Veg - Wegetarianizm / Weganizm Strona Główna Veg - Wegetarianizm / Weganizm
Forum dla Weg(etari)an

RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
"Hormony na obiad" - dla kobiet choć nie tylko ;)
Autor Wiadomość
XsebaX 
Wyższy Stan Ducha



Wiek: 40
Posty: 751
Skąd: Śrem/Warszawa
Wysłany: 2005-07-07, 18:24   "Hormony na obiad" - dla kobiet choć nie tylko ;)

Hormony na obiad

Znajdziesz je nie tylko w pigułkach przepisywanych na receptę. Prawda jest taka, że hormony możesz jeść codziennie, wcale o tym nie wiedząc.



Czy trzeba się ich obawiać? To zależy, jakie hormony i w jakiej dawce zawiera zjadana przez ciebie żywność.

Twoim życiem w dużym stopniu sterują hormony. Gdy twój organizm wydziela je we właściwych ilościach, jesteś pełna werwy, dobrze śpisz, nie tyjesz, możesz zajść w ciążę i urodzić dziecko, a potem karmić je piersią. Hormony wpływają też na twój nastrój i wygląd. Możesz sprawdzić,

Czy masz ich tyle, ile trzeba, dowiesz się badając swój profil hormonalny. W razie potrzeby (np. nieregularne miesiączki, problemy z zajściem w ciążę, burzliwie przebiegająca menopauza), lekarz zapisze ci odpowiednie leki hormonalne. Czy wiesz jednak, że hormony możesz też bezwiednie zjeść? Na twoim talerzu, w wielu produktach, które spożywasz na co dzień, znaleźć się mogą hormony pochodzenia zwierzęcego i roślinnego. Jedne z nich potrafią pozytywnie wpłynąć na twoje zdrowie, inne są zdolne wyrządzić ci krzywdę. Dowiedz się, gdzie możesz je znaleźć i które warto świadomie zjadać, a jakich zdecydowanie powinnaś unikać.

Fitoestrogeny

Ludzkie hormony mają wpływ na rozwój człowieka, decydują m.in. o jego wzroście i momencie osiągnięcia dojrzałości płciowej. Rośliny produkują związki zbliżone budową chemiczną do hormonów człowieka, zwane fitohormonami, które również regulują ich rozwój: wpływają na wzrost, określają czas kiełkowania, kwitnienia, owocowania. Fitohormony działają zatem na roślinę tak, jak żeńskie hormony płciowe estrogeny na organizm kobiety. Właśnie dlatego nazywane są też fitoestrogenami.

Gdy zaczęto je badać, okazało się, że mogą również oddziaływać na ludzi: zachowują się wówczas podobnie jak ludzkie estrogeny, tyle że ich wpływ na organizm człowieka jest słabszy. Fitoestrogeny są obecne w owocach i warzywach, ziarnach zbóż (żyta, pszenicy, jęczmienia, ryżu, owsa) oraz nasionach (m.in. kopru, lnu, sezamu, słonecznika, chmielu). Najwięcej jednak jest ich w ziarnach roślin strączkowych: fasoli, grochu i soczewicy, a zwłaszcza w soi.

Obserwacje naukowców wykazały, że tam, gdzie spożywa się na co dzień dużo produktów sojowych (głównie tereny wschodniej Azji), ludzie rzadziej zapadają na tzw. choroby cywilizacyjne: schorzenia układu krążenia i nowotwory, a kobiety łagodniej przechodzą menopauzę. To skłoniło badaczy, by przyjrzeć się bliżej soi.

Soja i wszystko jasne

W wyniku badań okazało się, że ta niepozorna roślina strączkowa jest źródłem genisteiny - związku, który wykazuje najsilniejsze właściwości estrogenne. Co więcej, okazało się, że genisteina nie jest niszczona podczas procesu przetwarzania. Znajduje się więc ona nie tylko w ziarnach soi, ale i w wielu produktach sojowych: mączce i napojach, w tofu (serek sojowy) i tempeh (sfermentowane ziarno soi). Późniejsze doświadczenia prowadzone na zwierzętach (głównie na szczurach) wykazały, że genisteina ma pozytywny wpływ na naczynia krwionośne. Obniża bowiem poziom tzw. złego cholesterolu LDL, podwyższa zaś poziom dobrego HDL. W ten sposób zapobiega miażdżycy naczyń krwionośnych i związanym z nią chorobom: udarowi mózgu i zawałowi serca.

