skąd: Kielce
Wysłany: 2018-01-11, 22:52   

Okazuje się, że istnieje dość konkretna informacja o tym, w jakich krajach bicie dzieci jest zakazane:
https://en.wikipedia.org/wiki/Child_corporal_punishment_laws#/media/File:Map_of_domestic_corporal_punishment_abolition.svg
(czerwone to te, w których właśnie zakazane). Wygląda na to, że obecnie często bywa tak, że jeśli w pewnym kraju takiego zakazu nie ma, to w tym kraju są dokładne przepisy potwierdzające prawo rodziców do bicia dzieci i jakoś ograniczające to prawo. Ale podejrzewam, że jest też niemało takich krajów, gdzie dotychczas akty prawne nie zawierają nic konkretnego na ten temat. Wcześniej w tym wątku formułowałem różne pytania, m.in. pisałem:

Cytat:
Rozpatrzmy kraj nie mający w swoim prawie wyraźnego zakazu bicia dzieci (takich krajów chyba dużo jest, a w przeszłości było jeszcze znacznie więcej). Przeanalizować, czy jednak można uważać bicie dzieci w tym kraju za czynność zakazaną. Z których aktów prawnych wynika odpowiedź na to pytanie?


Teraz chcę częściowo odpowiedzieć na te pytania. Wygląda na to, że taka sytuacja była kiedyś i w PRL, i w ZSRR. Dlaczego, wbrew prawnej ochronie nietykalności cielesnej, sytuacja tam była taka, że faktycznie rodzice mogli bez obaw bić swoje dzieci? Wyjaśniam. Bicie człowieka (ale takie bez poważnych skutków) było przestępstwem ściganym z oskarżenia prywatnego. Więc, żeby na tej podstawie ukarać rodziców za bicie dzieci, trzeba było, żeby dziecko złożyło skargę. Ale dziecko nie mogło złożyć skargę samodzielnie; w jego imieniu skargę mieli składać rodzice. I więc, proces karny w tym przypadku mógłby się zacząć tylko jeżeliby rodzice złożyli skargę na samych siebie. A być może, to jeszcze mogłoby zadziałać, gdyby jeden rodzic zaskarżył działania innego rodzica; nie wiem, czy nie była wymagana w takich przypadkach zgoda obojga rodziców. Oto tak wyobrażam sobie te prawne niuanse. Być może, się mylę.
Ostatnio zmieniony przez D.M. 2018-01-11, 22:55, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group