Genisteina pomaga też utrzymać szczupłą sylwetkę, dlatego wśród Azjatów rzadko spotyka się osoby otyłe. Produkty sojowe są bowiem dla nich głównym źródłem białka, a soja w porównaniu ze smażonym mięsem (głównym źródłem białka przeciętnego Polaka) zawiera mniej tłuszczu. Na tym jednak nie kończy się dobroczynne działanie genisteiny. Kolejne badania przeprowadzone na szczurach dały dowód na to, że soja może zapobiegać nowotworom. Szczury, które jadły karmę wzbogaconą ziarnami soi, rzadziej chorowały na raka okrężnicy, a jeśli już zachorowały, rak rozwijał się u nich wolniej. Okazało się, że fitoestrogeny działają niczym "zapora" na komórki nowotworowe: zapobiegają ich powstawaniu, a tym, które już są, nie pozwalają dalej się mnożyć. Doświadczenie potwierdziło to, o czym dawno już wiedzieli badacze: że w społeczeństwach, w których produkty sojowe są podstawą posiłków, ludzie znacznie rzadziej chorują na raka (jajników, płuc, piersi, prostaty i odbytu, a także na białaczkę).

Soja wywiera też dobry wpływ na kości. Szczury karmione soją miały mocniejszy kościec od tych, których dieta była pozbawiona dodatków sojowych. Okazało się, że organizm "przerabiając" białko sojowe wydala z moczem mniejsze ilości wapnia niż przy "przerabianiu" białka zwierzęcego. Dzięki temu doświadczeniu stwierdzono, że jedzenie produktów sojowych może zapobiegać osteoporozie (ubytkowi wapnia z kości).

Żwawe japońskie emerytki

Fitoestrogeny mają też zbawienny wpływ na kobiety w okresie menopauzy, gdy zaczyna im brakować żeńskich hormonów estrogenów. Objawia się to wieloma uciążliwymi dolegliwościami: tzw. uderzeniami gorąca, nadmierną potliwością, zmiennością nastrojów, częstym uczuciem zmęczenia. Mniejsza ilość estrogenów odbija się też na życiu seksualnym (pojawia się np. dokuczliwa suchość pochwy) oraz na ich formie fizycznej. W okresie przekwitania u wielu kobiet rozwija się osteoporoza, kości stają się łamliwe i kruche, łatwiej więc o kontuzję. Nic zatem dziwnego, że coraz więcej kobiet zaczyna stosować hormonalną terapię zastępczą HTZ, by dostarczyć sobie brakujących estrogenów.

Wyjątkiem są Japonki. Podczas gdy 30 proc. Amerykanek stosuje HTZ, w Kraju Kwitnącej Wiśni korzysta z niej jedynie 4 proc. kobiet. I nie wynika to wcale z nieświadomości Japonek lub obaw dotyczących skutków zażywania hormonów. Po prostu tamtejsze kobiety łagodniej przechodzą menopauzę. Nie narzekają na uderzenia gorąca, ani na osteoporozę. Sekret Japonek tkwi w... diecie. Hormonalna terapia zastępcza nie jest im potrzebna, gdyż zastępują ją posiłki bogate w produkty sojowe. Nie trzeba od razu zmieniać menu i jeść soi od rana do wieczora; wystarczy zjadać 45 g soi dziennie (jedna łyżka gotowanej soi to 30 g).

Dorodne brojlery

Nie wszystkie hormony mają tak dobroczynny wpływ na ludzi, jak te pochodzenia roślinnego. Pozostałości niektórych hormonów obecnych w tkankach zwierząt mogą wpływać niekorzystnie na zdrowie człowieka. Nie chodzi jednak o hormony wytwarzane przez zwierzęta, ale o anaboliki. Syntetyczne hormony podawane im przez hodowców, by pobudzić je do szybszego wzrostu. Dzięki nim, producent żywności oszczędza na paszy, bo choć kupuje jej tyle samo, zwierzę lepiej rośnie. Szybciej ma też zysk, gdyż zwierzę w krótszym czasie osiąga wagę odpowiednią do uboju.

Podawanie anabolików sprawia, że zwierzęta osiągają wagę wyższą o 10-15 proc. niż te, które rosły bez "wspomagaczy". Od lat 50. do 70. XX w. bardzo popularne były syntetyczne hormony zwane stilbenami. Wśród nich największą karierę zrobił dietylostilbestrol DES, podawany bydłu i kurczakom. Równie popularne były hormony naturalne, wśród nich 17-beta estradiol, który też przyspieszał wzrost zwierząt i zwiększał ich masę.

Co zjedliśmy, to nasze

Przeciętny Kowalski nie miał jak stwierdzić, czy wystana w kolejce szynka pochodzi ze świni dokarmianej anabolikami, bo takie mięso na oko niczym się nie odróżniało. Niczego nieświadomi ludzie mogli zjadać"podrasowane" wędliny i kotlety, bo ani wędzenie, ani gotowanie, smażenie, pieczenie i mrożenie nie likwiduje zawartych w mięsie hormonów. Dopiero, gdy podawaniem ich zwierzętom zainteresowały się media, klienci sklepów mięsnych zaczęli krytyczniej przyglądać się kupowanemu mięsu. Czy ich obawy były słuszne? Zdania są podzielone. Pracownicy służb weterynaryjnych zapewniają, że w krajach, w których podawano zwierzętom anaboliki, badano też, czy w sprzedawanym później mięsie nie ma pozostałości tych związków.

Nie i jeszcze raz nie

Hormonalne eldorado dla hodowców skończyło się pod koniec lat 70. Wtedy to bowiem pojawiły się doniesienia naukowców, że stilbeny mogą wywoływać raka. Efektem było wydanie zakazu stosowania DSE w USA (w 1979 r.) oraz w Europie (w 1981 r.). Kolejne lata przynosiły nowe niepokojące informacje. W 2000 r. Komisja Europejska podała wyniki prac komitetu naukowego, który ocenił, jakie ryzyko dla ludzi wiąże się ze spożywaniem mięsa ze zwierząt karmionych hormonami.

Okazało się, że również naturalny hormon 17-beta estradiol ma właściwości rakotwórcze. Dziś we wszystkich krajach Unii Europejskiej podawanie hormonów zwierzętom hodowlanym jest zabronione.naturalne podobno nieszkodliwe, ale... Mimo to, w niektórych państwach poza UE, np. w USA i Australii, zwierzętom hodowlanym nadal podaje się hormony - odpowiedniki naturalnych hormonów, takich jak estradiol, testosteron i progesteron. Zwolennicy takiego postępowania twierdzą, że podawanie ich zwierzętom nie jest niebezpieczne dla człowieka, gdyż "dobra praktyka hodowlana" zapobiega pozostawaniu tych hormonów w mięsie. A jeśli nawet nie, to i tak nie wywrą one wpływu na człowieka. Ludzki organizm wytwarza bowiem znacznie większe ilości hormonów od tych, jakie pozostają w "podkręconym" mięsie.

Przeciwnicy takich praktyk twierdzą, że nie powinno się podawać hormonów (nawet naturalnych) zwierzętom, gdy wiadomo, że mogą one jednak zaszkodzić zdrowiu ludzi. Podkreślają też, że zagrożenie trudno oszacować, ponieważ równowaga hormonalna jest sprawą indywidualną, uzależnioną m.in. od wieku i płci.

Polskie mięso bezpieczne?

Pozostaje pytanie: czy podawanie anabolików zwierzętom hodowlanym mogło w jakiś sposób zaszkodzić zdrowiu Polaków? Badań na ten temat nie przeprowadzano, wiele jednak wskazuje na to, że nie, bowiem w Polsce już w 1970 r. zakazano stosowania substancji hormonalnych jako dodatków do żywności dla zwierząt. Nie ma jednak pewności, czy przestrzegano tych przepisów, gdyż pozostałości hormonów w mięsie bada się w Polsce dopiero od 1990 r.

W epoce Gierka słynne były "desanty" podejrzanie dorodnych kurczaków, przybywających statkami do Polski ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Specjaliści z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego zapewniają jednak, że każda partia tego drobiu była kontrolowana na obecność hormonów anabolicznych.Obecnie, zgodnie z Krajowym Programem Badań Kontrolnych, Pozostałości Chemicznych, Biologicznych i Leków, rocznie bada się ok. 6 tys. zwierząt (bydło, świnie, owce, konie, króliki, drób i ryby), sprawdzając, czy ich mięso nie zawiera pozostałości zakazanych hormonów. Próbki do badań pobiera się głównie od zwierząt, których wygląd nasuwa podejrzenie zastosowania hormonów: mających dużą masę mięśniową, a na ciele ślady po zastrzykach lub implantach.

W ubiegłym roku wprowadzono także badania monitoringowe, kontrolujące środki, którymi karmi się zwierzęta (przebadano ok. 300 próbek paszy). Taki system kontroli ma gwarantować, że mięso, które jest sprzedawane w Polsce (zarówno krajowe, jak i importowane, które również jest sprawdzane przez polskie służby weterynaryjne) nie zawiera pozostałości hormonów anabolicznych i że jest bezpieczne. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że te kontrole są skuteczne.


http://kobieta.interia.pl/news?inf=643233
_________________
Zapraszam na najlepsze forum mlodziezowe www.nedds.pl
 
 
 
frik??? 
Ostoja Wiedzy
skate or cry



Pomógł: 2 razy
Wiek: 33
Posty: 454
Skąd: wroclaw
Wysłany: 2005-07-08, 01:00   

w szamponach mniam
_________________
mechaniczna pomarańcza
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group